„Na studniówce chciałam zabłysnąć, więc zabrałam ze sobą przystojniaka. Nigdy nikt mnie tak nie upokorzył”
„Z Wiktorią zawsze miałam poprawne relacje. Była trochę wyniosła, czasem złośliwa, ale raczej trzymała się swojej sławnej paczki. Nigdy wcześniej się mną nie interesowała. Do dnia, w którym przyniosłam do szkoły zdjęcie z Kamilem. Pokazałam je dziewczynom podczas przerwy, a ona przypadkiem przechodziła obok. Zatrzymała się”.

Studniówka miała być najpiękniejszym wydarzeniem mojego licealnego życia. Kupiłam sukienkę, umówiłam się do fryzjera, wszystko planowałam z wyprzedzeniem. Najważniejsze jednak było to, że zaprosiłam na bal Kamila — chłopaka, którego poznałam niedawno na korepetycjach z matematyki. Był uroczy, opiekuńczy i zabawny. Chociaż nie znał nikogo w naszej szkole, od razu zrobił dobre wrażenie na moich koleżankach i w ogóle na wszystkich. Chociaż... może nie na wszystkich... Jedna osoba patrzyła na nas dziwnie od samego początku — pani W., nauczycielka historii. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że jej chorobliwa zazdrość zmieni moje życie w piekło. I to na długo.
Był zaskoczony, ale zadowolony
Poznałam Kamila w październiku. Siedzieliśmy obok siebie na grupowych korepetycjach z matmy. Był jedynym, który miał odwagę zapytać mnie o coś więcej niż wzór na deltę. Po zajęciach zaprosił mnie na gorącą czekoladę. Skończyło się na trzech godzinach rozmów i wspólnym spacerze w deszczu. Od tamtej pory widywaliśmy się regularnie. Może to zabrzmi banalnie, ale z Kamilem czułam się po prostu bezpiecznie. Umiał słuchać, żartować, nie był typem cwaniaka.
Gdy w szkole pojawiła się lista dziewczyn, które jeszcze nie mają partnera na studniówkę, od razu wiedziałam, że zaproszę jego. Choć nie był z naszej szkoły, wychowawczyni nie robiła problemu. Kamil był zaskoczony, ale zadowolony.
— Naprawdę chcesz, żebym przyszedł? — spytał wtedy, jakby nie wierzył, że mógłby pasować do takiego wydarzenia.
— Bardziej niż czegokolwiek — odpowiedziałam bez wahania.
Nie każdemu jednak ta decyzja się spodobała. Już po pierwszej wizycie Kamila w szkole zauważyłam, jak pani W. dziwnie mu się przygląda. Mimo że to nie był jej uczeń, zapamiętała go z nazwiska. A to był dopiero początek.
I ten dziwny uśmiech
Z Wiktorią zawsze miałam poprawne relacje. Była trochę wyniosła, czasem złośliwa, ale raczej trzymała się swojej sławnej paczki. Nigdy wcześniej się mną nie interesowała. Do dnia, w którym przyniosłam do szkoły zdjęcie z Kamilem. Pokazałam je dziewczynom podczas przerwy, a ona przypadkiem przechodziła obok. Zatrzymała się.
— To twój chłopak? — spytała, zerkając mi przez ramię.
— Tak, Kamil — odpowiedziałam, uśmiechając się lekko.
— Hmm... — mruknęła, przyglądając się fotografii zbyt długo. — W którym liceum on jest?
— W technikum elektrycznym, na Przemysłowej — odparłam.
Pokiwała głową, ale jej mina mówiła więcej niż słowa. Od tamtej pory za każdym razem, gdy spotkała Kamila na szkolnym korytarzu, na przykład, gdy czekał na mnie po lekcjach, zatrzymywała wzrok na nim dłużej niż wypadało. I ten dziwny uśmiech. Taki... oceniający. Zaczęłam to zauważać coraz częściej. Raz nawet widziałam, jak zagaduje go przy drzwiach, kiedy wychodziłam z klasy. On potem tylko wzruszył ramionami.
— Dziwna ta Wiktoria. To z twojej klasy, nie? Jakby chciała mnie wypytać o pół życia — powiedział, marszcząc brwi.
Wtedy jeszcze nie przypuszczałam, do czego to zmierza.
Kamil też to czuł
Od momentu, gdy Kamil pojawił się w moim życiu, zaczęły się zmieniać także spojrzenia niektórych nauczycieli i koleżanek. Początkowo myślałam, że to zwykła ciekawość — nowa twarz, przystojny chłopak, wiadomo. Ale z czasem to nie była już tylko ciekawość. To była zawiść. Najwyraźniej niektórym nie pasowało, że dziewczyna taka jak ja może mieć kogoś takiego jak Kamil.
Wiktoria nagle zrobiła się nieznośna. W czasie lekcji coraz częściej rzucała mi kąśliwe uwagi, robiąc ze mnie pośmiewisko na forum klasy. Kiedy zgłaszałam się do odpowiedzi, podśmiewała się ze mnie i komentowała mój brak polotu. Na korytarzu zdarzało jej się komentować mój wygląd, niby żartem:
— Och, jaka dziś dorosła stylizacja. Pewnie specjalnie dla tego twojego księcia z bajki?
Śmiała się pod nosem, a reszta klasy szeptała między sobą, jej wierne kółeczko adoracji chichotało w ślad za nią. Nawet jedna z dziewczyn z równoległej klasy zapytała mnie, czy „Wiktoria nie ma przypadkiem chrapki na mojego chłopaka”. Początkowo wzruszyłam ramionami, ale potem zaczęłam się zastanawiać. Może naprawdę coś w tym było? Kamil też to czuł.
— Coś jej we mnie nie pasuje — rzucił kiedyś zbyt lekko.
Zrobiło mi się wstyd
Wszystko zaczęło się sypać na dwa tygodnie przed studniówką. Ktoś puścił w obieg plotkę, że Kamil... nie jest moim chłopakiem, tylko „wynajętym chłopcem”. Niby żart, ale powtarzany w kółko przez różne osoby, zaczął żyć własnym życiem. A że był przystojny i pewny siebie, łatwo było w to uwierzyć tym, którzy mnie nie znali bliżej.
Usłyszałam, jak dwie dziewczyny z równoległej klasy komentują na korytarzu:
— Serio, ona go opłaciła? No, w sumie pasuje...
Przebiegło mi przez myśl, że ktoś to rozpuszcza celowo. A kiedy pewnego dnia podsłuchałam, jak Wiktoria rozmawia z naszą wychowawczynią przy pokoju nauczycielskim i mówi z przekąsem: „Wie pani, ja to się o nią trochę martwię, takie towarzystwo...” — zrozumiałam, kto za tym stoi. Nie miałam dowodów, ale wszystko układało się w całość. Kiedy zapytałam Kamila, czy ktoś go zaczepiał w szkole, przytaknął.
— Taka jedna dziewczyna z twojej klasy... Jak ona ma? Wiktoria? Podpytywała mnie, czym się zajmuję poza szkołą. Jakbym był jakimś podejrzanym typem.
Zrobiło mi się wstyd. Wiedziałam, że nie chodzi już tylko o głupie szepty. Wiktoria celowo próbowała zniszczyć moją reputację.
Rozpłakałam się na oczach Kamila
Na tydzień przed studniówką zostałam wezwana do gabinetu dyrektorki. Myślałam, że chodzi o szczegóły związane z organizacją balu, bo byłam w komitecie. Zamiast tego usłyszałam pytanie, które ścięło mnie z nóg:
— Czy jesteś świadoma, że przyprowadzasz na szkolną imprezę osobę o niejasnej reputacji?
Zamarłam. Dyrektorka mówiła o Kamilu. Powoływała się na „niepokojące sygnały” od jednej z moich zatroskanych koleżanek. Nie chciała podać nazwiska, ale nie musiała. Wiedziałam. Wiktoria.
— Proszę pani, to mój chłopak. Zwykły chłopak. Nie wiem, kto wymyśla te rzeczy — powiedziałam drżącym głosem.
— Nie twierdzę, że to prawda. Ale dla bezpieczeństwa szkoły muszę to sprawdzić — odparła chłodno.
Wyszłam z gabinetu cała roztrzęsiona. Czułam, jak grunt osuwa mi się spod nóg. Wróciłam do domu i rozpłakałam się na oczach Kamila.
— Może nie powinienem iść — powiedział cicho, patrząc mi prosto w oczy.
— Nie, nie damy jej tej satysfakcji — wyszeptałam.
Studniówka miała być radością, a stała się polem walki: o godność, o prawdę, o nas. W oczach pani Wiktorii nie byłam już koleżanką z klasy, a rywalką. A ona nie zamierzała odpuścić.
Jestem już kimś innym
Na studniówkę przyszliśmy razem, trzymając się za ręce. Mimo drżącego serca, uniosłam głowę wysoko. Kamil wyglądał jak prawdziwy model — ciemny garnitur, elegancki zegarek, spokojny uśmiech. Widziałam, jak niektórym dziewczynom opadały szczęki. Widziałam też Wiktorię. Stała przy drzwiach, udając, że nie patrzy i niby to zagadując do swojego partnera. A patrzyła owszem. Każdy mój ruch śledziła z napięciem.
Wieczór przebiegał spokojnie, dopóki nie zatańczyliśmy walca. Kamil poprowadził mnie z taką pewnością, że wszystkie spojrzenia skupiły się na nas. Wróciliśmy do stolika, a ja zauważyłam, że Wiktoria już nie siedzi na swoim miejscu. Gdy wyszłam na chwilę do toalety, czekała przy drzwiach.
— Miłej zabawy — powiedziała z lekkim uśmieszkiem. — Oby nie kosztowała cię więcej niż warto.
Nie odpowiedziałam. Już nie musiałam. Tydzień później Kamil przyznał, że dostał wiadomość od niej na Instagramie. Padła propozycja spotkania. Pokazał mi ją bez wahania. Kiedy jej odmówił, od razu go zablokowała. Później też przestała mnie zaczepiać. Choć nadal spotykamy się w klasie, traktuje mnie jak powietrze. A ja jestem teraz silniejszą wersją siebie. Wiktoria odebrała mi spokój, ale nie godność. I to mnie ocaliło.
Zuzanna, 18 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Ledwo zmarł mój teść, a teściowa już zaczyna nowe życie. Pożycza ode mnie sukienki, wciska szpilki i rusza na miasto”
- „Wyszłam za mąż tylko dla pieniędzy. Dopiero po latach zrozumiałam, że gruby portfel nie zastąpi mi prawdziwej miłości”
- „W Dzień Babci i Dziadka teściowie pogardzili laurkami od mojej córeczki. Własnoręczny prezent to dla nich bibelot”

