Reklama

Z zewnątrz moje życie wyglądało jak katalogowa ilustracja: dom pod miastem, stabilność finansowa, mąż z dobrą pracą. Tylko że w środku coraz częściej panowała cisza, która bolała bardziej niż krzyk. Jakub bywał w domu rzadziej niż kurier, a nasze rozmowy ograniczały się do krótkich komunikatów. Zaczęłam się zastanawiać, czy to ja przestałam być dla niego ważna, czy on już dawno przestał być dla mnie obecny.

Zrobił mi niespodziankę

Tamtego dnia byłam spokojna. Jakub miał wrócić dopiero następnego wieczoru, więc pozwoliłam sobie na rozciągnięty poranek i niespieszne porządki. W łazience od tygodnia ciekła woda spod umywalki, więc wreszcie zadzwoniłam do Darka. Znał już nasz dom lepiej niż niektórzy znajomi – od miesięcy pojawiał się przy każdej drobnej usterce.

– Znowu coś przecieka? – zapytał z uśmiechem, kiedy wszedł do środka.

– Jakby chciało zwrócić na siebie uwagę – odpowiedziałam lekko. – Może dom też ma dość ciszy.

Spojrzał na mnie uważniej, ale nic nie skomentował. Pracował sprawnie, a ja krzątałam się obok, robiąc kawę. Został chwilę dłużej, niż wymagała naprawa. Usiedliśmy przy stole w kuchni.

Mąż znowu w delegacji? – zapytał niby od niechcenia.

– Tak. Wraca jutro – odpowiedziałam, mieszając łyżeczką w kubku. – Albo pojutrze. Właściwie już sama nie wiem.

Darek skinął głową. Opowiadał o swojej córce, o tym, że też nie lubi wracać do pustego mieszkania. Słuchałam go z uwagą, której dawno nie poświęcałam nikomu. Kiedy podawał mi kubek, nasze dłonie zetknęły się na ułamek sekundy. Nie cofnęłam ręki od razu.

Nagle drzwi wejściowe otworzyły się z hukiem. Zamarłam. W progu stał Jakub z torbą przewieszoną przez ramię. Nie powinno go tu być. Jego wzrok przesunął się od mojej twarzy do Darka, potem na dwa kubki na stole.

Co tu się dzieje? – zapytał cicho, ale w tym pytaniu było więcej napięcia niż w krzyku.

Darek wstał pierwszy.

– Dzień dobry. Kończę naprawę w łazience – powiedział spokojnie i wskazał na skrzynkę z narzędziami.

Jakub nie odpowiedział. Patrzył na mnie.

Miałeś wrócić jutro – odezwałam się w końcu.

– Postanowiłem przyjechać wcześniej – odparł chłodno. – Widzę, że może przeszkodziłem.

Poczułam, jak twarz zaczyna mnie palić. Podeszłam do szafki, wyjęłam fakturę.

– Darek naprawiał umywalkę. To wszystko.

Jakub nawet nie spojrzał na kartkę.

– Jasne. Umywalkę – powtórzył z ironią.

Darek chrząknął.

– Jeśli wszystko działa, będę się zbierał.

– Proszę bardzo – rzucił Jakub bez patrzenia na niego.

Drzwi zamknęły się za hydraulikiem, a w domu zapadła ciężka cisza. Jakub odłożył torbę i powoli przeszedł do kuchni. Oparł dłonie o blat.

Od dawna to trwa? – zapytał.

– Co trwa? – uniosłam głos. – Naprawy instalacji?

Nie udawaj – syknął.

Jego reakcja była gwałtowna, przesadna. Zbyt szybka, jakby scenariusz miał gotowy w głowie. Wpatrywał się we mnie z taką podejrzliwością, jakby przyłapał mnie na czymś oczywistym.

To tylko hydraulik – powiedziałam twardo. – A ty zachowujesz się tak, jakbyś czekał na okazję, żeby mnie o coś oskarżyć.

Nie odpowiedział od razu. Zamiast tego wyjął telefon i położył go ekranem do dołu na stole. Ten drobny gest, którego wcześniej bym nie zauważyła, teraz wydał mi się znaczący. W jego oczach było coś więcej niż zazdrość. Jakby strach. Przed czym? Stałam naprzeciw niego i po raz pierwszy pomyślałam, że ten powrót wcale nie był przypadkowy.

Więcej go nie było, niż był

Kiedy emocje po jego niespodziewanym powrocie trochę opadły, w mojej głowie zaczęły przewijać się obrazy z ostatnich miesięcy. Drobne sytuacje, które wtedy spychałam na bok, teraz układały się w niepokojącą całość. Delegacje Jakuba wydłużały się stopniowo. Najpierw o dzień, potem o dwa.

Klient zmienił harmonogram – tłumaczył przez telefon. – Muszę zostać do piątku.

– A mieliśmy jechać do moich rodziców – przypominałam.

– Przełóżmy. To ważne.

Zawsze było coś ważnego. Projekt, spotkanie, kolacja służbowa. Kiedy wracał, przywoził drobne upominki, jakby chciał nimi zasłonić swoją nieobecność. Stawiał torbę w przedpokoju i od razu zaglądał do telefonu.

Możesz go odłożyć na chwilę? – zapytałam kiedyś, kiedy siedzieliśmy przy kolacji.

– Czekam na wiadomość z pracy – odpowiedział, nawet na mnie nie patrząc.

Zaczęłam zauważać szczegóły. Nowy zapach, inny niż dotąd. Większa dbałość o koszule, które wcześniej nie traktował z taką uwagą. Uśmiech, który pojawiał się nagle, kiedy ekran telefonu rozświetlał się w jego dłoni. Nie miałam dowodów. Miałam przeczucie. A z przeczuciami trudno się konfrontować.

W tym samym czasie Darek bywał u nas coraz częściej. Najpierw rzeczywiście były usterki – cieknący kran, zapowietrzony grzejnik, nieszczelny zawór w ogrodzie. Potem zaczęłam dostrzegać drobiazgi, które wcześniej bym zignorowała.

Może da się to poprawić? – pytałam, wskazując na coś, co nie wymagało pilnej interwencji.

Nie protestował. Przyjeżdżał, zdejmował kurtkę, rozkładał narzędzia. A ja parzyłam kawę.

– Wie pani, że nie musi pani za każdym razem stać obok? – zaśmiał się kiedyś.

– Lubię towarzystwo – odpowiedziałam szybko.

Rozmowy stawały się coraz dłuższe. Opowiadał o swojej córce, o tym, jak trudno jest dzielić czas między pracę a życie prywatne. Ja mówiłam o ciszy w domu, o kolacjach jedzonych w pojedynkę.

A próbowała pani z nim porozmawiać? – zapytał pewnego razu.

– Codziennie próbuję – westchnęłam. – Tylko jak rozmawiać z kimś, kto ciągle jest gdzie indziej?

To nie był nagły wybuch uczucia. Raczej powolne przesuwanie granic. Najpierw żart, potem dłuższe spojrzenie. Kiedy podawał mi kubek, nasze palce musnęły się i przez chwilę żadne z nas nie cofnęło ręki. Wróciłam wtedy do kuchni i oparłam się o blat, próbując uspokoić oddech. Wmawiałam sobie, że to nic. Że potrzebuję tylko rozmowy, zwykłej uwagi.

Jednocześnie coraz częściej przyłapywałam Jakuba na tym, że chował telefon, gdy wchodziłam do pokoju.

Dlaczego jesteś taka podejrzliwa? – zapytał któregoś wieczoru.

– Bo mam wrażenie, że coś przede mną ukrywasz – odpowiedziałam.

Wymyślasz problemy – uciął.

Może rzeczywiście wymyślałam. Może chciałam znaleźć usprawiedliwienie dla własnej słabości. Prawda była taka, że czułam się zauważona dopiero wtedy, gdy Darek patrzył na mnie z uważnością. Granica została przekroczona nie w jednym momencie, lecz w wielu małych. W uśmiechu zatrzymanym o sekundę za długo. W ciszy, która między nami nie była już krępująca, tylko gęsta od niewypowiedzianych myśli. Kiedy Jakub tamtego dnia stanął w drzwiach, zobaczył nie tylko hydraulika przy stole. Zobaczył efekt miesięcy milczenia, które oboje ignorowaliśmy.

To ja zostałam oskarżona

Kiedy drzwi zamknęły się za Darkiem, Jakub długo stał w kuchni, jakby próbował oswoić przestrzeń, która nagle przestała być jego. Zdjął marynarkę, położył ją starannie na oparciu krzesła, choć w jego ruchach było napięcie.

– Od kiedy on tu przychodzi tak często? – zapytał w końcu.

– Od kiedy w domu coś się psuje – odpowiedziałam. – A psuje się częściej, niż myślisz.

– Nie rób ze mnie głupca.

Podszedł bliżej. Nie podniósł głosu, ale każde słowo było ostre.

– Widziałem, jak na niego patrzyłaś.

– A jak miałam patrzeć? To człowiek, nie ściana.

– Aneta, proszę cię. Myślisz, że nie widzę, co się dzieje?

Zaśmiałam się krótko, bardziej z bezsilności niż z rozbawienia.

A co się dzieje, Kuba? Bo ja od miesięcy próbuję to zrozumieć.

Odwrócił wzrok. To był drobny gest, ale zauważyłam go od razu. Kiedyś potrafił patrzeć mi w oczy bez wahania. Teraz jakby bał się, że coś w nich zobaczy.

Zdradzasz mnie? – zapytał nagle.

To słowo zawisło między nami ciężko.

A ty mnie? – odpowiedziałam pytaniem bez namysłu.

Zamilkł. W jego twarzy coś drgnęło. Jakby nie spodziewał się, że odbiję piłeczkę.

– O czym ty mówisz?

– O delegacjach, które nagle się wydłużają. O wiadomościach, które kasujesz. O zapachu, który nie jest mój. Mam wymieniać dalej?

Przez chwilę patrzył na mnie w milczeniu. Potem przeszedł do salonu, jakby potrzebował przestrzeni. Poszłam za nim.

To absurd – powiedział w końcu. – Szukasz usprawiedliwienia.

– Usprawiedliwienia dla czego? – zapytałam. – Dla tego, że ktoś wreszcie mnie słucha?

Zatrzymał się gwałtownie.

– Czyli się przyznajesz.

– Przyznaję, że czuję się samotna. Że od miesięcy nie mam z kim porozmawiać. Że kiedy wracasz, jesteś tylko ciałem w domu, a nie mężem.

– To nie powód, żeby sprowadzać obcych mężczyzn do naszego domu.

On nie jest obcy – wyrwało mi się.

Jakub spojrzał na mnie tak, jakby właśnie usłyszał najgorsze potwierdzenie. Wtedy zrozumiałam, że nie kłócimy się o Darka. Kłócimy się o coś, co runęło dużo wcześniej.

– Dlaczego reagujesz tak, jakbyś sam miał coś do ukrycia? – zapytałam cicho.

Zacisnął szczękę.

– Bo nie poznaję własnej żony.

– A ja nie poznaję własnego męża – odpowiedziałam.

Cisza była gęsta. Słyszałam tykanie zegara w przedpokoju. Jakub usiadł na kanapie i schował twarz w dłoniach. Ten widok mnie zaskoczył. Zawsze był pewny siebie, zdecydowany.

To nie jest takie proste – powiedział w końcu.

– Co nie jest proste?

Nie odpowiedział od razu. Widziałam w nim walkę. Jakby każde słowo ważyło za dużo.

– Myślisz, że to wszystko moja wina? – zapytał.

– Myślę, że oboje od dawna udajemy – odparłam.

Po raz pierwszy od miesięcy mówiliśmy do siebie bez filtrów. Bez uprzejmych formułek. Bez udawania, że wszystko jest w porządku. Patrzyłam na niego i miałam wrażenie, że stoję przed lustrem. Oboje zmęczeni. Oboje z pretensjami. Oboje gotowi oskarżać, byle nie przyznać się do własnej słabości.

– Jeśli coś przede mną ukrywasz, powiedz to teraz – powiedziałam cicho. – Bo ja już nie mam siły domyślać się reszty.

Uniósł głowę. W jego oczach zobaczyłam strach. Nie o mnie. O siebie.

Moje podejrzenia się sprawdziły

Jakub długo milczał. Siedział naprzeciw mnie, jakby ważył każde słowo, które miało paść. W końcu wstał, podszedł do okna i oparł dłonie o parapet.

– To zaczęło się pół roku temu – powiedział cicho.

Nie zapytałam „co”. Już wiedziałam.

– Na jednej z delegacji… poznałem kogoś – zawahał się. – Miało być przelotne. Spotkania po pracy, rozmowy. Nic zobowiązującego.

Poczułam, jak coś we mnie się zamyka, ale nie było w tym zaskoczenia. Raczej potwierdzenie. Odwrócił się w moją stronę. Nie było w nim już oskarżycielskiej pewności. Był człowiek przyłapany na własnej słabości.

Dlatego tak zareagowałeś? – zapytałam. – Bo skoro ty potrafiłeś zdradzać, to ja na pewno też?

Nie zaprzeczył.

Bałem się, że to zobaczę – przyznał. – Że wrócę i zastanę dokładnie to, co sam robiłem gdzie indziej.

Usiadłam naprzeciwko niego. Czułam dziwną mieszaninę gniewu i ulgi.

– Myślałam, że wariuję – powiedziałam spokojnie. – Że wymyślam sobie te wszystkie sygnały. A ty po prostu przenosiłeś swoją winę na mnie.

– Nie planowałem tego – bronił się słabo. – Czułem się… niewidzialny. Ciągle wymagania, presja, dom, w którym tylko rozmawialiśmy o obowiązkach.

– A ja? – przerwałam mu. – Ja czułam się jak mebel. Czekałam na twoje telefony. Na jakikolwiek znak, że jeszcze mnie widzisz.

Zamilkł. Wtedy zrozumiałam, że jeśli mamy być uczciwi, to do końca.

– Z Darkiem to nie było zupełnie nic – powiedziałam. – To nie była tylko kawa. Ale nic się między nami nie wydarzyło.

Nie podniosłam głosu. Nie tłumaczyłam się. Po prostu stwierdziłam fakt. Jakub zamknął oczy.

– Czyli oboje… – zaczął.

– Oboje szukaliśmy gdzie indziej tego, czego nie potrafiliśmy sobie dać.

W pokoju zrobiło się duszno, choć okno było uchylone. Stało się coś, czego przez miesiące unikaliśmy – prawda wyszła na wierzch i nie było już gdzie jej schować.

– Myślisz, że to da się jeszcze naprawić? – zapytał po chwili.

Zastanowiłam się. Nie czułam już histerii ani potrzeby walki. Była we mnie trzeźwość, może nawet chłód.

– Nie wiem – odpowiedziałam szczerze. – Ale nie chcę dalej żyć w kłamstwie.

Spojrzeliśmy na siebie jak dwoje obcych ludzi, którzy przypadkiem znaleźli się pod jednym dachem. Każde z nas miało swoją wersję samotności. Każde swoje usprawiedliwienia. Najbardziej bolało to, że kiedyś byliśmy po tej samej stronie.

– Byłem hipokrytą – powiedział w końcu Jakub. – Oskarżałem cię o coś, co sam robiłem.

– A ja zamiast walczyć o nas, pozwoliłam sobie odejść kawałek po kawałku – przyznałam.

Nie było krzyków. Nie było dramatycznych gestów. Była cisza, która tym razem nie była pusta, tylko pełna świadomości. Oboje wiedzieliśmy, że stoimy na granicy. I że od tej decyzji nie będzie już odwrotu.

Przestałam go obwiniać

Przez kolejne dni mijaliśmy się w domu jak współlokatorzy. Jakub spał w gabinecie, ja w sypialni. Rozmawialiśmy tylko o sprawach praktycznych – rachunkach, zakupach, terminach. Najgorsze było to, że w tej ciszy nie było już napięcia. Było zmęczenie.

Któregoś wieczoru usiedliśmy naprzeciw siebie przy kuchennym stole. Bez pretensji. Bez podniesionych głosów.

Spotkałem się z nią wczoraj, żeby to zakończyć – powiedział Jakub spokojnie. – Nie chcę żyć w dwóch rzeczywistościach.

Skinęłam głową.

– Ja też powiedziałam Darkowi, że nie może już przyjeżdżać. Znajdę innego fachowca.

Zabolało mnie to bardziej, niż się spodziewałam. Darek był dla mnie ucieczką, plasterkiem na poczucie odrzucenia. Ale wiedziałam, że jeśli mam odzyskać siebie, nie mogę opierać się na kimś trzecim.

– I co teraz? – zapytał Jakub.

Długo patrzyłam na blat stołu, przesuwając palcem po niewidocznej rysie w drewnie.

– Teraz musimy zdecydować, czy chcemy być ze sobą naprawdę, czy tylko z przyzwyczajenia – odpowiedziałam.

To nie była już rozmowa o winie. Raczej o odpowiedzialności. Zaproponowałam, żebyśmy spróbowali terapii małżeńskiej. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej uznałby to za porażkę. Tym razem nie zaprotestował.

Jeśli mamy coś odbudować, to od zera – powiedział. – Bez udawania, że nic się nie stało.

Zrozumiałam wtedy, że zdrada nie zaczęła się od drugiej osoby. Zaczęła się od obojętności. Od braku pytań. Od milczenia, które rosło między nami jak mur.

Minęły miesiące. Nie było spektakularnych gestów ani wielkich deklaracji. Była codzienna praca. Wspólne kolacje bez telefonów. Spacery, podczas których naprawdę słuchaliśmy swoich odpowiedzi. Niewielkie, ale szczere próby odbudowy zaufania.

Nie wróciliśmy do tego, kim byliśmy kiedyś. Tamtych ludzi już nie było. Ale zaczęliśmy poznawać siebie na nowo – z wadami, z historią błędów, z pełną świadomością, że potrafimy się pogubić.

Czasem wciąż myślę o tym dniu, gdy Jakub stanął w progu i spojrzał na mnie z oskarżeniem. Wtedy wydawało mi się, że to koniec. Dziś wiem, że to był moment, w którym po raz pierwszy zobaczyliśmy prawdę. Największą zdradą nie był romans. Było nią to, że przestaliśmy być dla siebie ważni. Kiedy to zrozumieliśmy, mogliśmy zdecydować, czy chcemy odejść, czy zostać i spróbować jeszcze raz. Zostaliśmy. Nie dlatego, że było łatwo. Zostaliśmy, bo po raz pierwszy od dawna oboje tego chcieliśmy.

Aneta, 34 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama