„Mój syn musi wcześniej dorosnąć. To przez jego niefrasobliwość lada dzień zostanę babcią”
„Nie wiedziałam, co mam zrobić. Czytać dalej? Odłożyć? Zawołać go i zapytać? Moje serce waliło jak młot pneumatyczny. Zeszłam na dół, trzymając zeszyt przy piersi, jakby to był materiał wybuchowy. Syn siedział w kuchni, jadł płatki i wgapiał się w telefon. Nie podniosłam głosu. Usiadłam naprzeciwko i położyłam zeszyt na stole”.

Nie planowałam zostać babcią przed czterdziestką. Takie rzeczy zdarzały się przecież w serialach albo w tych historiach, które ludzie opowiadają z nutką sensacji. Mój świat kręcił się wokół pracy, zakupów i odrabiania lekcji z synem. Byłam samotną matką, ale z tych twardych — takich, co same wnoszą zakupy i nigdy nie proszą o pomoc. Nie spodziewałam się, że pewnego dnia mój nastoletni syn wejdzie do kuchni z taką miną, że rozpoznałabym ją w ciemno, że coś przeskrobał. Tyle że to, co mi powiedział, wywróciło moje życie do góry nogami.
Nie wiedziałam, co mam zrobić
Tego dnia chciałam tylko schować zimowe kurtki do worków próżniowych i wrzucić je na strych. Mieliśmy mały metraż i każdy centymetr był na wagę złota. Weszłam po drabinie, wciągnęłam za sobą torbę i zamknęłam klapę. Światło, kurz, stary rower syna i pudła pełne rzeczy, których nikt już nie potrzebował. Przekładałam je bez większego entuzjazmu, aż natknęłam się na karton opisany długopisem: „Zeszyty i inne śmieci — 2022”. Otworzyłam go bez większych oczekiwań, ale już po chwili zamarłam z zeszytem w dłoni. Na pierwszej stronie było napisane: „List do dziecka. Gdybym miał zostać tatą…”.
Nie wiedziałam, co mam zrobić. Czytać dalej? Odłożyć? Zawołać go i zapytać? Moje serce waliło jak młot pneumatyczny. Zeszłam na dół, trzymając zeszyt przy piersi, jakby to był materiał wybuchowy. Syn siedział w kuchni, jadł płatki i wgapiał się w telefon. Nie podniosłam głosu. Usiadłam naprzeciwko i położyłam zeszyt na stole.
— Chcesz mi coś powiedzieć? — zapytałam cicho.
Podniósł wzrok i w jednej sekundzie zrozumiał, co znalazłam. Odłożył łyżkę. I przez chwilę nie mówił nic.
Wbiło mnie w krzesło
— To stare... — mruknął w końcu, jakby samo to miało wystarczyć za tłumaczenie.
— Stare nie znaczy nieważne — odpowiedziałam spokojnie, choć w środku wszystko mi drżało.
— Już o tym nie myślę — dodał i zaczął z powrotem grzebać w płatkach, jakby nic się nie stało.
— Czyli był moment, kiedy myślałeś? — dopytałam.
Westchnął i oparł łokcie na stole. Mój syn, który zawsze miał coś do powiedzenia, nagle stracił mowę. W końcu powiedział:
— Wiki poroniła. Wtedy. Rok temu. Nie chciałem ci mówić, bo... sam nie wiedziałem, co z tym zrobić.
Wbiło mnie w krzesło. Wiki. Wiedziałam, że się przyjaźnili, ale nie podejrzewałam, że coś między nimi było. Oparłam głowę na dłoni. Czułam, jak powietrze robi się cięższe.
— Ile ona miała wtedy lat?
— Tyle co ja — odpowiedział bez zawahania.
Nie miałam pojęcia, jak zareagować. Z jednej strony było mi go żal. Z drugiej — byłam przerażona. Nie samym faktem ciąży, tylko tym, że przeżył to wszystko w milczeniu. Mój własny syn. W moim domu. Pod moim nosem.
Zacisnęłam dłonie na szklance
Po tym wyznaniu zapadła cisza, której nie potrafiłam przerwać. Wszystko, co przychodziło mi do głowy, wydawało się albo za ostre, albo zbyt ckliwe. Wstałam, nalałam sobie wody i wróciłam do stołu.
— Dlaczego mi nie powiedziałeś? — zapytałam w końcu. — Dlaczego nie przyszedłeś, nie pogadałeś?
Wzruszył ramionami.
— Myślałem, że mnie zabijesz. A poza tym… to nie trwało długo. Zorientowaliśmy się późno, a potem wszystko potoczyło się tak szybko. Wiki chciała tylko, żeby nikt się nie dowiedział. Więc obiecałem.
— To nie są rzeczy, które dzieci powinny nosić w sobie same — powiedziałam ostrzej, niż zamierzałam. — A ty miałeś wtedy, ile, czternaście lat?
— Prawie piętnaście — poprawił mnie automatycznie.
— I byłeś gotowy zostać ojcem? — dodałam, zanim zdążyłam ugryźć się w język.
Zrobił wielkie oczy.
— Mamo, to nie tak! Ja się przestraszyłem. Byłem głupi, nie wiedziałem, co robić!
Zacisnęłam dłonie na szklance. Próbowałam być spokojna, ale czułam, jak złość miesza się z lękiem. Nie byłam gotowa na taką rozmowę. A on chyba też nie.
Co on sobie wyobrażał
— Miałeś głowę do takich rzeczy, a nie potrafiłeś wynieść śmieci, kiedy cię o to prosiłam — wyrwało mi się z goryczą.
— Serio teraz? – warknął. — Naprawdę będziesz mi teraz wypominać śmieci?
— A co mam ci powiedzieć? — Uniosłam głos. — Że wszystko w porządku? Że jestem dumna? Jesteś dzieckiem, które mogło zostać ojcem!
Wstał gwałtownie, krzesło zaskrzypiało na kafelkach.
— Nie musisz mi tego powtarzać! Wiem, co zrobiłem! Codziennie o tym myślę, dobra? Myślisz, że to było łatwe?! Że nie mam wyrzutów?!
Zamilkłam. Nie dlatego, że nie miałam nic do powiedzenia. Tylko dlatego, że ton jego głosu przebił wszystko, co wcześniej słyszałam. Nie był już dzieciakiem, który uciekł od problemu. Był chłopakiem, który się z nim zmierzył. Po swojemu. Sam. Po chwili usiadł z powrotem i schował twarz w dłoniach.
— Nie chciałem ci tego mówić. Chciałem zapomnieć. Ale dziś... dziś Wiki mi napisała, że znów jest w ciąży.
Poczułam, jak ziemia usuwa mi się spod nóg. Drugi raz? W tym wieku? Co on sobie wyobrażał?
— I co teraz zamierzasz? — zapytałam już bez krzyku.
Przyciągnęłam go do siebie
— Nie wiem — odpowiedział cicho. — Ona mówi, że chce urodzić. I że nie oczekuje niczego ode mnie. Ale ja... nie chcę znów się wycofać. Nie dam rady tego przeżyć jeszcze raz.
Wpatrywałam się w niego, jakby był kimś obcym: moim synem, a jednocześnie kimś zupełnie nowym. Dojrzałym? Może. Przestraszonym? Na pewno. Chciałam coś powiedzieć, ale z ust nie wydobył się żaden dźwięk. Tyle myśli kłębiło mi się w głowie, że nie potrafiłam ich uporządkować.
— Wiesz, że nie będzie łatwo — zaczęłam w końcu. — Że to nie tylko kwestia „urodzić”. To życie. Mały człowiek. I to nie tylko jej odpowiedzialność. Twoja też.
— Wiem — przytaknął.
— Chcesz być ojcem? — zapytałam, patrząc mu prosto w oczy.
Zawahał się, ale odpowiedział:
— Nie wiem, czy chcę. Ale wiem, że muszę. Nie mogę tego zignorować. Nie teraz.
I wtedy coś we mnie pękło — nie z gniewu, tylko ze wzruszenia. Przyciągnęłam go do siebie. Objął mnie mocno. Pierwszy raz od dawna. Bez udawania. Bez maski.
— Jakkolwiek będzie — wyszeptałam — nie zostaniesz z tym sam.
Miałam dopiero czterdzieści lat
Nie spałam tamtej nocy. Wpatrywałam się w sufit i przewracałam z boku na bok, jakbym mogła ułożyć swoje myśli jak poduszkę. Rano wstałam wcześniej niż zwykle. Zaparzyłam herbatę i usiadłam w kuchni. Zegar tykał głośniej niż kiedykolwiek. Mój syn wszedł boso, w szarej bluzie, z zaspanymi oczami. Spojrzał na mnie i nic nie powiedział. Nie musiał. Wiedziałam, że oboje pamiętamy każdą minutę wczorajszej rozmowy.
Tydzień później spotkałam się z Wiki i jej mamą. Wbrew moim obawom rozmowa nie była burzliwa. Dziewczyna wyglądała na pewną swojej decyzji, choć drżały jej dłonie. Patrzyłam na nią i myślałam, że przecież sama mogłabym być jej matką. I wtedy dotarło do mnie, że w pewnym sensie... zostanę babcią. Choć miałam dopiero czterdzieści lat.
Pierwszy Dzień Babci świętowałam nie z siwymi włosami i wnukiem na kolanach, a z kubkiem kawy i maleńkim zdjęciem USG na lodówce. Świat się nie kończył. Zaczynał się nowy — z wszystkimi trudnościami, lękiem i odpowiedzialnością, ale też z miłością, którą czułam w każdej rozmowie z synem.
Beata, 40 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Odkąd mąż przeszedł na emeryturę, zaczął liczyć pieniądze i każdą kromkę chleba. Tak się nie da żyć”
- „Wyjazd w góry miał naprawić moje relacje z synem. Zamiast tego usłyszałem, że dla niego jestem tylko weekendowym ojcem”
- „Mama mówiła, że babcia to sknera. Dopiero po jej śmierci odkryłam, na co naprawdę odkładała”

