Reklama

Z Asią byliśmy piętnaście lat po ślubie. Nasze życie nie było usłane różami, ale uważałem, że radzimy sobie lepiej niż większość, skoro dotychczas jeszcze się nie rozwiedliśmy, jak mnóstwo znajomych par. Aśka czasem miała pretensje, że poświęcam jej za mało uwagi. Uważam, że mężczyzna powinien skupić się na konkretach, takich jak praca, a nie na czułostkach.

Reklama

Nakryłem ich

Tamtego dnia wszystko szło nie tak. W pracy odwołano dwa ważne spotkania, komputer zawiesił się w połowie pisania ważnego raportu, a na dodatek szef zrzucił na mnie dodatkową robotę. Około czternastej stwierdziłem, że nie mam siły dłużej udawać, że jestem produktywny. Wyszedłem z biura i wróciłem do domu.

Byłem zaskoczony, że jej samochód stoi na podjeździe. Zwykle w środy pracowała do późna. Przekręciłem klucz w zamku i już w korytarzu usłyszałem coś dziwnego. Jakby stłumiony śmiech i jakieś skrzypienie.

Zdjąłem płaszcz i ruszyłem do kuchni. Było pusto. Postawiłem torbę na stole i wszedłem na górę. Już w połowie schodów usłyszałem wyraźnie męski śmiech, dochodzący z naszej sypialni. Wziąłem głęboki oddech i wszedłem na górę.

– Joanna – szepnąłem, otwierając drzwi do sypialni z hukiem.

Ona i jakiś mężczyzna leżeli w łóżku tak, jak ich Pan Bóg stworzył. Ich spojrzenia mówiły wszystko.

– Co tu się dzieje? Kto to jest? – wycedziłem przez zaciśnięte zęby.

Nic nie odpowiedziała.

– Wynoś się – zwróciłem się do faceta. – Wynoś się z mojego domu, teraz.

Zrzuciła winę na mnie

Gdy wyszedł, zostaliśmy sami. Czekałem na jej wyjaśnienia, na cokolwiek, co mogłoby poskładać to wszystko w sensowną całość. Wpatrywałem się w nią, nie mogąc uwierzyć, że była do tego zdolna. Kobieta, którą znałem od lat, która była moją żoną.

– Co chcesz usłyszeć? – Spytała Joanna. – Że to twoja wina?

– Moja wina? – powtórzyłem. – Żartujesz sobie?

– Wcale nie żartuję – odparła chłodno. – Naprawdę jesteś zaskoczony? Myślałeś, że jeśli rachunki są opłacone, a lodówka pełna, to wszystko jest w porządku. Ale to nie wystarcza w małżeństwie.

– Poświęcam się dla nas. Pracuję dniami i nocami, żebyś miała to, czego potrzebujesz. A ty w zamian sprowadzasz tu tego…

– On ma imię – przerwała mi ostro. – I wiesz co? Przynajmniej on słucha, co mówię. Nie traktuje mnie jak przedmiotu.

– Naprawdę tak to widzisz? Uważasz, że nigdy cię nie doceniałem?

– A kiedy ostatni raz powiedziałeś mi coś miłego? Albo spytałeś, jak się czuję? Kiedy ostatni raz przytuliłeś mnie? Ty mnie nie kochasz, po prostu żyjesz obok mnie.

Nie rozumiałem tego

Może rzeczywiście za bardzo się od niej oddaliłem, skupiłem na pracy, zapominając, że o małżeństwo trzeba dbać? Ale czy to usprawiedliwiało jej zdradę?

– Mogłaś ze mną porozmawiać – powiedziałem. – Mogłaś powiedzieć, że coś jest nie tak. A nie zapraszać go tutaj.

Tylko pokręciła głową.

– I co teraz? – Spytałem po chwili. – Mam ci wybaczyć? Mam udawać, że nic się nie stało?

– Nie oczekuję, że mi wybaczysz – odparła. – Ale musisz zrozumieć, że to nie była tylko moja wina. To, co się stało, jest z twojego powodu.

Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Mój gniew zmienił się w pustkę. Wyszedłem z domu.

Tej nocy spałem w samochodzie. Nie mogłem wrócić do domu. I nie miałem pojęcia, co dalej. Całe moje życie legło w gruzach w jednej chwili.

Nad ranem wróciłem do domu. Joanna wyglądała na zmęczoną.

– Chcę tylko wiedzieć jedno: dlaczego? Czy to było planowane, czy po prostu się stało?

Przez chwilę patrzyła na mnie, jakby ważyła każde słowo.

– Michał pojawił się w momencie, kiedy czułam, że nasze małżeństwo już nie ma sensu.

– Jak ja mam teraz żyć z tym, co się stało? – Spytałem.

Pytanie pozostało bez odpowiedzi.

Zostałem sam

Zdawaliśmy sobie sprawę, że z tej rozmowy nie wyniknie nic, co mogłoby naprawić naszą relację.

Joanna postanowiła się wyprowadzić. Spakowała się szybko. Widząc jej walizkę przy drzwiach, poczułem się dziwnie.

– Naprawdę odchodzisz? – Zapytałem, choć znałem odpowiedź.

– Nie naprawimy tego – odparła spokojnie. – Przepraszam, że zraniłam cię w taki sposób. Ale nie mogę żyć z tym ciężarem… ani z tobą.

Jej słowa bardzo bolały, ale nie miałem siły na kłótnię. Patrzyłem, jak wychodzi. Nie obejrzała się za siebie.

Gdy zostałem sam, naszły mnie niewesołe myśli. Nasze małżeństwo rozpadło się nie tylko z powodu jej zdrady, ale z powodu nas obojga. Rozumiałem to, choć akceptacja przychodziła z trudem.

Przez kolejne dni próbowałem odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Pozdejmowałem ze ścian wspólne zdjęcia, bo patrzenie na nie sprawiało mi teraz przykrość. Nie mieliśmy z Joanną już więcej kontaktu. Z czasem przestałem się zastanawiać, gdzie jest i co robi. Skupiłem się na pracy i drobnych rzeczach, które dawały mi spokój. Kupiłem nową kanapę, przemalowałem ściany. To nie wymazało przeszłości, ale pomogło stworzyć nowy początek.

Andrzej, 40 lat

Reklama

Czytaj także:
„Robiłem karierę, bo sypiałem z żoną szefa. Myślałem, że już zawsze będę żył jak pączek w maśle”
„W sanatorium chciałem pobrykać z inną kobietą, ale to był błąd. Nie sądziłem, że szybko zatęsknię za zrzędzącą żoną”
„Wszystkie moje randki w ciemno kończą się spektakularną klapą. Nie zniosę już więcej Adonisów z outletu”

Reklama
Reklama
Reklama