Zawsze uważałem, że listopadowe wizyty na cmentarzu to po prostu obowiązek. Nic specjalnego. Czasem trochę zadumy, zmarznięte dłonie i zapach topionej parafiny. W tym roku miało być tak samo. Przyjechaliśmy z Beatą na cmentarz tuż przed zmrokiem, żeby uniknąć największych tłumów. Ona, jak zwykle, miała listę grobów do odwiedzenia – rodzina, znajomi rodziców, jacyś dalecy krewni, których nawet nie kojarzyłem.
WIDEO…
– Robert, idź zapalić znicz u wujka Staszka, a ja skoczę do tej alejki przy murze, tam leży moja chrzestna – powiedziała, podając mi dwa najcięższe szklane lampiony. – Spotkamy się przy głównej bramie za kwadrans.
– Dobra, tylko się nie zgub w tych ciemnościach – mruknąłem, chowając zmarznięte dłonie do kieszeni.
Skinęła głową i ruszyła w swoją stronę. Zrobiłem, co do mnie należało. Wujek Staszek dostał swój znicz, postawiłem go prosto, żeby nie zalał pomnika, po czym zacząłem spacerować w kierunku umówionego miejsca. Cmentarz o tej porze wyglądał naprawdę ładnie, te tysiące światełek tworzyły wyjątkowy klimat. Byłem już niedaleko bramy, gdy zauważyłem znajomą sylwetkę w beżowym płaszczu. Beata stała w bocznej, słabo oświetlonej alejce. Nie była sama.
Zobaczyłem żonę z innym mężczyzną
Zatrzymałem się instynktownie, krok za wielkim, czarnym grobowcem, który dawał mi idealną osłonę. Z początku pomyślałem, że to ktoś znajomy z rodziny, może jakiś kuzyn, którego dawno nie widziała. Ale sposób, w jaki stali blisko siebie, od razu wydał mi się dziwny. Mężczyzna był wysoki, ubrany w ciemną kurtkę, a jego postawa zdradzała coś więcej niż tylko grzecznościową rozmowę.
Wyciągnąłem szyję, żeby lepiej widzieć. Zobaczyłem, jak Beata kładzie dłoń na jego ramieniu. To był gest, którego używała wobec mnie, gdy chciała mnie uspokoić albo dodać otuchy. Zrobiło mi się gorąco, mimo chłodu. Mężczyzna pochylił się w jej stronę. Rozmawiali cicho, niemal szeptali.
Nie mogłem oderwać od nich wzroku. Moje serce zaczęło bić szybciej, a w głowie pojawiły się setki pytań. Kim on jest? Dlaczego stoją tak blisko? I dlaczego, kiedy nadszedł czas pożegnania, on objął ją z taką czułością, jakby nie widzieli się od lat, a ona... ona wcale nie protestowała. Trwali w tym uścisku przez długą chwilę, po czym on pocałował ją w policzek, tuż przy uchu, i odszedł w stronę bocznego wyjścia.
Beata stała tam jeszcze przez moment, patrząc za nim, po czym odwróciła się i poprawiła szalik. Gdy ruszyła w stronę głównej bramy, wycofałem się w cień. Dopiero gdy zniknęła mi z oczu, wziąłem głęboki oddech. Poczułem dziwny ucisk w żołądku. Znałem tę twarz. To był Marek. Jej miłość z czasów liceum, o którym opowiadała mi dawno temu, twierdząc, że to zamknięty rozdział.
Wracaliśmy w milczeniu
Kiedy doszedłem do bramy, Beata już tam na mnie czekała. Przestępowała z nogi na nogę, chuchając w dłonie.
– Jesteś wreszcie – powiedziała z uśmiechem, który wydał mi się nagle sztuczny. – Zmarzłam. Jedziemy do domu?
– Tak. Jedziemy – odpowiedziałem chłodno, starając się nie patrzeć jej prosto w oczy.
W samochodzie panowała cisza. Zazwyczaj podczas drogi powrotnej z cmentarza rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, komentowaliśmy nowe pomniki albo wspominaliśmy zmarłych. Tym razem nie potrafiłem wydobyć z siebie ani słowa. Skupiłem się na drodze, choć moje myśli krążyły tylko wokół jednej sceny. Beata i Marek. Uścisk. Pocałunek.
– Coś się stało? – zapytała nagle, przerywając ciszę. – Jesteś jakiś nieswój.
– Nie, wszystko w porządku. Po prostu jestem zmęczony – skłamałem gładko.
– Na pewno? Wyglądasz, jakbyś ducha zobaczył.
– Może i zobaczyłem – odparłem złośliwie, mocniej zaciskając dłonie na kierownicy.
Spojrzała na mnie zaskoczona, ale nie drążyła tematu. Włączyła radio, a z głośników popłynęła jakaś smętna piosenka, która tylko pogorszyła mój nastrój.
Chciałem zapytać wprost
Kiedy wróciliśmy do domu, Beata poszła od razu pod prysznic, a ja usiadłem w salonie. Włączyłem telewizor, ale nie patrzyłem w ekran. Moje myśli znów wróciły na cmentarz. Zastanawiałem się, jak często się spotykają. Czy to był przypadek, czy umówili się tam celowo? Cmentarz to przecież idealne miejsce na potajemne schadzki w taki dzień, w tłumie nikt nie zwraca uwagi na innych.
Kiedy wyszła z łazienki w szlafroku, wyglądała tak zwyczajnie, tak znajomo. Usiadła obok mnie na kanapie i otuliła się kocem.
– Zrobić ci herbaty? – zapytała.
– Nie, dzięki – odparłem krótko.
Siedzieliśmy w milczeniu. Czułem, jak narasta we mnie gniew i żal. Chciałem zapytać wprost, wyrzucić z siebie to, co zobaczyłem, ale coś mnie powstrzymywało. Strach? Duma? A może obawa, że jej odpowiedź zniszczy nasz poukładany świat?
– Spotkałaś kogoś znajomego? – zapytałem w końcu, starając się, by mój głos brzmiał obojętnie.
– Na cmentarzu? – Spojrzała na mnie zdziwiona. – Nie, tylko tłumy obcych ludzi. A co?
Zamarłem. Skłamała. Zrobiła to bez mrugnięcia okiem. Poczułem, jak coś we mnie pęka.
– Nic. Tak tylko pytam. Pomyślałem, że może wpadłaś na kogoś z dawnych lat – powiedziałem powoli, uważnie obserwując jej twarz.
Jej spojrzenie na ułamek sekundy uciekło w bok. Lekko zacisnęła usta.
– Nie. Nikogo nie widziałam – powtórzyła, tym razem nieco ciszej.
Wstała z kanapy i ruszyła w stronę kuchni.
– Zrobię sobie tę herbatę.
Zostałem sam w salonie. Wiedziałem, że to dopiero początek.
Ciągle o tym myślałem
Nie mogłem zasnąć tej nocy. Przewracałem się z boku na bok, wsłuchiwałem się w oddech Beaty, która leżała obok, jakby nic się nie stało. Każde jej westchnienie drażniło mnie coraz bardziej. W głowie powtarzałem sobie scenę z cmentarza, jakby była fragmentem jakiegoś kiepskiego filmu, którego nie da się przewinąć. Próbowałem sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz widziałem ją tak rozluźnioną przy mnie. Zrobiło mi się przykro, bo nie potrafiłem tego znaleźć.
Nad ranem, kiedy światło powoli wlewało się do sypialni, Beata przewróciła się na drugi bok i oparła dłoń na moim ramieniu. Odruchowo się odsunąłem. Udawała, że śpi, ale wiem, że czuła dystans. Zawsze czuła.
Cały dzień chodziłem po domu jak cień. Nawet nasz syn zwrócił uwagę na moją minę. Nie chciałem się przed nim zdradzić, więc udawałem, że wszystko gra. Ale w mojej głowie kotłowały się coraz gorsze myśli.
Byłem zazdrosny
Zastanawiałem się, czy nie jestem po prostu przewrażliwiony. Może to był przypadek? Może Marek pojawił się tam przypadkiem, a Beata nie miała złych intencji? Ale nie mogłem wymazać z pamięci tego, jak patrzyli na siebie, jakby świat wokół nie istniał. Jakby to nie był przypadek, tylko coś, co planowali od dawna.
W pracy nie mogłem się skupić. Beata zawsze mówiła, że to była młodzieńcza miłość, która się wypaliła. Ale czy na pewno? Czułem, jak wzbiera we mnie fala zazdrości. Próbowałem sobie przypomnieć, czy w ostatnich tygodniach nie było drobnych sygnałów, które zignorowałem. Czy jej częstsze wychodzenie z domu mogło mieć związek z Markiem? Czy te późne powroty tłumaczone korkami naprawdę były tylko korkami?
Żona próbowała się tłumaczyć
Wieczorem nie wytrzymałem. Postanowiłem, że muszę z nią porozmawiać, choćby nie wiem jak bolało. Siedziała w kuchni, czytała coś na telefonie. Usiadłem naprzeciwko niej, czując, jak serce wali mi jak młot.
– Muszę cię o coś zapytać – zacząłem, próbując zabrzmieć spokojnie.
Podniosła wzrok, lekko zaskoczona.
– O co chodzi?
– Widziałem cię wczoraj na cmentarzu. Nie byłaś sama. – Głos mi zadrżał. – Wiem, że to był Marek.
Zbladła. Przez chwilę milczała, jakby szukała słów.
– To był przypadek... – zaczęła niepewnie. – Spotkaliśmy się przypadkiem, naprawdę.
– A może mnie okłamujesz? – przerwałem jej, czując, jak narasta we mnie żal. – Nie chcę słuchać wymówek. Chcę usłyszeć prawdę.
Westchnęła cicho i spuściła głowę. Po raz pierwszy od dawna zobaczyłem ją naprawdę zagubioną.
– Nie wiem, jak to się stało, Robert. Odezwał się do mnie kilka tygodni temu. Myślałam, że to nic nie znaczy, że po prostu chce pogadać. Ale... sama się pogubiłam. Przepraszam.
Siedzieliśmy naprzeciwko siebie, oboje kompletnie rozbici. Nie miałem siły już się złościć. Zamiast tego czułem tylko pustkę. Wiedziałem, że wszystko się zmieniło – i że żadne z nas nie jest już takie samo, jak jeszcze dzień wcześniej.
Robert, 45 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Na zjeździe absolwentów spotkałem licealną miłość. Myślałem, że dawne uczucia odżyły, ale jej chodziło tylko o jedno”
- „Robiliśmy remont mieszkania. Żona w sklepie budowlanym szukała jednak większych doznań niż promocje”
- „Według teściowej za dużo pracuję, nie mam czasu dla dzieci i powinnam zatrudnić nianię. Nie wpadnie na to, by sama pomóc”