„Na Dzień Babci dostałam od wnuczki krem przeciwzmarszczkowy i prośbę o 300 zł. Mam się śmiać czy płakać?”
„– A jak? – zapytałam drżącym głosem. – Jak to niby jest? Mam się uśmiechnąć i dać te pieniądze, żebyś mogła napisać koleżance, że stara znowu sypnęła kasą?”.

Jestem babcią. Kiedyś to słowo coś znaczyło. Pachniało ciepłym kompotem, pierogami z wiśniami i miękkim szalem, którym można się było opatulić, gdy świat był zbyt głośny. Dziś… jestem jak mebel, który stoi w kącie – niby jeszcze się przydaje, ale jakby go zabrakło, to też nikt by nie płakał.
Dzień Babci. Święto, które kiedyś rozgrzewało mi serce. Kiedyś wnuczka biegła z laurką w rączkach, taka dumna, że potrafi napisać „kocham Cię babciu” samodzielnie, literka po literce. A teraz? Teraz siedzę sama przy stole, ciasto już prawie wystygło, kompot malinowy też. Ubrałam się ładnie, przypięłam broszkę, chociaż ostatni raz miałam ją chyba na chrzcinach Ani… kiedy to było?
Czekam. Bo dziś ma przyjść Ania. Moja wnuczka, moja iskierka. Rzadko się widujemy, bo „ma dużo nauki”, „ciągle coś się dzieje”… Ale dziś – dziś chyba znajdzie czas. Choć na chwilę. Na uścisk, na rozmowę. Na to, bym poczuła się jeszcze choć raz… potrzebna.
Prezent mnie zaskoczył
– Babciu! – usłyszałam za drzwiami. – To ja, Ania!
Otworzyłam szybko, wytarłam ręce o fartuch, choć i tak nie były brudne. Po prostu byłam spięta. Ania weszła jak burza – jak zawsze. Szybki buziak w policzek, zapach drogiej perfumy, błysk telefonu.
– Ooo, ale pachnie, babciu, upiekłaś coś?
– Sernik. Twój ulubiony. Chciałam, żebyś miała coś słodkiego na ten dzień. No wiesz… Dzień Babci.
– No jasne! – zawołała z uśmiechem. – I mam coś dla ciebie!
Wyciągnęła z torby małe opakowanie i podała mi jak trofeum. Krem. Przeciwzmarszczkowy.
– No weź, babciu, to taki super krem, serio. W internecie mówią, że działa cuda. Będziesz wyglądać młodziej.
Patrzyłam na ten słoiczek, nie wiedząc, co powiedzieć. Niby miły gest, ale… jakoś zabolało. Jakby moje zmarszczki były problemem. Jakby wszystko, co we mnie prawdziwe, trzeba było teraz wygładzić.
– Dziękuję – powiedziałam cicho, stawiając krem na kredensie. – Usiądź, zrobię herbaty.
– Oj, babciu, nie mam za dużo czasu. Ale herbatkę chętnie. I słuchaj… jest jeszcze jedna sprawa…
Zerknęła na telefon, westchnęła teatralnie i w końcu spojrzała na mnie.
– Pożyczyłabyś mi trzysta złotych? Na chwilę. Muszę naprawić telefon, a mama mówi, że teraz nie ma…
Zakrztusiłam się herbatą.
– Trzysta złotych?
– Tak tylko… na chwilkę. Oddam. Obiecuję.
Patrzyłam na nią i czułam, jak serce zaczyna mnie boleć. Nie zapytała, jak się czuję. Nie zauważyła kwiatów na stole. Nie dotknęła sernika. Przyszła po pieniądze. Czy naprawdę jestem tylko bankomatem z siwymi włosami?
Córka nie widziała problemu
Wieczorem, kiedy już zrobiło się cicho, zadzwoniłam do Beaty. Nie chciałam robić scen przy Ani, choć miałam ochotę krzyknąć. Ale co by to dało? Wnuczka by się tylko obruszyła i wyszła trzaskając drzwiami.
– Halo? – odezwała się Beata z pośpiechem w głosie.
– To ja… mama. Dziś była u mnie Ania.
– No i super – odparła sucho. – Widzisz, nie zapomniała.
– Tak, nie zapomniała. Przyniosła krem i... zapytała, czy pożyczę jej trzysta złotych.
– Och, mamo, nie przesadzaj... – jęknęła. – Może jej faktycznie potrzebne. Młodzi teraz wszystko mają w telefonach, jak coś się zepsuje, to tragedia.
– Beato, ona nawet nie spytała, jak się czuję. Przyszła, powiedziała, że nie ma czasu, i rzuciła między herbatą a ciasteczkiem: „Dasz mi trzysta?”. Tak po prostu.
W słuchawce zapadła cisza.
– Nie wiem, co mam ci powiedzieć, mamo. Ania ma swoje życie. Ma dziewiętnaście lat, szkoła, znajomi, chłopak. Nie oczekuj nie wiadomo czego.
– A czego ja oczekuję, powiedz? – w moim głosie coś pękło. – Tylko odrobiny uwagi. Odrobiny serca. Ja się dla niej dwoiłam i troiłam, jak była mała! A teraz?
– Mamo, przestań dramatyzować – przerwała. – Ania jest w porządku. Po prostu… świat się zmienił. Młodzi mają inne podejście. Nie wszystko trzeba brać do siebie.
– Beato… może właśnie dlatego, że się nie bierze do siebie, to ja jestem nikim. Nawet dla was.
– Muszę kończyć, mamo. Mam jeszcze maila do wysłania. Porozmawiamy jutro, dobrze?
Rozłączyła się pierwsza. Zostałam z telefonem w dłoni i sercem ciężkim jak nigdy.
To było podłe
Została na herbatę, ale tylko na jedną. Gdy powiedziała, że musi lecieć, zaproponowałam, że odprowadzę ją do drzwi. Nie wiem czemu – może po prostu nie chciałam zostać sama. Znowu.
– Babciu, zostawię telefon w kuchni, żeby się ładował, dobra? Zaraz wracam, tylko jeszcze coś z auta wezmę.
Zostałam sama, a telefon Ani leżał na blacie. Ekran rozjaśnił się, kiedy przyszło powiadomienie. Cichy dźwięk, który przyciągnął mój wzrok.
„No i jak, stara dała hajs?” – pisała ktoś podpisany jako Wiki.
Chwilę później kolejne: „Mówiłaś, że nie trzeba się starać, wystarczy krem i słodka buźka”.
Zamarłam.
Zrobiło mi się niedobrze. Poczułam, że świat nagle przyspieszył, jakby kręcił się beze mnie. A ja… nie nadążałam. Patrzyłam na te słowa i czułam, jak coś we mnie się zaciska. Drzwi się otworzyły.
– Już jestem! – rzuciła wesoło Ania. – To co z tą kasą, babciu? Da się coś ogarnąć?
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, spojrzała na stół.
– Hej, a czemu mój telefon odblokowany?
Zatrzymała się. Spojrzała na mnie i już wiedziała. W moich oczach musiała zobaczyć wszystko.
Podniosłam telefon i bez słowa podałam jej.
– „Stara dała hajs”, tak? – powiedziałam cicho, ale wyraźnie. – To tak o mnie mówisz?
– Babciu… to tylko takie głupie gadanie, no weź, nie bierz tego na serio…
– Nie biorę. Na serio biorę tylko to, że przyszłaś tu po pieniądze, a nie dlatego, że mnie kochasz.
Ania spuściła wzrok. A mnie bolało. Bardziej niż kiedykolwiek.
Wnuczka próbowała sie tłumaczyć
– Babciu, poczekaj… To nie tak! – Ania chwyciła mnie za rękę, ale ja ją natychmiast cofnęłam.
– A jak? – zapytałam drżącym głosem. – Jak to niby jest? Mam się uśmiechnąć i dać te pieniądze, żebyś mogła napisać koleżance, że stara znowu sypnęła kasą?
– Przesadzasz teraz… Wiesz, że cię kocham, babciu, tylko…
– Tylko co? – przerwałam jej. – Tylko jestem stara, nudna, niepotrzebna? Tylko warto do mnie przyjść, jak trzeba coś załatwić? Wnusiu, ja też mam uczucia. Może już nie takie modne, może pachną malinowym kompotem, ale nadal są. I bolą, kiedy ktoś je depcze.
Ania stała jak wryta. Zaczęła się tłumaczyć.
– No bo… teraz wszystko takie drogie… a ja naprawdę potrzebuję tego telefonu. I serio… miałam zamiar porozmawiać z tobą dłużej, tylko… wszystko się posypało.
– Nie chodzi o telefon – powiedziałam spokojnie. – Tylko o to, że nie przyszłaś tu być ze mną. Przyszłaś coś załatwić. Jak do banku. A ja nie jestem twoim bankiem, Aniu. Jestem twoją babcią. Albo byłam. Bo teraz to już nie wiem.
– Babciu… – powiedziała cicho, ale w jej głosie nie było skruchy. Raczej rozdrażnienie. – Ty nic nie rozumiesz. Ja mam życie. Szkołę, ludzi, plany. Ty żyjesz jakby czas się zatrzymał. Masz swój sernik i czasy, kiedy było „lepiej”. Ale to już minęło!
Wstałam.
– Wiesz co? Jeśli to znaczy, że mam się zgadzać na takie traktowanie, to niech lepiej ten czas już się nie cofa. Bo wolę być samotna, niż potrzebna tylko wtedy, gdy trzeba wyciągnąć portfel.
Ania patrzyła na mnie z zaciśniętymi ustami. Chciała coś jeszcze powiedzieć, ale nie zdążyła. Sama ruszyła do drzwi.
– Trudno. Dzięki za herbatę – rzuciła oschle i wyszła, trzaskając drzwiami.
Zadrżały szyby. A ze mną – coś pękło.
Byłam rozżalona
Zostałam sama. Usiadłam powoli na krześle, jakby nagle ubyło mi sił w nogach. W kuchni pachniało jeszcze herbatą i sernikiem, ale już nie miało to znaczenia.
– No i widzisz, Janku… – odezwałam się do powietrza, bo tak było łatwiej. – Doczekałam się. Własna wnuczka patrzy na mnie jak na problem.
Zawsze rozmawiałam z nim w myślach, odkąd odszedł. Siadał wtedy naprzeciwko, kiwał głową, słuchał. Teraz też go tam widziałam. Zmęczone oczy, ten sam sweter, który nosił zimą.
– Pamiętasz, jak Ania była mała? Jak biegała po pokoju i wołała „babciu, babciu”, a ja nie nadążałam? A ty się śmiałeś, że mnie zaraz zajedzie… – uśmiechnęłam się krzywo. – Teraz bym oddała wszystko, żeby znów mnie „zajechała”.
Łzy kapały na blat stołu. Nie wycierałam ich. Nie miałam już przed kim udawać, że jest dobrze.
Wzięłam do ręki krem. Przeciwzmarszczkowy. Popatrzyłam w lustro wiszące nad zlewem. Zmarszczki były. Każda jedna prawdziwa. Od śmiechu, od płaczu, od życia.
– Może i jestem stara – wyszeptałam do swojego odbicia. – Ale nie głupia.
Postawiłam krem z powrotem na półce i zgasiłam światło.
Helena, 72 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Na Dzień Babci wnuczka przyniosła mi prezent. A potem zapytała, kiedy w końcu przepiszę na nią mieszkanie”
- „W Dzień Dziadka udaję dobrą wnuczkę i daję czekoladki. Dziadek się wzrusza i sypie mi za to kasą”
- „To miały być romantyczne ferie w górach, a mąż powiedział, że mnie zdradził. Szybko zadbałam o to, byśmy byli kwita”

