Reklama

Życie w naszym małym, przytulnym domu w podmiejskiej okolicy było prawdziwą idyllą. Byłam właścicielką tego miejsca od dziesięciu lat, a razem z mężem Szymonem zadbaliśmy o każdy detal. To było nasze królestwo, miejsce, gdzie świętowaliśmy sukcesy, przetrwaliśmy trudne chwile i planowaliśmy przyszłość.

Reklama

Postanowiliśmy go wynająć

Szymon był moim najlepszym przyjacielem i partnerem we wszystkim. Podzielaliśmy wspólne pasje, a nasza miłość do ogrodu i wnętrzarskich eksperymentów sprawiała, że nasz dom tętnił życiem. Jednak kilka miesięcy temu podjęliśmy decyzję, która miała zmienić wszystko.

– Co powiesz na wynajęcie domu? – zapytał Szymon, siedząc przy kuchennym stole z kubkiem kawy. – Moglibyśmy pojechać na miesiąc na wymarzone wakacje do Chorwacji.

Wtedy wydawało się to świetnym pomysłem. Znaleźliśmy w internecie Sandrę i Daniela – rodzinę z dwójką małych dzieci, Zosią i Frankiem. Wyglądali na odpowiedzialnych ludzi, a ich ciepłe, serdeczne podejście sprawiło, że uwierzyliśmy, że nasz dom będzie w dobrych rękach. Mimo to, gdzieś głęboko, miałam pewne obawy.

– Myślisz, że to dobry pomysł? – zapytałam Szymona, pakując nasze rzeczy. – A jeśli coś się stanie?

– Nie martw się, kochanie – Szymon uśmiechnął się, obejmując mnie. – Wszystko będzie dobrze.

Zasługujemy na ten wyjazd

I tak, zostawiając klucze w rękach Sandry i Daniela, wyruszyliśmy na nasze wymarzone wakacje.
Chorwacja przywitała nas ciepłym słońcem, turkusowym morzem i bezkresnym horyzontem. Nasze wakacje były jak z bajki – wypełnione leniwymi dniami na plaży, smakowitymi kolacjami przy zachodzie słońca i spacerami po wąskich, kamiennych uliczkach. Jednak każda bajka ma swój koniec, a my musieliśmy wrócić do rzeczywistości.

Gdy zajechaliśmy pod nasz dom, wszystko wyglądało normalnie – ogród był zadbany, a drzwi wejściowe zamknięte. Szymon otworzył drzwi i jako pierwszy wszedł do środka.

– O Boże, co tu się stało?! – usłyszałam jego krzyk z głębi domu.

Poczułam, jak serce zaczyna mi bić szybciej. Weszłam do środka i stanęłam jak wryta. Wnętrze naszego ukochanego domu wyglądało jak po przejściu huraganu. Ściany były porysowane, kanapa połamana i poplamiona, sprzęty kuchenne rozrzucone po całej kuchni, a drewniane podłogi porysowane i pokryte śladami farb.

Nie wiedziałam, co powiedzieć. Stałam tam, patrząc na chaos, który kiedyś był naszym spokojnym domem, i zaczęłam mieć wyrzuty sumienia. Może nie powinniśmy byli wynajmować domu obcym ludziom?

– Musimy to jakoś rozwiązać – powiedziałam cicho, próbując zapanować nad drżeniem głosu. – Porozmawiamy z Sandrą i Danielem.

– Rozwiązać? Jak? – Szymon odwrócił się do mnie, w jego oczach widziałam gniew i frustrację.

Musieli to naprawić

Czułam, że zaczynam tracić kontrolę nad emocjami. Czy naprawdę mogliśmy to przewidzieć? Jedno było pewne – musieliśmy porozmawiać z Sandrą i Danielem, aby dowiedzieć się jak zamierzają to naprawić.

– Dzień dobry – mój głos drżał lekko, gdy mówiłam do słuchawki. – Możemy się spotkać? Musimy porozmawiać.

Sandra zgodziła się od razu. Spotkanie miało miejsce w kawiarni niedaleko naszego domu. Czułam, jak z każdym krokiem narasta we mnie gniew. Szymon wyglądał, jakby gotował się od środka. Sandra i Daniel już tam byli, siedzieli przy stoliku z filiżankami kawy przed sobą. Wyglądali na niespokojnych, ale wciąż nie wiedziałam, czy zdają sobie sprawę z tego, co się stało w naszym domu.

– Cześć – powiedziała Sandra, próbując się uśmiechnąć. – Coś się stało?

– Co się stało?! – wybuchnął Szymon, ledwo trzymając się w ryzach. – Nasz dom wygląda jak pole bitwy. Jak mogliście do tego dopuścić?

Sandra zbladła, a Daniel spojrzał na nas zdezorientowany.

– Co masz na myśli? – zapytał niepewnie.

– Porysowane ściany, połamane meble, zniszczone sprzęty kuchenne – wymieniałam, próbując zachować spokój.

Wymawiali się dziećmi

– Dzieci były trudne do opanowania. Zosia i Franek są jeszcze mali, nie zawsze słuchają. Nie mieliśmy pojęcia, że zniszczenia są aż tak poważne.

– Nie mieliście pojęcia?! – Szymon uniósł się jeszcze bardziej. – Jak można nie zauważyć, że dzieci niszczą dom?

Daniel spróbował wtrącić się do rozmowy.

– Staraliśmy się je kontrolować, ale czasem było naprawdę ciężko. Nie chcieliśmy, żeby to tak wyglądało. Nie wiedzieliśmy, że to pójdzie tak daleko.

– Wasze dzieci, wasza odpowiedzialność – odpowiedziałam, czując, jak gniew narasta we mnie coraz bardziej. – Musicie teraz wziąć odpowiedzialność za to, co się stało.

Sandra i Daniel wymienili zaniepokojone spojrzenia. Było jasne, że nie spodziewali się takiej reakcji z naszej strony. Jednak my nie mogliśmy po prostu przejść obok tego, co się stało. Nasz dom, nasze bezpieczne miejsce, zostało zniszczone, a oni musieli to naprawić.

– Co teraz? – zapytała Sandra, patrząc na mnie z wyrazem skruchy na twarzy.

– Oczekujemy, że pomożecie w naprawie zniszczeń.

Zatrudniliśmy prawnika

Następnego ranka siedzieliśmy z Szymonem przy kuchennym stole, z planami napraw i kosztorysami rozłożonymi przed sobą. Nasz dom potrzebował gruntownego remontu, a koszty były ogromne. Musieliśmy podjąć trudną decyzję – czy pociągnąć Sandrę i Daniela do odpowiedzialności prawnej, czy spróbować rozwiązać to polubownie.

– Może spróbujemy najpierw porozmawiać z prawnikiem – zasugerowałam. – Dowiedzmy się, jakie mamy możliwości.

Szymon przytaknął i sięgnął po telefon. Kilka minut później mieliśmy umówione spotkanie z naszym prawnikiem na popołudnie. Punktualnie o czwartej weszliśmy do kancelarii prawnika.

– Proszę usiąść – powiedział, wskazując na krzesła przed swoim biurkiem. – Słyszałem, że macie problem z wynajmującymi. Opowiedzcie mi szczegóły.

Opowiedzieliśmy mu wszystko – od momentu wynajmu domu, przez nasze wakacje, aż po powrót i odkrycie zniszczeń. Słuchał uważnie, notując najważniejsze punkty.

– To bardzo trudna sytuacja – zaczął, kiedy skończyliśmy. – Macie prawo pociągnąć wynajmujących do odpowiedzialności prawnej za zniszczenia. Możemy złożyć pozew i domagać się odszkodowania za szkody.

To była trudna sytuacja

Spojrzałam na Szymona, który siedział z zaciśniętymi pięściami. Wiedziałam, że jest wściekły i zraniony, ale czy naprawdę chcieliśmy iść tą drogą?

– A jakie mamy inne opcje? – zapytałam cicho. – Czy możemy spróbować rozwiązać to polubownie?

– Oczywiście, możecie spróbować mediacji. To mniej formalna droga, która pozwala obu stronom na dojście do porozumienia bez angażowania sądu. Jeśli są gotowi wziąć odpowiedzialność i naprawić szkody, to może być najlepsze rozwiązanie.

Szymon odetchnął głęboko, a ja poczułam, jak napięcie w moich ramionach trochę się rozluźnia.

– Spróbujemy mediacji – powiedziałam, patrząc na męża. – Dajmy im szansę naprawienia tego, co się stało.

– To rozsądna decyzja. Pomogę wam w zorganizowaniu mediacji i będę was reprezentował. Ustalmy teraz szczegóły.

Mieliśmy plan

Kiedy wychodziliśmy z kancelarii, czułam mieszankę ulgi i niepewności. Wiedziałam, że to dopiero początek trudnej drogi, ale przynajmniej mieliśmy plan. Musieliśmy teraz tylko wierzyć, że Sandra i Daniel naprawdę chcą naprawić swoje błędy.

Dzień mediacji nadszedł szybciej, niż się spodziewałam. Spotkanie miało odbyć się w kancelarii prawnika, w neutralnym miejscu, które miało pomóc nam wszystkim zachować spokój i profesjonalizm. Sandra i Daniel przybyli punktualnie, wyglądając na zestresowanych i zaniepokojonych.

– Celem dzisiejszego spotkania jest znalezienie rozwiązania, które będzie satysfakcjonujące dla obu stron. Proszę, usiądźcie. Zaczniemy od omówienia zniszczeń i kosztów napraw – zaczął prawnik, otwierając teczkę z dokumentami. – Weronika i Szymon przygotowali szczegółowy kosztorys. Przejrzymy go teraz razem.

Wzięli kredyt

Przesunęłam dokumenty w stronę Sandry i Daniela, obserwując ich reakcje. Sandra zbladła, a Daniel zaczął nerwowo przeglądać kartki.

– To naprawdę dużo pieniędzy – powiedział cicho Daniel, patrząc na mnie z wyrazem skruchy.

– Wiem – odpowiedziałam, próbując zachować spokój. – Ale nasz dom został poważnie zniszczony. Te koszty są konieczne, aby przywrócić go do stanu sprzed wynajmu.

– Rozumiemy – powiedziała Sandra, patrząc na Daniela. – Tylko... nie mamy tyle pieniędzy od razu.

– Moglibyśmy podpisać umowę – zaproponował prawnik. – Ustalmy harmonogram spłat i sposób monitorowania postępów. Czy to by wam odpowiadało?

Sandra i Daniel zgodzili się od razu. W ciągu następnej godziny ustaliliśmy szczegóły umowy, rozkładając koszty napraw na miesięczne raty, które byłyby realne do spłacenia przez wynajmujących. Prawnik spisał wszystko dokładnie, a my podpisaliśmy dokumenty.

W ciągu kolejnych tygodni nasz dom powoli wracał do dawnej świetności. Szymon i ja spędzaliśmy wieczory i weekendy na naprawach, malowaniu ścian, wymianie mebli. Sandra i Daniel regularnie wpłacali ustalone raty, a my czuliśmy, że sprawiedliwość zaczyna się dopełniać.

Udało się odnowić nasz dom

Pewnego wieczoru, po ciężkim dniu pracy, usiedliśmy z Szymonem na odnowionej kanapie w salonie. Wpatrywałam się w nowe, jasne ściany.

– Nasz dom znowu wygląda jak nasz.

– Tak, kochanie. – Szymon objął mnie. – Ale to było trudne. Czasem myślę, czy nie powinniśmy byli iść do sądu od razu.

Spojrzałam mu w oczy, widząc w nich zmęczenie i wątpliwości. Wiedziałam, że ta sytuacja odcisnęła na nas swoje piętno, a Szymon, mimo że starał się być silny, miał swoje momenty zwątpienia.

– Może i tak – odpowiedziałam cicho. – Ale daliśmy im szansę na naprawienie swoich błędów. Może to była właściwa decyzja.

Szymon westchnął i spojrzał w sufit.

– Chciałbym wierzyć, że to ich czegoś nauczyło. Że naprawdę zrozumieli, co zrobili.

– Myślę, że postąpiliśmy słusznie – powiedziałam, patrząc mu w oczy. – Daliśmy im szansę na poprawę, a my zyskaliśmy spokój ducha.

Nasz dom znów był pełen ciepła i spokoju, a my z Szymonem nauczyliśmy się, że nawet w najtrudniejszych chwilach można znaleźć siłę, by iść naprzód. Wiedzieliśmy, że cokolwiek przyniesie przyszłość, poradzimy sobie razem. A nasz dom, tak jak nasza miłość, będzie zawsze naszym bezpiecznym miejscem, niezależnie od przeciwności losu.

Weronika, 35 lat

Reklama

Czytaj także:
„Narzeczony bawił się tak dobrze na wieczorze kawalerskim, że pomylił mój numer. Wysłał mi coś, czego nie powinien”
„Nie chciałam spędzać wakacji z dziećmi. Potrzebowałam odpocząć, więc podrzuciłam rozdarte wnuki teściowej”
„Teściowa stołowała się u nas jak w 5-gwiazdkowej restauracji. Gdy w końcu dałam jej rachunek na 100 zł, obraziła się”

Reklama
Reklama
Reklama