Reklama

Siedziałem przy kuchennym stole, wpatrzony w rachunek za prąd. Kasia, moja dziewczyna, właśnie wcierała sobie krem w twarz, mówiąc:

– Daj babci te perfumy za dwie dychy i po sprawie. To symbol. A potem ją zagadamy o pożyczkę – i tak nie wie, co robić z kasą.

Uśmiechnąłem się krzywo. Jasne, perfumy z przeceny i kolena prośba w pakiecie – idealny plan na Dzień Babci. Mam 22 lata, studiuję, dorabiam, jak się da. Kasia też studiuje, ale jej życie kręci się głównie wokół filtrów i dram z matką. Mieszkamy razem, ledwo wiążemy koniec z końcem. I teraz ta akcja z babcią.

Z Haliną – moją babcią – nigdy nie byłem jakoś bardzo blisko. Od kiedy zmarł dziadek, widujemy się rzadko. Czasem tylko zadzwoni, zapyta, czy jem ciepłe obiady i że mama się martwi. I teraz niby mam przyjść z prezentem i zaraz potem poprosić ją o dwa koła. Zawsze powtarzała: „Jak będzie ci ciężko, przyjdź”. No to przychodzę. Tylko sam nie wiem, czy bardziej po pomoc, czy z poczucia wstydu.

Chcieliśmy pożyczyć kasę

Babcia otworzyła drzwi z uśmiechem, ale spojrzenie miała czujne. Może wyczuła, że coś jest nie tak. Kasia uśmiechnęła się szeroko i od razu wyciągnęła z torebki opakowanie perfum owinięte w papier.

– Wszystkiego najlepszego, babciu Halinko! – zaćwierkała, jakby znała ją od zawsze.

– Ojej, no nie trzeba było – babcia ujęła pudełko, obwąchała z ciekawością. – Perfumy? No proszę… elegancko. Chodźcie, siadajcie, zrobiłam drożdżówkę.

W salonie pachniało cynamonem i tym czymś ciepłym, co mają tylko mieszkania starszych ludzi. Usiedliśmy przy stole, Kasia zachwycała się herbatą z konfiturą malinową, a ja myślałem tylko o tym, kiedy przejdziemy do sedna.

Po trzecim kawałku ciasta Kasia zaczęła:

– Babciu, my właściwie... przyszliśmy też o coś zapytać.

Babcia spojrzała na nią spod okularów. Ja spojrzałem w herbatę.

– Chodzi o taką... tymczasową sytuację – zacząłem. – Mamy teraz trochę trudniej, wiesz jak to jest, wszystko drożeje, a...

– I chcielibyśmy cię poprosić o drobną pożyczkę – dokończyła Kasia, śmiało, bez cienia zawahania. – Dwa tysiące. Oddamy, oczywiście.

Babcia zamilkła. Pociągnęła łyk herbaty. Spojrzała na mnie, potem z powrotem na Kasię.

– Dziwne to jakoś – powiedziała powoli. – Najpierw prezent, a zaraz potem prośba o dwa tysiące...

W tej chwili wszedł do pokoju wujek Romek. Popatrzył po nas, zmarszczył brwi.

– Co tu się dzieje?

Zrobiło się niezręcznie.

Babcia nie była naiwna

Po obiedzie babcia poprosiła mnie, żebym został jeszcze chwilę sam. Kasia poszła do łazienki, a Romek do kuchni po dokładkę sernika. Zostaliśmy we dwoje w dusznej ciszy.

– Pawle, nie chodzi o pieniądze – zaczęła cicho. – Chodzi o wasz stosunek.

Patrzyłem na nią, nie rozumiejąc.

– Przychodzicie raz na pół roku, nie pytacie, co u mnie, czy czegoś nie potrzebuję. Ale jak trzeba coś pożyczyć – to nagle jesteście.

– Przecież mówiłaś, że jak będę w potrzebie, mogę przyjść – odburknąłem. – No to jestem.

– A pamiętasz, że trzy lata temu też przyszedłeś? Wziąłeś wtedy dwieście złotych i miałeś oddać za dwa tygodnie.

Zacisnąłem zęby. Nie miałem pojęcia, że to pamięta. Albo że w ogóle to liczy.

– To były inne czasy.

– Tak, bo wtedy byłeś sam. Teraz przyprowadzasz dziewczynę, oboje robicie dobre miny, wręczacie perfumy za dwie dychy, a potem prosicie o dwa tysiące.

– Czyli nie dasz? – zapytałem szorstko.

– A może to ty mi coś dasz, Pawle? Może chwilę szczerości? Może obecność? A nie tylko kiedy coś trzeba?

Zaniemówiłem.

Ja nie jestem bankomatem. Jestem twoją babcią. A ty nawet nie wiesz, kiedy mam imieniny.

Wstałem gwałtownie. Drżała mi szczęka. Nie wiedziałem, czy z wstydu, czy z wściekłości.

– Wiesz co? Nieważne. Szkoda, że zamiast zrozumienia, dostaję wyrzuty.

Wyszedłem do przedpokoju. Z kuchni spojrzał na mnie Romek. Kasia wracała z łazienki.

– Co jest? – zapytała szeptem.

– Nic – burknąłem. – Jedziemy.

To moja wina?

Zanim wyszliśmy, usłyszałem ciche głosy z pokoju. Wujek wyszedł, a babcia mówiła do kogoś przez telefon. Przystanąłem. Kasia już zakładała buty. W salonie głos babci był przygaszony, ale wyraźny.

– Tak, Halinka z tej strony... Nie, nie w porządku. Paweł przyszedł z dziewczyną. Najpierw dali mi jakieś tanie perfumy, a potem poprosili o dwa tysiące. Wiesz, ja już nie mam siły. Czuję się jak bankomat, nie jak babcia.

Zrobiło mi się gorąco. Nogi wrosły mi w podłogę. Po chwili usłyszałem drugi głos. To była moja mama.

– On zawsze tak, mamo. Myśli, że wszystko mu się należy. A jak coś idzie nie po jego myśli, to obraza majestatu. Znam go.

Zacisnąłem pięści. Co to za rozmowy za plecami? Wszedłem do pokoju bez pukania.

– Aha. Czyli fajnie tak obgadywać mnie przez telefon, tak?

Obie zamilkły. Babcia wciąż trzymała telefon przy uchu. Mama powiedziała tylko:

– Paweł, nie teraz.

– A kiedy?! – wrzasnąłem. – Kiedy będzie dobry moment, żebyście mnie nie traktowały jak śmiecia?

Babcia się podniosła.

– Nikt cię nie traktuje jak śmiecia. Po prostu nie jesteś już dzieckiem. Jesteś dorosły. Ale jak trzeba pieniędzy, to nagle przypominasz sobie, że masz rodzinę.

– To wyście mnie tak wychowały!– wybuchnąłem. – A teraz udajecie święte?

Zapanowała cisza. Czułem, jak łzy napływają mi do oczu, ale nie chciałem ich pokazać.

– Wychodzimy, Kasia – rzuciłem przez zęby. – Już wszystko jasne.

Babcia była rozżalona

Kiedy już staliśmy w korytarzu, babcia podeszła wolno, z rękami splecionymi przed sobą. Jej twarz nie była już surowa. Raczej zmęczona.

– Pawle… Poczekaj. Nie chcę, żebyś wychodził z taką złością.

Zatrzymałem się, ale nie odwróciłem.

– Pamiętasz, jak miałeś piętnaście lat i zginęły mi oszczędności z szuflady? – zapytała cicho.

Zmroziło mnie. Przez chwilę udawałem, że nie wiem, o czym mówi. Ale wiedziałem. Dobrze wiedziałem.

– Myślałem, że nie pamiętasz – mruknąłem.

– Pamiętam wszystko. I to, że przyszedłeś z płaczem po tygodniu, mówiąc, że wziąłęs, bo musiałeś kupić telefon, bo wszyscy mają.

– Oddałem.

– Po roku. I bez słowa przeprosin. A potem jeszcze raz coś zniknęło, ale wtedy już nic nie mówiłam. Bo wiedziałam, że między nami coś pękło.

W końcu się odwróciłem. Patrzyła na mnie spokojnie.

– Nie chodzi o te dwieście złotych czy dwa tysiące. Chodzi o zaufanie, które dawno mi odebrałeś – powiedziała. – Przychodzisz jak po swoje. I nawet nie pytasz, czy mam z czego dać.

Zacisnąłem usta.

– Bo ty zawsze lepiej wiesz, co czuję, co potrzebuję, co myślę?! A może raz zapytasz!

– Właśnie pytam. Po raz pierwszy od dawna. Czego ty, Pawle, tak naprawdę chcesz?

Nie odpowiedziałem. Tylko wyszedłem, trzaskając drzwiami.

Nie zasłużyłem na pomoc

Wyszedłem wściekły, ale bez celu. Kasia próbowała mnie zagadywać, ale tylko odburkiwałem. W końcu powiedziała, że wraca do mieszkania, bo „i tak nic z tego nie będzie”. Pokiwałem głową. Niech idzie.

Znalazłem się pod klatką wujka Romka. Nie wiem, co mnie tam ciągnęło. Może miałem nadzieję, że ktoś mi w końcu powie, co robię źle. Albo chociaż zwyzywa mnie do końca, żebym miał to z głowy.

Romek otworzył w podkoszulku. Zdziwił się, ale wpuścił bez słowa. Usiadłem w kuchni, patrząc, jak odpala fajkę.

– Powiem ci jedno, młody – mruknął. – Babcia może i miękka, ale pamięć ma dobrą. Ty się dziwisz, że ona ci nie ufa? Przecież od lat przychodzisz tylko, jak czegoś potrzebujesz.

– Ale ja też nie mam łatwo – broniłem się. – Ledwo ciągniemy z Kasią.

– Wszyscy ledwo ciągniemy. Ale to nie znaczy, że mamy żerować na tych, którzy jeszcze się trzymają.

Patrzył na mnie długo, po czym dodał:

– Babcia miała kiedyś plan, żeby cię wesprzeć. Serio. Chciała ci dać pieniądze na kurs programowania. Mówiła, że masz głowę, tylko chaos w niej. Ale jak zobaczyła, jak traktujesz ludzi... odpuściła.

Zaniemówiłem. Kurs. Szansa. Coś, czego nawet nie wiedziałem, że mogłem mieć.

– Nie chodzi o to, że nie masz. Chodzi o to, że ciągle tylko bierzesz. Nigdy nie dajesz – powiedział Romek spokojnie. – A potem masz pretensje, że nikt nie ufa. Zbuduj coś. Chociaż raz.

Spojrzałem w okno. I po raz pierwszy tego dnia – nie miałem żadnej odpowiedzi.

Paweł, 22 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama