„Na balu karnawałowym w remizie chciałam zapomnieć o moim nudnym mężu i smutnym życiu. Pomógł mi w tym uczynny sąsiad”
„Remiza wyglądała dokładnie tak, jak się spodziewałam – plastikowe krzesła, girlandy z bibuły, zespół grający covery sprzed dwóch dekad i zapach zimnych kotletów. Stałam pod ścianą, z filiżanką rozwodnionej kawy”.

Zawsze wydawało mi się, że samotność to domena ludzi starych i opuszczonych. Tymczasem ja miałam dom, męża, dorosłe dzieci i codzienną rutynę, która z zewnątrz wyglądała jak spokój. Tylko że to nie był spokój, to była cisza, która dławiła.
Mijaliśmy się
Mój mąż Jan wracał codziennie z pracy, rzucał klucze na komodę i bez słowa siadał w swoim fotelu. Czasem coś burknął, najczęściej o rachunkach albo o tym, że trzeba kupić papier toaletowy. Żadnych pytań, żadnego dotyku, żadnego „jak się czujesz?”. Mijał mnie w przedpokoju jak cień, jakbym była elementem wyposażenia, a nie kobietą, z którą kiedyś ślubował dzielić życie.
Nie pamiętałam już, jak to jest być potraktowaną z czułością. Przestałam się przeglądać w lustrze, bo nie poznawałam swojej twarzy. Była pusta. Dzieci się usamodzielniły, zostałam w domu sama z człowiekiem, który od dawna już nie był moim mężem, tylko współlokatorem. Nawet nie kłóciliśmy się, bo do kłótni trzeba jakiejkolwiek emocji, a między nami nie było już nic.
Któregoś popołudnia sąsiadka wpadła na herbatę.
– W sobotę idziemy na bal do remizy. I nie mów, że nie.
Parsknęłam śmiechem, ale zastanowiłam się: a może to jedyna szansa, żeby chociaż na chwilę przypomnieć sobie, że kiedyś byłam atrakcyjna?
Poszłam na bal
Remiza wyglądała dokładnie tak, jak się spodziewałam – plastikowe krzesła, girlandy z bibuły, zespół grający covery sprzed dwóch dekad i zapach zimnych kotletów. Stałam pod ścianą, z filiżanką rozwodnionej kawy, próbując się nie ruszać, żeby nie naruszyć tej kruchej granicy między byciem niezauważoną a ocenianą.
Sąsiadka już po pierwszym tańcu odnalazła więź z przystojniakiem z wąsem i w błyszczącej marynarce. Machnęła do mnie ręką, ale udałam, że nie widzę. Nie byłam gotowa ani na ludzi, ani na rozmowę. W pewnym momencie ktoś mnie trącił w ramię. Odwróciłam się gwałtownie i zobaczyłam Arka, sąsiada z końca ulicy, wdowca, kiedyś kumpla Jana.
– Ewa? – zapytał z lekkim niedowierzaniem. – Aż trudno cię poznać. Ładnie wyglądasz.
Skinęłam głową, chcąc coś odpowiedzieć, ale w głowie miałam pustkę.
– Tańczysz?
Pozwoliłam mu mnie poprowadzić. Tańczyliśmy powoli, niezgrabnie, jak ludzie, którzy zapomnieli, co to bliskość. W pewnym momencie lekko się zachwiałam i zderzyliśmy się biodrami. Zamiast przeprosić, spojrzał mi prosto w oczy. Było w tym spojrzeniu coś, co zatrzymało mi oddech.
Potrzebowałam odmiany
Po piosence Arek wskazał głową drzwi wyjściowe. Bez słowa poszłam za nim. Zapalił papierosa i podał mi jednego.
– Nie wiedziałem, że palisz – powiedział.
– Nie palę – odparłam i zaciągnęłam się mocno. Gardło zapiekło.
Staliśmy obok siebie, nie dotykając się, ale zbyt blisko, by uznać to za przypadek.
– Zawsze myślałem, że marnujesz się z Janem – powiedział.
Spojrzałam na niego uważnie. Nie zaprzeczyłam.
– Lubię z tobą rozmawiać, a jeszcze bardziej patrzeć, jak się śmiejesz – dodał po chwili. – Powinnaś robić to częściej.
Kilka minut później siedzieliśmy w jego aucie zaparkowanym za remizą. Arek nie patrzył na mnie, jakby czekał. I to jego czekanie było bardziej ekscytujące niż cokolwiek, czego doświadczyłam przez ostatnie lata. Odwróciłam głowę, żeby coś powiedzieć, ale zamiast słów był dotyk – najpierw lekki, ledwo wyczuwalny. Jego dłoń znalazła moją, a ja nie cofnęłam się. Przysunął się powoli, a potem mnie pocałował.
Zamknęłam oczy
Nie protestowałam, nie analizowałam. To był ten moment, o którym się nie mówi, tylko się pozwala. Potem nie odsunęliśmy się od siebie. Siedzieliśmy blisko, opierając głowy o zagłówki, otuleni milczeniem.
– Nie chcę niczego psuć – powiedział cicho. – Ale chcę, żebyś wiedziała, że to nie był przypadek.
Poczułam, że się uśmiecham. Nie musiałam nic mówić, on już wiedział. W domu Jan spał w salonie, telewizor szumiał cicho. Minęłam go bez słowa. Weszłam do łazienki i spojrzałam w lustro. Nie zmyłam z siebie zapachu Arka. Chciałam pamiętać. Nie pragnęłam romansu. Pragnęłam siebie i tej nocy odzyskałam kawałek, który zbyt długo leżał zakurzony. Następnego dnia Jan patrzył na mnie dziwnie.
– Coś ty taka radosna?
Nie odpowiedziałam. Wzięłam kubek, nalałam kawy jak zwykle, ale czułam, jak jego wzrok śledzi każdy mój ruch. Spojrzałam na niego spokojnie.
– Może po prostu przypomniałam sobie, że żyję.
Zaskoczyłam go
Nie przywykł do takich odpowiedzi. Atmosfera zgęstniała, ale nie tak, jak zwykle. Tym razem to ja miałam przewagę. On po raz pierwszy od dawna mnie zauważył i to zaskoczyło nas oboje. Umówiliśmy się z Arkiem kilka dni później. Zadzwonił wieczorem i zapytał, czy mam ochotę się przejść. Po prostu zaprosił mnie na spacer.
Spotkaliśmy się przy parku. Szliśmy powoli, nie dotykając się, ale blisko. Rozmawialiśmy cicho o wszystkim i o niczym: o tym, że w życiu bywa różnie, że czasem człowiek nie wie, czego mu brakuje, dopóki tego nie dostanie. Potem usiedliśmy na ławce.
– Nie żałuję tamtej nocy – powiedział. – Nie wiem, co dalej, ale dziękuję ci za to, że nie udawałaś.
– Nie musiałam – odpowiedziałam. – Przy tobie pierwszy raz od lat nie musiałam grać.
Oboje wiedzieliśmy, że coś wydarzyło się coś ważnego. Po raz pierwszy od lat pomyślałam, że mam prawo chcieć czegoś więcej niż ciszy i kompromisów. Nie jestem dumna, ale też nie żałuję. W końcu zrobiłam coś dla siebie. I choć to był tylko jeden taniec, jeden papieros, jedno spojrzenie – w tym wszystkim odnalazłam siebie na nowo.
Ewa, 41 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Zamiast życzeń na Dzień Babci usłyszałam od wnuków słowa pogardy. Wstydzą się mnie, bo w moim portfelu jest pustka”
- „Ferie w górach miały nas zbliżyć, ale mąż wolał żarciki z koleżanką. Nie było mi do śmiechu, gdy poznałam prawdę”
- „Mąż wyjechał w delegację, a ja zakochałam się w mężczyźnie, który zapytał, czy nie marznę. Potrzebowałam takiej troski”

