„Na weselu kuzynki zatańczyłam z przeszłością. Na jedną noc zeszłam się z eks, ale skończyło się wstydem i upokorzeniem”
„Chciałam wstać i wyjść, ale nie mogłam. Mój telefon gdzieś się zgubił, buty leżały pod łóżkiem, a moje ciało jakby przyrosło do materaca. W tej ciszy coś pękało. I jeszcze nie wiedziałam, że ta noc miała dopiero nadejść – ta, która wbije się we mnie jak drzazga, której nie da się wyjąć. Bo nie byliśmy tu sami”.

- Redakcja
Mam na imię Julia, mam dwadzieścia siedem lat i jestem... singielką z przymusu, nie z wyboru. Od roku próbuję udawać, że moje życie się poukładało. Że po Michale nic już nie czuję. Że jestem silna, niezależna i świadoma swojej wartości. Że wcale nie zaglądam na jego profil, że nie zastanawiam się, jak wygląda jego nowa dziewczyna. Albo czy tęskni.
Związek z Michałem był burzliwy. Kochaliśmy się tak bardzo, jak bardzo potrafiliśmy się ranić. A jednak gdy odszedł – razem z moim poczuciem własnej wartości – coś we mnie pękło. I przez ostatni rok próbowałam to posklejać. Bez większych sukcesów.
Za trzy dni ślub mojej kuzynki Kingi. Powinnam się cieszyć, ale prawda jest taka, że każda kolejna para młoda to dla mnie tylko przypomnienie, że coś w moim życiu nie wyszło. Nie mam partnera, nie mam pierścionka, nie mam planu na przyszłość. Mam tylko sukienkę z wyprzedaży i przyjaciółkę Darię, która nie odpuszcza.
– Julia, weź się zabaw. Jedź, zatańcz, napij się, może kogoś poznasz! – powiedziała, wrzucając mi do walizki koronkową bieliznę.
– Nie jadę tam na polowanie – mruknęłam.
– Może właśnie powinnaś. Korzystaj z życia, póki możesz.
Nie sądziłam, że na tym weselu znów zatańczę z przeszłością. A tym bardziej, że ta przeszłość będzie miała znajome imię.
Spotkanie z przeszłością
Weszłam na salę i od razu poczułam się, jakby ktoś mnie teleportował do jakiegoś romantycznego filmu. Girlandy, światła, dym unoszący się nad parkietem, a Kinga w białej sukni wyglądała jak z bajki. Rozglądałam się za wolnym miejscem przy moim stoliku, gdy nagle...
– Julia?
Ten głos. Tego głosu nie dało się pomylić. Odwróciłam się i zamarłam.
– Michał? – wydusiłam.
Stał kilka kroków przede mną. Garnitur leżał na nim idealnie, broda nieco dłuższa niż kiedyś, ale te oczy... te same oczy, w które kiedyś patrzyłam jak w lustro. Zrobiło mi się gorąco. Serce waliło mi jak szalone.
– Co ty tu robisz? – zapytałam głupio, choć przecież Kinga kiedyś wspominała, że Michał zna jej męża z pracy.
– Przyszedłem na wesele, tak jak ty – uśmiechnął się, jakby to było najnaturalniejsze na świecie.
Nagle poczułam, że brakuje mi powietrza. Musiałam się napić. Godzinę później tańczyliśmy razem. Nie wiem, jak do tego doszło. Może to przez drinki. Może przez ten durny sentyment.
– Myślisz czasem o tamtym lecie? – zapytał, trzymając mnie za talię.
– Za często, żeby się do tego przyznać – odpowiedziałam, patrząc mu w oczy.
Był blisko. Zbyt blisko. Zatańczyliśmy jeszcze dwa razy. A potem wyszliśmy z sali, śmiejąc się, jakby nie było między nami żadnej przeszłości. Jakbyśmy mieli tylko „teraz”. I właśnie to „teraz” zaprowadziło nas do pokoju gościnnego.
Dałam się ponieść chwili
Drzwi zatrzasnęły się za nami. Nie było świateł, tylko blade światło z korytarza, które wpadało przez uchylone drzwi. Pokój gościnny – jeden z tych na piętrze, dla przyjezdnych z dalszych stron.
– Julia, jeśli chcesz... to możemy stąd wyjść – powiedział cicho, stając dwa kroki ode mnie.
Nie odpowiedziałam. Po prostu podeszłam i pocałowałam go. Mocno, jakby nie było jutra. Nie myślałam o niczym. Nie chciałam. Przez tyle miesięcy walczyłam z tęsknotą, z każdym snem, w którym się pojawiał. A teraz stał przede mną i pachniał tak samo jak wtedy. Jak moje wspomnienia. Nie zadawałam pytań. Nie chciałam wiedzieć, czy z kimś jest. Co u niego. Co u... niej. Czułam się jak ktoś inny. Jak ktoś, komu wolno. Komu wszystko jedno. Leżeliśmy potem w ciszy. On zasypiał, a ja wpatrywałam się w sufit, czując narastające obrzydzenie do samej siebie.
– Nie powinniśmy tego robić – wyszeptałam.
– Może... ale to jedyne, co od dawna poczułem naprawdę – odparł cicho, nie otwierając oczu.
Chciałam wstać i wyjść, ale nie mogłam. Mój telefon gdzieś się zgubił, buty leżały pod łóżkiem, a moje ciało jakby przyrosło do materaca. W tej ciszy coś pękało. I jeszcze nie wiedziałam, że ta noc miała dopiero nadejść – ta, która wbije się we mnie jak drzazga, której nie da się wyjąć. Bo nie byliśmy tu sami.
Czułam się upokorzona
Usnęłam. Choć zarzekałam się, że nie zasnę. Może na chwilę, może na godzinę. Obudziło mnie pukanie. Najpierw delikatne, potem bardziej stanowcze.
– Michał... ktoś puka – szepnęłam, wybudzając się z półsnu.
– Co? – zamruczał, zdezorientowany, ale już było za późno.
Drzwi się otworzyły. Stała w nich kobieta. W jasnej sukience, z wyraźnie zaokrąglonym brzuchem. Z twarzą, którą rozpoznałam z jakiegoś zdjęcia, którego kiedyś nie powinnam była oglądać. Z oczami, które od razu wiedziały, co tu się wydarzyło.
– Michał? – powiedziała cicho. – Nie odbierasz telefonu, a ja pomyślałam, że po ciebie przyjadę...
Zamarłam w pościeli, upokorzona.
– Patrycja...? – Michał poderwał się, jakby nagle zrozumiał, gdzie jest i z kim.
Wstałam jak automat. Nie miałam odwagi spojrzeć jej w oczy.
– To twoja narzeczona...? – zapytałam bezbarwnym głosem, trzymając sukienkę w dłoniach, jakby mogła mnie przed czymkolwiek ochronić.
– Julia, poczekaj... – zaczął Michał, ale Patrycja była szybsza.
– Narzeczona. I matka jego dziecka – powiedziała chłodno. – Ale chyba to nie miało znaczenia, co?
Cisza. Michał stał między nami, jakby nie wiedział, do której powinien się zwrócić. A może nie chciał wybierać. Może myślał, że wszystko jakoś się rozejdzie po kościach.
– To nie miało się tak potoczyć – rzucił w końcu.
– No to gratuluję wam obojgu – szepnęłam i wyszłam boso na korytarz.
Zaczęło się we mnie gotować.
Było mi wstyd
Zbiegłam po schodach. Gdy tylko zamknęły się za mną drzwi na piętro, coś we mnie pękło. Nie płakałam, nie krzyczałam. Po prostu czułam się... pusta. Jak ktoś, kto dał się nabrać drugi raz na ten sam numer. Na końcu korytarza siedziała Daria. Umówiłyśmy się, że odbierze mnie z wesela. Z telefonem w dłoni i butelką wody, jakby przeczuwała, że będę jej zaraz potrzebować.
– Julka... co się stało? – podniosła się, widząc moją twarz.
Nie odpowiedziałam. Usiadłam obok niej i wypiłam łyk wody, który prawie mnie zadławił.
– Byłam z Michałem... – zaczęłam. – On ma narzeczoną... w ciąży. Przyszła do pokoju.
Daria aż przymknęła oczy, jakby ktoś ją uderzył. A potem objęła mnie i przyciągnęła do siebie.
– Wiedziałam, że to się źle skończy. Czułam to od pierwszej chwili, gdy powiedziałaś, że za nim tęsknisz.
– Czemu ja w to wchodzę? Czemu ja zawsze... myślę, że będzie inaczej?
Milczała. A ja mówiłam dalej, cicho, jakbym spowiadała się z czegoś, co do mnie nie pasuje.
– Przecież on nigdy nie brał odpowiedzialności. Uciekał z każdej sytuacji, która wymagała odwagi. A ja zawsze mu to wybaczałam, bo... bo go kochałam. I chyba nadal coś czuję. Ale to już nie miłość. To... bardziej jak zależność.
Daria westchnęła.
– To nie twoja wina, że on nie potrafi być dorosły.
– Ale to ja dałam się nabrać… znowu – odpowiedziałam, już z łzami w oczach.
Nie miałam już w sobie gniewu. Tylko wstyd.
Zostawiłam go samego
Poranek był dziwnie cichy. Ludzie w hotelu jeszcze spali albo leczyli kaca. Ja spakowałam rzeczy do torby w kilka minut. Chciałam tylko zniknąć. Udawać, że mnie tu nie było. Że to się nie wydarzyło. Zeszłam na parking. Auto Darii stało tam, gdzie je zostawiła. Ale zanim do niego podeszłam, usłyszałam znajome kroki.
– Julia! Poczekaj!
Michał.
Odwróciłam się powoli.
– Musimy porozmawiać – powiedział cicho.
– Nie mamy już o czym – odpowiedziałam chłodno.
– To nie miało tak wyglądać. Z Patrycją to był przypadek. Wpadliśmy. Nie planowałem z nią życia. To miała być... ucieczka. Od ciebie. Od tego, co czułem.
– Świetnie ci wyszło – rzuciłam.
– Ale to nie ona. To nigdy nie była ona. Julia, ty jesteś moją prawdziwą miłością.
Uśmiechnęłam się smutno, bez cienia satysfakcji.
– Prawdziwa miłość? Naprawdę tak to nazywasz? Kiedy zdradzasz kobietę, z którą spodziewasz się dziecka?
Zamilkł. Patrzył na mnie, jakby próbował mnie przekonać wzrokiem.
– Ona miała zastąpić ciebie. Nigdy mi się to nie udało.
– Michał... Ja nie jestem opcją awaryjną. Nigdy nią nie byłam.
Wsiadłam do auta i zamknęłam drzwi. Nie krzyczałam, nie płakałam. Nie dałam mu nic, nawet pożegnania. A on został na tym parkingu, bezradny i pierwszy raz naprawdę sam.
Moje małe zwycięstwo
Droga powrotna była cicha. Daria prowadziła, ja patrzyłam w szybę, jakbym mogła tam zobaczyć odpowiedzi na pytania, których nawet nie umiałam zadać. Nie płakałam. Może nie miałam już łez. Może wszystko, co mogło boleć, już się wypaliło. Czułam pustkę. Ale taką... oczyszczającą. Jakby coś, co od miesięcy we mnie gniło, w końcu się wyrwało.
– Będziesz dobrze? – zapytała Daria, gdy podjeżdżałyśmy pod mój blok.
– Nie wiem – odpowiedziałam zgodnie z prawdą. – Ale chyba pierwszy raz naprawdę widzę wyraźnie.
Po powrocie wzięłam długi prysznic. Zmywałam z siebie wszystko – pot, jego dotyk, tamtą noc, siebie sprzed 24 godzin. Potem zrobiłam herbatę i usiadłam na balkonie. Patrzyłam, jak sąsiedzi wieszają pranie, dzieci krzyczą na placu zabaw, a jakiś pies szczekał zbyt głośno na gołębie. Wszystko było tak samo.
A ja nie. Wzięłam głęboki oddech. Może życie nie wróci od razu na właściwe tory. Może jeszcze wiele razy pomyślę o Michale. Może przyjdą noce, kiedy znów będzie mi go brakować.
Ale teraz wiem, że lepiej być samą, niż pozwalać sobie na bycie „na chwilę”. Już nie chcę nikomu udowadniać, że jestem warta miłości. Szczególnie tym, którzy nie potrafią kochać nikogo – nawet własnego dziecka.
Otworzyłam telefon, przyszła wiadomość od niego. Nie przeczytałam jej. Po prostu ją usunęłam. I to też było jak małe zwycięstwo.
Julia, 27 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Wyjechałam z ukochanym w Tatry, ale do domu wróciłam sama. Czułam, że kręci i w końcu złapałam go na gorącym uczynku”
- „Uciekłam do Zakopanego, żeby poszaleć na stoku. Zamiast na nartach skończyłam w objęciach przystojnego instruktora”
- „Pojechałam z chłopakiem na wiejski bal karnawałowy. Po tym, co przeżyłam, nie chcę mieć nic wspólnego z jego rodziną”

