„Myślałam, że walentynki nas zbliżą, ale mąż zamilkł przy kolacji. Gdy w końcu się odezwał, prawie spadłam z krzesła”
„Jedliśmy w milczeniu. Mąż wodził wzrokiem po ścianach, raz czy dwa sięgnął po telefon, jakby liczył na jakieś nagłe wybawienie w postaci pilnej wiadomości z pracy. Czułam, że napięcie między nami rośnie”.

- Redakcja
W tym roku wyjątkowo się postarałam – na walentynki zarezerwowałam stolik w restauracji, włożyłam nową sukienkę, którą wypatrzyłam na ostatniej wyprzedaży, zrobiłam delikatny makijaż i nawet nie przeszkadzało mi, że mąż wykręcał się przez pół dnia zmęczeniem po pracy. Liczyłam, że to trochę nas do siebie zbliży. Niby nie miałam wielkich oczekiwań, ale w środku tliła się iskierka, że może tym razem coś się odmieni. Jeszcze nie wiedziałam, że ten wieczór zapamiętam nie przez romantyczne gesty, tylko przez kilka zdań, które wywróciły moje życie do góry nogami.
Byłam zawiedziona
Stolik zarezerwowałam przy oknie. Usiedliśmy naprzeciwko siebie, ja wygładzałam sukienkę na kolanach, a on rozglądał się po sali, jakby liczył, że ktoś znajomy go stąd wyciągnie. Kelnerka podała nam menu, a ja podziękowałam jej uśmiechem. Mój mąż tylko mruknął coś pod nosem.
– Co sobie zamówisz? – spytałam, udając, że nie zauważam jego niechęci.
– Co za różnica. Weź coś dla mnie, byle nie było czosnku – odparł, wzruszając ramionami.
Wybrałam dla nas rosół i kaczkę. Czułam, jak z każdą minutą zapał mi słabnie, bo nawet na chwilę nie spojrzał mi w oczy. Miałam ochotę wrzasnąć: „Jestem tu! Przed tobą!”. Zamiast tego sięgnęłam po szklankę z wodą.
– Wiesz, nawet nie zapytałeś, jak minął mi dzień – rzuciłam z lekkim wyrzutem, próbując wyciągnąć go z tej skorupy.
– Przepraszam. Zmęczony jestem – burknął. – O czym chciałabyś rozmawiać?
– O nas, może? W końcu są walentynki.
Spojrzał na mnie z takim zdziwieniem, jakbym zaproponowała mu wycieczkę na Księżyc.
– O nas… No, dobrze. To… wszystko w porządku?
Westchnęłam.
– Chciałam, żebyśmy chociaż dzisiaj byli dla siebie mili – powiedziałam ciszej, niż zamierzałam.
Zamilkł. Kelnerka postawiła przed nami zupę, a mój mąż zapatrzył się w talerz, jakby tam szukał ratunku.
– No to… na zdrowie – rzucił, nie patrząc mi w oczy.
Nie wytrzymałam
Jedliśmy w milczeniu. Mąż wodził wzrokiem po ścianach, raz czy dwa sięgnął po telefon, jakby liczył na jakieś nagłe wybawienie w postaci pilnej wiadomości z pracy. Czułam, że napięcie między nami rośnie, a ja mimo wszystko próbowałam ratować ten wieczór. Zaczęłam opowiadać o pracy, o tym, że nowa koleżanka z biura dostała walentynkowy bukiet, i nawet wtrąciłam żart o tym, jak szef pomylił się w rozliczeniach. Odpowiedziała mi cisza. W końcu nie wytrzymałam.
– Możesz przynajmniej udawać, że cię to interesuje? – syknęłam, odkładając łyżkę.
Podniósł na mnie wzrok, w którym mignęła nuta zmęczenia, może nawet irytacji.
– Słucham cię. Przecież tu jestem, prawda?
– Gorzej z całą resztą – odparłam złośliwie.
– Dobrze, to o czym chcesz pogadać? O pracy, o dzieciach, czy o tym, że znowu nie mamy dla siebie czasu?
– Może o tym, czemu ostatnio rozmawiamy głównie przez SMS-y, choć mieszkamy pod jednym dachem?
Parsknął cicho, bardziej rozbawiony niż rozdrażniony.
– Może po prostu tak jest łatwiej. Mniej ryzykujesz, że ci się oberwie za nieodpowiedni ton.
– Serio? Myślałam, że się kochamy, nie handlujemy ziemniakami na targu.
Popatrzył na mnie uważniej, jakby przez chwilę ważył słowa.
– Chyba jesteśmy zmęczeni. Nie wiem, co mam ci powiedzieć.
– Cokolwiek. Naprawdę wolę nawet najgorszą prawdę niż te twoje wymijające milczenie.
– Może za dużo wymagasz? – mruknął.
Zrobiło mi się przykro, choć udawałam, że mnie to nie rusza.
Zamurowało mnie
Poczułam, że jeśli teraz odpuszczę, to już nigdy nie dowiem się, co się z nami stało. Spojrzałam na męża uważnie.
– Chciałabym wiedzieć, na czym stoi. Nie jestem twoją współlokatorką, tylko żoną. Chociaż czasem mam wrażenie, że bliżej mi do tej pierwszej opcji – powiedziałam chyba zbyt głośno, bo kelnerka aż zerknęła w naszą stronę.
Mąż skrzywił się lekko.
– Myślisz, że tylko tobie jest trudno? – spytał nagle. – Też nie jestem zachwycony, że co wieczór wracam do domu, w którym czuć napięcie, a nie zapach obiadu.
– Chcesz powiedzieć, że to wszystko moja wina? – zapytałam, ściszając głos, bo jednak nie chciałam robić sceny w restauracji.
– Nie. Chcę powiedzieć, że może oboje trochę przesadzamy – odparł, niespodziewanie spokojnie. – Praca, rachunki, dzieci...
– Może gdybyś czasem spojrzał na mnie jak na żonę, to nie czułabym się jak mebel – syknęłam, choć od razu pożałowałam ostrości.
– Naprawdę sądzisz, że tak łatwo jest wyłączyć zmartwienia po pracy? – przerwał mi. – Czasem po prostu nie mam siły na nic, nawet na ciebie.
W tym momencie kelnerka przyniosła kaczkę i przez chwilę oboje udawaliśmy, że interesuje nas jedynie to, co na talerzu. Po chwili mąż zaczął kroić mięso, a ja siedziałam nieruchomo, czekając na dalszy ciąg tej rozmowy.
– Wiesz, nie chciałem dziś tutaj przychodzić – powiedział w końcu. – Bałem się, że znowu się pokłócimy.
Zamurowało mnie, ale byłam zbyt dumna, żeby to przyznać.
– To po co w ogóle przyszedłeś? – rzuciłam, trochę bardziej zraniona niż zła.
– Bo może jeszcze coś w nas zostało – odpowiedział i po raz pierwszy tego wieczoru spojrzał mi prosto w oczy.
Od razu tego pożałowałam
To spojrzenie wytrąciło mnie z równowagi. Nagle nie miałam już siły się złościć. Siedzieliśmy naprzeciwko siebie, po raz pierwszy od dawna bez tej ściany lodu, którą budowaliśmy latami.
– Myślisz, że to się jeszcze da uratować? – zapytałam, nie siląc się już na złośliwości.
Wzruszył ramionami, ale nie uciekł wzrokiem.
– Nie wiem. Nie jestem pewien, czy jeszcze potrafimy ze sobą rozmawiać… Przynajmniej szczerze.
– To spróbujmy, chociaż raz nie zamiatać wszystkiego pod dywan. Może właśnie dzisiaj.
Przez chwilę bawił się widelcem.
– Wiesz, ostatnio coraz częściej się zastanawiam, czy to wszystko ma sens. My, praca, dom. Czasem mam ochotę wyjść i już nie wracać. – Jego głos był cichy, ale nie drżał.
– A ja mam czasem ochotę spakować walizkę i wyjechać gdziekolwiek, byle nie musieć udawać, że jestem szczęśliwa.
Zapadła cisza, w której każde z nas wyliczało w głowie te wszystkie drobne urazy i pretensje, które narosły przez lata. W końcu odsunął talerz.
– Może po prostu… za długo udajemy, że wszystko jest dobrze – powiedział. – Może trzeba to sobie powiedzieć wprost.
– A może zwyczajnie się już nie kochamy? – rzuciłam i od razu tego pożałowałam.
Spojrzał na mnie tak, jakby widział mnie po raz pierwszy od lat.
– Nie wiem, co czuję. Wiem tylko, że dzisiaj… jest mi wszystko jedno.
To było jak policzek. Zrobiłam minę, jakby nie zrobiło to na mnie żadnego wrażenia, choć w środku ścisnęło mnie mocniej niż kiedykolwiek.
– No to pięknie – mruknęłam pod nosem. – Idealne walentynki.
Poprawił się na krześle i nagle, zupełnie niespodziewanie, powiedział coś, co wywróciło ten wieczór do góry nogami.
Zrobiło mi się gorąco
Przez kilka sekund wydawało mi się, że to już koniec, że zaraz wstaniemy od stołu, każde pójdzie w swoją stronę i nawet nie obejrzymy się za siebie. Tymczasem mój mąż, zamiast uciekać, wziął głęboki oddech i spojrzał na mnie z nieznaną mi wcześniej powagą.
– Słuchaj… Muszę ci coś powiedzieć. I wolę, żebyś usłyszała to tutaj, niż w domu – zaczął.
Poczułam, jak robi mi się gorąco.
– Co takiego? – spytałam, starając się nie zdradzić, jak bardzo ściska mi się żołądek.
– Zastanawiam się nad wyjazdem. Sam. Na dłużej – powiedział cicho, patrząc gdzieś za moje ramię. – Dostałem propozycję pracy w innym mieście. Dobrej pracy. Od kilku tygodni nie śpię po nocach, bo nie wiem, co robić. Boję się, że jeśli wyjadę… to już nie wrócę. A jeśli zostanę, to będę się dusił.
Zamarłam z widelcem w ręku, bo nie spodziewałam się takiego zwrotu.
– Chcesz mnie zostawić? – zapytałam drżącym głosem.
– Nie… Może tak. Nie wiem. Chcę spróbować być jeszcze szczęśliwy. Może osobno, może razem, ale… nie dam rady udawać, że wszystko gra, kiedy się rozsypuję od środka.
Patrzyłam na niego, jakby był kimś zupełnie obcym.
– A my? Nasze życie? To tak po prostu? – spytałam, śmiejąc się nerwowo.
– Nie wiem – odpowiedział. – Przepraszam.
W tej chwili nawet nie wiedziałam, czy bardziej mnie to boli, czy czuję ulgę, że wreszcie coś zostało powiedziane na głos. Przez resztę kolacji siedzieliśmy naprzeciwko siebie, każde we własnym świecie.
Czułam, że coś się skończyło
Do domu szliśmy w ciszy, każde z nosem wbitym w chodnik. Mąż otworzył drzwi, ściągnął buty i zniknął w kuchni. Przez chwilę słyszałam tylko odgłos nalewanej wody i szuranie talerzy. Stałam w przedpokoju, wciąż w tej głupiej sukience, której materiał nagle zaczął mnie uwierać. Zebrałam się w sobie i weszłam do kuchni. Siedział przy stole, trzymając głowę w dłoniach.
– Więc co teraz? – zapytałam, siadając naprzeciwko niego.
– Nie wiem. Chyba musimy zacząć mówić sobie prawdę. I sobie, i innym. Że już nie jesteśmy tą parą z początku małżeństwa – odparł. – Wiesz, nie chodzi nawet o tę propozycję pracy. Po prostu pierwszy raz od dawna poczułem, że mogę coś zmienić, jeszcze zanim stanę się dla ciebie zupełnie przezroczysty.
– Myślisz, że nasze małżeństwo można jeszcze uratować? – spytałam, nie wiedząc, czy mam nadzieję, że odpowie „tak”.
Westchnął.
– Nie wiem. Może.
Patrzyliśmy na siebie długo. W pewnej chwili, jakby na znak, zadzwonił jego telefon. Spojrzał na wyświetlacz, po czym wyłączył dźwięk i odłożył go na bok.
– Choćby nie wiem co, dzisiaj już nie odbiorę – powiedział. – Chciałbym… spróbować zawalczyć o nas. Zacznijmy od zwykłej rozmowy, bez udawania.
Pokiwałam głową, ale w środku czułam, że coś się skończyło. Położyliśmy się spać po przeciwnych stronach łóżka. Pierwszy raz od dawna nikt nie powiedział „dobranoc”.
Anna, 39 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Wzięliśmy kredyt, by wybrać się na ferie w Alpy. Gdy wróciliśmy do domu, musiałam zmierzyć się z rzeczywistością”
- „Mój zięć nie ma dla mnie za grosz szacunku. Kto by pomyślał, że będę mieć takiego cwaniaka w rodzinie”
- „Dałam mojej córce 1000 złotych w gotówce na sukienkę na studniówkę. Gdy zobaczyłam, co kupiła młoda, ręce mi opadły”

