Od ponad dwudziestu lat pracuję w urzędzie miejskim. Znam tu każdy kąt, każdą trzeszczącą deskę na korytarzu i humory wszystkich dyrektorów, jacy przewinęli się przez nasze piętro. Mamy zgrany zespół. Wiadomo, czasem ktoś na kogoś ponarzeka, ale w gruncie rzeczy trzymamy się razem. Na końcu korytarza mamy kuchnię, to taki nasz mały azyl.

WIDEO

player placeholder

Miejsce, gdzie przy kawie i kanapce można odetchnąć, miejsce, gdzie można się też uspokoić po odprawie u naszego obecnego szefa. Pan dyrektor to specyficzny typ, delikatnie mówiąc. Uwielbia mikrozarządzanie, czepia się o każdą kropkę i potrafi zepsuć humor na cały dzień jednym rzuconym mimochodem zdaniem.

Stażystka stała się częścią zespołu

Kiedy w zeszłym miesiącu dowiedzieliśmy się, że dostaniemy stażystkę z urzędu pracy, wszyscy trochę narzekali.

Zobacz także:

– Znowu trzeba będzie kogoś uczyć wszystkiego od podstaw – wzdychała Kaśka z biurka obok. – A za trzy miesiące i tak pójdzie gdzie indziej.

Ale Julia okazała się zupełnie inna. Młoda, uśmiechnięta, chętna do pracy. Miała dwadzieścia kilka lat i od razu wzbudziła we mnie sympatię. Przypominała mi córkę, która wyjechała na studia i rzadko wpadała do domu. Julia odciążała nas w najnudniejszych zadaniach: kserowaniu, archiwizacji, wprowadzaniu danych do Excela. Zawsze chętna, zawsze z tym swoim słodkim uśmiechem.

– Pani Halinko, może zrobić pani herbaty? – pytała, widząc, że tonę w papierach.

Bardzo szybko wciągnęłyśmy ją do naszego grona. Przestała być tylko „stażystką”, a stała się naszą Julką. Zaczęła z nami przesiadywać w kuchni. Na początku tylko słuchała, szeroko otwierając oczy, kiedy opowiadałyśmy o urzędowych absurdach. Potem zaczęła sama zadawać pytania.

– A pan dyrektor zawsze taki jest? – zapytała pewnego dnia, kiedy Kaśka wróciła z odprawy czerwona ze złości.

– Zawsze – prychnęła Kaśka, mieszając nerwowo kawę. – Człowiek haruje jak wół, a ten ci jeszcze powie, że marginesy w dokumencie są za szerokie. Kiedyś mu w końcu powiem, co o nim myślę, przysięgam.

Zwykły karierowicz – dorzucił Marek z wydziału obok. – Słyszałem, że chce się wkręcić wyżej, dlatego tak nas ciśnie, żeby statystyki ładnie wyglądały w ratuszu. Po trupach do celu.

Ja też dorzucałam swoje trzy grosze. Pracuję najdłużej, pamiętam czasy, kiedy dyrektor sam był młodszym referentem i robił błędy, o które teraz robi awantury.

– Pamiętam, jak kiedyś pomylił teczki i wysłał poufne dokumenty nie do tej firmy, co trzeba – opowiadałam, a Julka słuchała zafascynowana. – Musieliśmy to odkręcać przez tydzień. A teraz wielki pan.

Przypadkiem znalazłam jej telefon

W zeszły wtorek zostałam po godzinach. Miałam do zamknięcia duży raport, a w ciągu dnia ciągle dzwoniły telefony. O wpół do piątej urząd opustoszał. Zrobiło się cicho, tylko świetlówki na korytarzu cicho buczały. Poszłam do kuchni umyć kubek i nalać sobie wody.

Na stole leżał telefon Julii. Musiała go zapomnieć, kiedy wychodziła. Dziewczyna często zostawiała swoje rzeczy w różnych miejscach – a to długopis, a to notatnik. Podeszłam, żeby odłożyć go na półkę, gdzie rano na pewno go znajdzie. Kiedy wzięłam aparat do ręki, ekran się podświetlił. A ja zamarłam.

Na ekranie blokady widniała aktywna aplikacja dyktafonu. Czas nagrania: 4 godziny, 15 minut i 30 sekund. I wciąż nagrywał.

Moje serce zaczęło bić szybciej. Co to ma znaczyć? Dlaczego jej telefon nagrywał przez cały dzień? Ręce mi drżały. Spojrzałam na drzwi kuchni, potem znów na telefon. Ciekawość i jakiś dziwny, lodowaty niepokój wzięły górę. Nie powinnam tego robić, ale wcisnęłam przycisk stop. Ekran nie był zablokowany kodem, po prostu wymagał przesunięcia palcem.

Weszłam w listę nagrań. Było ich kilkanaście. Wszystkie nazwane datami. Najstarsze sprzed dwóch tygodni. Kliknęłam jedno z nich, sprzed trzech dni. Usłyszałam szum, stukanie kubków, a potem głos Kaśki:

– „...dyrektor znowu wymyślił jakieś tabelki. On chyba nie ma nic lepszego do roboty, jak tylko uprzykrzać nam pracę”.

Potem mój głos, ściszony, konspiracyjny:

– „Daj spokój, Kaśka, wiesz, że on to robi tylko po to, żeby się podlizać burmistrzowi. Zero pojęcia o prawdziwej pracy, tylko cyferki mu w głowie.”

Wyłączyłam to. Zrobiło mi się słabo. Oparłam się o blat, czując, jak nogi robią się z waty. Ona nas nagrywała. Wszystkie nasze narzekania, żarty, głupie komentarze na temat szefa. Wszystko to, co mówiłyśmy w zaufaniu, myśląc, że jesteśmy w bezpiecznym gronie.

Chciała nas wszystkich zniszczyć

Niewiele myśląc, skasowałam wszystkie nagrania z czasu jej pracy u nas, a potem wytarłam niczym przestępca swoje odciski palców i zostawiłam telefon na stole, dokładnie w tym samym miejscu. Wróciłam do biurka, ale nie mogłam się skupić na raporcie. Tysiące myśli wirowało mi w głowie. Dlaczego to robi? Po co jej te nagrania?

Odpowiedź nasunęła się sama. Dyrektor miał za miesiąc otwierać rekrutację na stanowisko młodszego inspektora. Umowa o pracę, dobre warunki. Julia mówiła, że bardzo chciałaby tu zostać po stażu. Czy to był jej sposób na zdobycie posady? Zbieranie haków na starych pracowników, żeby w odpowiednim momencie pójść z tym do dyrektora? A może sam dyrektor ją o to poprosił?

Nie, to drugie wydawało się absurdalne. Ale pierwsze? Ta mała, słodka Julka, która parzyła nam herbatę i udawała przyjaciółkę, okazała się przebiegłą manipulantką.

Nie spałam pół nocy. Rano przyszłam do pracy z potężnym bólem głowy.

Julia była już w kuchni. Zobaczyła mnie i uśmiechnęła się promiennie.

– Dzień dobry, pani Halinko! Robię kawę, zrobić pani też? Zostawiłam wczoraj telefon na stole, całe szczęście, że nikt go nie zabrał!

Patrzyłam na nią, na ten jej niewinny uśmiech, i czułam, jak wzbiera we mnie gniew.

– Nie, dziękuję. Mam dużo pracy – rzuciłam sucho i wyszłam.

Wymyślenie planu słodkiej zemsty zajęło mi kwadrans. Najpierw poszłam do Kaśki.

– Halinka, chodź do kuchni, Julka przyniosła ciasto, musimy obgadać to nowe zarządzenie. Podobno znowu nam obcinają premie – zaczęła. – A co ty taka dzisiaj struta jesteś? Dyrektor znowu cię o coś ścigał? – dodała, patrząc na wyraz mojej twarzy.

– Kaśka – zaczęłam szeptem, rozglądając się nerwowo. – Nie idź tam. I nie mów nic przy Julii.

Kaśka zmarszczyła brwi.

– O czym ty mówisz?

Opowiedziałam jej wszystko. O telefonie, o aplikacji, o tym, co usłyszałam na nagraniu. Twarz Kaśki zbladła, a potem zrobiła się purpurowa.

– Ta mała... – syknęła. – Wiedziałam, że jest za miła. I co teraz zrobimy?

– Nie możemy dać po sobie poznać, że wiemy – powiedziałam, próbując opanować drżenie głosu. – Musimy uważać na każde słowo. I musimy ostrzec resztę.

Kaśka pokiwała głową.

– Masz rację. Rozegramy to po naszemu.

Zapędziliśmy ją w kozi róg

Od tego dnia atmosfera w biurze zmieniła się drastycznie. Przynajmniej dla nas, wtajemniczonych. Julia wciąż uśmiechała się słodko, wciąż parzyła kawę i wciąż próbowała wciągać nas w rozmowy o szefie. Ale my byłyśmy przygotowane.

Pan dyrektor to naprawdę świetny organizator – powiedziała głośno Kaśka pewnego dnia w kuchni, patrząc prosto na leżący na stole telefon Julii. – Dzięki tym nowym tabelom praca idzie nam o wiele szybciej.

– Zgadzam się w pełni – dodałam, uśmiechając się do Julii, która patrzyła na nas z lekkim zdezorientowaniem. – Wymagający, to prawda, ale sprawiedliwy.

Julia próbowała drążyć, przypominać nasze wcześniejsze narzekania, ale zbywałyśmy ją. Przestałyśmy plotkować. Nasze rozmowy stały się boleśnie poprawne i oficjalne. Widziałam, jak Julia z dnia na dzień staje się coraz bardziej nerwowa. Jej uśmiech zbladł. Starych nagrań nie miała, nowych nie mogła zdobyć. Przestała zostawiać telefon na wierzchu. Zrozumiała, że coś jest nie tak, ale nie miała pojęcia, czyja to sprawka.

Rekrutacja na stanowisko młodszego inspektora została ogłoszona w zeszłym tygodniu. Julia złożyła dokumenty. Podobnie jak bratanica burmistrza. Wynik był z góry przesądzony. Żadne nagrania by Julii nie pomogły, nawet gdyby zdobyła nowe.

Wczoraj był jej ostatni dzień stażu. Przyszła pożegnać się z nami. Przyniosła pączki.

– Dziękuję wam za wszystko – powiedziała, a jej głos brzmiał jakoś pusto. – Dużo się tu nauczyłam.

My też, kochanie – odpowiedziała Kaśka, uśmiechając się szeroko. – My też.

Kiedy drzwi za nią zamknęły się na zawsze, w biurze zapanowała radość. Wróciła swobodna atmosfera i przerwy przy kawie dające wytchnienie. A dzięki temu, że przez jakiś czas nie mogliśmy swobodnie narzekać, okazało się, że mamy dużo więcej ciekawych tematów do obgadania niż tylko zachowanie dyrektora. W sumie teraz pracuje się nam jeszcze lepiej.

Halina, 59 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych wydarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: