„Myślałam, że to będzie zwykły służbowy bankiet. Zdradę męża zobaczyłam na oczach całej firmy”
„Zaczęłam zwracać uwagę na drobiazgi, które wcześniej próbowałam ignorować. Na to, jak Paweł prostował się, gdy Liliana do niego podchodziła. Jak nerwowo poprawiał mankiet koszuli, gdy mnie zauważał. Jak milkł w pół zdania, kiedy stawałam zbyt blisko”.

Myślałam, że nasze małżeństwo po prostu weszło w cichszą fazę. Bez kłótni, bez fajerwerków, ale stabilnie. Paweł coraz częściej wracał późno, bywał rozdrażniony, jakby myślami był gdzie indziej. Tłumaczyłam to sobie pracą i zmęczeniem. Kiedy szykowałam się na firmowy bankiet, czułam opór, ale też naiwną nadzieję, że wspólny wieczór przypomni nam, kim byliśmy dla siebie kiedyś.
Mąż zachowywał się inaczej
Sala bankietowa lśniła od świateł. Wysokie sufity, jasne obrusy, cichy szmer rozmów, który mieszał się z przytłumioną muzyką. Weszliśmy razem, ale niemal od razu poczułam, jak Paweł delikatnie wysuwa dłoń z mojej. Zrobił to naturalnie, bez pośpiechu, jakby wykonywał gest, który ćwiczył od dawna.
– Zaraz wrócę, muszę się przywitać – rzucił, już odwracając głowę w stronę grupy współpracowników.
Zostałam sama przy jednym ze stolików, poprawiając torebkę i obserwując go z oddali. W pracy był kimś innym. Wyprostowany, uśmiechnięty, pewny siebie. Patrzyłam na niego z mieszanką dumy i dziwnego ukłucia, bo w domu dawno nie widziałam tej wersji mojego męża. Wtedy ją zauważyłam.
Stała blisko niego. Zbyt blisko, jak na zwykłą rozmowę. Śmiała się, pochylając głowę, a on nachylał się w jej stronę, jakby reszta sali przestała istnieć. Ich spojrzenia spotykały się na ułamek sekundy dłużej, niż powinny. Kiedy ktoś przechodził obok, Paweł instynktownie cofał się pół kroku, ale zaraz znów skracał dystans.
– Przesadzam – szepnęłam do siebie. – To tylko praca.
Podeszłam bliżej, udając zainteresowanie stojącą obok dekoracją. Paweł zauważył mnie dopiero po chwili. Jego twarz na moment zesztywniała.
– Iga, poznaj Lilianę – powiedział szybko. – Jest w moim zespole.
– Miło mi – odezwałam się, wyciągając rękę.
– Wzajemnie – odpowiedziała z uśmiechem, który był aż nazbyt swobodny.
Jej dłoń była ciepła, uścisk pewny. Przez krótką chwilę staliśmy we troje, jak źle dobrana fotografia. Paweł zerkał to na mnie, to na nią, jakby sprawdzał, czy coś widać. Poczułam się intruzem we własnym małżeństwie. Kiedy odszedł odebrać telefon, Liliana nachyliła się lekko w moją stronę.
– Paweł dużo o pani mówił – rzuciła mimochodem.
Zamarłam. Uśmiechnęłam się jednak, bo tylko na to było mnie stać.
To nie była tylko koleżanka
Im dłużej trwał wieczór, tym trudniej było mi udawać, że wszystko jest w porządku. Paweł znikał co chwilę, pojawiał się przy innych stolikach, a potem znów odnajdywałam go obok Liliany. Jakby jakaś niewidzialna nić nieustannie ich do siebie przyciągała.
– Widzę, że nie tylko ja to zauważam – szepnęła Monika, podchodząc do mnie z boku.
Trzymała w dłoni szklankę z sokiem i patrzyła w tym samym kierunku co ja. – Oni są… bardzo blisko.
– To jego praca – odpowiedziałam automatycznie, choć własny głos wydał mi się obcy. – Może przesadzam.
Monika spojrzała na mnie uważnie, bez cienia sensacji.
– Iga, ja wiem, jak wyglądają służbowe relacje. I wiem też, jak wygląda coś więcej.
Te słowa uderzyły we mnie mocniej, niż się spodziewałam. Zrobiło mi się duszno. Zaczęłam zwracać uwagę na drobiazgi, które wcześniej próbowałam ignorować. Na to, jak Paweł prostował się, gdy Liliana do niego podchodziła. Jak nerwowo poprawiał mankiet koszuli, gdy mnie zauważał. Jak milkł w pół zdania, kiedy stawałam zbyt blisko.
Postanowiłam podejść. Nie po to, by robić scenę, ale by odzyskać grunt pod nogami. Gdy tylko mnie zobaczył, jego ramiona zesztywniały.
– Wszystko w porządku? – zapytałam cicho.
– Tak, jasne – odpowiedział zbyt szybko. – Rozmawiamy o projekcie.
Liliana spuściła wzrok. Ten jeden gest wystarczył, by coś we mnie pękło. Poczułam narastający gniew, zmieszany z upokorzeniem. Nie chciałam już słuchać własnych usprawiedliwień.
– Iga… – Paweł próbował złapać mnie za rękę, ale cofnęłam ją odruchowo.
Odeszłam kilka kroków dalej, czując, jak drżą mi dłonie. W głowie miałam chaos, ale jedno stawało się coraz wyraźniejsze: to nie była moja wyobraźnia. Coś działo się na moich oczach, a ja właśnie przestawałam mieć siłę, by udawać, że tego nie widzę.
Poszłam za nimi
Nie chciałam sceny, spojrzeń, szeptów. A jednak nogi same poniosły mnie w stronę bocznego korytarza, gdzie prowadziły drzwi do mniejszej sali. Zobaczyłam, jak Paweł skręca tam razem z Lilianą. Szybko. Jakby bali się, że ktoś ich zatrzyma. Zatrzymałam się na moment. Serce waliło mi w piersi, a w głowie miałam jedną myśl: jeśli teraz tam wejdę, nic już nie będzie takie samo. Otworzyłam drzwi.
Stali blisko siebie. Zbyt blisko. Paweł trzymał dłoń na jej ramieniu, a ona mówiła coś cicho, z tym samym swobodnym uśmiechem, który widziałam wcześniej. A potem zaczęli się całować. Kiedy mnie zauważyli, odskoczyli od siebie jak dzieci przyłapane na czymś zakazanym.
– Iga… – zaczął Paweł, ale głos mu się załamał.
– Jak długo to trwa? – zapytałam spokojnie, aż sama się zdziwiłam tym spokojem.
Liliana spuściła wzrok. Paweł otworzył usta, zamknął je, rozejrzał się nerwowo. W tej samej chwili obok przechodziło kilka osósb. Ktoś się zatrzymał. Ktoś inny udawał, że nie widzi.
– Odpowiedz – powtórzyłam, tym razem głośniej.
– To nie jest tak… – zaczął.
– Właśnie że jest – przerwałam mu. – Wystarczy.
Czułam na sobie spojrzenia. Dyrektor Radosław stał kilka metrów dalej, obok dwóch menedżerów. Monika pojawiła się w drzwiach, blada jak ściana. Liliana cofnęła się o krok.
– Przepraszam… ja… – wymamrotała.
– Mam gdzieś twoje przeprosiny – odpowiedziałam ostro.
Paweł próbował coś tłumaczyć, łapał mnie za słowa, za emocje, za rękaw sukienki. Odsunęłam się.
– Zrobiłeś to przy wszystkich – powiedziałam drżącym głosem. – I teraz wszyscy to widzą.
Zapadła cisza. Gęsta, ciężka, nie do zniesienia. Wiedziałam, że jutro nikt nie będzie pytał, co się stało. Wszyscy już to wiedzieli. A ja po raz pierwszy od dawna poczułam, że przestałam milczeć.
Nie chciałam słuchać wyjaśnień
Droga do domu minęła w ciszy. Paweł prowadził, patrząc przed siebie, jakby asfalt był jedyną bezpieczną rzeczą na świecie. Ja siedziałam sztywno, z rękami splecionymi na kolanach. Emocje, które wcześniej wybuchły z całą siłą, teraz opadły, zostawiając po sobie pustkę.
W mieszkaniu zapaliłam tylko małą lampkę w salonie. Światło było chłodne, bezlitosne. Zdjęłam buty i usiadłam na brzegu kanapy.
– Iga, proszę… porozmawiajmy – odezwał się w końcu.
– Nie chcę – odpowiedziałam cicho. – Nie chcę słuchać twoich bzdurnych tłumaczeń. Zdradzasz mnie. Co tu tłumaczyć?
On i tak zaczął mówić. O presji w pracy, o pomyłce, o tym, że „samo się wymknęło spod kontroli”. Jego słowa spływały po mnie jak po szkle. Widziałam przed oczami drobiazgi z ostatnich lat: jego nieobecny wzrok, nerwowe odpowiedzi, wieczne zmęczenie. Wszystko nagle układało się w logiczną całość.
– Potrzebuję czasu – powiedziałam w końcu. – I przestrzeni.
Spakowałam kilka rzeczy do torby. Bez pośpiechu, bez łez. On stał w drzwiach sypialni, bezradny bardziej niż kiedykolwiek.
– Nie odchodź – wyszeptał.
Zatrzymałam się na moment.
– Nie bądź żałosny.
Zamknęłam za sobą drzwi, czując zmęczenie, ale też dziwną jasność. Po raz pierwszy od dawna wiedziałam, gdzie kończą się moje granice.
Mąż poniósł konsekwencje
Następnego dnia obudziłam się wcześnie, w obcym pokoju, który pachniał neutralnie i bezpiecznie. Telefon zawibrował kilka razy, zanim odważyłam się na niego spojrzeć. Wiadomości od Pawła mieszały się z jedną od Moniki: „W firmie huczy. Radosław wezwał Pawła na rozmowę”.
Nie poczułam satysfakcji. Raczej ciężar. Jakby wydarzenia z poprzedniego wieczoru dopiero teraz nabierały realnych kształtów. Zdrada przestała być prywatnym dramatem. Stała się problemem, którego nie dało się zamieść pod dywan.
Po południu Monika zadzwoniła.
– To poważne – powiedziała bez wstępów. – Relacja z podwładną. Radosław nie miał wyjścia.
Wyobraziłam sobie Pawła siedzącego naprzeciwko dyrektora. Jego pewność siebie z bankietu musiała zniknąć bez śladu. Jedna decyzja, powtarzana wiele razy, teraz wracała do niego z całą siłą.
Wieczorem napisał do mnie krótko: „Zawiesili mnie. Liliana została przeniesiona. To koniec”.
Patrzyłam na te słowa długo. Widziałam, jak pęka obraz, który tak starannie budował: mężczyzny kontrolującego wszystko, zawsze o krok przed innymi. Teraz nie było już gdzie uciec. Praca, która miała usprawiedliwiać jego nieobecność, stała się kolejnym polem strat.
Odłożyłam telefon. Po raz pierwszy pomyślałam nie o nim, ale o sobie i o tym, co dalej.
Iga, 40 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Odkładaliśmy kasę na remont, a mąż wydał wszystko na zimowe ferie all inclusive. Odpadający tynk musi poczekać”
- „Po ślubie mąż rzucił pracę i zaczął gnić na kanapie. Zrozumiałam wtedy, że każdy książę z bajki ma pod skórą nieroba”
- „Całe życie wstydziłam się, że matka sprząta u obcych ludzi. Dziś jest już za późno nawet na zwykłe »przepraszam«”

