„Mój mąż się ucieszył, gdy powiedziałam mu, że jestem w ciąży. Na szczęście wcale nie dopytywał, kto jest ojcem”
„Usiadłam na brzegu łóżka, patrząc w okno, jakby odpowiedź miała spaść z nieba. W środku czułam ucisk. Wiedziałam, że muszę powiedzieć Darkowi, ale nie miałam pojęcia, jak to zrobić. Nie umiałam sobie nawet wyobrazić, co powinnam czuć”.

Darek długo udawał, że nie cierpi. Że wystarczy mu to, co mamy – wspólne śniadania, ciche wieczory, bezpieczna codzienność. Mówił, że niczego więcej nie potrzebuje. Że mnie kocha i to jest dla niego wszystko. Ja nie umiałam tak do końca w to uwierzyć.
Za każdym razem, kiedy test ciążowy pokazywał jedną kreskę, udawałam, że nic się nie stało. Potem zamykałam się w łazience i płakałam po cichu, żeby nie słyszał. Z czasem zaczęłam się łamać. Coraz trudniej było mi znosić te pytania na rodzinnych spotkaniach, spojrzenia koleżanek z pracy, które już dawno miały dzieci w szkole. Zaczęłam się czuć niepełna. Jakby coś we mnie nie działało. Jakbym zawiodła nie tylko siebie, ale i jego.
Wtedy pojawił się ktoś, kto nie zadawał pytań, nie wpatrywał się z troską, nie próbował mnie pocieszać. Przy nim na chwilę przestałam być kobietą, która czegoś nie potrafi. Stało się. Jedna noc. Jedna decyzja, której nie dało się już cofnąć. A później... pozytywny test. Wiedziałam, że to nie dziecko Darka. Mimo to, kiedy powiedziałam mu, że jestem w ciąży, przytulił mnie tak mocno, jak jeszcze nigdy wcześniej. Na szczęście nie zapytał, kto jest ojcem.
To było jak sen
Nie planowałam tego wyjścia. Nie miałam makijażu, włosy związałam w niedbały kok, a i tak usłyszałam od koleżanki, że dawno nie wyglądałam tak promiennie. Wzięłam kieliszek wina, potem drugi. Przy trzecim czułam już, że coś we mnie puszcza – ten skurcz w żołądku, napięcie w barkach, oddech, który od miesięcy był płytki i ciężki.
On pojawił się znikąd. Zwyczajny, niepozorny. Podał mi płaszcz, bo zauważył, że zmarzłam, potem zapytał o muzykę, której słuchałam. Nie udawał kogoś, kim nie był. Nie znałam jego nazwiska, a on nie wiedział, że jestem mężatką. Nie poprawiłam go, kiedy pomyślał, że przyszłam sama.
Zatańczyliśmy. Tylko raz. Potem wyszłam z nim na papierosa, chociaż nie palę. To był moment. Deszcz zaczął kropić, on położył mi dłoń na plecach i coś we mnie się złamało. Zgodziłam się pojechać do niego. Nic nie było planowane, nic nie było przemyślane. Rano obudziłam się z bólem głowy i poczuciem, że przestałam być sobą.
Wróciłam do domu, zanim Darek zdążył wstać na poranne bieganie. Kiedy pocałował mnie w policzek i zapytał, czy dobrze spałam, miałam ochotę krzyczeć. Zamiast tego uśmiechnęłam się i przytaknęłam. Przez kilka dni żyłam jak w zawieszeniu. Myślałam, że to minie, że wystarczy zapomnieć. A potem spóźnił mi się okres.
Musiałam mu powiedzieć
Test zrobiłam o piątej rano, zanim Darek się obudził. Stałam w łazience, w jednej ręce trzymając szczoteczkę do zębów, w drugiej ten plastikowy patyczek, który miał zmienić wszystko. Minuty ciągnęły się jak godziny. Nie potrafiłam patrzeć w okienko, bałam się, że zobaczę to, co tak długo chciałam zobaczyć – tylko nie teraz, nie w takich okolicznościach.
Wreszcie pojawiły się dwie kreski. Wyraźne, jakby ktoś je narysował flamastrem. Nie było wątpliwości. Zamknęłam oczy i przez chwilę wydawało mi się, że zemdleję. Przeszło mi przez głowę, że może to pomyłka, może jakiś błąd fabryczny. Pojechałam do apteki po kolejne testy. Zrobiłam trzy, wszystkie pokazały to samo.
Usiadłam na brzegu łóżka, patrząc w okno, jakby odpowiedź miała spaść z nieba. W brzuchu czułam ścisk. Wiedziałam, że muszę powiedzieć Darkowi, ale nie miałam pojęcia, jak to zrobić. Nie umiałam sobie nawet wyobrazić, co powinnam czuć.
Darek obudził się późno, przeciągnął i uśmiechnął do mnie zaspanym wzrokiem.
– Wszystko w porządku? – zapytał. – Jakaś blada jesteś.
Nie odpowiedziałam od razu. W końcu wzięłam głęboki wdech i powiedziałam:
– Jestem w ciąży.
Zamarł na moment. Później na jego twarzy pojawiło się coś, czego nie widziałam od bardzo dawna – czysta, dziecięca radość.
– Naprawdę?! Boże, Edyta! – krzyknął, chwytając mnie za ręce.
Przytulił mnie, jakby trzymał cały świat w ramionach. Nie miałam odwagi powiedzieć mu prawdy.
Żyłam jak w transie
Z każdym dniem kłamstwo rosło, tak jak rosło we mnie dziecko. Darek chodził jak zaczarowany. Kupował mi pomarańcze, chociaż zawsze ich nie znosiłam, czytał w internecie o witaminach dla przyszłych matek, a wieczorami głaskał mnie po brzuchu, który jeszcze niczego nie zdradzał. Nie wiedział, że za każdym razem, gdy to robił, miałam ochotę uciec albo się rozpłakać. Albo jedno i drugie.
Mama powiedziała przez telefon, że „w końcu się udało”, a ja musiałam udawać, że też się cieszę. W pracy wszyscy gratulowali, a ja tylko kiwałam głową i zaciskałam zęby. W lustrze widziałam kobietę, której nie znałam. Twarz niby ta sama, ale spojrzenie inne. Zmęczone, niepewne, obce.
Nie umiałam spać. W nocy leżałam obok Darka i patrzyłam w sufit. Słyszałam jego spokojny oddech, czułam ciepło jego ciała. Myślałam o tym, co się stanie, jeśli kiedyś prawda wyjdzie na jaw. Jeśli to dziecko nie będzie do niego podobne. Jeśli zapyta, dlaczego…
Pewnego dnia złapałam się na tym, że zaczynam liczyć dni – co, jeśli wszystko się zgadza? Co, jeśli Darek nigdy się nie dowie? W kuchni zastałam go, jak siedział przy stole z kubkiem herbaty.
– Myślałaś już o imieniu? – zapytał z uśmiechem.
– Jeszcze nie – odpowiedziałam.
Nie mogłam przecież powiedzieć, że boję się dać temu dziecku imię. Wtedy to wszystko już będzie naprawdę.
Próbowałam się przyznać
Darek znów wrócił wcześniej z pracy. Ostatnio robił to coraz częściej. Mówił, że nie chce niczego przegapić, że wszystko się teraz zmienia i że musi być przy mnie. Kiedy widziałam, jak przynosi mi kubek z herbatą, głaska mnie po głowie i mówi, że teraz jestem najważniejsza, miałam ochotę krzyczeć, żeby przestał. Żeby nie był taki dobry. Z każdym jego gestem coraz trudniej było mi oddychać.
Zdarzało się, że patrzył mi w oczy dłużej niż zwykle.
– Co się dzieje? – zapytał pewnego wieczoru. – Od paru dni jesteś… inna.
Chciałam powiedzieć, że nic, że to hormony, że zmęczenie. Tylko że nie miałam siły. Usiadłam przy stole i przez chwilę patrzyłam w pustkę.
– Jestem po prostu przerażona – szepnęłam. – Że coś pójdzie nie tak. Że znowu się nie uda.
Nie skłamałam. Po prostu nie powiedziałam wszystkiego. Darek wstał i objął mnie mocno.
– Tym razem się uda. Czuję to, wiesz? To będzie nasze dziecko. Nasze szczęście.
Zamknęłam oczy, żeby nie musieć patrzeć mu w twarz. Poczułam, jak jego dłoń głaszcze mnie po plecach. Pomyślałam wtedy, że może powinnam mu powiedzieć. Że lepiej teraz, niż za pół roku, kiedy będzie już za późno. Tylko że kiedy otworzyłam usta, nie wyszło z nich nic. Znowu. Znowu wybrałam milczenie.
Dostałam szansę na szczerość
Zaczęłam czuć ruchy dziecka. Najpierw jakby lekkie muśnięcia, niepewne trzepotanie, jakby motyl dotykał mnie od środka. Darek był wniebowzięty. Położył dłoń na moim brzuchu i czekał cierpliwie z tym swoim dziecięcym wyrazem twarzy.
– Poczułem! – wykrzyknął nagle, a potem spojrzał na mnie tak, jakby właśnie usłyszał bicie serca świata.
Uśmiechnęłam się. Nie mogłam inaczej. Ten moment był prawdziwy, czysty, choć oparty na kłamstwie.
Zaczęliśmy urządzać pokój. Darek malował ściany, wybierał łóżeczko, oglądał tapety z króliczkami. Dopytywał, jak się czuję, co zjem, czy nie jestem zmęczona. Cały czas przy mnie. Czasem nawet za blisko.
Czułam, jak ściany się zawężają. Każdy uśmiech, każda troska była jak cegła w murze, za którym chowałam prawdę. Kiedyś myślałam, że zdrada to jeden moment. Teraz wiedziałam, że zdrada trwa. Że rozciąga się na tygodnie, miesiące. Za każdym razem, gdy patrzyłam mu w oczy i nie mówiłam wszystkiego, to był kolejny jej rozdział.
Pewnego dnia, gdy Darek przymierzał się do składania komody, przystanął i powiedział:
– Edyta… Nieważne, co się wydarzyło wcześniej. Myślisz, że nie zauważyłem, jak się zachowujesz? Jak patrzysz w bok, jak się wzdrygasz, gdy o coś pytam?
Zamarłam.
– Jeśli coś mi chcesz powiedzieć… to zrób to teraz – dodał cicho.
Wtedy po raz pierwszy spojrzałam mu prosto w oczy. I znowu nic nie powiedziałam.
Zawsze będzie ten lęk
Poród był szybki. Może nawet za szybki, jak na pierwszy raz. Gdy trzymałam dziecko na rękach po raz pierwszy, wszystko inne zniknęło. Cały strach, całe kłamstwo, cała ja – przepadłam w tym spojrzeniu, w tej maleńkiej dłoni, która chwyciła mój palec, jakby znała mnie od zawsze. Darek płakał. Bez wstydu. Stał przy mnie, głaskał mnie po włosach i mówił, że jestem bohaterką. Że już niczego nie muszę się bać. Że teraz jesteśmy rodziną. Znowu. Naprawdę.
Kiedy pielęgniarka zapytała, czy tata chce wziąć dziecko na ręce, przytaknął bez zawahania. Nie odrywał wzroku od jego twarzy. Patrzył z takim zachwytem, jakby widział cud.
– Jest podobny do ciebie – powiedział.
Nie zaprzeczyłam. W tej chwili naprawdę nie było już odwrotu. Mój mąż kochał to dziecko całym sercem.
Minęło kilka tygodni. Wszyscy nam gratulowali. Darek nie odstępował nas na krok. Nosił, przewijał, wstawał w nocy szybciej niż ja. Świat, który zbudowałam na drżących fundamentach, nagle zaczął się trzymać.
Wciąż nie wiem, czy na zawsze. Może kiedyś powie: „Wiedziałem. Domyślałem się”. Może nie powie nigdy. Może będzie kochał, nie pytając. A ja – może będę milczeć do końca. Może to moje największe tchórzostwo. A może największe poświęcenie. Wiem tylko, że każdego dnia, gdy patrzę, jak mój mąż tuli to dziecko z miłością, której nie da się udawać – modlę się, by nigdy nie zapytał.
Edyta, 30 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Miałam w planach ślub i dziecko w drodze. Nie wiedziałam tylko, że mój narzeczony też ma to wszystko, ale razy dwa”
- „Mój mąż chciał być sprytny i żył na 2 fronty. Biedaczek wpadł jednak, przez własną głupotę i durną pomyłkę”
- „Moi teściowie w ogóle nie nadają się na dziadków. Nie widzieli wnuczki od roku i może dlatego mylą jej imię”

