„Na walentynki zrobiłam nową fryzurę, wystroiłam się i kupiłam drogie perfumy, ale mąż nie zauważył. Już wiem, dlaczego”
„Stanęłam przed lustrem i spojrzałam na siebie z mieszanką dumy i niepewności. Sukienka była bordowa, dopasowana idealnie, z delikatnym dekoltem. Włosy układały się tak, jak u modelki z reklamy, a na powiekach mienił się lekki cień. Przez chwilę poczułam się młodsza o dziesięć lat”.

- Redakcja
Walentynki zawsze były dla mnie wyjątkowym dniem, nawet jeśli życie nie zawsze układało się idealnie. Pamiętam, jak rok wcześniej, podczas wspólnej kolacji, mój mąż Roman patrzył na mnie z czułością i śmiał się z moich żartów.
Przez długi czas wierzyłam, że wystarczy się starać, by wszystko było dobrze. Tym razem postanowiłam przygotować się szczególnie. Zamówiłam wizytę u fryzjera, nową sukienkę, nawet drogie perfumy, które dotąd wydawały mi się ekstrawagancją. Chciałam poczuć się piękna i zauważona, choć od kilku miesięcy w naszym domu wisiało napięcie, którego nie umiałam rozbroić.
Roman wiecznie był czymś zajęty – praca, telewizor, telefon. Czułam się samotna w swoim własnym małżeństwie, ale mimo to wierzyłam, że ten wieczór coś zmieni. Wszystko miało się odwrócić, a ja zamierzałam wyglądać lepiej niż kiedykolwiek. Przez cały dzień chodziłam z sercem na ramieniu, licząc, że wróci do mnie ten dawny blask, jaki kiedyś widziałam w jego oczach.
Poczułam się piękna
Wieczorem, gdy światła w salonie zamigotały ciepłym blaskiem, stanęłam przed lustrem i spojrzałam na siebie z mieszanką dumy i niepewności. Sukienka była różowa, dopasowana idealnie, z delikatnym dekoltem. Włosy układały się tak, jak u modelki z reklamy, a na powiekach mienił się lekki cień. Przez chwilę poczułam się młodsza o dziesięć lat, jakbym znowu była tą dziewczyną, w której Roman się zakochał.
Roman wrócił później niż zwykle. Drzwi skrzypnęły, a ja niemal odruchowo wyprostowałam się, poprawiając sukienkę. Usłyszałam jego szybkie kroki, potem zobaczyłam go w progu.
– Cześć, już jestem – rzucił krótko, ściągając buty, nawet nie podnosząc na mnie wzroku.
– Zobacz... – zaczęłam nieśmiało, próbując złapać jego spojrzenie.
On przeszedł obok, wziął wodę z lodówki i odłożył klucze na blat.
– Zaraz wracam, muszę jeszcze coś skończyć na komputerze – powiedział, nie odrywając się od ekranu telefonu.
Stałam przez chwilę w pustym salonie, czując, jak cała moja pewność siebie rozpuszcza się szybciej niż lód w jego szklance. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić – czy czekać dalej, czy po prostu usiąść i udawać, że wcale na nic nie liczyłam.
Chciało mi się płakać
Przez chwilę stałam jak zaczarowana, z dłonią opartą o stół, próbując nie rozpłakać się na widok zastawy, którą godzinę wcześniej starannie rozkładałam. Na środku pachniały róże, świeczki rzucały miękkie światło na talerze, a w piekarniku dochodziła lasagne – jego ulubione danie. Zawsze mówił, że nigdzie nie smakuje mu tak dobrze jak w domu.
Westchnęłam, czując ciężar rozczarowania.
– Roman, może zjesz ze mną chociaż kawałek? – zawołałam, nie wierząc, że to naprawdę ja proszę własnego męża o uwagę.
Wyszedł z pokoju po kilku minutach, patrząc na ekran telefonu.
– Muszę jeszcze skończyć ten raport, wybacz – rzucił, przelotnie całując mnie w czoło, jakby z przyzwyczajenia.
Usiadłam do stołu sama, dłubiąc w lasagne i próbując wmówić sobie, że to nic takiego. Starałam się nie patrzeć na drugie nakrycie, którego nikt nie tknął. Gdy Roman wrócił po godzinie, talerz był już pusty, a ja siedziałam w ciszy z kieliszkiem w dłoni.
– Długo jeszcze będziesz siedzieć? – zapytał obojętnie, nawet nie pytając, jak minął mi dzień.
Czułam się niewidzialna, jak tło do jego spraw i obowiązków. Z trudem powstrzymałam łzy.
Czułam, że coś ukrywa
Zawsze wierzyłam, że miłość rodzi się w drobiazgach, w tych codziennych gestach, które często przechodzą niezauważone. Tym razem nie mogłam jednak przestać myśleć o tym, jak bardzo Roman się ode mnie oddalił. Po kolacji poszłam do łazienki, gdzie na blacie stał nowy flakon moich ukochanych perfum. Delikatnie spryskałam nimi nadgarstek, licząc, że może choć ich zapach sprawi, że poczuję się pewniej.
Wróciłam do salonu i usiadłam na kanapie, udając, że oglądam jakiś serial. Czekałam, aż Roman się zbliży, zapyta, co się dzieje, dotknie mojej dłoni. Zamiast tego siedział z laptopem na kolanach i co chwilę nerwowo spoglądał na telefon.
– Zgasisz to? – rzucił w końcu, jakby przeszkadzał mu blask świeczek.
Zgasiłam płomień, czując, jak coś ciężkiego osiada mi na piersi. W nocy przewracałam się w łóżku z boku na bok, słysząc, jak Roman długo pisze wiadomości. Kiedy wyjrzałam przez uchylone drzwi, zobaczyłam, że uśmiecha się do ekranu.
– Z kim rozmawiasz? – zapytałam, próbując nie zabrzmieć zbyt podejrzliwie.
– Z pracy, mam ważny projekt, muszę być na bieżąco – odpowiedział bez emocji, nie patrząc mi w oczy.
Czułam, że coś ukrywa. Nagle mój zapach, nowa sukienka, całe to zamieszanie – wszystko wydawało się niepotrzebne.
Byłam na niego wściekła
Nazajutrz obudziłam się wcześnie, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Roman jeszcze spał, a ja wsłuchiwałam się w jego spokojny oddech, próbując przypomnieć sobie, kiedy ostatnio poczułam się przy nim bezpiecznie. W ciągu dnia z pozoru wszystko toczyło się zwyczajnie – kawa, szybkie śniadanie, kilka wymienionych zdań o planach na popołudnie. Jednak gdzieś pod powierzchnią tej rutyny dręczyły mnie pytania bez odpowiedzi.
Po południu, gdy sprzątałam pokój, znalazłam w jego płaszczu paragon z restauracji. Zaintrygowana, sprawdziłam datę – dzień przed walentynkami. Przez chwilę tłumaczyłam sobie, że może to służbowe spotkanie. Potem zobaczyłam odręcznie napisany na odwrocie numer telefonu.
Gdy Roman wrócił, stałam w kuchni, trzymając paragon w dłoni.
– Byłeś ostatnio w restauracji? – zapytałam spokojnie, choć w środku kipiałam złością i bezsilnością.
– Służbowo, przecież mówiłem – odpowiedział, nie patrząc mi w oczy.
Podałam mu paragon.
– Nie podpisują się tak na rachunkach ze służbowych spotkań – odparłam chłodno.
Roman spuścił wzrok, przez chwilę milczał, a potem tylko wzruszył ramionami.
– Przesadzasz. To koleżanka, po prostu koleżanka – powiedział z irytacją.
Wtedy po raz pierwszy poczułam, że on już nie jest mój.
Nie mogłam już udawać
Walentynkowy wieczór, który miał być świętem naszej miłości, stał się bolesnym wspomnieniem. Roman przez cały czas krążył między laptopem a telefonem, a ja czułam się jak nieproszony gość we własnym domu. Nie umiałam już dłużej udawać, że nie widzę, jak zniknął gdzieś ten dawny ogień. Przypadkiem zobaczyłam, jak Roman odpisuje na wiadomość, na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu, jakiego dawno nie widziałam.
– Kto tak cię rozbawia? – zapytałam, starając się ukryć roztrzęsienie w głosie.
– Mówiłem, że z pracy – rzucił zniecierpliwiony.
Zbliżyłam się, chcąc poczuć choćby ślad czułości, dotknąć jego dłoni. Odsunął się odruchowo, jakby mój dotyk go parzył.
– Roman, czy ty mnie jeszcze w ogóle kochasz? – wyszeptałam, czując jak gardło zaciska mi się ze smutku.
Nie odpowiedział od razu. Spojrzał w podłogę, potem na mnie.
– Wszystko się zmieniło. Może to moja wina, może twoja. Nie wiem – powiedział cicho, zupełnie jakby nie był już tym samym człowiekiem.
Zrozumiałam wtedy, że nie ma już co ratować.
Przestałam na niego czekać
Tamte walentynki nauczyły mnie, jak łatwo można się zgubić, nawet będąc tak blisko kogoś przez wiele lat. Gdy Roman wyszedł następnego dnia rano, poczułam ulgę pomieszaną z rozpaczą.
Zamiast płakać, pozwoliłam sobie na ciszę. Przez kilka godzin chodziłam po mieszkaniu, zbierając pamiątki z lepszych czasów, fotografie z wakacji, bilety do kina, które kiedyś były dowodem na to, że razem potrafimy być szczęśliwi. Zastanawiałam się, jak długo można walczyć o kogoś, kto już przestał patrzeć w twoją stronę.
Wieczorem napisał wiadomość, że musi zostać dłużej w pracy. Wiedziałam już, że nie czekam na niego, nie układam w myślach słów wyjaśnienia, nie tłumaczę go. Po raz pierwszy od miesięcy poczułam, że mam prawo być dla siebie dobra, nawet jeśli oznacza to samotność.
Spojrzałam w lustro na odbicie kobiety, która tej walentynkowej nocy błyszczała jak gwiazda, choć nikt tego nie zauważył. I zrozumiałam, że czasem najtrudniej jest dostrzec własną wartość, gdy ktoś bliski szuka czegoś zupełnie innego. Roman był częścią mojego życia, ale przestał być moją przyszłością. Wiem, że jeszcze kiedyś nauczę się znowu śmiać – już bez niego.
Zuzanna, 38 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Wstydzę się wnuków, bo są rozpuszczone i niewychowane. Czasy mamy inne, ale szacunek do babci ma być niezmienny”
- „Żona dała mi ultimatum: ona albo moje dzieci z pierwszego małżeństwa. Dziś żałuję swojej decyzji”
- „Pojechałam do sanatorium w Ciechocinku, żeby poczuć się kobietą. Na balu mnie poniosło i narobiłam sobie wstydu”

