„Mój mąż traktuje moją mamę jak intruza. To, co zrobił w Dzień Babci, kompletnie mnie zszokowało”
„Na początku udawałam, że nic się nie dzieje. Tłumaczyłam, racjonalizowałam, łagodziłam. Potem próbowałam rozmawiać, aż w końcu miałam ochotę po prostu wyjść z domu i nigdy nie wrócić. Nie sądziłam jednak, że sytuacja osiągnie apogeum w Dzień Babci”.

- Redakcja
Nie sądziłam, że kiedyś znajdę się w sytuacji, w której będę musiała wybierać między mężem a własną matką. Zawsze wydawało mi się, że rodzina to fundament, że bliscy powinni się wspierać, a nie ze sobą rywalizować. Tymczasem przez ostatni rok mój dom przypominał bardziej pole minowe niż miejsce, w którym można swobodnie odetchnąć. Coś wisiało w powietrzu. Niewypowiedziane pretensje, złośliwe komentarze rzucane niby przypadkiem. I w tym wszystkim ja – próbująca pogodzić ogień z wodą, lojalność z miłością, rozsądek z emocjami.
Na początku udawałam, że nic się nie dzieje. Tłumaczyłam, racjonalizowałam, łagodziłam. Potem próbowałam rozmawiać, aż w końcu miałam ochotę po prostu wyjść z domu i nigdy nie wrócić. Nie sądziłam jednak, że sytuacja osiągnie apogeum w Dzień Babci. To, co wtedy zrobił mój mąż, zaskoczyło mnie tak bardzo, że przez dłuższą chwilę po prostu siedziałam w miejscu, niezdolna do reakcji. A potem... potem już nie było odwrotu.
Robił mi wyrzuty
– Jak długo ona zamierza z nami mieszkać? – zapytał Michał, gdy tylko zamknęły się drzwi za moją mamą, wychodzącą do apteki.
Stałam przy kuchni, obierając ziemniaki. Nie spojrzałam na niego.
– Przecież ci mówiłam. Tylko dopóki nie dojdzie do siebie po operacji. Kilka tygodni. Może miesiąc.
– Tydzień temu mówiłaś „tydzień, góra dwa”. Teraz już miesiąc? Ciekawe, co będzie za tydzień – westchnął, opierając się o framugę. – I znowu ta babcina zupa z pietruszką. Ile można?
– Serio? Sam mówiłeś, że tęsknisz za domowym jedzeniem, a teraz ci nie pasuje?
– A poza tym... czuję się jak intruz we własnym domu. Nawet na kanapie nie mogę się położyć, bo mama twoja rozkłada swój pledzik i gazetki.
– To moja mama! Nie poradzi sobie sama z wchodzeniem po schodach.
– Przesadzasz. Wczoraj widziałem, jak w podskokach szła do lodówki.
– Bo nie chciała, żebyś się czepiał, że znowu coś potrzebuje. Może byś się trochę wysilił i był... nie wiem, bardziej ludzki?
Michał pokręcił głową.
– Gdybym wiedział, że po ślubie zamieszkam z teściową, to bym zaprosił jeszcze swoją ciotkę z kotem. Byłoby weselej.
Odłożyłam nóż i spojrzałam mu prosto w oczy.
– To przejściowe. Tyle chyba możesz znieść?
Przez moment milczał. Potem rzucił tylko:
– Mam nadzieję, że to naprawdę tylko „chwila”.
Czułam się jak dziecko
Weszłam do salonu z miską sałatki i od razu wyczułam, że coś jest nie tak. Mama siedziała sztywno na fotelu, jakby zaraz miała uciec. Michał stał przy oknie, z rękami skrzyżowanymi na piersi, i gapił się na ulicę, jakby tam właśnie rozgrywało się coś ciekawszego niż kolacja z rodziną. Nasza mała córeczka siedziała na podłodze i bawiła się klockami.
– Co się stało? – zapytałam, stawiając miskę na stole.
– Nic – odpowiedzieli jednocześnie.
– Mamo?
– Zapytaj męża – rzuciła z goryczą.
Michał wzruszył ramionami.
– Poprosiłem, żeby nie wkładała metalowej miski do mikrofalówki.
– O Boże... – złapałam się za głowę. – Mamo, przecież mówiłam ci...
– No przepraszam! Skąd mogłam wiedzieć, że nie można! – obruszyła się.
– A jakby spaliła się instalacja? – burknął Michał. – Może od razu wystawmy telewizor na deszcz, skoro tak lubimy ryzyko?
– Może sam się wystawisz na balkon – odparła słodko mama, zerkając na mnie z ironią. – Trochę świeżego powietrza by ci zrobiło dobrze.
– Mamo...
– Już się nauczyłem, że tu każde słowo przeciwko królowej matce to zbrodnia – warknął Michał.
– Przestań – powiedziałam cicho.
Zapanowała cisza. Niepokojąca, ciężka cisza. A ja znów czułam się jak dziecko.
Próbowałam go zmienić
– Pamiętasz, że jutro Dzień Babci? Lenka narysowała babci laurkę – zapytałam wieczorem, gdy Michał szorował kuchenny blat.
– No i?
– I... może byś się uśmiechnął, dał mamie kwiatka, powiedział coś miłego? To tylko jeden dzień w roku.
– Jeden dzień za dużo – mruknął, nie przerywając szorowania. – Wiesz, ile razy w życiu obchodziłem Dzień Babci?
– Zero?
– Zgadłaś. Bo moja babcia mieszkała trzysta kilometrów od nas i nigdy nie miałem okazji. Więc wybacz, ale nie jestem mistrzem składania życzeń.
– Nie chodzi o mistrzostwo. Chodzi o gest. Niech Lenka widzi, że gramy w jednej drużynie.
– A co twoja mama zrobiła, żeby na ten gest zasłużyć? – odwrócił się do mnie i wytarł ręce w ścierkę. – Oprócz zatruwania mi życia od sześciu tygodni?
– Michał...
– Przecież to nie jest nawet Dzień Matki. To babcia.
– Lena ma siedem lat. Sama nic nie kupi.
– To kup jej coś ode mnie.
– Przesadzasz.
– Owszem. Tak jak ona, kiedy wczoraj kazała mi przestawić auto, bo jej „zabiera światło w kuchni”.
– Bo faktycznie tak było!
– Oczywiście. Światło, feng shui, karma, co jeszcze?
– Proszę cię. Tylko ten jeden dzień. Naprawdę.
Spojrzał na mnie.
– Dobra. Tylko nie oczekuj cudów.
W środku aż się gotowałam
Dzień Babci zapowiadał się spokojnie. Lena od rana była podekscytowana – przygotowała babci laurkę z serduszkami i brokatem. Dałam jej też czekoladki, które miała wręczyć w prezencie. Mama siedziała przy stole i udawała, że nie wie, o co chodzi, choć jej spojrzenie śledziło każdy ruch wnuczki z rozczuleniem. A Michał… Michał milczał.
– Tatusiu, dasz babci prezent? – zapytała Lenka, podbiegając do niego z paczką.
– Nie, skarbie. Ty daj – odpowiedział, nawet nie podnosząc wzroku znad telefonu.
– A nie powiesz „wszystkiego najlepszego”? – drążyła.
– Sama jej powiedz – mruknął. – To twój prezent.
Spojrzałam na niego ostro.
– Musisz tak?
Wzruszył ramionami.
– Przecież się umówiliśmy.
– Mieliśmy się nie kłócić. A nie zamieniać w słup soli!
Mama wstała, wzięła od Lenki laurkę.
– Dziękuję, jest przepiękna. A czekoladki na pewno są pyszne – uśmiechnęła się z wdzięcznością. – Chociaż pewnie lepiej by smakowały, gdyby wszyscy byli dla siebie mili.
– No to możesz ich nie jeść – odparł bez emocji, nie odrywając wzroku od ekranu.
Lena spojrzała na mnie zdezorientowana.
– Mamo, czemu tata tak powiedział?
Zrobiło się niezręcznie. Nawet łyżka w mojej ręce zastygła w powietrzu.
– Bo tata ma dziś zły dzień, kochanie. Każdy czasem tak ma – odpowiedziałam, choć w środku aż się gotowałam.
Mama pokręciła głową.
– Nie martw się, Lenko. Babcia już się przyzwyczaiła.
A mnie ogarnęło poczucie wstydu. Nie za mamę. Nie za siebie. Za niego.
Zaskoczył mnie
Popołudnie minęło w gęstej ciszy. Mama poszła się zdrzemnąć, Lena układała puzzle, a Michał zaszył się w garażu. Zniknął tam na trzy godziny, nie mówiąc ani słowa. W końcu wyszedł – w kurtce, z kluczami w dłoni.
– Gdzie idziesz? – zapytałam z kuchni.
– Na chwilę. Przewietrzyć się.
– Przewietrzyć się? O tej porze?
– Mieliśmy się nie kłócić – rzucił i zanim zdążyłam zaprotestować, trzasnęły drzwi.
Mama wychyliła się z pokoju.
– Poszedł?
– Poszedł.
– Podziwiam cię, że to znosisz. Ja też kiedyś byłam cicho, bo twojego ojca bałam się bardziej niż hałasu w domu. Tylko że teraz... – pokręciła głową. – Taka cisza potrafi zniszczyć człowieka od środka.
Usiadłam ciężko na krześle.
– Już nie wiem, kto ma więcej racji. Michał ma swoje wady, ale on serio się stara, tylko... Od kiedy tu jesteś, nie wiem po czyjej stronie mam stanąć.
– Nie musisz być po żadnej – powiedziała cicho mama. – Wystarczy, że będziesz po swojej. Bo jak się w tym pogubisz, to nikt cię z tego nie wyciągnie.
W tej chwili zadzwonił dzwonek do drzwi.
– Michał? – zdziwiłam się.
Za drzwiami stał kurier.
– Dla pani Danuty – powiedział, wręczając wielki bukiet róż i kopertę.
Mama odczytała bilecik na głos:
„Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Babci. Przepraszam, że nie umiem być lepszy. Michał”.
Mama otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia.
– Nie wierzę. Myślałam, że on mnie nienawidzi.
A ja poczułam w gardle coś dziwnego. Wzruszenie. A może... nadzieję?
Zaskoczył mnie
Wieczorem Michał wrócił bez słowa. Przeszedł przez przedpokój i już miał zniknąć na schodach, gdy mama powiedziała:
– Dziękuję za kwiaty. Naprawdę piękne.
Michał stanął. Popatrzył na nią przez dłuższą chwilę.
– Chciałem tylko powiedzieć, że... nie jestem dobry w takie rzeczy. W bycie miłym, gdy czuję się... jak obcy.
– To może spróbuj się poczuć jak domownik – odparła. – Bo póki się zamykasz w sobie, nikt cię nie zaprosi do stołu.
– Nie wiem, czy potrafię – przyznał.
Wyszłam z kuchni i dołączyłam do nich.
– To spróbuj. Razem z nami. Nikt nie mówi, że będzie idealnie.
Michał westchnął i usiadł na schodku.
– Wiesz, myślałem, że jak się pobierzemy, to w końcu będę miał spokój. Taki dom, w którym nic nie trzaska, nikt się nie wtrąca, nikt nie ocenia. A teraz znowu czuję się, jakbym miał tłumaczyć się z każdego oddechu.
Mama lekko się uśmiechnęła.
– To może, zamiast się tłumaczyć, po prostu oddychaj. A ja obiecuję poprawę.
Zapadła chwila ciszy. Tym razem lżejsza. Lena wbiegła do salonu i powiedziała:
– Czyli teraz już się lubicie?
Michał spojrzał na mnie i uśmiechnął się z lekkim skrzywieniem.
– Pracujemy nad tym, mała. Pracujemy.
Malwina, 35 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Wnuczka przyszła w Dzień Babci tylko po to, by wybadać, ile mam kasy. Od zawsze była łasa na pieniądze”
- „Jestem krawcową, więc uszyłam córce sukienkę na studniówkę. Nie miałam pojęcia, że się mnie wstydzi”
- „Wiedziałam, że córka nie powinna iść na studniówkę z tym chłopakiem. Wszystko to, co się stało, to moja wina”

