Reklama

Są w życiu takie dni, kiedy człowiek budzi się z dziwnie dobrym nastrojem. To był właśnie taki dzień. Z zapałem zabrałam się do pracy w kuchni. Cały plan był dopracowany w najdrobniejszych szczegółach. Chciałam pokazać wszystkim – przede wszystkim sobie – że umiem stworzyć prawdziwy, śląski obiad godny wspólnego stołu. Niestety, zapomniałam o jednym, dość istotnym szczególe: w naszym domu od lat mieszkała moja teściowa. Kobieta o nadprzyrodzonej wręcz zdolności do wtykania nosa w nie swoje sprawy. I choć czasem miałam jej dość, to przeważnie, ze względu na święty spokój, udawałam, że nie widzę jej wtrącania się. Jednak tego dnia… Moje nerwy wystawione zostały na próbę.

O mało nie wybuchłam

Zerknęłam na zegar. Była dopiero trzynasta. Mięso na roladę marynowało się od wczoraj w przyprawach, a ja właśnie kończyłam przeciskać ziemniaki przez paskę. Spokój nie trwał długo. Teściowa wślizgnęła się do kuchni, rozglądając się jak inspektor sanitarny.

Co tak wcześnie się krzątasz? – zapytała, zerkając do miski z masą na kluski.

– Chciałam, żeby wszystko było świeże na obiad – odpowiedziałam, starając się brzmieć spokojnie, chociaż już czułam pierwsze ukłucie irytacji. – Rolada ma się jeszcze trochę zamarynować, zaraz wrzucę kluski do wody.

– A po co ty takie wymyślne rzeczy robisz? Zwykły schabowy byłby lepszy, mniej roboty, a wszyscy by zjedli – pokręciła głową i westchnęła ciężko, jakby już na samą myśl o moim obiedzie czuła zmęczenie.

– Przecież sama mówiłaś ostatnio, że te rolady wychodzą mi coraz lepsze – przypomniałam, nie mogąc się powstrzymać.

– No mówiłam, mówiłam... Tylko po co to wszystko? Ty się tylko umęczysz, a potem i tak wszyscy narzekają, że ciężko na żołądku. A kluski? Dziecko, ty nigdy nie robisz ich tak, jak moja mama robiła...

Oparłam się o blat, zaciskając palce na ściereczce.

– Może dziś wyjdą lepiej, zobaczymy. – Starałam się nie patrzeć teściowej w oczy.

– No, nie wiem... – pokręciła głową z powątpiewaniem, a ja w duchu liczyłam do dziesięciu. – Chcesz, to pokażę ci, jak się robi prawdziwe kluski – rzuciła, nie czekając na moją odpowiedź.

Serce mi przyspieszyło, a w głowie zaczęły kotłować się słowa, których nie powinnam wypowiedzieć na głos.

Zacisnęłam zęby

Patrzyłam, jak teściowa zbliża się do stołu z miną profesora. Zanim zdążyłam zareagować, wzięła łyżkę i bez pardonu zanurzyła ją w mojej misce.

– Zobacz, za rzadkie – oświadczyła tonem nieznoszącym sprzeciwu. – Masz jeszcze mąkę?

– Mam, oczywiście, zaraz dosypię – wycedziłam przez zęby.

– Ty się nie gniewaj, ja tylko chcę pomóc. – Spojrzała na mnie z tym swoim fałszywie zatroskanym uśmiechem. – Kluski muszą być zwarte, inaczej się rozpadną.

– Wiem, robiłam je już setki razy – odpowiedziałam sucho.

– No, różnie bywało… – westchnęła, rozcierając grudki w masie, jakby moje słowa jej zupełnie nie obeszły.

W tej chwili do kuchni wszedł mój mąż, przeciągając się leniwie.

– Co tak pachnie? – zapytał, podchodząc do garnka z roladą. – Pomóc w czymś?

– Możesz zapytać swoją mamę, czy nie chce przejąć całej kuchni – rzuciłam z przekąsem.

Oj, znowu się czepiasz – parsknął śmiechem.

Teściowa uśmiechnęła się triumfalnie.

– Słyszysz? Mówiłam, że nikt nie robi takich klusek jak ja. Ty się ucz, póki możesz – powiedziała do mnie z przesadną pobłażliwością.

– Uczę się, uczę – mruknęłam, dusząc w sobie chęć rzucenia czymś o podłogę. – Ale dziś obiad robię ja.

– No dobrze, dobrze. Tylko nie miej potem pretensji, jak coś nie wyjdzie – rzuciła, wycierając ręce w moją czystą ściereczkę. – Ja tylko doradzam.

Zacisnęłam zęby, patrząc, jak teściowa odchodzi do pokoju. Wiedziałam, że to dopiero początek.

Gotowało się we mnie

Zabrałam się za formowanie klusek. Mąż, widząc moją minę, postanowił się ulotnić pod pretekstem wyniesienia śmieci. Zostawił mnie sam na sam z kotłującymi się w głowie myślami i… wizją porażki. Nie minęło pięć minut, a teściowa znowu pojawiła się w kuchni.

– Wrzucasz już kluski? – zagadnęła podejrzliwie. – A woda dobrze posolona?

– Tak, zawsze solę – odparłam, z ledwo ukrywaną irytacją.

– Wiesz, ja to zawsze daję szczyptę więcej, żeby smak był wyrazisty – zaczęła, a potem bez pytania sięgnęła po solniczkę i… zanim się obejrzałam, wrzuciła do garnka kolejną porcję soli.

– Mamo! – zawołał nagle mój mąż, który wrócił szybciej, niż się spodziewałam. – Przecież obiecałaś nie wtrącać!

– Ja się wtrącam? – oburzyła się teściowa. – Tylko podpowiadam! Ty lepiej sam zobaczysz potem, kto miał rację. Jeszcze mi podziękujesz.

– Może by mama poszła chwilę odpocząć? – podsunęłam, starając się brzmieć grzecznie, choć w środku już się gotowałam.

– Nie, nie. Siedzenie nie dla mnie. Muszę mieć wszystko na oku – westchnęła teatralnie.

Poczułam, jak ciśnienie skacze mi do poziomu grożącego wybuchem. W duchu przysięgłam sobie, że nie poddam się bez walki.

– Wiesz co, może spróbujemy tak: ja zrobię te kluski, a następne będą już tylko według pani przepisu? – zaproponowałam, nie do końca wierząc, że to przejdzie.

– No dobrze – przytaknęła, jednak jej mina mówiła coś innego.

Uśmiechnęłam się triumfalnie

Kluski już gotowały się w garnku, a ja odmierzałam czas, żeby nie rozgotować ani jednej. Mąż czmychnął do salonu i udawał, że szuka w telewizji czegoś wartościowego, chociaż doskonale wiedziałam, że zwyczajnie nie chce być świadkiem nadciągającej burzy. Teściowa krążyła wokół stołu jak sęp nad upolowaną ofiarą, zaglądając do garnka co minutę.

Za dużo ich wrzuciłaś na raz, zobaczysz, zaraz się posklejają – podsumowała z przekonaniem, nawet nie próbując ukryć satysfakcji.

– Mówiłam, że zawsze tak robię i wychodzą, prawda? – rzuciłam ostrożnie, łowiąc pierwszą kluskę łyżką cedzakową.

– O, zobaczymy. – Teściowa nachyliła się nad garnkiem, niemal z nosem w parze. – Na twoim miejscu już bym wyciągała. No, chyba że lubisz, jak się wszystko rozłazi.

Zacisnęłam zęby i po kolei wyławiałam kluski, układając je na talerzu. Jedna po drugiej, idealnie okrągłe, żadna się nie rozpadła. Uśmiechnęłam się triumfalnie.

– No i co, mamo? – zawołał mąż z salonu, widząc moją minę. – Coś czuję, że to będą twoje najlepsze kluski!

Teściowa wyprostowała się, trochę skonsternowana, ale nie zamierzała łatwo się poddać.

– Hm, no… wyglądają nieźle. Jednak ważny jest smak, pamiętaj. – Podeszła do talerza i sięgnęła po jedną kluskę, przekroiła ją starannie i włożyła kawałek do ust, żując z namaszczeniem.

– No i? – zapytałam, nie kryjąc napięcia.

–Nie najgorzej. –

Odwróciła się na pięcie, jakby nic się nie stało, a ja poczułam ulgę, której nie czułam już dawno.

– Przynajmniej nie muszę dzisiaj gotować od nowa – szepnęłam do siebie.

Czułam, że do obiadu czeka nas jeszcze niejeden test.

Doceniła mnie

Ułożyłam kluseczki i roladę na półmisku, polewając całość pachnącym sosem. Mąż nakrył do stołu i usiadł pierwszy, ukradkiem puszczając mi oko. Teściowa rozsiadła się naprzeciwko mnie, z wyrazem powątpiewania na twarzy. Mimo to sięgnęła po największą porcję. Wstrzymałam oddech.

– Smacznego – powiedziałam, udając spokój.

– No, zobaczymy… – mruknęła teściowa i włożyła do ust pierwszy kęs.

Przez chwilę żuła w milczeniu, mrużąc oczy jak zawodowy degustator. Mąż już jadł, aż mu się uszy trzęsły.

– Mmm… dobre! – rzucił z entuzjazmem. – Powinnaś częściej robić takie obiady.

– No, rzeczywiście… kluski się nie rozpadły, rolada dobrze doprawiona – przyznała niechętnie teściowa, jakby każde słowo wychodziło jej z trudem. – Sos mógłby być bardziej gęsty, ale… powiedzmy, że się udało.

Poczułam, jak opada ze mnie całe napięcie.

– To może następnym razem zrobisz swój sos? – rzuciłam nieco złośliwie.

Zrobię, jeśli mnie poprosisz – odbiła teściowa, patrząc na mnie uważnie. – Ale widzę, że powoli się uczysz. Kto wie, może kiedyś prześcigniesz moją kuchnię.

Mąż roześmiał się, chwytając jeszcze jeden kawałek rolady.

– No, to mamy rozejm przy stole – powiedział, podnosząc szklankę z kompotem. – Za najlepsze kluski, jakie jadłem!

Teściowa prychnęła, ale w jej oku błysnęło coś na kształt uznania.

– Nie zapeszaj, bo jeszcze się rozmyślę – mruknęła i sięgnęła po dokładkę.

Poklepał mnie po ramieniu

Obiad dobiegł końca w zaskakująco spokojnej atmosferze. Mąż z błogim uśmiechem rozsiadł się w fotelu, a teściowa wzięła się za nalewanie kawy, jakby nagle odzyskała resztki dobrego humoru. Siedziałam przy stole, czując dziwne rozczarowanie. Zamiast słodkiego triumfu, przyszło coś w rodzaju ulgi i… lekkiego zmęczenia.

Kawa już gotowa – rzuciła teściowa z kuchni, jakby zapomniała o wcześniejszych napięciach.

– Zaraz, tylko pozbieram talerze – odpowiedziałam, zerkając na męża.

– Chodź, pomogę ci – wstał szybko, zadowolony z siebie. – Było naprawdę pysznie, wiesz?

– No, twoja mama chyba ma inne zdanie – mruknęłam, ale uśmiechnęłam się do niego lekko.

Wróciliśmy do kuchni, gdzie teściowa stała już z tacą i kawą.

– No, dziewczyno, powiem ci, że dzisiaj mnie zaskoczyłaś. Myślałam, że znowu coś pójdzie nie tak, a tu proszę… – odchrząknęła. – Tylko następnym razem zrób podwójną porcję sosu, bo ten zniknął pierwszy.

– Dobrze, zapamiętam – przytaknęłam, próbując zachować powagę.

– To co, może następnym razem upieczemy wspólnie jakieś ciasto? – zapytała nagle teściowa, patrząc mi prosto w oczy.

– Może i tak… – odpowiedziałam, choć w środku miałam ochotę pobyć przez tydzień z dala od kuchni i jej porad.

Mąż poklepał mnie po ramieniu, szepcząc:

Dzielna jesteś. Jeszcze trochę i ona będzie cię prosić o przepis na kluski.

Teściowa się uśmiechnęła i przewróciła oczami.

– No już, już, nie przesadzajcie z tym wychwalaniem, bo jeszcze uwierzę, że świat się kończy. Jedzcie, póki ciepłe!

Patrzyłam na swoją rodzinę i pomyślałam, że czasem warto się starać. Może za tydzień znowu zrobię tę roladę – choćby tylko po to, by zobaczyć minę teściowej.

Iwona, 46 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama