Naprawdę trudno mi uwierzyć, jak niewdzięczni potrafią być ludzie. Moja przyjaciółka miała do mnie wielkie pretensje, choć przecież nie zrobiłam niczego złego. Wręcz przeciwnie, chciałam, żebyśmy spędziły razem miły, beztroski urlop. Zamiast wdzięczności spotkały mnie jednak pretensje i wyrzuty. Marzenę poznałam trzy lata wcześniej w pracy. Od początku wydawała mi się sympatyczną, pogodną i życzliwą osobą. Sama raczej nie patrzę na świat przez różowe okulary, dlatego nie przypuszczałam, że między nami może narodzić się tak bliska relacja. Tymczasem szybko okazało się, że świetnie się dogadujemy i w krótkim czasie zostałyśmy przyjaciółkami.

WIDEO

player placeholder

Zwykła oferta last minute

Nasza znajomość nie ograniczała się wyłącznie do spraw zawodowych. Po pracy często spotykałyśmy się na kawie, chodziłyśmy razem na zakupy albo po prostu spędzałyśmy czas na rozmowach. Bardzo odpowiadało mi jej towarzystwo. Dlatego kiedy na początku lata zaproponowała mi wspólny zagraniczny wyjazd, nie zastanawiałam się długo. Właśnie rozstałam się z chłopakiem i wizja samotnych wakacji zupełnie mi nie odpowiadała.

– Zobacz, znalazłam świetne miejsce! Hotel jest zaledwie sto metrów od plaży i niedaleko centrum znanego kurortu. Lepszego miejsca nie mogłybyśmy sobie wymarzyć. A cena jest wręcz rewelacyjna! Za podobne pieniądze nad Bałtykiem ledwo wystarczyłoby nam na tydzień, a tutaj mamy aż dwanaście dni! – zachwycała się, pokazując mi wydrukowaną ofertę.

Zobacz także:

Przeczytałam ją uważnie i przeanalizowałam wszystkie szczegóły.

– Sama nie wiem… To wygląda trochę zbyt dobrze. Boję się, że może kryć się za tym jakiś haczyk albo oszustwo – powiedziałam z wahaniem.

Marzena tylko się roześmiała.

– Ty naprawdę zawsze musisz znaleźć jakiś powód do zmartwień. To zwykła oferta last minute, dlatego kosztuje tak mało. Rezerwujemy? Zobaczysz, że wszystko będzie w porządku – przekonywała.

W końcu dałam się namówić.

– Dobrze, rezerwuj.

Mimo podjętej decyzji nie mogłam pozbyć się dziwnego przeczucia, że nasze wakacje mogą nie wyglądać tak idealnie, jak przedstawiała je Marzena. Niestety, moje obawy potwierdziły się niemal natychmiast po przyjeździe i zameldowaniu w hotelu.

Jej radość mnie drażniła

Hotel rzeczywiście prezentował się dokładnie tak, jak na zdjęciach zamieszczonych w Internecie. Niestety, zupełnie inaczej wyglądał nasz pokój. Zamiast wygodnego i przestronnego wnętrza czekało na nas ciasne pomieszczenie z małymi, niewygodnymi łóżkami. Nie było w nim foteli, a jedynie zwykłe krzesła. Telewizora również nie znalazłyśmy, a łazienka okazała się wyjątkowo niewielka. Byłam kompletnie rozczarowana. Marzena natomiast zdawała się nie dostrzegać żadnego problemu.

– Ale tutaj jest przytulnie i cieplutko – stwierdziła z uśmiechem.

– Ty chyba żartujesz! Przecież to wygląda jak jakaś rudera!

– Nie przesadzaj. Jest lodówka, jest klimatyzacja, czyli właściwie mamy wszystko, czego potrzebujemy. Poza tym chyba nie przyjechałyśmy na wakacje po to, żeby całymi dniami siedzieć w hotelowym pokoju – próbowała mnie uspokoić.

– Oczywiście, że nie! Ale zaraz zadzwonię do rezydentki. Albo znajdą nam inne miejsce, albo naprawdę nie wiem, co zrobię! – odpowiedziałam, nie mogąc zrozumieć, dlaczego Marzena zachowuje taki spokój.

Rozmowa z pracownicą recepcji od początku była nieprzyjemna. Kobieta stanowczo odmówiła wymiany pokoju, tłumacząc, że wszystkie inne są już zajęte. Jej zdaniem otrzymałyśmy dokładnie taki standard, jaki został przedstawiony w ofercie wyjazdu. Nie zamierzałam jednak odpuszczać. Powiedziałam, że jeśli problem nie zostanie rozwiązany, opiszę całą sytuację w mediach społecznościowych. Dopiero wtedy jej nastawienie wyraźnie się zmieniło. Ostatecznie dostałyśmy klucze do innego apartamentu. Nie był idealny, ale przynajmniej miał więcej przestrzeni niż poprzedni pokój. No i znalazł się w nim telewizor.

– Widzisz? Czasami trzeba po prostu umieć walczyć o swoje – powiedziałam z satysfakcją, rozsiadając się w fotelu.

– A znasz włoski? – zapytała Marzena, kiedy zadowolona włączyłam telewizor.

– Nie.

– To mamy problem. Telewizor odbiera tylko włoskie kanały.

Zaczęłam sprawdzać kolejne stacje i szybko przekonałam się, że mówiła prawdę.

– Trudno. W razie czego będziemy słuchać muzyki – stwierdziłam.

– Dobrze, skoro tak wolisz. Mam tylko nadzieję, że teraz już jesteś zadowolona i zamiast się denerwować, zaczniemy wreszcie odpoczywać i korzystać z urlopu – powiedziała z uśmiechem.

– Jasne. Nie jestem przecież marudą. Po prostu nie znoszę, kiedy ktoś próbuje mnie naciągnąć albo wprowadzić w błąd – wyjaśniłam.

Hotel był na wysokim klifie

Nie udało mi się długo wytrzymać w postanowieniu, że przestanę narzekać, choć tym razem naprawdę nie miałam sobie wiele do zarzucenia. Minęła zaledwie godzina, a ja ponownie byłam zdenerwowana. Postanowiłyśmy sprawdzić, jak wygląda plaża i czy rzeczywiście znajduje się tak blisko, jak zapewniała oferta. Szybko okazało się, że opis był mocno przesadzony. Owszem, z hotelowego okna można było dostrzec morze, ale żeby faktycznie znaleźć się na jego brzegu, musiałyśmy przejść przez sporą część miasta. Sama droga zajęła nam ponad trzydzieści minut. Na dodatek hotel znajdował się na wysokim klifie. W drodze na plażę nie było jeszcze najgorzej, bo większość trasy prowadziła w dół. Powrót okazał się jednak prawdziwą męczarnią.

Znowu nas naciągnęli! – narzekałam, kiedy w końcu wróciłyśmy do hotelu. – W ofercie było napisane, że do morza jest najwyżej dwieście metrów. Tymczasem musiałyśmy iść przez pół miasta, pewnie wyszło z kilometr albo więcej! A do tego ta wspinaczka pod górę. Gdybym chciała urządzać sobie górskie wycieczki, pojechałabym do Zakopanego!

Marzena, jak zwykle, nie widziała w tym żadnego problemu.

– Oj, przesadzasz. Przecież ta plaża wcale nie jest aż tak daleko. Potraktuj to jako dodatkową porcję ruchu. Trochę pochodzimy, poprawimy kondycję i przy okazji spalimy kilka kalorii – powiedziała, puszczając do mnie oko.

– Daj spokój. Tym razem naprawdę nie zamierzam odpuścić – odpowiedziałam stanowczo.

– I co chcesz zrobić? – zapytała, wyraźnie zaniepokojona moim pomysłem.

– Pójdę porozmawiać z rezydentką. Widzę ją przy recepcji. Zażądam, żeby znaleźli nam inny hotel, najlepiej taki, który rzeczywiście znajduje się blisko morza – zdecydowałam.

– Błagam, odpuść. Naprawdę nie jest tutaj aż tak źle – poprosiła, składając ręce.

– Nie ma takiej możliwości! – odparłam i ruszyłam w stronę rezydentki.

Niestety, rozmowa po raz kolejny przebiegła w nieprzyjemnej atmosferze. Kobieta wyjaśniła mi, że zmiana hotelu nie wchodzi w grę, ponieważ biuro podróży ma podpisaną umowę wyłącznie z tym obiektem. Postanowiłam więc użyć argumentu, który wcześniej zadziałał – zagroziłam, że opiszę całe zajście w mediach społecznościowych. Tym razem jednak nie zrobiło to na niej żadnego wrażenia.

– Jeśli jest pani niezadowolona z pobytu, po powrocie może pani złożyć oficjalną reklamację – powiedziała chłodno.

– I właśnie to zrobię! Zażądam zwrotu części pieniędzy. Jeśli nie będziecie chcieli się dogadać, sprawa skończy się w sądzie – odpowiedziałam.

– Proszę bardzo. Ma pani prawo zrobić, co uważa pani za stosowne. A teraz przepraszam, ale mam swoje obowiązki – rzuciła i bez dalszej rozmowy odwróciła się ode mnie.

Byłam wściekła.

Widzisz, jaka bezczelna?! Nawet nie pozwoliła mi skończyć! – powiedziałam oburzona do Marzeny.

– Oj, daj już spokój. Przecież powiedziała ci, jakie masz możliwości – westchnęła.

– I zamierzam z nich skorzystać. Napiszę taką reklamację, że długo mnie nie zapomną. Nie można pozwalać, żeby traktowano klientów w ten sposób – tupnęłam ze złością.

– To napisz. Ale może teraz wreszcie pójdziemy coś zjeść? Jestem już naprawdę głodna – odpowiedziała Marzena, tym razem wyraźnie tracąc cierpliwość.

Na kolację tylko spaghetti

Restauracja początkowo wydała mi się naprawdę przyjemna. Wszystko było schludne, stoły nakryte czystymi obrusami, a sztućce lśniły. Niestety, moje dobre pierwsze wrażenie szybko minęło, kiedy podeszłam do bufetu. Spodziewałam się większego wyboru i różnorodnych dań, tymczasem niemal wszędzie widziałam przede wszystkim makarony.

– No bez przesady! Tu praktycznie nie ma nic poza makaronem! Przecież nie będę codziennie jeść na kolację spaghetti. To przecież ciężkostrawne – powiedziałam zirytowana do Marzeny.

– Naprawdę? Nie ma żadnej alternatywy? – zapytała zdziwiona. – Przecież widzę sałatki i rybę. Na pewno wybierzesz coś dla siebie – próbowała mnie uspokoić.

– To ma być kolacja? Przecież to jakiś absurd. Idę porozmawiać z rezydentką – oznajmiłam, sięgając po telefon.

– Jeśli po raz kolejny zrobisz awanturę, pakuję się i wracam do domu. Jeszcze dzisiaj – usłyszałam nagle za sobą.

Oderwałam wzrok od telefonu. Marzena stała przede mną z wyraźnie zirytowaną miną.

Ale o co ci chodzi? – zapytałam, zupełnie nie rozumiejąc jej reakcji.

– Jestem już tym wszystkim wykończona. Naprawdę nie mam siły dłużej tego znosić.

– Ale czym?

– Twoim zachowaniem! Jesteśmy tutaj zaledwie od kilku godzin, a ty zdążyłaś już wszcząć dwie kłótnie. Teraz najwyraźniej szykujesz kolejną. Tobie dosłownie nic nie odpowiada! Można od tego oszaleć. Jeśli dalej będziesz tak robić, wolałę siedzieć w Warszawie, niż przez cały urlop słuchać twoich narzekań.

– Przecież ja tylko chciałam, żebyśmy miały naprawdę udane wakacje – powiedziałam zaskoczona.

Nie zrobiłam nic złego

– W takim razie zacznij cieszyć się tym, co mamy, zamiast cały czas szukać powodów do niezadowolenia. Jest piękna pogoda, mamy plażę, ciepłe morze i jedzenie. Rozejrzyj się – wszyscy wokół świetnie się bawią. Tylko ty nieustannie znajdujesz coś, na co możesz ponarzekać!

– Bo mam ku temu powody – odburknęłam.

– Wcale nie. Sama je sobie wynajdujesz. Zawsze musisz się do czegoś przyczepić. Więc jak? Mam naprawdę zacząć się pakować? – zapytała, patrząc na mnie wyczekująco.

Zrób, co uważasz – odpowiedziałam chłodno i obrażona poszłam do naszego pokoju.

Liczyłam na to, że Marzena za chwilę przyjdzie, ochłonie i mnie przeprosi. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Kiedy wychodziłam z restauracji, zauważyłam, że nakłada sobie ogromną porcję makaronu. Ten widok tylko jeszcze bardziej mnie zdenerwował. W pokoju nie potrafiłam już powstrzymać łez. Uznałam, że jeśli po kolacji nie usłyszę od niej prostego „przepraszam”, nasze wspólne wakacje będą pierwszym i zarazem ostatnim takim wyjazdem. Co więcej, byłam gotowa zakończyć naszą przyjaźń. W końcu uważałam, że nie zrobiłam niczego złego…

Dagmara, 32 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: