„Mój brat jeździł Mercedesem, a ja kupowałem parówki z promocji. Miał mnie za nieudacznika, ale zła karma go dopadła”
„Nie zazdrościłem mu. Ale czasem, gdy stałem na przystanku w zniszczonych butach i patrzyłem, jak mija mnie jego błyszczące auto, czułem to pieczenie w żołądku, które mówiło mi, że życie jest niesprawiedliwe”.

- Redakcja
– Chce pan frytki do tego? – zapytałem mechanicznie, ledwo patrząc na klienta. Zmęczone ręce same pakowały do papierowej torebki burgera, podczas gdy myśli błądziły gdzieś daleko.
– Nie, dziękuję – mężczyzna zapłacił, nawet na mnie nie spojrzał.
Ot, kolejna twarz za kasą, kolejne zmęczone oczy, kolejne „dziękuję, zapraszamy ponownie”. Tak wyglądało moje życie. Dorywcza praca w fast foodzie, czasem jakaś fucha na budowie, czasem roznoszenie ulotek. Ledwo wiązałem koniec z końcem, ale jakoś się trzymałem. Nie prosiłem nikogo o pomoc, nie żaliłem się. W końcu mam swoje zasady. Nie jestem żebrakiem.
Nie przelewało się
Paweł, mój starszy brat, miał życie jak z obrazka. Eleganckie garnitury, drogie samochody, dom z basenem. Prowadził firmę, która przynosiła krocie, i zawsze podkreślał, że to dzięki ciężkiej pracy. Że nie dostał nic za darmo. Oczywiście, nigdy nie wspominał, że ich pierwsze kontrakty to zasługa znajomości ojca, a pieniądze na start wyłożył wujek, który siedział w biznesie od lat.
Nie zazdrościłem mu. Ale czasem, gdy stałem na przystanku w zniszczonych butach i patrzyłem, jak mija mnie jego błyszczące auto, czułem to pieczenie w żołądku, które mówiło mi, że życie jest niesprawiedliwe.
Tamtego dnia, gdy w kieszeni miałem ostatnie dwadzieścia złotych, zdecydowałem się na coś, czego zawsze unikałem. Poszedłem do Pawła.
W jego gabinecie pachniało pieniędzmi i skórzanymi fotelami. Siadłem na jednym z nich. Biurko z ciemnego drewna, regały pełne grubych teczek i wielkie okno, za którym rozciągał się widok na miasto. Mój brat siedział naprzeciwko mnie, ubrany w nienagannie skrojony garnitur, z telefonem w dłoni.
– Więc? – zapytał, nie podnosząc wzroku znad ekranu.
Przełknąłem ślinę. Nie wiedziałem, jak zacząć.
– Wiem, że nie lubisz takich rozmów, ale naprawdę jest mi ciężko. Może masz dla mnie jakąś pracę? Albo chociaż chwilowo coś pożyczysz? – powiedziałem, starając się, by mój głos brzmiał pewnie.
Pogardzał mną
W końcu uniósł wzrok i zmarszczył brwi, jakby dopiero teraz zauważył, że naprawdę tu jestem.
– Każdy ma to, na co zapracował – oznajmił tonem, który nie pozostawiał miejsca na dyskusję. – Ja nie dostawałem nic za darmo, ty też musisz się nauczyć radzić sobie sam.
Zacisnąłem dłonie na kolanach.
– Nie proszę o jałmużnę, tylko o szansę – odpowiedziałem, choć w środku czułem już, że ta rozmowa nie ma sensu.
Wzruszył ramionami i oparł się wygodnie na fotelu.
– Przykro mi, ale nie mogę pomóc.
Było w tym coś tak obojętnego, że poczułem się jeszcze gorzej niż przed przyjściem. Wstałem powoli i skinąłem głową.
– Rozumiem – powiedziałem i skierowałem się do drzwi.
Nie usłyszałem nawet pożegnania. Czułem się tak, jakby ktoś przygniatał mnie ciężarem, z którym nie potrafiłem sobie poradzić. Nie chodziło tylko o odrzucenie. Chodziło o sposób, w jaki Paweł to zrobił. Jakbyśmy nie byli braćmi, tylko obcymi ludźmi. Jedno wiedziałem na pewno – nigdy więcej nie poproszę go o nic.
Zła karma wraca
Minął rok. Nie wydarzyło się nic, co mogłoby diametralnie odmienić moje życie, ale nauczyłem się nie liczyć na nikogo. Pracowałem dorywczo, czasem na budowie, czasem jako dostawca. Czasem kończyłem dzień głodny, ale przynajmniej nie miałem długów.
O Pawle słyszałem tylko tyle, ile mówili znajomi. Jego firma wciąż była na rynku. Aż do dnia, gdy spotkałem Marcina – wspólnego znajomego, który pracował kiedyś u Pawła.
– Słyszałeś, co się stało? – zagadnął mnie, gdy wpadliśmy na siebie w kolejce do piekarni.
– Nie – odpowiedziałem obojętnie.
– Paweł stracił firmę. Bankructwo. Podobno wspólnicy go oszukali, a na dodatek jakieś złe inwestycje… wszystko poszło się… – urwał, widząc moją minę. – No, wiesz.
Spojrzałem na niego uważnie, próbując ocenić, czy mówi prawdę.
– Nie może być aż tak źle – stwierdziłem.
Marcin westchnął i pokręcił głową.
– Może być. Stracił prawie wszystko. Dom, samochody… Z tego, co wiem, wynajął małe mieszkanie gdzieś na obrzeżach. Nikt już nie chce z nim robić interesów.
Nie czułem satysfakcji. Może powinienem pomyśleć, że los się odegrał, że Paweł dostał nauczkę. Ale czułem tylko pustkę.
Upadł na dno
Kilka dni po rozmowie z Marcinem usłyszałem pukanie do drzwi. Była późna noc, więc od razu poczułem niepokój. Kto mógł chcieć mnie odwiedzić o tej porze?
Otworzyłem i zamarłem.
Na progu stał Paweł. Wyglądał jak cień samego siebie. Zmęczony, z podkrążonymi oczami, ubrany w wymiętą koszulę, która dawno przestała pasować do jego wizerunku człowieka sukcesu.
– Tomek… – powiedział cicho. – Mogę się u ciebie zatrzymać? Chociaż na kilka dni?
Patrzyłem na niego przez dłuższą chwilę. W tamtym momencie wszystko wróciło – tamta rozmowa w jego biurze, tamto spojrzenie pełne wyższości, tamto wzruszenie ramionami, gdy mówił, że nie może mi pomóc.
Czułem, jak moje serce bije szybciej.
– Każdy ma to, na co zapracował – powiedziałem, powtarzając dokładnie jego własne słowa.
Przez chwilę wydawało mi się, że Paweł nawet nie rozumie, co właśnie do niego powiedziałem. Dopiero gdy zamknąłem drzwi, usłyszałem, jak opiera się o nie czołem.
Nie czułem triumfu
Usiadłem przy stole i wpatrywałem się w kubek zimnej herbaty, dokładnie tak jak kilka dni temu, gdy usłyszałem o upadku Pawła. Teraz jednak w mojej głowie panował jeszcze większy chaos.
Paweł stał za tymi drzwiami, bez dachu nad głową, bez pieniędzy, bez żadnego planu na przyszłość. Dokładnie w miejscu, w którym ja byłem rok temu. A ja zrobiłem mu to samo, co on zrobił mnie. Czy powinienem się czuć lepiej? Powinienem poczuć satysfakcję? Może to była sprawiedliwość. Może to jedyny sposób, żeby Paweł zrozumiał, jak się czułem, gdy zignorował moją prośbę. Ale czy to czyniło mnie lepszym człowiekiem?
Siedziałem tak jeszcze dłuższą chwilę, słuchając ciszy za drzwiami. W końcu wstałem, podszedłem do nich i przekręciłem klucz. Paweł już odszedł. Nie wiem, jak długo tam stał, ale wiedziałem jedno – obaj zapracowaliśmy na to, co dostaliśmy od życia.
Tomasz, 38 lat
Czytaj także:
„21 marca poczułam nie tylko zapach wiosny, ale też obcych perfum na koszuli męża. Latami nawoził mnie kłamstwami”
„Nawoziłam syna miłością i kasą, a on potraktował mnie jak śmiecia. Wstyd mi przed sąsiadami za to, co robi moje dziecko”
„Smród z podwórka był nie do wytrzymania. Sądziłam, że to niechlujny sąsiad, ale sprawa była bardziej śmierdząca”