„Na czas remontu teściowa zamieszkała u nas, a moje małżeństwo runęło. Przy krzepkim budowlańcu poczułam wiosnę w sercu”
„Zaczęłam łapać się na tym, że jeżdżę na budowę częściej niż to konieczne, specjalnie ubierając się staranniej. Między mną a Robertem zaczęło iskrzyć – dłuższe spojrzenia, przypadkowe dotknięcia dłoni przy przekazywaniu faktur. Wiedziałam, że stąpam po cienkim lodzie”.

- Redakcja
To miał być zwykły akt synowskiej miłości i, co gorsza, to był mój pomysł. Kiedy w mieszkaniu teściowej pękła rura, niszcząc parkiet i zmuszając ją do generalnego remontu, sama zaproponowałam: „Mamo, przecież nie będziesz płacić za hotel, mamy wolny pokój”. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że to zdanie stanie się wyrokiem na moje małżeństwo. Mamusia – bo tak pieszczotliwie nazywał ją mój mąż – wjechała do naszego sześćdziesięciometrowego raju z trzema walizkami, klatką z kanarkiem i całym arsenałem pasywnej agresji.
Starałam się być idealną synową
Nasze mieszkanie, które do tej pory było oazą spokoju, nagle wypełniło się chaosem. Teresa, moja teściowa, była kobietą drobną, ale jej obecność wypełniała każdy centymetr sześcienny powietrza.
Początkowo wszystko wyglądało niewinnie, a pierwsze dwa dni minęły pod znakiem udawanej kurtuazji. Teresa dziękowała za gościnę, chwaliła wystrój salonu – choć z lekkim przekąsem, że „trochę tu ciemno jak w grobowcu, ale nowocześnie” – a ja starałam się być idealną synową. Gotowałam dwudaniowe obiady i gryzłam się w język, gdy przestawiała mi figurki na komodzie.
– Kochanie, tylko przesunęłam tego słonia, żeby patrzył w stronę drzwi, to przynosi szczęście – mówiła z uśmiechem, który nie obejmował oczu.
Michał był zachwycony. Wreszcie miał dwie najważniejsze kobiety swojego życia pod jednym dachem. Widziałam, jak promienieje, jedząc pomidorową swojej matki. Nie widział jednak tego, co działo się, gdy wychodził do biura. Ja pracuję zdalnie jako graficzka. Mój gabinet to świętość, a przynajmniej był nią do momentu, gdy Teresa uznała, że moja praca polega na „klikaniu w komputer” i jestem cały dzień dostępna na pogaduszki.
Wkrótce zrozumiałam, że remont u niej to tylko pretekst do wprowadzenia nowych rządów u nas. Zaczęło się od kuchni. Moje przyprawy zmieniły miejsce, „żeby było logiczniej”, a ekologiczny płyn do naczyń został zastąpiony chemicznym, neonowym specyfikiem. To był otwarty konflikt na westchnienia, uniesione brwi i pytania retoryczne.
Serce waliło mi ze wstydu
Intymność w naszym związku zawsze była kluczowa, ale obecność „mamusi” szybko to zmieniła. Pamiętam ten wieczór w drugim tygodniu jej pobytu. Byliśmy z Michałem zmęczeni ciągłym byciem „na baczność”, więc postanowiliśmy zrobić sobie relaksujący wieczór. Serial, muzyka, masaż. Zamknęliśmy drzwi do sypialni, choć nie na klucz.
Zaczęliśmy się całować, czułam, jak napięcie ze mnie schodzi. Michał objął mnie, jego dłonie błądziły po moich plecach. I wtedy to usłyszałam. Szuranie kapci tuż pod naszymi drzwiami. Zastygłam.
– Słyszałeś? – szepnęłam. – Co? Daj spokój, mama śpi – mruknął Michał, całując mnie w szyję.
Minutę później klamka nacisnęła się powoli. Drzwi uchyliły się na centymetr.
– Michałku? – Głos Teresy był cichy, ale wdzierał się w naszą intymność jak nóż. – Masz może coś na zgagę? Te pierogi były chyba za tłuste.
Odepchnęłam Michała gwałtownie, naciągając kołdrę pod samą szyję. Serce waliło mi ze wstydu i wściekłości. Michał, zdezorientowany i rozczochrany, zerwał się z łóżka.
– Mamo! Pukaj, na litość boską! – krzyknął.
– Przecież pukałam – skłamała gładko, stojąc w progu we flanelowej piżamie. Patrzyła na nas z mieszaniną niewinności i oceny. – Myślałam, że już śpicie. Po prostu mnie piecze.
Tamtej nocy nic się już nie wydarzyło. Leżałam plecami do męża, upokorzona. Od tamtej pory miałam blokadę. Każdy dotyk Michała kojarzył mi się z nasłuchiwaniem kroków na korytarzu. Nasze życie intymne umarło, a w jego miejsce weszła frustracja.
Stąpałam po cienkim lodzie
Sytuacja w domu stawała się nie do zniesienia, więc zaczęłam szukać pretekstów do wyjścia. Wzięłam na siebie nadzorowanie remontu u teściowej. Jeździłam tam co drugi dzień. Mieszkanie wyglądało jak pobojowisko, ale tam poznałam Roberta, szefa ekipy remontowej. Facet po czterdziestce, z oczami, które zdawały się widzieć więcej niż tylko krzywe ściany.
Początkowo nasze rozmowy dotyczyły tylko gładzi, ale pewnego dnia, gdy przyszłam wyjątkowo wzburzona po kolejnej krytyce mojego stroju przez teściową, Robert podał mi kawę z termosu.
– Ciężki dzień? – zapytał, opierając się o drabinę.
– Nawet nie wiesz jak – westchnęłam, siadając na zakurzonym krześle. – Mieszkanie z teściową to szkoła przetrwania.
Robert roześmiał się, a ten dźwięk był dziwnie kojący. Zaczął opowiadać o swojej byłej żonie i jej matce. Przeszedł przez to samo piekło. Nie oceniał, nie próbował łagodzić sytuacji jak Michał. Po prostu słuchał i przytakiwał: „Tak, to nienormalne”, „Masz prawo być wściekła”.
Zaczęłam łapać się na tym, że jeżdżę na budowę częściej niż to konieczne, specjalnie ubierając się staranniej. Szukałam ucieczki i atencji. Między mną a Robertem zaczęło iskrzyć – dłuższe spojrzenia, przypadkowe dotknięcia dłoni przy przekazywaniu faktur. Wiedziałam, że stąpam po cienkim lodzie. W domu czekała na mnie zimna wojna, a w gruzach mieszkania teściowej czułam się żywa.
To była już przesada
Punkt zwrotny nastąpił w czwartek, trzy tygodnie po przyjeździe teściowej. Wróciłam wcześniej ze spotkania z klientem. Weszłam do mieszkania cicho, wykończona. Usłyszałam dźwięki dochodzące z naszej sypialni.
Drzwi były otwarte na oścież. Na środku pokoju stała Teresa. Miała otwartą moją szufladę z bielizną – tę, w której trzymałam koronkowe body i jedwabne koszulki. Trzymała w ręku moje czarne koronki, oglądając je pod światło z wyrazem obrzydzenia. Obok niej, na łóżku, leżała sterta wyjętej bielizny, którą segregowała.
– Co ty robisz? – Mój głos był lodowaty.
Teresa podskoczyła, upuszczając bieliznę.
– O, Marta... Nie słyszałam, jak wchodzisz. Chciałam ci tylko poukładać. Masz tu taki bałagan, wszystko pogniecione, a te delikatne rzeczy niszczą się, jak leżą tak byle jak.
– Dotykasz moich majtek? – Zrobiłam krok do przodu, czując pulsującą krew w skroniach. – Weszłaś do mojej sypialni, grzebiesz w moich najbardziej prywatnych rzeczach i mówisz mi, że układasz?
– Nie unoś się, dziecko – jej ton zmienił się na protekcjonalny. – Znalazłam tu też to... – Wskazała na opakowanie pigułek, które schowałam głęboko w rogu. – Michał zawsze marzył o dużej rodzinie. Czy on wie, że bierzesz to świństwo? Odbierasz mu bycie ojcem?
W tym momencie coś we mnie pękło. To był zamach na moje ciało, na moje decyzje, na moje małżeństwo.
– Wynoś się – powiedziałam cicho.
– Słucham?
– Wynoś się z mojego pokoju! Natychmiast! – wrzasnęłam tak głośno, że kanarek w salonie zaczął piszczeć.
Teresa wyszła obrażona, mamrocząc o niewdzięczności. Zamknęłam drzwi na klucz i osunęłam się na podłogę, płacząc z bezsilności. Wyciągnęłam telefon. Nie zadzwoniłam do Michała. Zadzwoniłam do Roberta.
– Muszę stąd wyjść. Teraz – powiedziałam.
– Będę za 15 minut pod twoim blokiem – odpowiedział bez zbędnych pytań.
Byłam o milimetr od zdrady
Siedziałam z Robertem w jego samochodzie, dwie ulice od mojego domu. Piliśmy kawę, a ja wylewałam z siebie cały żal.
– Wiesz, co jest najgorsze? – mówiłam, patrząc na deszcz. – Że czuję się w tym wszystkim sama. Mój mąż wybrał święty spokój.
– Czasem faceci są ślepi – powiedział Robert, kładąc rękę na moim ramieniu. Jego dłoń była ciepła i szorstka. – Ale ty nie zasługujesz na to, by być w cieniu matki swojego męża. Jesteś wspaniała, Marta.
Pochylił się w moją stronę. Powietrze zgęstniało. Przez głowę przemknęła mi myśl: „Zrób to. Pocałuj go. Niech to wszystko diabli wezmą”. Byłam o milimetr od zdrady, szukając zemsty i ucieczki. Wtedy zadzwonił telefon. Zdjęcie Michała na wyświetlaczu. Odsunęłam się gwałtownie. Byłam wściekła i rozczarowana, ale czy chciałam niszczyć swoje życie z powodu teściowej?
– Muszę iść – powiedziałam, chwytając torebkę.
– Marta, czekaj... – zaczął Robert.
– Dziękuję ci. Naprawdę. Ale to by wszystko skomplikowało jeszcze bardziej.
Wróciłam do domu zdeterminowana. W salonie Michał siedział z głową w dłoniach, a Teresa w fotelu, chlipiąc w chusteczkę z miną męczennicy.
– O, wróciła nasza dama – pociągnęła nosem Teresa. – Michałku, powiedz jej, co zrobiła matce.
Michał podniósł wzrok. Był zmęczony, miał podkrążone oczy.
– Mamo, przestań – powiedział cicho.
Zamarłam. Czy ja dobrze usłyszałam?
Patrzyłam na niego zszokowana
– Co ty powiedziałeś? – oburzyła się Teresa. – Ona na mnie krzyczała! Wyrzuciła mnie! A ja tylko chciałam pomóc, te rzeczy były takie wyzywające, martwię się o twoją moralność...
– Mamo, dość! – Michał wstał, a jego głos zadudnił w pokoju. – To są rzeczy mojej żony i to jest sypialnia mojej żony! I moja! Nie masz prawa tam wchodzić. Nie masz prawa grzebać w jej rzeczach. Nie masz prawa komentować tego, czy mamy dzieci.
Stałam w przedpokoju, osłupiała. Michał, mój ugodowy mąż, trząsł się z emocji.
– Zaprosiłem cię tutaj, bo myślałem, że potrzebujesz pomocy. Ale ty próbujesz rządzić moim życiem. Marta jest najważniejsza. Jeśli jej nie szanujesz, to nie szanujesz też mnie.
– Wyrzucasz mnie? Własną matkę? – Teresa złapała się za serce w teatralnym geście.
– Remont się skończył, mamo – powiedział Michał, patrząc jej prosto w oczy.
– Co? – zapytałyśmy jednocześnie.
– Dzwoniłem do administracji. Zalanie było małe. Podłoga wyschła tydzień temu. Robert, ten twój majster, powiedział mi przez telefon, że wymyślasz dodatkowe prace, żeby tu siedzieć. Że kazałaś skuwać dobre kafelki, żeby przedłużyć „pobyt u synka”. Płaciłem za to wszystko, myśląc, że to kolejne awarie.
Spojrzałam na niego zszokowana. A więc Robert wiedział? I dał znać Michałowi? Może te jego współczujące spojrzenia to nie był flirt, tylko litość? To już nie miało znaczenia.
– Pakuj się, mamo. Zawożę cię do hotelu. Jutro ekipa Roberta kończy malowanie i wracasz do siebie.
Dobrze się stało
Teresa wyjechała z płaczem i groźbami wydziedziczenia. Kiedy drzwi się za nią zamknęły, w mieszkaniu zapadła ogłuszająca cisza. Nie rzuciliśmy się sobie w ramiona; byliśmy zbyt wyczerpani.
Usiadłam na kanapie obok Michała.
– Wiedziałeś o tym opakowaniu? – zapytałam cicho.
– Marta, przecież ustaliśmy, że czekamy jeszcze rok. Oczywiście, że wiedziałem. To nasza decyzja, nie jej – odpowiedział, nie patrząc na mnie. – Przepraszam, że tak długo byłem bierny. Myślałem, że jak będę miły, to jakoś przetrwamy. Nie widziałem, jak bardzo cię to niszczy. Dopiero jak zobaczyłem cię dzisiaj rano, jak płakałaś w łazience... i potem te jej teksty o twojej bieliźnie... Dotarło do mnie, że tracę żonę.
– Prawie straciłeś – przyznałam szeptem, myśląc o Robercie. Tego mu nie powiedziałam. Niektóre prawdy są niepotrzebne, zwłaszcza gdy właśnie uratowało się związek.
To doświadczenie zostawiło w nas ślad. Wymieniliśmy zamek w drzwiach i kupiliśmy nową pościel, żeby zmyć z sypialni „energię” Teresy. Relacje z teściową są chłodne, widujemy się tylko w święta na neutralnym gruncie. A Robert? Skończył remont, wystawił fakturę i zniknął. Czasem zastanawiam się, co by było, gdyby Michał wtedy nie zadzwonił. Ale potem patrzę na mojego męża, który w końcu dorósł do tego, by postawić mnie na pierwszym miejscu, i wiem, że dobrze się stało.
Marta, 34 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „W tłusty czwartek zaprosiłam rodzinę na domowe pączki. Nie sądziłam, że tego dnia poznam sekretne grzeszki teścia”
- „Uciekłam do sanatorium przed wredną synową, bo miałam dość jej złośliwości. Wolę leżeć w borowinie niż słuchać obelg”
- „W sanatorium miałam odpocząć od męża, dzieci i wnuków. Znalazłam tam adoratora i rodzina nie poznała mnie po powrocie”

