„Na lodowisku spotkałam kogoś, kto kiedyś rozpalił w moim sercu ogień. Tym razem zaryzykowałam wszystko”
„Zostałam sama z palącym wstydem i chaosem w głowie. Co ja w ogóle robię? Przecież Tomek to przeszłość. A Marcin... Marcin był zawsze. A mimo to nie potrafiłam przestać myśleć o tamtym spojrzeniu. O tym, że Tomek przez te kilka minut spojrzał na mnie tak, jak Marcin nie patrzył od lat”.

- Redakcja
Z pozoru mam wszystko. Stały związek, mieszkanie, pracę. Marcin mówi, że jestem „jego ostoją”, cokolwiek to znaczy. A ja? Czasem czuję, że to wszystko toczy się obok mnie. Bez emocji, bez drżenia rąk, bez sensu. Żyję… racjonalnie. Za bardzo.
– Klara, serio? Od trzech dni siedzisz w tym samym dresie – rzuciła Anka, kiedy wpadła do mnie bez zapowiedzi. – Idziemy na lodowisko.
– Chyba żartujesz – mruknęłam.
– Chcę zabrać Maćka, przyda mi się wsparcie. A ty potrzebujesz świeżego powietrza i ludzi.
Nie chciałam. W głowie od razu usłyszałam znajome echo: „To nie ma sensu”, ale mimo wszystko zgodziłam się. Gdy zakładałam kurtkę, pomyślałam o sobie sprzed lat. O tej, która kiedyś kochała do bólu. Która potrafiła śmiać się na całe gardło, całować w deszczu i wierzyć, że miłość to wszystko. Ale ona zniknęła. Umarła razem z tamtym „ostatnim razem”, gdy widziałam Tomka. Nie myślałam o nim od lat. Przynajmniej tak mi się wydawało.
Tego się nie spodziewałam
Na lodowisku było tłoczno, ślisko i hałaśliwie. Dzieci piszczały z radości, rodzice robili zdjęcia, a ja czułam się tam jak intruz. Kucałam przy Maćku, zawiązując mu łyżwy, kiedy usłyszałam znajomy głos. Taki, który kiedyś sprawiał, że serce biło mi szybciej.
– Klara?
Zamarłam. Powoli podniosłam wzrok. Stał przede mną Tomek. Ten sam, a jednak inny. Starszy, dojrzalszy… ale oczy miał te same. Zielone, niepokorne, jak wtedy, gdy mówił, że mnie kocha. Patrzył na mnie z takim niedowierzaniem, jakby nie był pewien, czy to naprawdę ja.
– Cześć… – wydusiłam, prostując się. Nagle miałam sucho w ustach.
– Minęło sporo czasu – uśmiechnął się delikatnie. – Z dobrych dziesięć lat, co?
Przytaknęłam. Maciek pociągnął mnie za rękaw.
– Mogę już iść?
– Tak, skarbie. Tylko ostrożnie – mruknęłam, nie odrywając wzroku od Tomka.
– Twój syn?
– Nie, koleżanki. Ja tylko... pomagam – wyjaśniłam szybko. Zbyt szybko.
Tomek nic nie odpowiedział. Patrzył na mnie uważnie. Jakby próbował odczytać, kim jestem dziś, po tylu latach. Czułam, jak zaczyna we mnie rosnąć panika. I złość. I coś jeszcze. Tęsknota?
– Dobrze cię widzieć – powiedział cicho.
Nie odpowiedziałam. Uśmiechnęłam się sztucznie i odwróciłam wzrok. Uciekłam spojrzeniem na taflę lodu, gdzie Maciek niezdarnie dreptał przy bandzie. A w głowie huczało mi tylko jedno wspomnienie: jego ostatnie słowa tamtego dnia. Albo raczej ich brak. Bo nie powiedział nic. Po prostu zniknął.
Nie mogłam przestać o nim myśleć
Nie spałam prawie całą noc. Leżałam obok Marcina, wpatrzona w sufit, i przewijałam w myślach każdą sekundę tej krótkiej rozmowy z Tomkiem. Wróciło wszystko. Jego głos, zapach. Te głupie dołeczki w policzkach, które kiedyś tak uwielbiałam. Rano przy śniadaniu byłam nieobecna. Marcin podał mi kubek kawy, przyjrzał się uważnie.
– Wszystko w porządku?
– Jasne – odpowiedziałam zbyt szybko.
– Klara, serio? Od wczoraj jesteś jakaś inna. O co chodzi?
Zawahałam się. Chciałam powiedzieć, że spotkałam kogoś z przeszłości. Że poczułam coś, czego nie powinnam. Ale wtedy zamarł. Jego spojrzenie stwardniało.
– Chodzi o kogoś, prawda?
– Co? Nie, nieprawda...
– Tylko nie mów, że to „nic takiego”. Znam cię. Widzę, że coś cię gryzie. I nie jestem idiotą.
– Marcin, proszę cię… – próbowałam zapanować nad głosem. – To nie tak.
– Więc jak?
Zamilkłam. I to wystarczyło. Odłożył filiżankę z taką siłą, że aż zadźwięczała o blat.
– Jasne. Cokolwiek to było… lepiej, żebyś sobie to przemyślała – powiedział twardo i wyszedł z kuchni.
Zostałam sama z palącym wstydem i chaosem w głowie. Co ja w ogóle robię? Przecież Tomek to przeszłość. A Marcin... Marcin był zawsze. Może nie idealny, ale lojalny. Obecny. A mimo to nie potrafiłam przestać myśleć o tamtym spojrzeniu. O tym, że Tomek przez te kilka minut spojrzał na mnie tak, jak Marcin nie patrzył od lat.
Chciałam poznać prawdę
Zupełnie „przypadkiem” przeszłam tamtą samą ścieżką obok lodowiska w niedzielne popołudnie. Udawałam przed sobą, że to zwykły spacer. Że nie mam w głowie obrazu jego twarzy, jak wtedy, gdy powiedział: „Dobrze cię widzieć”. I wtedy go zobaczyłam. Siedział na ławce z kubkiem kawy w ręku, tak po prostu. Sam. Jakby wiedział, że przyjdę.
– Cześć – powiedział, gdy podeszłam. – Liczyłem na to, że może się pojawisz.
– Cześć. Spaceruję… – bąknęłam. – Przypadkiem.
– Jasne – uśmiechnął się. – Pamiętasz, jak uczyłem cię jeździć tutaj na łyżwach?
– Pamiętam, jak wrzeszczałam, że coś sobie złamałam, a to była tylko siniak.
Zaśmialiśmy się. I to był śmiech, którego nie słyszałam w sobie od lat.
– Czasami się tu kręcę. Dla wspomnień – powiedział. – Od kiedy wróciłem, to jedyne miejsce, które wydaje się... znajome.
– Wróciłeś?
– Rok temu, po śmierci ojca. Przejąłem jego mieszkanie. I chyba trochę jego samotność.
Zamilkliśmy. Patrzyliśmy na ślizgające się dzieci.
– Czemu wtedy zniknąłeś, Tomek?
Spojrzał na mnie zaskoczony. A potem spuścił wzrok.
– Bałem się. Mój ojciec wtedy zachorował.... Matka uciekła. Zawaliło mi się wszystko. Nie potrafiłem być dla ciebie kimś, na kim możesz się oprzeć, kiedy sam byłem wrakiem. Więc uciekłem.
Przez chwilę nie mówiłam nic. A potem zapytał:
– A ty? Jesteś zczęśliwa?
Zawahałam się. I wtedy powiedział coś, co zamroziło mi krew w żyłach:
– Nigdy nie przestałem cię kochać.
Wszystko się zmieniło
Od tamtego spotkania nie potrafiłam już funkcjonować jak dawniej. W pracy klikałam bezmyślnie w klawiaturę, w domu sprzątałam coś, co było już czyste. Chciałam sobie wmówić, że nic się nie zmieniło, ale to było kłamstwo. Zmieniło się wszystko. Marcin, jakby wyczuwając rosnące napięcie, zaproponował spontaniczny wyjazd.
– Tylko my dwoje, weekend za miastem. Będzie super, zobaczysz – powiedział, patrząc na mnie z nadzieją, jaką widziałam u niego chyba pierwszy raz od dawna.
Zgodziłam się. Może naiwnie wierzyłam, że coś to naprawi. Jednak już wieczorem, w wynajętym domku, między nami znów wybuchło.
– Klara, ja już nie wiem, kim ty jesteś. Czuję się, jakbym mieszkał z duchem.
– Przepraszam – wyszeptałam.
– To nie o to chodzi. Tylko... czy ty mnie w ogóle jeszcze kochasz?
Zamilkłam. Marcin wbił we mnie wzrok, czekając.
– Nie wiem – powiedziałam w końcu. – Naprawdę nie wiem.
Zrobiło się cicho. Bardziej niż zwykle. Nawet wiatr przestał szarpać gałęziami za oknem. Marcin wstał i przeszedł się po pokoju, jakby szukał słów.
– Myślałem, że jesteśmy drużyną – powiedział w końcu. – A teraz czuję się niepotrzebny. Jakbym nie pasował do twojego życia.
Później długo milczeliśmy. Ja – z powodu poczucia winy, on – z żalu. Leżałam w łóżku, patrząc w ciemność, a przed oczami znów miałam Tomka. I nie potrafiłam nic na to poradzić.
Miałam teraz inne życie
Spotkaliśmy się w tej samej kawiarni, do której kiedyś chodziliśmy jako dzieciaki. Zimą w środku było zawsze ciepło i pachniało goździkami. Teraz pachniało tak samo. Jakby czas się zatrzymał, tylko my nie byliśmy już tacy sami.
– Dziękuję, że przyszłaś – powiedział Tomek. Trzymał w dłoni filiżankę, ale widać było, że nie ma pojęcia, co z nią zrobić.
– Muszę wiedzieć jedną rzecz – zaczęłam cicho. – Dlaczego nie powiedziałeś mi wtedy prawdy?
Westchnął. I wtedy w końcu się otworzył. Nie był już tamtym chłopakiem z błyskiem w oku. Był zmęczonym mężczyzną, który zbyt długo wszystko trzymał w sobie.
– Bałem się. Ojciec… to było straszne. Znaleźliśmy go z sąsiadem. Nie wiedziałem, co robić. Nie spałem, nie jadłem, nie wychodziłem z domu. I wtedy ty dzwoniłaś. A ja... nie umiałem podnieść słuchawki. Bo co miałem ci powiedzieć? Że życie mi się rozpadło, że sam nie wiem, czy dam radę?
Zamilkł. A ja po raz pierwszy zrozumiałam: jego milczenie nie było tchórzostwem. Było rozpaczą.
– Klara… – spojrzał mi prosto w oczy. – Żałuję każdej minuty bez ciebie. Ale nie proszę o drugą szansę. Proszę tylko, żebyś wiedziała, że to, co było między nami, było prawdziwe.
Serce ścisnęło mi się boleśnie. Bo wiedziałam, że mówi prawdę.
– Nigdy w to nie wątpiłam – szepnęłam. – Ale ja mam teraz inne życie. Inne wybory.
– Wiem. Ale jeśli kiedyś zapragniesz znów poczuć się jak dawniej… ja tu będę.
I znowu zrobiło się cicho. Tylko kawa stygła między nami.
Klara, 33 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Teściowa ostrzegała, żeby nie prać przed sylwestrem. Nie posłuchałam jej i żałuję, bo nowy rok zaczął się pechowo”
- „Kiedy teściowa złożyła mi życzenia noworoczne, chciało mi się płakać. W 2026 roku jej noga nie postanie w moim domu”
- „Mój Nowy Rok zaczął się od przymrozku w sercu. Nie zapomnę tego, co w sylwestra zrobił mój mąż”

