„Moja teściowa zawsze była nieznośna, ale teraz przesadziła. Kiedy zniszczyła nasze walentynki, coś we mnie pękło”
„Teściowa z rozmachem zdjęła płaszcz i rozsiadła się na kanapie, nie czekając na zaproszenie. Rozglądała się po mieszkaniu, jakby oceniała, czy wszystko jest na swoim miejscu. Mąż próbował zachować spokój, choć widziałam, że jego uśmiech był trochę wymuszony”.

Walentynki to dzień, który chciałam spędzić tylko z mężem. Od początku naszej znajomości budowaliśmy własne, małe tradycje. Wspólna kolacja, świece, czułe gesty — ceniłam te chwile. Po ślubie nie zmieniło się moje pragnienie intymności, choć życie często miało inne plany. Moja teściowa potrafiła pojawić się w naszym mieszkaniu bez zapowiedzi. Jej obecność bywała przytłaczająca, a brak wyczucia zadziwiający. To właśnie w walentynki wydarzyło się coś, co poddało naszą cierpliwość i granice na prawdziwej próbie.
Spojrzał na mnie z rozbawieniem
Wieczór zapowiadał się idealnie. Wróciłam z pracy nieco wcześniej, żeby przygotować wszystko na spokojnie. Ustawiłam świece na stole, włożyłam ulubioną sukienkę, a w piekarniku dochodziła lasagne — danie, które od zawsze kojarzyło mi się z wyjątkowymi okazjami. Na komodzie leżały zapakowane prezenty: skromne, ale przemyślane, bo dla nas liczyły się raczej gesty niż drogie podarunki.
Czekałam na męża, czując lekkie podekscytowanie. Usłyszałam w końcu szczęk zamka i poczułam znajome ciepło, kiedy wszedł do mieszkania.
— Pachnie niesamowicie! — powiedział, całując mnie w czoło. — Znowu się postarałaś.
Zanim zdążyliśmy usiąść do stołu, zadzwonił dzwonek do drzwi. Zamarliśmy na moment, zdezorientowani, bo nikt nie zapowiadał wizyty.
— Spodziewasz się kogoś? — zapytałam szeptem.
— Nie… — Pokręcił głową, wyraźnie zaskoczony.
Otworzyłam drzwi i zobaczyłam ją — teściową z reklamówką w dłoni i szerokim uśmiechem.
— No i jestem! — oznajmiła, wchodząc jak do siebie. — Co tak tu ładnie pachnie? Coś świętujecie?
Mój mąż spojrzał na mnie z rozbawieniem i lekką paniką w oczach. Wiedziałam już, że ten wieczór nie potoczy się zgodnie z planem.
Pierwsze ukłucie irytacji
Teściowa z rozmachem zdjęła płaszcz i rozsiadła się na kanapie, nie czekając na zaproszenie. Rozglądała się po mieszkaniu, jakby oceniała, czy wszystko jest na swoim miejscu. Mąż próbował zachować spokój, choć widziałam, że jego uśmiech był trochę wymuszony.
— To może herbatki? — rzuciłam, próbując choć na chwilę zająć ją czymś innym niż wścibskimi pytaniami.
— O, chętnie, ale nie przesadzajcie z gościnnością, przyszłam tylko na chwilkę — zapewniła, a już rozkładała swoje rzeczy na naszym stole. — Tak tu ładnie, a wy tak się szykujecie… Coś dziś ważnego?
— Tak sobie… Chcieliśmy po prostu spędzić wieczór razem — odpowiedział mąż, patrząc na mnie porozumiewawczo.
— No przecież wam nie przeszkadzam, posiedzę chwilkę i zaraz pójdę — zapewniła teściowa, nie zamierzając jednak wychodzić.
Wyciągnęła z reklamówki czekoladki i położyła obok naszych prezentów. Zaraz zaczęła interesować się tym, co leży na komodzie.
— Co to za ładne paczuszki? Prezenciki? — zapytała, już sięgając po kopertę z moim imieniem.
— Mamo, to dla nas — wtrącił mój mąż, próbując być stanowczy.
— Ach, dla was… Jak romantycznie! — roześmiała się, jednak nie zamierzała odłożyć koperty. Poczułam pierwsze ukłucie irytacji.
Zrobiło mi się naprawdę przykro
Widziałam po minie teściowej, że nie zamierza przegapić żadnej okazji, żeby wiedzieć więcej niż powinna. Wciąż bawiła się kopertą, zerkając na mnie spod przymrużonych powiek. Postanowiłam działać szybko — odebrałam jej prezent, udając przy tym uprzejmość.
— Dziękuję, ale to jeszcze niespodzianka — powiedziałam łagodnie, choć w środku już się gotowałam.
— Oj, a to szkoda. Myślałam, że pokażesz, co dostałaś — westchnęła z przesadnym zawodem.
Zrobiło się niezręcznie. Teściowa rozsiadła się na naszej kanapie, włączyła telewizor i zaczęła głośno komentować program, zupełnie jakby była u siebie. Mąż rzucał mi przepraszające spojrzenia, ale też nie potrafił zareagować bardziej stanowczo.
— Może coś zjem? — zapytała nagle, zaglądając do kuchni bez pytania. — Pachnie tu tak, że aż ślinka cieknie.
— Kolację mieliśmy jeść razem, sami — przypomniałam spokojnie.
– Oj, nie róbcie scen. Przecież nie będę wam przeszkadzać, nawet nie zauważycie, że jestem — zapewniła, wyjmując talerz i zaczynając nakładać sobie lasagne.
Zrobiło mi się naprawdę przykro. Ten wieczór miał być nasz, tymczasem czułam się jak gość w swoim własnym domu. Próbowałam ukryć frustrację, ale z każdym kolejnym gestem teściowej rosła we mnie złość.
Mąż chrząknął nerwowo
Z każdą minutą czułam, jak napięcie w mieszkaniu rośnie. Teściowa nie tylko rozgościła się na dobre, ale zaczęła zaglądać do wszystkich pomieszczeń. Zastanawiałam się, czy istnieje dla niej coś takiego, jak czyjaś przestrzeń. Otworzyła drzwi do sypialni, rzuciła szybkie spojrzenie na łóżko, a potem zadała pytanie, które sprawiło, że zapadła krępująca cisza:
— A wy to dzisiaj planujecie jakieś szczególne atrakcje? — rzuciła z uśmiechem.
Mąż chrząknął nerwowo, patrząc w podłogę. Ja poczułam, jak policzki zaczynają mi płonąć. Trudno było udawać, że wszystko jest w porządku.
— Mamo, może zostaw nasze rzeczy w spokoju — powiedział w końcu stanowczo.
— Oj, no już, już. Tylko chciałam zobaczyć, jak tu sobie radzicie – odpowiedziała z udawanym rozczuleniem i wróciła do salonu, zostawiając za sobą atmosferę pełną napięcia.
Usiadła na kanapie i zaczęła opowiadać o swoich problemach zdrowotnych, sąsiadach i promocjach w sklepie, zupełnie jakby nie czuła, że przekroczyła wszelkie możliwe granice. Patrzyłam na męża, próbując zrozumieć, czemu nie potrafi powiedzieć jej wprost, że dziś po prostu nie mamy ochoty na gości.
Uśmiechnęła się krzywo
Godziny mijały, a nasza cierpliwość była coraz mocniej wystawiana na próbę. Teściowa nie tylko nie miała zamiaru wychodzić, ale zdawała się coraz bardziej zadowolona ze swojej obecności. Rozpakowywała własne łakocie, częstowała nas czekoladkami i wspominała dawne czasy, przeplatając historie uszczypliwymi uwagami na temat „nowoczesnych związków”.
— Za moich czasów nie było takich fanaberii, wszystko robiło się razem, nawet jeśli nie miało się ochoty — rzuciła w pewnym momencie, patrząc na mnie z wyraźną dezaprobatą.
— Każde pokolenie ma swoje zwyczaje — odpowiedziałam, próbując zachować spokój.
Mąż już nawet nie próbował udawać, że go ta sytuacja bawi. Widziałam, że jest mu zwyczajnie wstyd. Kiedy kolejny raz spojrzałam na zegar, zrozumiałam, że jeśli nie zareagujemy, ten wieczór będzie trwał w nieskończoność. Zebrałam się na odwagę:
— Mamo, bardzo cię prosimy, dziś chcieliśmy pobyć sami. Może dasz nam ten wieczór?
Teściowa spoważniała na moment, a potem uśmiechnęła się krzywo.
— Już idę, już idę. Widać, młodzi teraz nie lubią rodzinnych wieczorów.
Patrzyłam, jak zbiera swoje rzeczy, czując mieszankę ulgi i smutku.
Zamierzałam być stanowcza
Kiedy drzwi zamknęły się za teściową, w mieszkaniu na chwilę zapadła cisza, której potrzebowaliśmy oboje. Usiadłam na kanapie i spojrzałam na męża. Był wyraźnie zmęczony, a jednocześnie chyba zawstydzony całą sytuacją. Podszedł do mnie, ujął moją dłoń i przez chwilę milczeliśmy, czując, jak napięcie powoli opada.
— Przepraszam — powiedział cicho. — Nie powinienem pozwolić jej aż tak się panoszyć.
— To nie twoja wina — odpowiedziałam, choć w głębi duszy wiedziałam, że jeśli nie zaczniemy stawiać granic, takie wieczory będą się powtarzać.
Dopiero teraz dotarło do mnie, jak bardzo ważna jest umiejętność bronienia swojej przestrzeni, nawet wobec najbliższych. Walentynki, które miały być świętem bliskości, zmieniły się w lekcję asertywności. Wiedziałam, że rozmowa z teściową będzie jeszcze przed nami, ale tym razem zamierzałam być stanowcza. Objęliśmy się i postanowiliśmy nie rezygnować z naszych małych tradycji — nawet jeśli świat wokół nie zawsze nam sprzyjał. Bo nie chodzi tylko o jeden wieczór, ale o szacunek, na który zasługuje każdy z nas.
Alicja, 34 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mąż odszedł, bo się wstydził, że zarabiam, sprzątając cudze brudy. Po latach wrócił na kolanach, bo nie miał na chleb”
- „Po ślubie żona zmieniła zdanie o pracy. Nagle zapragnęła być gosposią, a ja mam ją utrzymywać”
- „W szufladzie starego kredensu znalazłam testament dziadka. Nie mogłam uwierzyć w to, co kryła tajemnicza koperta”

