Reklama

Czasem mam wrażenie, że moje życie toczy się jak serial, który ktoś kiedyś nagrał i teraz leci w pętli. Te same poranki, ta sama kawa, ten sam dojazd do pracy, te same rozmowy z ludźmi, których nawet dobrze nie znam. Rutyna, w której coś zaczęło mi przeszkadzać. Wojtek twierdzi, że przesadzam. Że każdy ma gorszy dzień, tydzień, miesiąc. Może i ma rację. Ostatnio jednak gorsze dni zbiegają się ze zmianą jego zachowania. W kółko słyszę, że „musi coś załatwić” albo „wróci później”, żebym „nie czekała na niego z kolacją”. Mówi to niby lekko, niby zwyczajnie, ale czuję, że coś jest nie tak.

Staram się go usprawiedliwiać. Może jest zmęczony, ma trudniejszy okres w pracy. Przecież faceci tak mają, a ja jestem przewrażliwiona. Czasem mówię sobie nawet w duchu: „Magda, to wszystko jest w twojej głowie”. Ale potem przyszedł ten wieczór.

Grunt osunął mi się spod nóg

Wróciłam wcześniej, bo szef nakazał nam wszystkim „odpocząć od tabelek”. W mieszkaniu pachniało perfumami, których nie używam. Subtelnie, słabo, jak echo po kimś obcym. Weszłam do sypialni po dres, żeby przebrać się z pracy, i wtedy to zobaczyłam. Na środku łóżka leżało małe kartonowe pudełko. Biżuteria, na pierwszy rzut oka elegancka – delikatna bransoletka z drobnym kamieniem. Była też biała karteczka, przypięta do wstążki. Krótki napis, jak cios prosto w serce: „Dla Ani”.

Przez sekundę nie oddychałam, jakby ktoś wcisnął pauzę. Miałam wrażenie, że podłoga faluje, a powietrze robi się cięższe. Wzięłam pudełko do ręki, tak delikatnie, jakby miało mnie poparzyć. Nawet nie zdążyłam schować go do kieszeni, kiedy usłyszałam przekręcający się klucz w drzwiach.

– Magda? Jesteś? – zawołał Wojtek.

– Jestem. – odpowiedziałam spokojniej, niż powinnam była brzmieć.

Wszedł do sypialni, zobaczył mnie z pudełkiem w dłoniach i natychmiast pobladł.

– O… to. Magda, to pomyłka… To dla Ani. Z pracy, na mikołajki – powiedział szybko, aż za szybko.

– Rozumiem. Proszę, weź – podałam mu pudełko, jakby było czymś brudnym.

Oboje przez chwilę staliśmy w milczeniu. Ja czułam, jak w mojej klatce piersiowej zbiera się coś ciężkiego i zimnego jak lód. On wyglądał, jakby chciał powiedzieć coś więcej, ale słowa ugrzęzły mu w gardle.

Odwróciłam się i poszłam do kuchni. Usiadłam przy stole, dłońmi obejmując kubek z niedopitą herbatą. Udawałam, że jestem spokojna. Udawałam nawet przed samą sobą. A w głowie miałam tylko jedno: kim jest Ania?

Przestałam mu wierzyć

W kuchni siedziałam tak długo, że herbata całkiem wystygła. Wpatrywałam się w płytki nad blatem i wsłuchiwałam w ciszę mieszkania, która nagle stała się nienaturalna. Wiedziałam, że Wojtek stoi w korytarzu i czeka, aż wyjdę, aż zacznę rozmowę, aż zrobię za niego pierwszy krok. Nie miałam na to siły. Po raz pierwszy od dawna poczułam, że nie chcę go wyręczać.

W końcu zdecydowałam się wyjść. Kiedy weszłam do salonu, siedział na kanapie, pochylony, jakby nagle uszła z niego cała energia. Spojrzał na mnie krótko, a potem odwrócił wzrok, jakby próbował liczyć sekundy.

– Magda, możemy porozmawiać? – zapytał.

– Możemy – odpowiedziałam chłodno.

Usiadłam w przeciwległym fotelu, nie chcąc czuć jego bliskości. W ciszy, która zapadła, słyszałam tylko pracę lodówki. Patrzył na mnie, oczekując pytania, ale chciałam, by to on pierwszy wyjaśnił cokolwiek. Nie zrobił tego. Zamiast tego nerwowo poprawił rękaw bluzy, a potem potarł czoło.

– To prezent dla koleżanki. Już mówiłem. W pracy mamy zwyczaj, że każdy daje coś drobnego na mikołajki.

– Ta biżuteria to ma być coś drobnego? – zapytałam z ironią w głosie. Nie podniosłam głosu, lecz słowa zabrzmiały o wiele ostrzej, niż planowałam. – Kim jest Ania?

– Koleżanka. Tylko koleżanka. Wielka sprawa – odparł z irytacją, która mnie zaskoczyła. Jeszcze przed chwilą wyglądał na zbitego z tropu, a teraz zachowywał się, jakby cała ta sytuacja była wyolbrzymiona.

– Dla ciebie może to nic, ale chyba należą mi się wyjaśnienia – powiedziałam spokojnie. – Dlaczego o niczym nie wiedziałam? Dlaczego nawet nie wspomniałeś, że kupujesz komuś prezent?

– Naprawdę muszę zdawać ci relację ze wszystkiego, co robię?

– Nie, ale chciałabym wiedzieć, co się dzieje w twoim życiu. Mam wrażenie, że ostatnio wiele rzeczy dzieje się poza mną.

Wojtek westchnął głośniej, a ja zauważyłam, jak unika mojego wzroku. Odezwała się we mnie złość. Nie spokojne zdenerwowanie, lecz coś żywszego, co kazało mi patrzeć mu prosto w oczy.

– Powiedz mi wprost – zagadnęłam. – Czy mam się martwić?

Zamilkł. W jednej chwili przestał się wiercić, przestał poprawiać bluzę, przestał udawać. Patrzył w podłogę jak ktoś, kto nie umie znaleźć właściwej odpowiedzi albo boi się, że każda będzie tą niewłaściwą. To jego milczenie przeszyło mnie bardziej niż jakiekolwiek słowa.

– Dlaczego to tak boli? – zapytałam bardziej do siebie niż do niego. – Powiedz.

W tym momencie spojrzał na mnie, a w jego oczach mignęło coś, czego nie potrafiłam nazwać. Nie odpowiedział. I chyba to właśnie było najgorsze.

– Magda, nie rób z tego afery – mruknął w końcu, ale ton miał zbyt nerwowy, zbyt płytki, jakby cała ta sytuacja przerosła go już dawno.

Poczułam, że po raz pierwszy od lat nie wierzę w żadne jego słowo.

– W takim razie wyjaśnij to lepiej – powiedziałam twardo. – Bo na razie wszystko brzmi tak, jakbyś próbował coś przede mną ukryć.

Znów zamilkł. A ja poczułam, że grunt, na którym dotąd stałam, zaczął się przesuwać.

Miałam mętlik w głowie

Następnego dnia zadzwoniłam do mojej siostry, choć sama nie wiedziałam, po co. Chyba liczyłam, że ktoś pomoże mi uporządkować myśli, ale już w trakcie rozmowy miałam wrażenie, że jeszcze bardziej wszystko mi się plącze. Przyszła do mnie po pracy. Zdjęła płaszcz, rozejrzała się po mieszkaniu, jakby coś wyczuwała, i od razu zapytała:

– Co się stało? Masz twarz, jakbyś całą noc nie spała.

– Nic się przed tobą nie ukryje – próbowałam się uśmiechnąć, lecz wyszło gorzko. – Pokłóciłam się z Wojtkiem. Przez… prezent mikołajkowy.

– Prezent? – uniosła brwi.

Usiadłyśmy w kuchni. Opowiedziałam jej o pudełku, o kartce, o jego reakcjach. Mówiłam chaotycznie, wracając do szczegółów, które sama chciałam zignorować. Siostra słuchała uważnie, ale z każdym zdaniem coraz bardziej przyglądała mi się tak, jakbym sama nie dostrzegała oczywistości.

– Może to naprawdę nic. – Powiedziała, kiedy skończyłam. – Ludzie kupują sobie prezenty. Niektórzy nawet bardziej się starają, żeby dobrze wypaść.

– Widziałam jego oczy – odpowiedziałam. – To nie było nic.

Siostra skrzyżowała ręce, jakby broniła się przed własną myślą.

– A może boisz się odpowiedzi, której nie chcesz poznać?

Te słowa zabolały mnie bardziej, niż myślałam. Wstałam tak gwałtownie, że krzesło lekko zaskrzypiało, ale nie spojrzałam jej w oczy.

– Nie o to chodzi – powiedziałam. – Chodzi o to, że wszystko nagle wygląda inaczej, a ja nie wiem, czy przesadzam, czy wreszcie dostrzegam prawdę.

– Magda, usiądź – poprosiła, lecz już nie chciałam słuchać.

Muszę wyjść – przerwałam jej. – Muszę pomyśleć.

Zabrałam kurtkę i zamknęłam za sobą drzwi. Przez chwilę stałam na klatce schodowej, czując, że zamiast ulgi nastąpiła tylko większa samotność.

Chciałam poznać prawdę

Wieczorem wróciłam do mieszkania później, niż planowałam. Spodziewałam się, że Wojtek będzie w salonie, może przed telewizorem, może zajęty telefonem, ale panowała cisza. W przedpokoju wisiała jego kurtka, więc wiedziałam, że jest w domu. Dopiero po chwili usłyszałam jego głos dobiegający z kuchni. Nie mówił głośno, raczej szeptem, jak ktoś, kto nie chce zostać usłyszany. Zatrzymałam się kilka kroków przed drzwiami. Nie planowałam podsłuchiwać, wszystko stało się odruchowo.

– Znalazła ten prezent… – powiedział. – Tak, dla Ani, przecież wiesz.

Mój oddech zrobił się cięższy. Stałam bez ruchu, jakby nagłe wejście mogło zmienić sens usłyszanych słów. Po chwili dodał jeszcze:

– Nie mogę jej powiedzieć. To poszło za daleko.

Tego było już za wiele. Odsunęłam się od framugi i weszłam do kuchni, zanim zdążyłam pomyśleć, co powiem.

– Słyszałam – powiedziałam, stojąc w drzwiach.

Wojtek odwrócił się gwałtownie. Trzymał telefon w dłoni, ale natychmiast go odsunął i rozłączył rozmowę.

– Magda… to nie tak.

– To powiedz, jak jest.

Milczał dłużej, niż było to do zniesienia. W końcu usiadł przy stole i gestem zaprosił mnie, żebym też usiadła. Nie ruszyłam się. Chciałam najpierw usłyszeć coś konkretnego.

– Magda… nic się nie stało. Naprawdę – zaczął, ale głos miał przytłumiony. – To nie miało tak być. Przepraszam.

– Za co dokładnie przepraszasz?

Spuścił wzrok, a ja nagle poczułam, że to jednak jest coś poważnego.

– Chodzi o mnie i o… Anię – powiedział w końcu. – Ale to nie do końca to, o czym myślisz.

Nie rozumiałam jeszcze, lecz wiedziałam, że to, co usłyszę, będzie dużo poważniejsze niż „pomyłka” i „koleżanka”.

– W takim razie powiedz mi teraz – poprosiłam.

Wojtek wziął głęboki oddech, jak ktoś, kto wreszcie doszedł do granicy odwlekania. A ja poczułam, że właśnie przekroczyliśmy granicę, zza której nie ma powrotu.

Nie zapomnę mu tego

Usiadłam naprzeciwko niego, choć wcale nie chciałam być bliżej. Wojtek przez chwilę obracał telefon w dłoniach, jakby liczył na to, że słowa same się pojawią. Dopiero potem powiedział:

– Poznałem Anię w pracy. Zaczęło się niewinnie. Najpierw rozmowy, potem kilka wyjść na kawę po godzinach. Myślałem, że to tylko sympatia. Że każdy czasem potrzebuje kogoś, komu łatwiej się zwierzyć.

Patrzyłam na niego uważnie, ale bez łez. Nie potrafiłam płakać, nie w tym momencie.

– I co wydarzyło się dalej? – zapytałam.

– Uczucia… zaczęły mi się mieszać. Spędzałem z nią więcej czasu, a potem nie umiałem już oddzielić, gdzie kończy się koleżeństwo. Nie doszło do niczego, nie zdradziłem cię, ale… nie byłem wobec ciebie w pełni uczciwy. I to trwało dłużej, niż powinno.

Słuchałam w ciszy, próbując przetrawić te słowa.

– To nie miało się tak potoczyć – dodał cicho.

– Ale się potoczyło – odpowiedziałam. – Więc co teraz?

Wojtek oparł łokcie na stole. Wyglądał jak ktoś, kto próbuje złapać równowagę, lecz nie ma się czego chwycić.

Nie wiem, czego chcę – powiedział szczerze.

Te słowa uderzyły we mnie najmocniej. Gdy wstałam, nie protestował. Wyszłam z mieszkania i ruszyłam przed siebie, nie czując chłodu ani czasu. Myśli plątały mi się jak rozsypane puzzle.

Chodziłam tak długo, aż zmęczenie zmusiło mnie do zatrzymania. Patrzyłam na ciemne ulice i zastanawiałam się, jak długo byłam tłem w jego świecie i dlaczego tak późno to dostrzegłam. Wiedziałam, że chociaż może faktycznie nie doszło do zdrady, to posunął się za daleko. I że nie będę umiała o tym zapomnieć.

Magdalena, 34 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama