„Mój syn je na obiad kanapki z mortadelą, bo synowa nie umie gotować. Wstyd mi, że przyjęłam do rodziny taką lebiegę”
„Postanowiłam odwiedzić ich bez zapowiedzi. Wpadłam do mieszkania wczesnym popołudniem, kiedy Michał akurat wrócił z pracy. I wtedy zobaczyłam, co miał na obiad. Zwykłe, suche kanapki, jakby był studentem bez grosza”.

- Redakcja
Zawsze byłam dobrą matką. Odkąd Michał przyszedł na świat, dbałam o niego najlepiej, jak potrafiłam. Gotowałam mu ciepłe obiady, prałam jego ubrania, pilnowałam, żeby niczego mu nie brakowało. Miałam pewność, że gdy wracał do domu, czekało na niego coś pożywnego, a nie byle co zjedzone w pośpiechu. To było dla mnie oczywiste – tak wychowywała mnie moja matka i tak ja wychowałam swojego syna.
Nie umiała gotować
Kiedy ożenił się z Leną, wierzyłam, że ona również zadba o niego jak należy. Przecież żona powinna troszczyć się o męża. Powinna gotować mu obiady, dbać, żeby w lodówce było jedzenie, żeby koszule były wyprasowane, a dom przytulny.
Ale z czasem zaczęłam dostrzegać, że Michał wygląda na zmęczonego, a kiedy wpadał do mnie na kawę, nie miał w sobie tej energii, którą kiedyś w nim widziałam. Oczywiście pytałam, jak się czuje, czy wszystko u niego w porządku, ale zawsze odpowiadał, że tak, że jest po prostu zapracowany. A ja nie chciałam się wtrącać.
Aż do dnia, kiedy postanowiłam odwiedzić ich bez zapowiedzi. Wpadłam do mieszkania wczesnym popołudniem, kiedy Michał akurat wrócił z pracy. I wtedy zobaczyłam, co miał na obiad. Kanapki. Zwykłe, suche kanapki, jakby był studentem bez grosza przy duszy, a nie dorosłym mężczyzną z żoną, która powinna o niego dbać. Coś we mnie wtedy pękło.
– Michał, kochanie, co ty jesz? – spytałam, czując, jak ściska mi się serce.
Siedział przy kuchennym stole, oparty łokciem o blat, a przed nim leżały dwie kanapki z mortadelą. Bez pomidora, bez sałaty, nawet bez odrobiny masła. Zwykły chleb z plastrem wędliny.
– Kanapki, mamo – odpowiedział spokojnie, jakby to było zupełnie normalne.
– Na obiad? – Nie mogłam w to uwierzyć.
Bagatelizowała to
Z kuchni wyszła Lena. Miała związane włosy i przewróciła oczami, jakby usłyszała coś niedorzecznego.
– Tak, na obiad. A co w tym złego? – rzuciła, krzyżując ręce na piersi.
Spojrzałam na nią z niedowierzaniem. Przecież ona była jego żoną, powinna dbać o to, żeby miał ciepły posiłek po pracy! Jak można pozwolić, żeby dorosły mężczyzna żywił się w ten sposób?
– Złego? Po całym dniu pracy mężczyzna powinien zjeść porządny obiad! – rzuciłam ostro.
– Michał nie jest dzieckiem, jakby chciał, to sam by sobie coś ugotował.
– Kiedyś miał normalne obiady – powiedziałam, patrząc mu prosto w oczy. – Wiesz, synku, że u mnie zawsze możesz zjeść coś porządnego.
Lena zaśmiała się krótko i ironicznie.
– Może w takim razie mama powinna codziennie przynosić ci obiad? – rzuciła z przekąsem, a ja zrozumiałam, że to wcale nie jest taki zły pomysł.
– Jeśli trzeba, to mogę – odpowiedziałam poważnie, ignorując jej drwiący ton.
Lena spoważniała.
– Pani Danuto, niech się pani nie wtrąca. My sobie radzimy.
– A ja widzę, że nie – odparłam, czując narastającą złość.
Michał podniósł ręce w uspokajającym geście.
– Mamo, proszę. Nie róbmy z tego problemu. Nie zawsze mam ochotę na obiad, kanapki mi wystarczą.
Wpadłam na pomysł
Pokręciłam głową. Mój własny syn bronił swojej żony, choć to ja miałam rację! Nie mogłam na to pozwolić. Jeśli Lena nie dba o Michała, to ja się tym zajmę.
– Od jutra będę przynosić ci obiady – oznajmiłam stanowczo.
Lena uśmiechnęła się kpiąco.
– Może od razu zacznie mu też pani prać i sprzątać w sypialni?
Poczułam, jak robi mi się gorąco.
– Jeśli to będzie konieczne, to tak – wypaliłam. – Bo nie pozwolę, żeby mój syn musiał jeść jak student na głodowym budżecie.
Lena odwróciła się na pięcie i wyszła z kuchni, trzaskając drzwiami. Michał spojrzał na mnie z rezygnacją.
– Mamo, nie trzeba…
Ale ja już podjęłam decyzję.
– Jutro przyjdę z rosołem i schabowym – powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
Nie zamierzałam się poddawać.
Była bezczelna
Następnego dnia wstałam wcześnie i od razu zabrałam się za gotowanie. W garnku bulgotał rosół, kotlety skwierczały na patelni, a ziemniaki gotowały się w osolonej wodzie. Wszystko było dokładnie tak, jak Michał lubił.
Kiedy przyszłam do nich z obiadem, Michał otworzył drzwi i westchnął na mój widok.
– Mamo, naprawdę nie trzeba było…
– Oczywiście, że trzeba – odpowiedziałam i bezceremonialnie minęłam go w progu. – Wstaw talerze, zaraz nakładam.
Nie protestował, więc poszłam do kuchni. Wtedy do pomieszczenia weszła Lena. Miała skrzyżowane ręce i uniesioną brew.
– Naprawdę to pani robi? – zapytała, patrząc na mnie z niedowierzaniem.
– Oczywiście – odparłam spokojnie, wykładając kotlety na talerz. – Nie mogłabym pozwolić, żeby mój syn żył na kanapkach.
Lena przyglądała mi się przez chwilę, po czym jej usta wygięły się w lekkim uśmiechu.
– Ale skoro już pani przyszła, chętnie spróbuję pani schabowego.
Miałam jej dość
Poczułam, jak gotuje się we mnie krew.
– To obiad dla Michała – zaznaczyłam ostro.
Lena roześmiała się.
– Aha, rozumiem. Więc teraz będziemy dzielić na dwa gospodarstwa? Ja mam jeść, co sama zrobię, a Michał będzie miał własne jedzenie od mamusi?
Michał, który dotąd milczał, nagle podniósł głowę.
– Lena, proszę…
– Nie, Michał – przerwała mu. – Chcę wiedzieć, na czym stoję. Bo jeśli twoja mama będzie codziennie tu wpadać z domowym cateringiem, to może od razu ustalmy, że nie jestem ci w niczym potrzebna.
Spojrzałam na nią z niedowierzaniem.
– Naprawdę uważasz, że gotowanie obiadu to cała rola żony?
Zapanowała niezręczna cisza. Michał wyglądał na zmęczonego, a ja czułam, że nie wygrałam tej rundy. Nie teraz. Ale wiedziałam jedno – nie odpuszczę.
– Będę tu przychodzić tak długo, jak uznam to za stosowne – oznajmiłam w końcu i podsunęłam Michałowi talerz. – Jedz, synku.
Michał westchnął i bez słowa sięgnął po widelec. Ale Lena patrzyła na mnie jak na wroga. I czułam, że to jeszcze nie koniec.
Postawiła mi się
Przychodziłam z obiadem przez kilka dni. Michał jadł, choć widziałam, że czuł się niezręcznie. Lena natomiast najpierw ostentacyjnie ignorowała moje wizyty, potem zaczęła znikać z domu przed moim przyjściem. Aż w końcu postanowiła działać.
Któregoś dnia, gdy zjawiłam się z kolejną porcją jedzenia, drzwi otworzyła mi Lena. Stała w progu z rękami na biodrach i wyraźnie na mnie czekała.
– Nie ma Michała – oznajmiła sucho.
Spojrzałam na nią zaskoczona.
– To gdzie jest?
– Wyszedł. Do pracy, do znajomych, nie wiem. Po prostu nie ma go w domu – powiedziała, podkreślając ostatnie słowa.
Przyjrzałam się jej uważnie.
– Co chcesz przez to powiedzieć?
Westchnęła teatralnie, jakby rozmawiała z kimś wyjątkowo opornym.
– To, że koniec z dostawami obiadów. Ma pani klucze do jego mieszkania? Nie. Więc jak Michała nie ma, to pani nie ma tu czego szukać.
Nie wierzyłam własnym uszom.
– Naprawdę będziesz decydować, czy mogę odwiedzić własnego syna?
Wyrzuciła mnie
Lena uśmiechnęła się lekko, ale w jej oczach nie było ani grama sympatii.
– Tak, jeśli te wizyty służą wyłącznie podważaniu mojego miejsca w tym domu.
Poczułam, jak narasta we mnie złość.
– Ty nawet nie dbasz o Michała! Jak można pozwolić, żeby mężczyzna po całym dniu pracy żywił się kanapkami?
– A Michał to niemowlak? Nie potrafi wziąć garnka i ugotować makaronu? – odparowała ostro.
– Nie o to chodzi – syknęłam. – W małżeństwie ludzie się wspierają. Ja przez lata dbałam o męża i syna, bo na tym polega rodzina!
– Nie, na tym polegało pani małżeństwo – powiedziała spokojnie. – Moje jest inne.
Przez chwilę nie wiedziałam, co powiedzieć.
– A Michał? Co on na to?
Lena wzruszyła ramionami.
– Powiedział, że nie chce, żeby się pani wtrącała. Że mnie kocha i że to my ustalamy zasady w naszym domu.
Poczułam, jak robi mi się słabo.
– Michał tak powiedział?
– Tak. Więc proszę nie przychodzić tu więcej.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, drzwi zatrzasnęły mi się przed nosem. Stałam przez chwilę, ściskając w dłoniach torbę z obiadem. Mój własny syn przedkładał swoją żonę nade mnie.
Nie poddam się
Wracałam do domu z uczuciem porażki. Torba z obiadem była nadal ciepła, a ja czułam się tak, jakbym została z niczym. Słowa Leny dźwięczały mi w głowie. Czy to naprawdę możliwe, że Michał tak powiedział? Mój syn, który przez całe życie wiedział, że może na mnie liczyć?
Przez chwilę w mojej głowie pojawiła się niepokojąca myśl. Może faktycznie powinnam się odsunąć? Może Lena miała rację, a ja nie dostrzegałam, że przesadzam?
Ale zaraz potem poczułam ukłucie buntu. Nie. To nie ja zrobiłam coś złego. To Lena próbuje odciąć mnie od syna. Ona chce, żebyśmy się od siebie oddalili. Dlaczego? Bo czuje, że nie jest wystarczająco dobrą żoną. Bo wie, że nie dorasta do tego, co ja robiłam przez całe lata.
Nie mogłam pozwolić, żeby tak się stało. Jeśli Michał nie chce moich obiadów, znajdę inny sposób, by mu pokazać, że Lena nie jest dla niego odpowiednią kobietą.
Może jeszcze nie rozumie, jak bardzo się myli. Ale prędzej czy później to dostrzeże.
Danuta, 65 lat
Czytaj także:
„Wszystko zaczęło się tamtej wiosny. Gdybym wtedy wiedziała, co mnie czeka, odwróciłabym się na pięcie i odeszła”
„Żona rozkwitała na wiosnę jak tulipany, ale nie dla mnie. Zdradził ją zapach jaśminowych perfum i nowa sukienka”
„Zrobiłam coś głupiego, bo mąż skąpił pieniędzy na wakacje. Jaką miał minę? Po prostu bezcenną”