„Na ognisku w górach mąż rozpalił ogień i mocno rozgrzał naszą znajomą. Po naszej miłości został tylko popiół”
„Poczułam, że jego ton nie jest zwyczajny. Zatrzymałam oddech, gdy wyciągnął rękę, lekko dotykając jej ramienia, jakby to był najbardziej naturalny gest na świecie. Przez chwilę nie wiedziałam, czy to mnie złości, czy wprost przeraża”.

Wyjazd w góry zawsze był dla nas ucieczką od codzienności, chociaż ostatnio czułam, że coś w naszym związku zaczyna się zmieniać. Pensjonat w dolinie, drewniany domek otoczony sosnowym lasem, miał być miejscem relaksu i spokoju, lecz w powietrzu unosiło się napięcie, którego nie potrafiłam nazwać. Mariusz przygotowywał drewno na ognisko z taką pasją, że niemal czułam żar bijący nie tylko od płomieni. Obok niego znajoma z pracy, uśmiechająca się bezwiednie, wydawała się przyciągać jego uwagę bardziej niż powinno. Wiedziałam, że dzisiejszy wieczór nie skończy się zwyczajnie.
Iskry przy ognisku
Domek znajdował się nieopodal polany, a Mariusz natychmiast zabrał się do rozpalania ogniska. Drewno trzaskało w jego rękach, iskry wzbijały się w powietrze, a ja nie mogłam przestać obserwować jego skupionego wyrazu twarzy. Obok niego stała Magda, nasza dawna znajoma, która akurat odwiedziła nas w górach. Uśmiechała się w sposób, który wydawał się niewinny, lecz coś w jej spojrzeniu sprawiało, że czułam, jak serce bije mi szybciej.
– Zobacz, jak ładnie płonie – powiedział Mariusz, machając ręką w stronę ognia. – Drewno wybrałem specjalnie pod dzisiejszy wieczór.
Magda podeszła bliżej, nachylając się nad płomieniami.
– Wygląda naprawdę pięknie. Nie sądziłam, że potrafisz tak rozpalić ognisko.
Przesunęłam wzrok po ich twarzach i poczułam dziwne ukłucie zazdrości. Jego uwaga zdawała się skupiać bardziej na niej niż na mnie, mimo że siedziałam tuż obok. Nie mogłam powstrzymać się od podjęcia działania.
– Mariusz, dasz mi kawałek drewna? – zapytałam spokojnie, choć wewnątrz buzowało we mnie napięcie.
– Oczywiście, weź sobie – odparł, uśmiechając się, a jego ręka otarła się o moją. Czułam ciepło, które nie pochodziło od ognia.
Wtedy zrozumiałam, że dzisiejszy wieczór może obrócić się w coś, czego nie przewidziałam.
Płomień między nimi
Wieczór zapadał szybko, a ognisko rzucało złote refleksy na nasze twarze. Mariusz przyniósł koc i rozłożył go niedaleko, tuż obok mnie. Magda usiadła na brzegu, opierając się lekko o jego ramię, i zaczęła opowiadać coś o pracy. Jej głos był miękki, melodyjny, a ja czułam rosnący wściekły ucisk w klatce piersiowej.
– Nie sądziłam, że w górach można się tak odprężyć – powiedziała, spoglądając w ogień.
Mariusz uśmiechnął się, kiwając głową.
– Wiesz, trzeba czasem oderwać się od wszystkiego. Dobrze, że tu jesteś.
Poczułam, że jego ton nie jest zwyczajny. Zatrzymałam oddech, gdy wyciągnął rękę, lekko dotykając jej ramienia, jakby to był najbardziej naturalny gest na świecie. Przez chwilę nie wiedziałam, czy to mnie złości, czy wprost przeraża.
– A ty, jak się czujesz w tych górach? – zagadnął mnie, próbując zrównoważyć uwagę, choć jego oczy wciąż wracały do Magdy.
– W porządku – odpowiedziałam krótko, starając się ukryć irytację. – Drewno pachnie cudownie.
– Chcesz, żebym ci przyniósł herbatę? – zaproponował, a jego uśmiech był ciepły i niebezpiecznie ujmujący.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, poczułam, że sytuacja wymyka się spod kontroli. Iskry z ognia odbijały się w jej oczach, w jego gestach, a ja wiedziałam, że tej nocy nie będzie już zwykłego oglądania płomieni.
Napiecie przy ognisku
Ogień trzaskał, a wiatr lekko poruszał sosnowe igliwie. Usiadłam bliżej, próbując utrzymać spokój, chociaż serce biło mi jak oszalałe. Mariusz przyniósł kolejne drewno, a jego gesty były naturalne, lecz w jego spojrzeniu dostrzegłam coś, co nie pasowało do zwykłej przyjaźni. Magda, niby przypadkiem, przesunęła się bliżej niego, a ja poczułam dziwną mieszaninę zazdrości i podejrzliwości.
– Sprawdźmy, czy ognisko się dobrze pali – powiedział Mariusz, kładąc drewno w płomieniach. – Widzisz, jak pięknie światło odbija się w drzewach?
– Niesamowite – odparła Magda, zbliżając twarz do ognia. – Chyba nigdy wcześniej nie widziałam czegoś takiego.
Ich głosy mieszały się z trzaskiem drewna i szumem wiatru. Czułam, że każde jej spojrzenie, każdy jego uśmiech, jest skierowany do niej bardziej niż do mnie. Nie mogłam zignorować tego ciepła między nimi, tego napięcia, które było wyraźniejsze niż żar ognia.
– Może jeszcze trochę rozpalimy ogień? – zaproponowałam, starając się brzmieć lekko.
Mariusz spojrzał na mnie z tym samym uśmiechem, który wcześniej kierował do Magdy.
– Jasne, dobrze, że jesteś. Przyda nam się twoja pomoc.
Czułam, że sytuacja wymyka się spod kontroli, a noc, która miała być spokojnym wypadem w góry, staje się areną uczuć i pożądania, których nie planowałam obserwować.
Niebezpieczna bliskość
Ciepło ogniska mieszało się z gorącem, które poczułam w środku. Mariusz przysunął się bliżej, podając drewno Magdzie, a jego ręka niemal dotknęła jej palców. Usiadłam odrobinę z tyłu, obserwując każdy ruch, każdy uśmiech. Wiedziałam, że nie powinnam czuć się tak nieswojo, że przecież to tylko przyjacielskie spotkanie, lecz atmosfera stawała się zbyt intensywna, zbyt elektryzująca.
– Chyba powinniśmy dodać jeszcze trochę gałęzi – powiedział Mariusz, patrząc na płomienie. – Dzięki temu ognisko będzie jeszcze mocniejsze.
– Świetny pomysł – odparła Magda, uśmiechając się lekko, zerkając w jego stronę.
Z trudem powstrzymywałam irytację i poczucie zagrożenia. Każde ich spojrzenie, każdy gest były naładowane czymś, czego nie rozumiałam. Chciałam wstać, odejść, zamknąć się w pensjonacie i udawać, że wszystko jest w porządku, lecz nie mogłam.
– Dasz mi tę gałąź? – zapytałam, próbując zachować spokój.
– Oczywiście – odpowiedział Mariusz, podając mi drewno. Jego dłoń musnęła moją, a ja poczułam ciepło, które nie pochodziło od ognia.
Wtedy zrozumiałam, że wieczór, który miał być zwyczajnym wypadem w góry, przemienia się w coś, co może zmienić nasze relacje na zawsze. Ognisko płonęło coraz mocniej, a ja nie mogłam oderwać wzroku od tego, co rozwijało się między nimi.
Płomień wymknął się spod kontroli
Noc stała się ciemniejsza, a ognisko rzucało migotliwe światło na nasze twarze. Mariusz podniósł się, przynosząc kolejną gałąź, a jego ruchy były tak naturalne, że prawie nie zwracałam na nie uwagi. Magda nachyliła się w jego stronę, a ich spojrzenia wydawały się mówić coś, czego nie chciałam usłyszeć. Każdy ich gest, każde uśmiechnięcie tworzyło napięcie, które czułam w całym ciele.
– To naprawdę dobrze wygląda – powiedział Mariusz, zerkając na płomienie. – Chcesz, żebym przyniósł jeszcze trochę drewna?
– Jasne, dziękuję – odparła Magda, a ich dłonie na moment niemal się zetknęły.
Nie mogłam powstrzymać gniewu i zazdrości, które kipiały we mnie. Chciałam krzyknąć, skonfrontować ich oboje, sprawić, żeby poczuli, jak bardzo mnie ranią. Jednak zamiast tego wstałam powoli, starając się ukryć drżenie w głosie.
– Może pójdziemy do pokoju, zanim ognisko się wypali? – zaproponowałam, próbując zachować spokój.
Mariusz spojrzał na mnie, jego uśmiech był lekko zawstydzony, ale wciąż ciepły.
– Idź sama – odparł mój mąż.
Odstąpiłam krok, czując, że napięcie między nimi nie zniknie tak łatwo. Wiedziałam, że dzisiejszy wieczór zostanie w mojej pamięci na zawsze, a ogień, który rozpaliliśmy, nie był jedynie tym, który trzaskał w polanie.
Został tylko popiół
W pokoju siedziałam w milczeniu, słysząc odległy trzask ogniska, które wciąż powoli dogasało. Mariusz i Magda rozmawiali na zewnątrz, a ich głosy dochodziły do mnie przez ściany płótna. Czułam mieszankę gniewu, zdrady i bezradności. Wiedziałam, że dzisiejszy wieczór zostanie w mojej pamięci na zawsze. Nie mogłam pozwolić, żeby ten moment przeszedł bez konsekwencji.
Kiedy wyszłam na zewnątrz, ich spojrzenia skrzyżowały się ze mną. Nie było już uśmiechów ani żartów – tylko napięcie, które mogłam niemal dotknąć.
– Słuchajcie – zaczęłam spokojnie, starając się ukryć drżenie w głosie – to, co dzisiaj się wydarzyło, nie może pozostać bez reakcji. Nie chcę tu dramatu, ale wy oboje wiecie, że granice zostały przekroczone.
Mariusz spuścił wzrok, a Magda odwróciła się lekko, nie mając odwagi spojrzeć mi w oczy. Wiedziałam, że przyjdzie czas, kiedy będę domagała się odpowiedzialności, nie tylko słowami, ale czynami.
Rozpaliliśmy ognisko, które miało nas ogrzać, a stało się źródłem napięcia i konfliktu. Popiół po nim pozostawał na ziemi, a ja wiedziałam, że podobnie zostanie w mojej pamięci to, co się wydarzyło między nimi. Ten wieczór nauczył mnie, że pewne rzeczy nie gasną tak łatwo, jak gaśnie ogień w górach.
Weronika, 34 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Chciałam iść na studniówkę, by nie myśleć o ponurej rzeczywistości. Tam wszystko się pokomplikowało”
- „W Dzień Babci i Dziadka nie spodziewałam się zbyt wiele po moich wnukach. Gdy zadzwonił dzwonek, miałam łzy w oczach”
- „Kiedy poznałam przyszłą synową, od razu wyczułam nosem kłopoty. Nie wiem, jakim cudem weszła do naszej rodziny”

