Reklama

Nie wiem, kiedy dokładnie to się zaczęło. Może wtedy, gdy Zosia przestała robić śniadania i zaczęła godzinami siedzieć przed lustrem. A może wcześniej – kiedy usłyszałam, że szuka „kogoś z hajsem, kto ją będzie utrzymywał”. Kiedyś była ambitna, chciała zostać nauczycielką. Dziś marzy tylko o bogatym mężu i wygodnym życiu. Mówi, że praca jest dla frajerów, a kobieta powinna ładnie wyglądać i nie przeszkadzać. Nie potrafię do niej dotrzeć. Czuję, że ją tracę. Że moja własna córka nie ma ani szacunku do siebie, ani do mnie. Jak do tego doszło?

Kanapa i kalkulator

– Mamo, nie ruszaj mnie, scrolluję ogłoszenia – mruknęła Zosia spod koca, nie odrywając wzroku od telefonu.

– Myślałam, że miałaś dziś iść do pracy w tej kawiarni – powiedziałam spokojnie, choć w środku już mnie nosiło.

– No miałam, ale szefowa się czepia, że spóźniam się o pięć minut. Nie mam zamiaru dawać się pomiatać – rzuciła, krzywiąc się, jakby ktoś zaproponował jej mycie toalet.

Westchnęłam. Siedziała tak od rana. W dresie, z tłustymi włosami, liczyła na cud. Cud w postaci bogatego faceta z apartamentem i kontem pełnym zer.

– Znalazłam! Poszukuje kobiety do towarzystwa na wyjazdy zagraniczne, dobrze płatne, zero obowiązków – powiedziała z entuzjazmem, pokazując mi ekran.

– Żartujesz? Zosia, to są ogłoszenia od typów, którzy chcą cię kupić. Masz dwadzieścia jeden lat, a myślisz, że całe życie przeleżysz na kanapie i ktoś ci to sfinansuje?

Wzruszyła ramionami.

– Nie jestem głupia. Wiem, jak wygląda świat. Kobiety mają dwie opcje: harować jak woły albo się ustawić. Ja wybieram to drugie.

Patrzyłam na nią i czułam, jak między nami rośnie mur. Ona śniła o luksusach, a ja – żeby wreszcie poszła na jakąkolwiek rozmowę o pracę. I zrozumiała, że nikt jej niczego nie da za darmo.

Poradnik Zosi

Tydzień później znalazłam w kuchni zeszyt. Myślałam, że to jakiś stary notatnik ze studiów, ale nie – to był „Poradnik idealnej żony”. Zosia wypisała w nim punkty: „1. Nigdy nie pokazuj, że masz własne zdanie. 2. Zawsze wyglądaj jak milion dolarów. 3. Daj facetowi poczucie, że to on rządzi – wtedy da więcej”.

Zamarłam. To nie była zabawa. Ona naprawdę w to wierzyła.

– Czytałaś mój zeszyt?! – krzyknęła, gdy tylko wróciła do domu i zobaczyła, że leży otwarty na blacie.

– Zosia, co to ma być?! Ty naprawdę myślisz, że życie polega na znalezieniu sponsora?!

– Nie mów do mnie „Zosia” jakbym miała dziesięć lat. I tak, wolę być utrzymanką niż się zapracować na zmarszczki i emeryturę, której nie dostanę.

– A własna godność? Pasja? Co z marzeniami, żeby być nauczycielką?

– Pasję mam teraz – wyglądać dobrze i się ustawić. Nauczycielki zarabiają tyle, że muszą brać korepetycje po godzinach. Wiesz, ile zarabia dziewczyna z Instagrama, która tylko pokazuje torebki?

Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. To już nie była nastoletnia buntowniczka. To była młoda kobieta z planem. Tyle że ten plan pachniał upadkiem, a nie sukcesem.

Liczy się tylko portfel

Zosia zaczęła regularnie wychodzić wieczorami. Szykowała się godzinami, jak na bal u królowej. Perfumy, makijaż, obcisła sukienka, szpilki na dziesięciocentymetrowym obcasie.

– Gdzie idziesz? – spytałam raz, udając obojętność.

– Na kolację. Z Rafałem. Biznesmen, inwestuje w nieruchomości. Zobaczymy, czy będzie chciał zainwestować we mnie – powiedziała z ironicznym uśmiechem.

– Córeczko…

– Nie zaczynaj, mamo. To nie tak, jak myślisz. Ja tylko sprawdzam opcje. Mam swoją wartość. Wiem, czego chcę.

Wróciła po północy. Cicho, ale ja i tak czuwałam.

– Jak było? – zapytałam, gdy weszła do kuchni po wodę.

– Miło. Dostałam voucher do spa i markową torebkę.

– A on co dostał?

Zatrzymała się, spojrzała na mnie chłodno.

– Mamo, to nie twoja sprawa. Nic nie muszę, rozumiesz? On daje, bo chce.

Siedziałam w nocy w salonie, patrząc w ciemność. Miała rację – nie musiała. Póki co. Ale jak długo można utrzymać taki układ? Jak długo można sprzedawać siebie na kawałki, udając, że to tylko gra? Bałam się. Już nie o jej wybory. Bałam się, że naprawdę zacznie się w tym świecie odnajdywać. I nie wróci.

Dziewczyny z Instagrama

Zosia przestała jadać z nami obiady. Twierdziła, że nie ma czasu, że „właśnie wrzuca content”. Na stole w kuchni zostawiała rozpiski: jaki filtr do zdjęć działa najlepiej, jak „wciągnąć mężczyznę w relację emocjonalną”.

Na kim ty się tak wzorujesz? – zapytałam któregoś dnia, nie mogąc dłużej patrzeć, jak kręci filmik o ulubionych kremach.

– Na dziewczynach, które wiedzą, jak się żyje. Iza z Warszawy, Klaudia z Dubaju... One mają auta, apartamenty, wyjazdy. I co? Wyglądają świetnie, nikt ich nie obraża.

– Nikt ich nie zna, Zosiu. Widzisz tylko to, co pokazują. A co jest poza kadrem? Milczenie, samotność, może nawet przemoc.

– Nie dramatyzuj. Ty widzisz wszędzie tragedię. Ja widzę możliwości.

Zamilkłam. Nie umiałam znaleźć słów. To nie była już walka o to, żeby poszła do pracy. To była walka o jej duszę. Bo jak ktoś raz uwierzy, że może zarobić uśmiechem więcej niż umysłem, to bardzo trudno mu potem uwierzyć w siebie. Zosia nie szukała już męża. Szukała życia, które wygląda ładnie na zdjęciach. Nawet jeśli w środku było puste.

Tylko to ma w głowie

W niedzielę rano weszłam do jej pokoju bez pukania. Wiedziałam, że będzie zła, ale miałam to gdzieś. Chciałam zobaczyć, jak naprawdę wygląda jej życie bez filtrów. Siedziała na łóżku w jedwabnym szlafroku, z pełnym makijażem, chociaż była dopiero ósma rano. Na stoliku – kawa i telefon na statywie.

– Co robisz?

Nagrywam poranny vlog. Ludzie lubią, jak pokazuję swoją rutynę.

– A potem co? Znowu na kolację z kimś, kto obieca ci złote góry, a zostawi cię z rachunkiem?

– Mamo, ty tego nie zrozumiesz. Świat się zmienił. Teraz kobieta, żeby coś mieć, musi wyglądać. Ambicja to przestarzały pomysł.

Usiadłam obok niej. Z bliska wyglądała inaczej. Nie jak gwiazda Instagrama, tylko jak dziewczyna, która bardzo się stara, żeby nikt nie zobaczył, jak bardzo się boi.

– A co, jeśli on cię zostawi? Co, jeśli znajdzie młodszą?

To znajdę nowego – odpowiedziała szybko, ale w głosie zadrżała nuta niepewności.

Nie odezwałam się więcej. Wstałam i wyszłam, zostawiając ją samą. W tym jej błyszczącym, plastikowym świecie. Wiedziałam już, że nie chodzi o brak pracy. Tylko o brak wiary. W siebie.

Luksus na kredyt

Miesiąc później wróciła do domu zapłakana. W dłoni ściskała telefon, jakby miał ją uratować. Usiadła w kuchni, bez makijażu, bez słów. Czekałam, aż sama zacznie.

– On miał żonę. Cały czas. I dziecko. Obiecywał, że się rozwiedzie, że mnie zabierze do Mediolanu. A teraz powiedział, że to był tylko „miły epizod” – powiedziała cicho, patrząc w przestrzeń.

Nie przytuliłam jej od razu. Nie dlatego, że nie chciałam. Tylko dlatego, że czekałam na coś więcej niż łzy.

– Myślałam, że to działa. Że jak się będę starać, to w końcu ktoś mnie pokocha. Tak na serio.

– A ty? Kochasz siebie? – zapytałam.

Zamilkła. To było pytanie, którego nigdy sobie nie zadała. Dziś Zosia pracuje w małym sklepie z kawą. Nie zarabia dużo, ale wraca do domu zmęczona i... spokojna. Czasem opowiada o klientach, o nowym smaku ciastek, o marzeniu, żeby zrobić kurs baristy.

Nie wiem, co będzie dalej. Może znowu się pogubi. A może powoli nauczy się, że wartość kobiety nie mieści się w filtrze, w sukience, w cudzym portfelu. Wiem jedno: wreszcie patrzy ludziom w oczy. I sobie – też.

Barbara, 49 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama