Reklama

Wstałam o szóstej. Nie dlatego, że musiałam — po prostu nie mogłam już spać. Sen uciekał, jakby wiedział, że dziś ważny dzień. W kuchni panowała cisza. Jedynie zegar tykał z uporem, jakby odliczał minuty do czegoś ważnego. Dzień Babci. Mój dzień.

Tęskniłam za wnukiem

Zaparzyłam herbatę w kubku z napisem „Najlepsza Babcia na świecie”. Ten kubek dał mi Szymonek, gdy miał siedem lat. Z uśmiechem i mlekiem pod nosem wręczył mi go, mówiąc: – Bo ty jesteś najprawdziwsza babcia Basieńka! Teraz ma dwadzieścia. Ciekawe, czy w ogóle pamięta.

Usiadłam przy stole. Tyle razy tu siedział ze mną, dyndając nogami pod blatem, opowiadając o przedszkolu, a potem o szkole. Dziś chciałam znów usłyszeć jego głos. Chciałam, żeby spojrzał na mnie tak, jak kiedyś. Jak na kogoś ważnego.

– Upiekę sernik – powiedziałam do siebie. – Bez rodzynek, bo nie lubi. – I poszłam do kuchni, żeby wyjąć składniki. Później przetarłam ramki ze zdjęciami, pościeliłam sofę i postawiłam sztuczne kwiatki na stole.

Zerknęłam na zegarek. Dziewiąta trzydzieści. Pewnie jeszcze śpi. Albo jedzie. Albo... Przyjedzie. Musi. Przecież jestem jego babcią.

Nie na to czekałam

Drzwi otworzyły się gwałtownie, bez dzwonka. Usłyszałam tylko łoskot klamki i jego głos:

– Babciu, gdzie jesteś? Mam tylko chwilę, to nagramy szybko i lecę dalej! Masz tu kwiatka na Dzień Babci.

Zanim zdążyłam podejść, on już stał w korytarzu z telefonem w ręku, z którym się najwyraźniej nie rozstaje. Miał na sobie modne spodnie, jakieś sportowe buty, bluza z napisem po angielsku – nic znajomego. Dorosły chłopak. Inny. Ale to przecież nadal mój Szymon.

– Szymonku, chodź, przytul babcię – rozłożyłam ramiona.

– Babciu, chwila – powiedział, cofając się o krok. – Najpierw nagramy wejście. Stań tu, koło lodówki. O, świetnie! Uśmiechaj się, dobra? Będzie viral!

Zamarłam.

– Może najpierw usiądziesz? Ciasto upiekłam, sernik, ten twój ulubiony…

– Zaraz, serio, babciu. Daj mi tylko moment. Mam pomysł na filmik: "Babcia nie ogarnia TikToka", haha. Tylko powiedz to, co ci zaraz pokażę, okej?

Wcisnął mi telefon pod nos, przewijając tekst.

– Ale ja... nie wiem, co to znaczy. Może później? Najpierw herbatę ci zrobię, siądziesz, opowiesz, co u ciebie...

– Babciu, please, nie psuj tego. To zajmie dosłownie dwie minuty. Potem pogadamy.

Wcisnął przycisk nagrywania i ustawił się obok mnie. Patrzyłam na jego skupioną twarz, jak na planie filmowym. Chciałam go dotknąć, przytulić, poczuć, że to mój wnuk – a czułam się, jakby mnie tu w ogóle nie było.

Nie podobało mi się

– Dobra, teraz powtórz: „Nie wiem, co to ten TikTok, ale jak trzeba, to zatańczę” – powiedział, śmiejąc się pod nosem i już wciskał „nagrywaj”.

– Szymon… – zaczęłam niepewnie. – Ja naprawdę nie wiem, czy chcę to mówić. I po co te głupoty?

– Babciu, to tylko dla beki! Ludzie lubią takie rzeczy. Będzie śmiesznie, zaufaj mi.

– Ale po co śmiesznie? Ja się cieszę, że jesteś. Naprawdę. Nie możemy po prostu… porozmawiać? Usiąść, jak dawniej?

– Porozmawiamy! Tylko jeszcze jedno ujęcie – rzucił, nie słuchając. – Stań tutaj. Tylko się nie ruszaj.

Zrobiłam krok w bok, a on warknął:

– Babciu! Zepsułaś kadr! Nie ruszaj się, przecież to proste!

Patrzyłam na niego i czułam, jak coś we mnie pęka. Nie tak miało wyglądać to spotkanie. Nie po to czekałam cały tydzień, odliczałam dni, piekłam, prasowałam obrus, żeby teraz być tłem do jakiegoś filmiku.

Szymon... po co ty właściwie przyjechałeś? – zapytałam cicho, ale stanowczo.

– No przecież przyjechałem! – wzruszył ramionami. – Nie marudź, babciu.

– Czy ty mnie w ogóle jeszcze widzisz? Czy ja dla ciebie jestem tylko dodatkiem do twoich filmików?

Zamilkł na chwilę. Popatrzył na mnie z czymś w rodzaju irytacji.

– Czasy się zmieniają, babciu. Wyluzuj. To tylko internet.

I nagle poczułam się jak staruszka z innej epoki. Obca w jego świecie. Zbędna.

Zrobiło mi się przykro

Szymon skończył nagrywać i z zadowoleniem zerknął w ekran.

– Ale będzie hit, serio. Ty to masz talent, babciu – zaśmiał się, jakby właśnie stworzyliśmy coś wyjątkowego. – Dobra, babciu, ja lecę, bo miałem się jeszcze spotkać z ekipą.

– Już? – zapytałam, nie wierząc. – Nawet herbaty nie wypiłeś…

– No babciu, przecież mówiłem, że tylko na chwilę wpadam. Sernik wezmę na wynos, dobra? Zjem później.

Wyciągnął pojemnik i zapakował kawałek, nawet nie siadając. Stałam obok jak służąca. Chciałam go zatrzymać, zagadać, zapytać o studia, znajomych… cokolwiek.

– Może chociaż usiądziesz na pięć minut? – próbowałam ostatni raz. – Tak dawno nie rozmawialiśmy.

Spojrzał na mnie, zniecierpliwiony.

– Babciu, bez dram. Co ci jest dzisiaj?

– Nic – powiedziałam. – Wszystko w porządku.

Ale nie było. Zostałam w przedpokoju z jego zapachem w powietrzu i pustką. Usiadłam ciężko na kanapie i przez chwilę nie wiedziałam, co ze sobą zrobić.

Poszłam do sypialni. Na półce stały nasze zdjęcia – moje i Szymonka, gdy miał pięć, siedem, dziesięć lat. Z sopelkiem na nosie, z kotem na rękach, z laurką z napisem „Najukochańszej Babci na świecie”.

Głaskałam ramkę, jakby to była jego twarz.

– A ja tylko chciałam… żebyś pamiętał – wyszeptałam.

Ale on już dawno był gdzie indziej.

Córka mnie nie rozumiała

Nie wytrzymałam. Musiałam z kimś porozmawiać, usłyszeć, że nie przesadzam. Wybrałam numer Karoliny. Odebrała dopiero za trzecim razem.

– Mamo? Wszystko w porządku?

– Nie. To znaczy… – zawahałam się. – Szymon był dzisiaj. Ale... on jakby wcale nie był.

– Jak to nie był?

– Wpadł tylko nagrać jakiś filmik. Nawet mnie nie przytulił. Mówiłam do niego, a on patrzył tylko w telefon. Czułam się, jak... jak rekwizyt.

Po drugiej stronie chwila ciszy, a potem westchnięcie.

– Mamo... Szymon ma dwadzieścia lat. Ma swoje życie. Ty też jesteś z innej epoki. Nie rozumiesz ich świata.

– Nie rozumiem? – coś się we mnie zagotowało. – Wychowałam go, kiedy wy z Grzegorzem byliście za granicą! To ja go uczyłam czytać, ja mu robiłam kanapki do szkoły i tuliłam, jak płakał!

– Mamo, nie dramatyzuj. On cię lubi, tylko ma teraz inne priorytety. A ten filmik... zrobi ci reklamę! Wiesz, ile osób cię zobaczy?

– Nie chcę być widziana. Chcę być kochana – powiedziałam, a w gardle coś mnie ścisnęło.

– Daj spokój. Sernika nie zjadł, i co? Wielka tragedia?

– Nie o sernik chodzi, Karolino – ściszyłam głos. – Chodzi o serce.

Odpowiedziała cisza. Potem krótkie: – Muszę kończyć. Jestem w pracy. Pa.

Zostałam z telefonem w dłoni i uczuciem, że nie tylko Szymon zapomniał, kim dla niego jestem. Moja córka też. Nagle całe to życie, ta opieka, troska, to wszystko... wydało się bez znaczenia.

Wnuk mnie rozczarował

Wieczorem, z herbatą w dłoniach, usiadłam w fotelu. Telewizor był wyłączony. Kilka minut później przyszła do mnie sąsiadka z wnuczką. Chciały, żebym coś zobaczyła. Podały mi telefon i zaniemówiłam. Zobaczyłam siebie – stojącą sztywno jak kołek przy lodówce, z niepewnym uśmiechem, wymawiającą jakieś dziwaczne zdanie, które kazał mi przeczytać. Obok on – z miną cwaniaka, przygryzający wargę i mówiący: „No i co zrobisz, babciu, jak już się nagrało?”. Publiczność w komentarzach ryczała ze śmiechu. Nie mogłam na to patrzeć. Czy ja już naprawdę jestem tylko śmieszną babcią? Postacią tła?

Kiedy sąsiadka wyszła, podniosłam się powoli i sięgnęłam po papeterię, starą, kremową. Napisałam list. Długopis drżał mi w dłoni, ale każde słowo płynęło prosto z serca.

„Szymonku, może nigdy nie zrozumiesz, co znaczy czekać cały dzień na uścisk. Ale wiedz, że babcia cię kocha. Zawsze. Nie musisz robić ze mnie gwiazdy internetu. Wystarczy, że czasem spojrzysz mi w oczy. I powiesz: 'Dzień dobry, babciu. Tęskniłem.'” Złożyłam kartkę, włożyłam do koperty. Ale nie zaadresowałam. Położyłam ją na stole. Może wyślę. Może nie.

Barbara, 65 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama