„Na rocznicę zamiast róż dostałam od męża wiadro i kurz. W nagrodę za 10 lat małżeństwa dostałam remont”
„Patrzyłam na niego i czułam rosnącą złość. Nie na wodę, nie na rurę. Na to, że znowu coś było ważniejsze niż ja. W głowie dudniło mi jedno: że znowu nic z tej rocznicy nie wyjdzie. Oskar spojrzał na mnie przelotnie i poprosił o wiadro”.

Coraz częściej miałam wrażenie, że mieszkam z współlokatorem, a nie z mężem. Z Oskarem tworzyliśmy sprawnie działający duet do opłacania rachunków i pilnowania terminów, ale gdzieś po drodze zniknęły liściki wsuwane do kieszeni płaszcza i spontaniczne wyjścia po pracy. Gdy powiedział, że na rocznicę szykuje coś wyjątkowego, poczułam promyk nadziei. Może jeszcze potrafi mnie zaskoczyć.
To wyszło przypadkiem
Rura pękła na dzień przed naszą rocznicą. Najpierw usłyszałam cichy trzask, potem zobaczyłam wodę sączącą się spod wanny.
– Oskar! – zawołałam, stojąc boso w kałuży.
Wbiegł do łazienki i w sekundę ocenił sytuację.
– Zakręć główny zawór. Szybko.
Zanim zdążyłam zapytać który, już był w przedpokoju. Woda płynęła coraz szybciej. Serce waliło mi jak oszalałe. Ktoś zaczął walić w drzwi.
– Zalewa mi sufit! – krzyczał pan Lucjan z dołu. – Co wy tam robicie?!
Otworzyłam drzwi z mokrymi dłońmi.
– To awaria, już działamy! – próbowałam brzmieć pewnie, choć miałam ochotę się rozpłakać.
W mieszkaniu zapanował chaos. Wiadra, ręczniki, ślizgające się stopy. Oskar klęczał przy zaworze, skupiony, jakby rozwiązywał zadanie, które wymagało wyłącznie logiki.
– Zadzwonię po hydraulika – rzucił.
Patrzyłam na niego i czułam rosnącą złość. Nie na wodę. Na to, że znowu coś było ważniejsze niż ja. W głowie dudniło mi jedno: „I znowu nic z tej rocznicy nie wyjdzie”. Oskar spojrzał na mnie przelotnie.
– Iga, podasz mi drugie wiadro?
Podałam. Nawet nie zapytał, czy się boję, czy nic mi się nie stało. W jego oczach była energia, której dawno nie widziałam – ale skierowana na rury, nie na mnie.
Nie było kolacji przy świecach
Hydraulik przyszedł wieczorem. Rozkuł ścianę, a pył unosił się w całym mieszkaniu. Młot zagłuszał myśli. W sypialni stała torba z zakupioną wcześniej sukienką. Miałam ją założyć jutro. Usiadłam przy stole w kuchni i patrzyłam, jak białe drobinki osiadają na blacie.
– To potrwa kilka dni – powiedział hydraulik. – Trzeba wymienić kawałek instalacji.
Kiedy wyszedł, wybuchnęłam.
– Oczywiście. Idealnie przed naszą rocznicą. Zawsze coś. Przecież dawno miałeś to sprawdzić!
Oskar odłożył telefon.
– Iga, przecież nie planowaliśmy tego.
– Ale zawsze jest coś ważniejszego! Praca, rachunki, teraz rura. A ja? – spojrzałam na niego z wyrzutem.
– Teraz trzeba działać – odpowiedział spokojnie. – Inaczej zalejemy pół budynku.
To „trzeba działać” zabolało mnie bardziej niż hałas młota. Czy naprawdę chodziło o kolację przy świecach? Czy o to, żeby poczuć, że jestem wybrana, a nie tylko uwzględniona w harmonogramie?
Oskar podciągnął rękawy i zaczął pomagać hydraulikowi sprzątać gruz. Rozmawiał o kosztach, ustalał terminy. Zszedł do pana Lucjana, by obejrzeć sufit. Wrócił po kilkunastu minutach.
– Uspokoił się – powiedział krótko. – Będzie dobrze.
Patrzyłam na niego – brudnego, zmęczonego, ale pewnego siebie. Czułam, że oddalamy się od siebie o kolejny krok.
On był w swoim żywiole
Następnego dnia na chwilę odłączono prąd. Oskar przyniósł z piwnicy latarki, ustawił je tak, by oświetlały korytarz. W półmroku kuchni usiedliśmy naprzeciwko siebie. Cisza była gęsta.
– Myślisz, że jestem obojętny na twoje uczucia? – zapytał nagle.
Zaskoczył mnie.
– Czasem tak – odpowiedziałam szczerze.
Westchnął.
– Nie umiem robić wielkich gestów. Nigdy nie umiałem. Ale kiedy coś się psuje, wiem, co robić. To mój sposób dbania o innych.
Spojrzałam na jego dłonie – szorstkie, z drobnymi zadrapaniami od tynku.
– Ja potrzebuję słów – powiedziałam cicho. – Czasem wystarczy, że powiesz, że o mnie myślisz.
– Myślę – odparł bez wahania. – Tylko nie mówię tego głośno.
Ta rozmowa była jak uchylenie drzwi, które dawno były zamknięte. Zrozumiałam, że jego milczenie nie zawsze oznacza brak uczuć. Ale czy to wystarczyło, by zagłuszyć moje poczucie samotności?
Rocznica w pyle i wilgoci
W dzień naszej dziesiątej rocznicy ślubu mieszkanie nadal było częściowo rozkute. Kurz wchodził w każdy kąt. Wracając z pracy, zobaczyłam Oskara stojącego przy stole. W jednym, względnie czystym rogu salonu ustawił mały stolik. Zamiast świec stały dwie warsztatowe lampki. Na talerzach leżały moje ulubione potrawy.
– Nie zdążyłem zarezerwować restauracji – powiedział z lekkim uśmiechem. – Ale pamiętałem, co lubisz.
Poczułam, jak coś ściska mnie w gardle.
– Myślałam ostatnio… – zaczęłam, ale głos mi zadrżał. – Że może nam się nie udać. Że wygasamy.
Zamarł. Po raz pierwszy zobaczyłam w jego oczach strach.
– Iga, nie mów tak – wyszeptał. – Ja… Bałem się, że to ty przestajesz we mnie wierzyć.
Usiedliśmy naprzeciwko siebie, a hałas wiertarki z pokoju obok przerywał nasze zdania. Mimo to nie przestaliśmy mówić. O moich cichych testach, o jego przekonaniu, że skoro pracuje i dba o dom, to wystarczy. O tym, jak bardzo się minęliśmy. Nie było wielkich deklaracji. Była szczerość, czasem bolesna.
Remont trwał jeszcze kilka tygodni. Wraz z nim rozkuwaliśmy to, co narosło między nami. Uczyłam się mówić wprost, zamiast czekać na jego domyślanie się. Oskar próbował częściej wyrażać to, co czuł, nawet jeśli brzmiało to nieporadnie.
Któregoś wieczoru podał mi kubek herbaty i powiedział:
– Dziękuję, że zostałaś.
To nie były słowa z filmu. Ale były prawdziwe. Patrząc na ślady po remoncie, widziałam nie tylko zniszczoną ścianę. Widziałam dowód, że można coś naprawić, jeśli obie strony włożą w to wysiłek. Róże by zwiędły. Kurz opadł. A my zostaliśmy – trochę inni, bardziej świadomi, że miłość czasem pachnie gipsem, ale wciąż jest miłością.
Iga, 38 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mąż żałował na serwis okien i wciąż odkręcał kaloryfery. W końcu pozbyłam się darmozjada i uszczelniłam domowy budżet”
- „Mąż stracił pracę i zaczął remont. Mało brakowało, a wraz ze skuwanymi ścianami runęłoby nasze małżeństwo”
- „Mąż odświeżał mieszkanie, a nasz związek gnił. Za ten remont zapłaciliśmy o wiele więcej, niż widniało na fakturach”

