Reklama

Samotnie wychowuję moją 13-letnia córkę, Julkę. Jesteśmy we dwie od lat i jakoś sobie radzimy, trochę po swojemu. Julka od zawsze była inna. Nie taka z podręcznika, nie z tłumu. Wrażliwa, zamyślona, z głową pełną kolorów. Gdy inne dziewczyny z klasy wrzucały stylówki na TikToka, ona siadała przy maszynie do szycia i projektowała stroje, które wyglądały jak z wystawy sztuki nowoczesnej. Zbliżał się szkolny bal karnawałowy. Julka nie chciała być księżniczką ani superbohaterką.

Przebiorę się za siebie – powiedziała. — Nie chcę się w nikogo wcielać, tylko pokazać, co naprawdę potrafię. Wyrazić siebie.

Tylko kiwnęłam głową i pomogłam. Szyłyśmy razem wieczorami. Oglądałam ją wtedy z ukrycia — taką skupioną, odważną. Myślałam: Boże, jaka ona piękna. I jaka bezbronna. W dniu balu wyglądała zjawiskowo. Trochę jak z obrazu, trochę jak z innego świata, ale wciąż jak ona. Uśmiechnęła się do mnie jeszcze w drzwiach. Nie miałam pojęcia, że za kilka godzin wróci cała zapłakana. I że powie mi coś, czego nie zapomnę do końca życia.

Podeszła do mnie cicho

Drzwi trzasnęły mocniej niż zwykle. Od razu wiedziałam, że coś jest nie tak. Zerknęłam na zegarek — była dopiero 19:30. Bal miał trwać do 22:00.

— Julka? — Wychyliłam się z kuchni. — Co się stało?

Nie odpowiedziała. Przeszła korytarzem jak cień, ze skulonymi ramionami, jakby dźwigała ciężar, którego nie potrafiła już unieść. Wciąż miała na sobie swój strój — pomięty, z rozpiętą w pośpiechu spódnicą. Makijaż rozmazany, jakby płakała całą drogę. Zamknęła się w pokoju bez słowa. Podbiegłam i zapukałam cicho.

— Julka… porozmawiaj ze mną, proszę. Dlaczego wróciłaś tak wcześnie?

— Zostaw mnie — rzuciła przez drzwi. Jej głos był zachrypnięty, obcy. — To był błąd. Nie powinnam była tam iść.

Stałam jeszcze chwilę pod drzwiami, nie wiedząc, co robić. Czułam w sercu narastający niepokój. Czy ktoś ją wyśmiał? Co z Michałem? Czy coś jej zrobili? Przez godzinę chodziłam po mieszkaniu, nasłuchując każdego dźwięku. W końcu usłyszałam, jak powoli otwiera drzwi. Podeszła do mnie cicho. Oczy miała czerwone, głos cichy:

— Mamo… mogę się położyć obok ciebie?

Objęłam ją bez słowa. Po chwili zaczęła mówić:

— Weszłam na salę. I od razu... widziałam, że coś jest nie tak. Jakby wszyscy czekali tylko, żeby mnie zobaczyć. Oliwia się roześmiała, tak… teatralnie. A Michał? Stał obok niej. Nawet nie podszedł. Nie powiedział nic. — Łzy znowu napłynęły jej do oczu. — Mamo, oni się śmiali. Robili zdjęcia. Ktoś wrzucił filmik na grupę. Mówili, że nigdy nie umiem się dostosować.

Poczułam, jak ściska mi się gardło. Chciałam coś powiedzieć, ale nie wiedziałam co.

— Przebrałam się za siebie, mamo. I to był najgorszy pomysł, jaki mogłam mieć.

Przytuliłam ją mocniej

Siedziałyśmy razem w łóżku, otulone kocem, jakby ten cienki materiał mógł ochronić nas przed światem. Julka mówiła dalej, urywanym głosem, z dłonią zaciśniętą na moim rękawie:

— Jak tylko weszłam, ktoś od razu się roześmiał. Nie wiem kto. Potem Oliwia... spojrzała na mnie z tym swoim uśmieszkiem i powiedziała: „A ty co, zgubiłaś się?”.

Zacisnęłam szczęki. Znałam tę dziewczynę z wywiadówek. Zawsze z telefonem w dłoni i matką, która chwaliła się jej „liczbą followersów”. Typowa królowa balu.

— Michał stał obok. Spojrzał na mnie i… cofnął się. Jakby się wstydził. Jakbym była... obciachem.

— A przecież to był piękny strój — szepnęłam. — Sama go zaprojektowałaś. Był wyjątkowy.

— No właśnie. Nie byłam księżniczką. Nie byłam „jak oni”. I to wystarczyło.

Zamilkła. Przez chwilę słychać było tylko stłumione odgłosy ulicy za oknem. W mojej głowie huczały pytania: Czy powinnam coś zrobić? Napisać do wychowawczyni? Porozmawiać z rodzicami tych dzieci? Ale potem przyszło to inne pytanie, cięższe: czy nie zrobię tym Julce większej krzywdy?

Przytuliłam ją mocniej.

— Jesteś odważna — powiedziałam cicho.

— Nie. Byłam głupia. Myślałam, że jak się nie będę chować, to… może mnie ktoś zauważy. Ale wszyscy widzieli tylko, że nie zrobiłam prawdziwego . I zrobili z tego żart.
Zacisnęłam oczy. Tak bardzo chciałam ją ochronić. Ale nie mogłam cofnąć tej nocy.

Świat, który ją odrzucił

Następnego dnia nie poszła do szkoły. Nawet nie próbowałam nalegać. Leżała w łóżku, z telefonem wyciszonym, a ja krążyłam po mieszkaniu, jakbym mogła coś naprawić samym chodzeniem.
W końcu chwyciłam za telefon i zadzwoniłam do wychowawczyni Julki. Przedstawiłam się, powiedziałam, że chciałabym chwilę porozmawiać. W słuchawce zapadła cisza.

— Tak… pani Agnieszko. Domyślam się, że chodzi o wczorajszą sytuację.

— Domyśla się pani? — zapytałam, starając się, żeby mój głos nie zabrzmiał zbyt ostro.

— Sprawa już niestety krąży po pokoju nauczycielskim. Ktoś z klasy wrzucił nagranie na grupę… No, był komentarz Oliwii, dość… niestosowny. Ale wie pani, młodzież…

— Młodzież potrafi być okrutna — dokończyłam za nią. — Ale jeśli dorośli będą to zamiatać pod dywan, to nigdy się nie zmieni.

— Nie mówię, że zamiatamy, pani Agnieszko, tylko... Julka ma bardzo silny charakter, bardzo wyrazisty styl. Gdyby zastosowała się do reguł... To był bal karnawałowy, a ona... Nawet nie miała przebrania. Nie wszyscy są na to gotowi.

Nie wszyscy są na to gotowi. Rozłączyłam się z drżącymi rękami. Po chwili usłyszałam dźwięk powiadomienia z pokoju Julki. Cicho podeszłam pod drzwi.

— Michał... — usłyszałam jej głos.

— Przepraszam, Julka. Nie wiedziałem, co powiedzieć. Wszyscy się śmiali, a ja...

— Wystarczyło, żebyś był — odpowiedziała. — Żebyś nie udawał, że mnie nie znasz.

Stałam tam chwilę. To nie był tylko jeden bal. To był świat, który ją odrzucił.

Milczała dłuższą chwilę

Minęły trzy dni. Julka nie wychodziła z domu. Nie odbierała telefonów od koleżanek, nie otwierała komputera. Ja robiłam herbatę, zostawiałam ją przy drzwiach, czasem próbowałam coś powiedzieć. Czasem siadała obok mnie na kanapie i włączała stary film, ale milczała. I tylko raz, wieczorem, spytała:

— Mamo... a co byś zrobiła, gdyby nikt nie chciał cię widzieć taką, jaka jesteś?

Szukałabym tych, którzy widzą — odpowiedziałam. — Albo... nauczyła się być ze sobą, zanim znowu bym spróbowała.

Nie odpowiedziała, ale usiadła bliżej. Dopiero czwartego dnia zaczęła mówić więcej. Leżałyśmy razem na podłodze w jej pokoju, patrząc w sufit.

— Wiesz, dlaczego zrobiłam ten strój? Bo miałam dość bycia nikim. Bo przez cały rok nikt mnie nie zauważał. A tamten wieczór… chciałam, żeby był mój. Żeby coś znaczył.

— I znaczył — powiedziałam.

— Tak. Znaczył, że jestem idiotką, która myślała, że bycie sobą wystarczy.

Odwróciłam się do niej.

— Nie jesteś idiotką. Byłaś odważna. A oni się przestraszyli.

— Czego?

— Że nie potrzebujesz ich uznania. Że jesteś inna. A inność ich boli, bo boją się, że sami są nijacy. I że nie musisz się przebierać, by poczuć się lepiej.

Milczała dłuższą chwilę. Potem cicho powiedziała:

— Nie chcę już do nich wracać.

— To nie wracaj dzisiaj. Ale nie rezygnuj z siebie. Z tego, kim jesteś. Bo oni nie są tego warci, a ty jesteś.

Poczułam jej rękę w mojej. Drobną, delikatną. I nagle to ja miałam ochotę się rozpłakać.

Lekko się uśmiechnęła

Julka w końcu wróciła do szkoły. Włożyła zwykłe jeansy i czarną bluzę z kapturem. Bez makijażu, bez koloru, bez wyrazu. Jakby chciała się schować, stopić z tłumem. Serce mi się ścisnęło, kiedy zamykała za sobą drzwi. Po południu wróciła... spokojna. Nie radosna, ale bez tego ciężaru, który wisiał nad nami przez ostatnie dni.

— I jak było? — zapytałam ostrożnie.

— Nikogo to już nie obchodzi. Jest jakaś nowa drama, coś związanego z chłopakami z trzeciej klasy. Mój strój to już przeszłość.

— A Michał?

Wzruszyła ramionami.

— Próbował zagadać. Powiedział coś w stylu: „Fajnie, że wróciłaś”. A potem dodał, że „wszyscy przesadzili”. Ale wiesz co? Nie chciałam tego słuchać.

Pokiwałam głową. Nie naciskałam.

— I poznałam kogoś — dodała po chwili.

— Kogo?

— Dziewczynę z pierwszej klasy. Maja. Podeszła do mnie na przerwie i powiedziała, że widziała mój strój i że był niesamowity. Że nigdy nie miała odwagi ubrać się tak, jak naprawdę chce.

— I co jej odpowiedziałaś?

Julka lekko się uśmiechnęła.

— Że jeszcze nie jestem gotowa, żeby wrzucać moje projekty do sieci. Ale może kiedyś.

Patrzyłam na nią i widziałam: coś się zmieniło. Coś w niej pękło, ale coś też się zbudowało. Innego. Cichszego. Silniejszego.

Agnieszka, 39 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama