„Mróz był idealnym pretekstem, by się przytulić do szwagra. Potem już nie potrzebowaliśmy wymówek”
„Wieczorem widziałam, jak Michał i Bartek rozmawiają w kuchni. Bartek miał spuszczoną głowę. Michał kiwał nią powoli, jakby przetrawiał coś trudnego. Serce zabiło mi szybciej. Czy już wie?”.

Zimowe poranki zawsze mnie przygnębiały. Nawet jeśli za oknem śnieg skrzył się jak w bajce, a kaloryfery w bloku huczały na pełnych obrotach, to w naszym mieszkaniu i tak panował chłód. Nie fizyczny – Michał przecież zawsze pilnował rachunków – ale ten drugi, gorszy, który rozchodzi się spod skóry.
Mój mąż był człowiekiem obowiązku. Zawsze powtarzał, że nie po to się żenił, żeby się potem rozwodzić. I pewnie dlatego nadal byliśmy razem. Nie z miłości, nie z pasji. Z przyzwyczajenia.
– Joanna, zapisałem nas na ten wyjazd w góry – powiedział mi któregoś wieczoru znad komputera, nie odrywając nawet wzroku od monitora. – Magda z dziećmi też jedzie. I zaprosiłem jeszcze mojego brata Bartka. Będzie nas komplet.
Nie odpowiedziałam od razu. Wzięłam kubek z zimną już herbatą i wstawiłam go do zlewu. Co miałam mu powiedzieć? Że nie pamiętam już, kiedy ostatnio się do mnie uśmiechnął tak naprawdę? Że jego brat, Bartek, z tym swoim wiecznym uśmiechem i niedbale zarzuconym szalikiem, wydaje się bardziej obecny w moim życiu niż on?
Byłam zła na męża
Zaczęło się już pierwszego wieczoru. Michał, jak zwykle, zajął fotel przy kominku i gapił się w telefon. Myślałam, że może chociaż tutaj, w tych górach, coś się między nami zmieni. Ale nie. On przywiózł tu siebie i swoje milczenie.
– Nawet nie zauważyłeś, że od trzech dni ze mną nie rozmawiasz – powiedziałam cicho, opierając się o framugę.
– A o czym mamy rozmawiać? – rzucił bez podnoszenia wzroku.
W tym domu była tylko jedna osoba, która naprawdę patrzyła mi w oczy, gdy coś mówiłam. Bartek. Jego obecność była jak tlen. Śmiał się z moich żartów, otwierał mi drzwi, gdy niosłam zakupy, słuchał, nawet gdy mówiłam coś głupiego. Michał zdawał się nie słyszeć mnie od miesięcy.
– Z tobą przynajmniej da się normalnie pogadać – powiedziałam, gdy Bartek zaproponował kieliszek wina przy ognisku.
– No wiesz, mam swoje momenty – zaśmiał się, poprawiając moją czapkę. – Ale nie wiem, czy to ty tak dobrze mówisz, czy ja po prostu lubię cię słuchać.
Zamilkłam. Przez chwilę tylko patrzyliśmy w ogień. Czułam, jak napięcie między nami staje się gęste, prawie namacalne.
Później Michał już spał, odwrócony do ściany. Ja leżałam z szeroko otwartymi oczami, czując na skórze dłoń Bartka, gdy pomagał mi narzucić koc na ramiona przy ognisku. Było mi tak ciepło… ale nie od ognia.
To było silniejsze ode mnie
Kolejnego dnia wieczorem po kuligu wszyscy rozeszli się do pokoi. Magda marudziła, że zmarzła, Michał wcisnął się w piżamę i niemal od razu zasnął. Tylko Bartek został w kuchni. Gdy położyłam się do łóżka, patrzyłam w sufit przez dziesięć długich minut, zanim wstałam, założyłam sweter i zeszłam na dół. Gdy mnie zobaczył, uśmiechnął się w tym swoim łobuzerskim stylu.
– Myślałem, że już śpisz. Ale dobrze, bo trochę szkoda siedzieć tak samemu. Napijesz się wina?
Nie piłam. Nie potrzebowałam alkoholu, żeby czuć to, co czułam. Usiedliśmy na kanapie. Bartek podał mi swój koc, a potem... po prostu mnie objął.
– Trzęsiesz się – powiedział cicho. – Z zimna?
Pokręciłam głową. Zadrżałam nie od chłodu. Od jego dłoni na moim ramieniu. Od oddechu na moim policzku. Od tego, że byłam tak blisko innego mężczyzny i tak daleko od własnego.
– Jeśli teraz nie przestanę, już nie przestanę – szepnął, kiedy jego dłoń sunęła po moich plecach.
Znieruchomiałam. To jedno zdanie rozsadzało mnie od środka.
Wstałam nagle, jakby ktoś pociągnął mnie za sznurki.
– Muszę wracać – wydukałam.
Bartek tylko skinął głową. Ale gdy wychodziłam, jego wzrok mówił, że to dopiero początek.
W pokoju Michał oddychał spokojnie. Nie obudził się, kiedy cicho wsunęłam się pod kołdrę. Leżałam tam długo, cała roztrzęsiona.
Zdradziłam męża
Wiedzieliśmy, że tego dnia wszyscy jadą na narty. Michał zabrał Magdę i dzieciaki, choć marudził, że mu się nie chce. Ja nie miałam zamiaru zakładać butów narciarskich. Bartek też się „źle czuł”. Tyle wystarczyło. Tyle kłamstw na początek.
Siedzieliśmy sami w domku. Za oknem sypał śnieg, leniwie, cicho. Bartek rozpalił w kominku. Pachniało drzewem, ciepłem i winem, które właśnie nalewał do dwóch kieliszków.
– Już nie potrzebujemy pretekstu, prawda? – zapytał, siadając obok mnie na kanapie.
Nie odpowiedziałam. Patrzyłam, jak płomień odbija się w jego oczach. Moje ręce same sięgnęły po kieliszek. Jego dłoń dotknęła mojej. Nie było gwałtownego porywu. Nie było słów. Tylko nasze ciała, które chyba od dawna czekały na ten moment. Nie znałam siebie z tej strony. Czułam, jakbym robiła coś skrajnie złego, a jednocześnie... jakbym nareszcie oddychała pełną piersią.
Po wszystkim nie odezwał się ani słowem. Ja też milczałam. Leżeliśmy na tej kanapie, w półmroku, pod kocem, który już nie był tylko do przykrycia.
Wstałam pierwsza. Zebrałam ubrania, poprawiłam włosy w lustrze. Wracałam do pokoju powoli, z poczuciem, że zrobiłam coś nieodwracalnego. Nie miałam wyrzutów sumienia.
– Wiesz, że tego nie cofniemy? – powiedział Bartek, gdy przechodziłam obok kuchni.
– A czy ja chcę cofać? – odpowiedziałam bez cienia wahania.
Siostra coś przeczuwała
Magda patrzyła na mnie dziś inaczej. Jeszcze się nie odezwała, ale znam ją zbyt dobrze. Po południu zaproponowała spacer. Sama, bez Michała, bez Bartka. To też nie było normalne. Szłyśmy cicho przez las, śnieg skrzypiał pod butami.
– Co się dzieje? – zapytała w końcu. – Jesteś... inna. Nie patrzysz ludziom w oczy. Nie śmiejesz się, jak kiedyś. I dziwnie reagujesz, gdy Bartek jest w pobliżu.
Zatrzymałam się.
– Nie wiem, o czym mówisz.
– Wiesz. I ja też wiem – odpowiedziała spokojnie. – Jeszcze nie wszystko, ale czuję to. Od dziecka wyczuwałam, kiedy coś przede mną ukrywasz.
Chciałam zaprzeczyć. Chciałam się rozpłakać. Chciałam ją przytulić. Ale tylko stałam i patrzyłam na drzewa, które wydawały się nagle takie obce.
– Aśka, błagam cię. Powiedz, że nie robisz głupstw.
– Nie robię – skłamałam.
Wieczorem widziałam, jak Michał i Bartek rozmawiają w kuchni. Bartek miał spuszczoną głowę. Michał kiwał nią powoli, jakby przetrawiał coś trudnego. Serce zabiło mi szybciej. Czy już wie? Zaszyłam się w łazience i patrzyłam w lustro. Zobaczyłam kobietę, która zrobiła coś niewybaczalnego. A potem usłyszałam własne myśli: a może zrobiłam wreszcie coś dla siebie?
Wszystko się wydało
Nie pamiętam, kto pierwszy podniósł głos. Wiem tylko, że w góskim domku zrobiło się nagle za ciasno. W kuchni pachniało kapuśniakiem. Jeszcze przed chwilą siedzieliśmy spokojnie: Michał przy stole, ja z herbatą, jego brat Bartek oparty o blat, jak zawsze z tą swoją nonszalancją. Dzieciaki gdzieś na górze krzyczały do siebie i Magdy, a ja myślałam, że to będzie zwykły, nudny wieczór. I wtedy Michał wziął mój telefon. Nie chciał. To nie było tak, że grzebał. Po prostu zadzwoniła mama, gdy wyszła na chwilę do łazienki. Krzyknął z kuchni:
– Asia, dzwoni twoja matka!
Odebrał, a gdy skończył rozmowę, zobaczył coś, czego nie powinien. Michał spojrzał odruchowo na to, co przyszło. Tak po ludzku. I… zamarł.
Kiedy weszłam, jego twarz miała dziwny grymas. Trzymał telefon w ręku, ale jakby nie wiedział, co z nim zrobić.
– Co jest? – zapytałam, czując jak robi mi się zimno.
Nie odpowiedział. Pokazał ekran w moją stronę. Wiadomość była krótka, bez serduszek, bez ozdobników. Tym bardziej była obrzydliwa. „Nie mogę przestać myśleć o tym, jakie masz ciało.” Zrobiło mi się słabo. Oparłam się o framugę, bo nogi odmówiły posłuszeństwa. Bartek spiął się natychmiast.
– Michał, to nie jest…
– Zamknij się – Michał powiedział to spokojnie, aż nienaturalnie spokojnie. – Tylko się zamknij.
Odwrócił się do mnie.
– Od kiedy? – zapytał.
– Michał… ja…
– Od kiedy? – powtórzył, już ostrzej.
Zamilkłam. I to milczenie było gorsze niż każda odpowiedź. Bartek zrobił krok w moją stronę.
– Stary, to było raz. To była głupota, nie rób dramatu…
I wtedy Michał zrobił coś, czego nigdy u niego nie widziałam. Wściekł się.
– Nie rób dramatu? – wyszeptał. – Ty… z moją żoną…
Wyprostował się, jakby ktoś go pociągnął za sznurek. Podszedł do Bartka tak blisko, że niemal dotykali się czołami.
– Powiedz mi teraz prosto w twarz, że nie spałeś z nią – powiedział Michał cicho. – Powiedz.
Bartek spuścił wzrok. A Michał odwrócił się do mnie i po prostu powiedział:
– Nienawidzę was. Jesteście siebie warci!
I wyszedł z kuchni. Bartek szepnął:
– Asia…
A ja spojrzałam na niego i po raz pierwszy poczułam do niego nie pożądanie, tylko czyste obrzydzenie.
– Schrzaniłeś mi życie – powiedziałam.
Joanna, 41 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mąż prowadzi firmę i nie dzieli się pieniędzmi. Ja płacę rachunki, a on inwestuje w przyszłość”
- „Po 5 latach nieobecności mąż stanął w moich drzwiach cały zmarznięty. Nie miałam serca go wyrzucić i to był błąd”
- „Myślałam, że z teściową nadajemy na tych samych falach. Wystarczyło 1 zdanie, abym szybko odkryła jej prawdziwą twarz”

