Reklama

Od ośmiu lat byłam żoną Damiana i wydawało mi się, że znam go na wylot. Nasze życie było zwyczajne: trzypokojowe mieszkanie na obrzeżach miasta, planowanie wydatków w arkuszu kalkulacyjnym i odkładanie marzeń „na później”. Czasem narzekałam, że inni mają łatwiej, a on powtarzał tylko, że trzeba być rozsądnym. Nie wiedziałam, że rozsądek, który tak podziwiałam, był w istocie dobrze strzeżoną tajemnicą.

PIT zdradził wszystko

Damian co roku rozliczał PIT już w lutym. Mówił, że lubi mieć porządek w papierach. Tego wieczoru siedział w salonie z laptopem na kolanach, marszcząc czoło.

– Natalia, możesz zerknąć, czy ten załącznik się otwiera? – zapytał. – Chcę wysłać wszystko księgowej i nie mam pewności, czy plik się nie uszkodził.

Usiadłam przy biurku w sypialni, gdzie zwykle pracował. Otworzyłam folder „Podatki 2025”. Plik był na wierzchu. Kliknęłam.

Najpierw zobaczyłam tabelki, potem kolumnę z przychodem. Zatrzymałam wzrok na liczbie. Cofnęłam się, jakbym źle spojrzała. Policzyłam zera. Raz, drugi.

To chyba jakaś pomyłka… – mruknęłam do siebie.

Kwota była wyższa niż wszystko, co do tej pory słyszałam o jego wynagrodzeniu. Kilkaset tysięcy złotych. Rocznie.

W gardle zrobiło mi się sucho. Przecież jeszcze w grudniu mówił, że musimy zrezygnować z wyjazdu w góry, bo „ten rok był słabszy”. W styczniu przekładał remont kuchni, bo „nie ma sensu się zadłużać”.

Drzwi skrzypnęły.

– I jak? – zapytał spokojnie.

Zamknęłam laptopa szybciej, niż planowałam.

– Otwiera się – odpowiedziałam, starając się, by głos mi nie drżał.

Patrzył na mnie uważnie, jakby wyczuwał, że coś się zmieniło. Ja za to patrzyłam na niego i czułam, jak w środku narasta mi dziwne napięcie. Nie był zdenerwowany. Nie wyglądał na kogoś, kto coś ukrywa. Był taki jak zawsze – opanowany, powściągliwy. Tylko że ja już wiedziałam, że to nie jest całe jego życie.

W nocy nie mogłam zasnąć. Leżał obok mnie, oddychał równo, a ja wpatrywałam się w sufit. Przypominałam sobie wszystkie sytuacje, gdy liczyliśmy każdy wydatek. Jego wzruszenie ramion.

„Tak teraz jest, Natalia. Branża bywa niestabilna”.

Czy naprawdę przez lata wierzyłam w każde to zdanie? A jeśli to nie była niestabilność, tylko coś, czego nie chciał mi powiedzieć? Rano wstałam wcześniej niż zwykle. Patrzyłam, jak krząta się w kuchni, szykując sobie kanapki do pracy. Ten sam mężczyzna, z którym dzieliłam łóżko, plany, codzienność. A jednak poczułam, jakby stał się kimś obcym. Pierwszy raz przemknęła mi przez myśl myśl, że może nie wiem, kim jest mój własny mąż.

Miałam pretensje do męża

Nie wytrzymałam długo. Kolejnego poranka, kiedy usiedliśmy naprzeciw siebie przy kuchennym stole, postawiłam kubek z herbatą mocniej, niż zamierzałam.

– Damian, ile ty właściwie zarabiasz? – zapytałam wprost.

Uniósł brwi.

– Skąd to pytanie?

– Odpowiedz.

Przez chwilę mieszał łyżeczką w kubku, choć cukier już dawno się rozpuścił.

Wiesz przecież mniej więcej, jak to wygląda.

– Nie. Nie wiem – przerwałam mu. – Wczoraj widziałam twój PIT.

Zamarł. Dosłownie. Łyżeczka uderzyła o porcelanę i znieruchomiała.

– Nie powinnaś była tego otwierać.

Te słowa zabolały bardziej niż cokolwiek innego.

– Nie powinnam? – powtórzyłam cicho. – Jestem twoją żoną. I sam chciałeś, żeby sprawdzić czy się otworzy, więc od razu zerknęłam na niego.

Westchnął ciężko.

– To jest bardziej skomplikowane, niż myślisz.

– Tyle kasy rocznie to nie jest skomplikowane, Damian. To jest konkretna liczba. Dlaczego przez lata mówiłeś, że ledwo wiążemy koniec z końcem?

Odwrócił wzrok. Patrzył w okno, jakby odpowiedzi mogły unosić się nad parkingiem pod blokiem.

– To nie są pieniądze, które po prostu leżą na koncie – powiedział w końcu. – Część to udziały, obligacje i różne inwestycje. To się zmienia.

– Ale są – odparłam. – Istnieją. A ja przez ostatnie trzy lata słyszałam, że nie stać nas na wiele rzeczy.

Czułam żal

W głowie zaczęły przewijać się obrazy. Moje łzy, kiedy odmówiono nam kredytu na małą kawiarnię, o której marzyłam od studiów. Jego chłodne:

– Natalia, to nie jest dobry moment. Musimy być odpowiedzialni.

– Pamiętasz, jak chciałam spróbować z kawiarnią? – zapytałam teraz.

– Pamiętam.

Powiedziałeś, że to zbyt ryzykowne, że nie możemy sobie pozwolić na taki krok. A moglibyśmy.

Zacisnął usta.

– Nie chciałem, żebyś ryzykowała.

– Nie chciałeś? Czy nie chciałeś stracić kontroli?

To słowo zawisło między nami. Kontrola.

– To niesprawiedliwe – powiedział chłodno. – Wszystko robiłem dla naszego bezpieczeństwa.

– Dla naszego? – uniosłam głos. – Czy dla swojego?

Czułam, jak narasta we mnie coś więcej niż złość. To było upokorzenie. Przez lata odkładałam zakup nowego płaszcza, bo „musimy oszczędzać”. Rezygnowałam z wyjazdów z koleżankami. Liczyłam każdą złotówkę. A on siedział naprzeciwko mnie i mówił, że to skomplikowane.

– Dlaczego mi nie powiedziałeś? – zapytałam już ciszej. – Choćby wtedy, gdy firma zaczęła przynosić zyski?

Nie odpowiedział od razu. Wstał, podszedł do zlewu, jakby musiał zająć czymś ręce.

– Bałem się – powiedział w końcu.

– Czego?

– Że wszystko się zmieni.

Zaśmiałam się krótko, bez radości.

Właśnie się zmieniło.

Przez resztę dnia prawie się do siebie nie odzywaliśmy. Wieczorem siedzieliśmy w salonie w ciszy. On przeglądał wiadomości w telefonie, ja udawałam, że czytam książkę. Nie chodziło już o pieniądze. Chodziło o to, że przez osiem lat nie byłam dopuszczona do pełnej prawdy o naszym życiu. Jakbym była kimś, kto dostaje wybrane informacje, a nie partnerką. I po raz pierwszy naprawdę pomyślałam, że być może w naszym małżeństwie byłam tylko dodatkiem do jego planu.

Mąż wyznał mi prawdę

Przez kilka kolejnych dni poruszaliśmy się po mieszkaniu jak współlokatorzy. Uprzejmi, cisi, omijający trudne tematy. Cisza była gorsza niż kłótnia. Wypełniała przestrzeń między nami, siadała przy stole, kładła się z nami spać. W końcu to on przerwał ten stan.

– Porozmawiajmy dziś wieczorem – powiedział, kiedy wróciłam ze szkoły. – Naprawdę porozmawiajmy.

Usiedliśmy w salonie. Światło było przygaszone, za oknem zapadał zmierzch. Nie włączał telewizora, nie trzymał telefonu w dłoni. To był dobry znak.

– Pamiętasz Rafała? – zaczął.

– Tego twojego kolegę ze studiów? Tego, z którym kiedyś coś programowaliście po nocach?

Kiwnął głową.

Kilka lat temu założyliśmy firmę. Na początku to był tylko pomysł. Platforma do analizy danych. Przez dwa lata dokładaliśmy do niej. Dlatego wtedy naprawdę było ciężko.

Słuchałam w milczeniu.

– Nie chciałem ci robić nadziei – ciągnął. – To było ryzykowne. Gdyby się nie udało, tylko byś się martwiła.

– A kiedy się udało? – zapytałam.

Zawahał się.

– Trzy lata temu weszli inwestorzy. Potem zagraniczna firma wykupiła większość udziałów. Zostałem z pakietem i dostaję dywidendy.

Powiedział to spokojnie, niemal rzeczowo. Jakby mówił o zmianie dostawcy internetu, a nie o czymś, co wywróciło moje poczucie rzeczywistości.

– Trzy lata – powtórzyłam. – Trzy lata żyłam, nie wiedząc, że jesteśmy… że ty jesteś w zupełnie innej sytuacji.

– My jesteśmy – poprawił mnie cicho.

– Nie. – Pokręciłam głową. – To ty wiedziałeś. Ja nie.

Wstałam i podeszłam do okna. Patrzyłam na światła w sąsiednich blokach. Zastanawiałam się, ile z tych mieszkań skrywa podobne tajemnice.

Bałem się, że pieniądze wszystko zmienią – powiedział. – Że zaczniesz patrzeć na mnie inaczej. Że będziesz chciała większego mieszkania, droższego życia. Że przestaniemy być prawdziwi.

Odwróciłam się gwałtownie.

– A kim my byliśmy? Parą, która udaje, że ma mniej, niż ma? To miało nas chronić?

Zamilkł. Po chwili dodał coś, czego się nie spodziewałam.

– Kontrola dawała mi spokój.

– Kontrola? – powtórzyłam.

– Gdy ja decydowałem o finansach, czułem, że mam wpływ. Wiesz, że z emocjami bywa u mnie trudno. Pieniądze były czymś konkretnym. Stabilnym.

Te słowa uderzyły mnie mocniej niż sama kwota z PIT-u.

– Czyli świadomie trzymałeś mnie w nieświadomości, żeby czuć się pewniej?

Nie zaprzeczył.

– Wiesz, co jest najgorsze? – zapytałam cicho. – Że ja naprawdę ci ufałam. Bez sprawdzania, bez wątpliwości. A ty uznałeś, że nie dorosłam do prawdy.

– To nie tak – próbował.

– Właśnie tak.

W jego oczach zobaczyłam coś nowego. Nie chłód, nie dystans. Strach. Po raz pierwszy pomyślałam, że może nie tylko ja czuję się oszukana. Może on też żył w napięciu, pilnując własnej tajemnicy. Tylko że to nie zmieniało faktu, że przez trzy lata byłam wyłączona z czegoś, co powinno być wspólne. I nie wiedziałam jeszcze, czy potrafię mu to wybaczyć.

Nie wiem, czy to się da naprawić

O wszystkim powiedziałam Iwonie. Spotkałyśmy się w małej kawiarni niedaleko szkoły. Słuchała mnie z szeroko otwartymi oczami, przerywając tylko po to, by dopytać o szczegóły.

– Czyli on przez trzy lata udawał, że zarabia mniej? – upewniła się.

– Nie udawał. Po prostu nie mówił prawdy – odpowiedziałam zmęczonym głosem.

– Natalia, to jest manipulacja.

To słowo padło między nami ciężko. Wzdrygnęłam się.

– Może on się bał – próbowałam go jeszcze tłumaczyć. – Mówił, że pieniądze dawały mu poczucie kontroli.

– A tobie co dawały? – zapytała ostro.

Nie odpowiedziałam. Bo mnie dawały złudzenie wspólnoty. Planowaliśmy razem budżet, odkładaliśmy „na czarną godzinę”, rozmawialiśmy o przyszłości. Teraz wiedziałam, że ta przyszłość była projektowana jednostronnie.

W domu atmosfera zgęstniała. Damian chodził za mną krok w krok, jakby bał się, że zniknę.

– Zróbmy remont tej kuchni – zaproponował któregoś wieczoru. – Możemy też rozejrzeć się za większym mieszkaniem. Albo wyjedźmy gdzieś dalej na wakacje. Gdzie tylko chcesz.

Spojrzałam na niego długo.

– Myślisz, że chodzi o płytki i bilety lotnicze?

– Chcę to naprawić.

– Tego się nie kupi.

Zacisnął dłonie, jakby powstrzymywał się przed kolejnymi argumentami.

Powiedz, czego potrzebujesz – powiedział ciszej.

Chciałam odpowiedzieć od razu, ale nie potrafiłam. Czy chodziło o pieniądze? Gdyby zarabiał mniej, niż twierdził, czy bolałoby mnie to równie mocno? Nie. Bolało mnie to, że przez lata nie byłam dopuszczona do pełnego obrazu naszego życia.

Natalia, 34 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama