„Na obiedzie mój brat wypalił, że widział mojego męża z kochanką. Zupa jeszcze nie ostygła, a ja już byłam rozwódką”
„Cisza, która zapanowała, była aż nienaturalna. Słyszałam, jak ojciec łypie wzrokiem na każdego po kolei, jakby czekał na wyrok. Mama spojrzała na mnie, potem na mojego męża, który nagle zrobił się czerwony jak burak”.

- Redakcja
Rodzinne obiady u mojej mamy nigdy nie były nudne. Każdy, kto zna moją rodzinę, wie, że nikt nie trzyma tu języka za zębami, a tajemnice rozchodzą się szybciej niż zapach pieczonej kaczki. Zawsze starałam się przygotować na niespodzianki, choć te, które serwował mój brat, były jak rosyjska ruletka – nigdy nie wiedziałam, kiedy padnie pytanie albo komentarz, który wywróci mój świat do góry nogami. Niestety, nikt nie uprzedził mnie, że tego dnia moje życie stanie na głowie.
Nie dałam się sprowokować
Mama zawołała nas do stołu. Widać było gołym okiem, że jest lekko poirytowana. Zupa już parowała, a ja, zgodnie z tradycją, musiałam jeszcze raz upominać mojego męża, żeby zostawił telefon w spokoju.
– Odłóż ten telefon, przecież jesteśmy na obiedzie u mojej mamy – szepnęłam mu do ucha, kiedy wreszcie usiadł naprzeciwko mnie.
– Przecież tylko sprawdzam, czy szef nie dzwonił – odpowiedział cicho, z miną męczennika.
Brat już od pięciu minut grzebał łyżką w talerzu, jakby chciał policzyć, ile marchewek znalazła się w zupie. Mama spojrzała na niego podejrzliwie.
– Nie smakuje ci? – zapytała.
– Może być, tylko gorąca – odmruknął.
Cisza, która zapanowała, była aż nienaturalna. Słyszałam, jak ojciec łypie wzrokiem na każdego po kolei, jakby czekał na wyrok.
– Ty to przynajmniej możesz zjeść w spokoju – zaczął mój brat, wbijając we mnie wzrok. – Bo twój mąż ostatnio jada obiady poza domem, prawda?
Na chwilę przestałam oddychać. Mama spojrzała na mnie, potem na mojego męża, który nagle zrobił się czerwony jak burak.
– Co ty znowu wymyślasz? – powiedziałam chłodno, próbując udawać, że to kolejna z jego idiotycznych prowokacji.
Brat tylko wzruszył ramionami, jakby właśnie powiedział o pogodzie.
– Nie wymyślam, widziałem go. W centrum. Z taką jedną blondynką, co to nawet płaszcza nie zapięła, żeby wszyscy widzieli, co ma pod spodem.
Mój mąż sięgnął po szklankę, ale ręka mu drżała.
– To jakieś nieporozumienie – próbował wycedzić.
– Oczywiście – syknęłam przez zęby.
Zapadła cisza.
Musiałam zareagować
Wiedziałam, że teraz już nie ma odwrotu. Ojciec poprawił się na krześle i odchrząknął, jakby zaraz miał wygłosić kazanie. Tymczasem mój brat najwyraźniej był dumny ze swojego „występu”, bo oparł się wygodnie i uśmiechnął pod nosem.
– Ty chyba oszalałeś – powiedziałam do niego cicho, z nutą desperacji w głosie. – Skąd niby wiesz, z kim mój mąż je obiad?
– Mówię, co widziałem. Sama zresztą możesz go zapytać – rzucił lekko.
Mama od razu włączyła się do gry.
– Może się wytłumaczysz? – zwróciła się do mojego męża lodowatym tonem. – Kogo to widywałeś w centrum?
On spojrzał na mnie z taką miną, jakby szukał ratunku.
– Przypadek. Przechodziłem tamtędy, spotkałem znajomą z pracy. Piliśmy kawę, tyle – próbował bronić się, choć wiedziałam, że nie brzmi to wiarygodnie.
– Aha, kawę – zauważyłam z przekąsem.
– To była zwykła rozmowa, naprawdę.
Brat parsknął śmiechem.
– Jasne. Kawa była w pakiecie z uśmiechem?
Ojciec spojrzał na mojego męża surowo.
– No to jak, synu, mamy rozumieć tę sytuację? – zapytał spokojnie, ale głos mu zadrżał.
Wszyscy patrzyli na mnie. Mąż tylko bezradnie rozłożył ręce.
– Przysięgam, nie ma tu nic, czego bym się musiał wstydzić – wymamrotał.
Wiedziałam już, że żadne tłumaczenia nie zabrzmią wiarygodnie. Nagle cała rodzina czekała na moją reakcję.
Byłam rozgoryczona
Spojrzałam na męża i nagle poczułam nie tylko złość, ale i wstyd.
– Może masz jeszcze coś do dodania? – zwróciłam się do męża, tonem nieznoszącym sprzeciwu.
On westchnął i spuścił wzrok.
– Przepraszam cię, nie chciałem, żeby to tak wyszło. To nie było nic poważnego, po prostu… Czasem muszę odreagować, spotkać się z kimś, kto nie pyta mnie o faktury i rachunki.
Mama aż postukała łyżką w talerz.
– No pięknie – powiedziała. – Czyli po pracy trzeba się zrelaksować z koleżanką? Może powinnam też zaprosić sąsiada na kawę, żeby odreagować po gotowaniu?
Mój brat wybuchnął śmiechem, nie kryjąc satysfakcji.
– No właśnie, może zrobimy wszyscy jakieś wymiany? – podjudzał.
Ojciec spojrzał na niego groźnie.
– Skończ te żarty – warknął. – To nie czas na głupoty.
A ja poczułam, jak narasta we mnie gorycz. Odwróciłam się do męża.
– Wiesz co, nie jestem idiotką. Tydzień temu mówiłeś, że zostajesz w pracy do późna, a teraz nagle wychodzi na jaw, że bywasz w centrum z jakąś blondyną. Może po prostu powiesz mi wprost, o co chodzi, zamiast kluczyć?
Przez chwilę milczał, zagryzając wargi.
– Nie chcę, żebyś myślała najgorsze. To naprawdę tylko znajoma. Nic więcej.
– Zawsze tylko znajoma, prawda? – wycedziłam przez zęby.
Brat tylko pokiwał głową, jakby czekał, aż wreszcie zacznę krzyczeć.
Gotowałam się ze złości
W powietrzu wisiała groźba awantury. Mama próbowała jeszcze ratować sytuację, dolewając wszystkim zupy, jakby rosół miał moc rozwiązywania rodzinnych konfliktów.
– Jedzcie, bo stygnie – powiedziała z wymuszoną troską, ale nikt już nie miał apetytu.
Patrzyłam na męża. Wiedziałam, że nie odpuszczę – nie po takim numerze, nie przy wszystkich.
– Wiesz co? – zaczęłam cicho, choć w środku gotowałam się ze złości. – Nie interesuje mnie już, co masz do powiedzenia. Chcesz „odreagowywać”, to sobie odreaguj.
Mój mąż podniósł głowę.
– Przesadzasz. To był jeden raz. Serio myślisz, że bym cię zdradził? – próbował jeszcze coś ratować.
– Szczerze, ile takich kaw już było? – spojrzałam mu prosto w oczy.
Brat już nie udawał obojętności. Za to ojciec wstał od stołu, jakby nie mógł tego dłużej słuchać.
– Do czego wyście się doprowadzili… – mruknął, wychodząc do salonu.
Mama wzięła moją dłoń, jakby nagle przypomniała sobie, że jestem jej córką.
– Dziecko, może lepiej pogadajcie w domu, na spokojnie – zaproponowała, ale ja już byłam na granicy płaczu.
– Po co? – prychnęłam. – Żeby znów słuchać, że to „tylko znajoma”? Mam już dość tej farsy.
Mąż wstał, poprawił marynarkę i bez słowa skierował się do przedpokoju. Usłyszałam trzask drzwi.
Było mi siebie żal
Nagle zrobiło się tak cicho, że słyszałam tykanie zegara. Mama rozglądała się po stole, brat przeżuwał kawałek chleba, a ja siedziałam z jednym pytaniem w głowie: jak to się stało, że wszystko rozpadło się w ciągu jednego obiadu? Brat przełknął ostatni kęs i pochylił się w moją stronę.
– Może w końcu otworzyłaś oczy, co? – powiedział z miną mentora, który przewidział taki finał.
– Dzięki, naprawdę, twoja troska jest rozbrajająca – rzuciłam mu, nie kryjąc sarkazmu.
– Lepiej teraz niż za pięć lat – wzruszył ramionami. – Facet jak chce, to i tak odejdzie. Lepiej, że dowiedziałaś się teraz, a nie z plotek od sąsiadki.
Mama próbowała być głosem rozsądku.
– Kochanie, przecież ludzie czasem robią głupoty… Może powinnaś mu wybaczyć?
Prychnęłam.
– Wybaczyć co? Że mnie robi w balona od miesięcy? Nawet nie próbował się postarać z tymi kłamstwami. Zawsze te same teksty, te same wymówki.
Brat pokiwał głową, jakby właśnie wygrał w totka.
– Wiesz, czasem lepiej być samemu niż z kimś, kto cię nie szanuje. Może ci się wydaje, że świat ci się wali, ale… przynajmniej nie musisz już udawać, że jesteś szczęśliwa.
Mama chciała jeszcze coś dodać, ale przerwałam jej ruchem ręki.
– Dajcie mi spokój. Muszę to sobie przemyśleć – mruknęłam i wstałam od stołu.
Przeszłam przez korytarz do przedpokoju. Spojrzałam w lustro i pomyślałam: zupa jeszcze nie ostygła, a ja już jestem rozwódką.
Postawiłam na siebie
Wróciłam do domu sama. Przez chwilę chodziłam po mieszkaniu, nie bardzo wiedząc, co zrobić ze sobą. Dopiero po godzinie odważyłam się zadzwonić do męża – nie żeby prosić o rozmowę, bardziej po to, żeby mieć pewność, że naprawdę nie ma już czego zbierać.
– No? – odezwał się bez entuzjazmu.
– Chciałam tylko powiedzieć, żebyś zabrał swoje rzeczy jak najszybciej. Nie będziemy robić sobie teatru dla sąsiadów.
Przez chwilę milczał, jakby czekał na coś więcej.
– Tyle? – rzucił chłodno.
– Tyle. Chyba nie sądziłeś, że będę cię jeszcze przekonywać, żebyś został? – odpowiedziałam, czując nieoczekiwaną ulgę.
– Wiesz, nie chciałem, żeby tak się to potoczyło. Naprawdę.
– Serio? To, czemu nie powiedziałeś mi wprost, że szukasz sobie kogoś nowego?
– Przestań. Nie szukałem nikogo, tylko… pogubiłem się.
– To się szukaj dalej. Tylko już nie tutaj, nie ze mną.
Odłożyłam słuchawkę, nawet nie czekając na jego odpowiedź. Nagle zrobiło mi się lekko, jakbym zrzuciła z siebie płaszcz ołowiu. Jeszcze tego samego wieczoru mój brat napisał krótkiego SMS-a: „Trzymasz się?”. Odpisałam mu tylko: „Lepiej niż myślałam”. Stanęłam przy oknie z kubkiem herbaty. Świat za szybą wyglądał jak zawsze, choć u mnie wszystko było już inne. Nie czułam się ofiarą. Może po prostu dojrzałam do tego, żeby się nie bać.
Iwona, 37 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Wzięliśmy kredyt, by wybrać się na ferie w Alpy. Gdy wróciliśmy do domu, musiałam zmierzyć się z rzeczywistością”
- „Mój zięć nie ma dla mnie za grosz szacunku. Kto by pomyślał, że będę mieć takiego cwaniaka w rodzinie”
- „Dałam mojej córce 1000 złotych w gotówce na sukienkę na studniówkę. Gdy zobaczyłam, co kupiła młoda, ręce mi opadły”

