Reklama

Zawsze trzymałem się raczej z boku. Nie przepadałem za wielkimi imprezami, nie miałem paczki znajomych, z którą spędzałbym każdą przerwę, a na pytanie, z kim idę na studniówkę, wzruszałem ramionami. Planowałem po prostu iść sam, zatańczyć poloneza, zjeść kolację i wrócić do domu przed północą. Nie potrzebowałem nikogo u boku. I właśnie ten spokój, ta moja życiowa asekuracja, tak bardzo nie podobała się mojemu bratu. Wpadł na pomysł, który, jak mówił, miał rozruszać to towarzystwo z mojej szkoły. Gdyby tylko ktoś mnie wtedy ostrzegł, że jego plan zamieni tę noc w piekło... może bym nie posłuchał. A może właśnie dlatego posłuchałem?

Ta noc będzie inna

Na godzinę przed wyjazdem na studniówkę w moim pokoju panował względny spokój. Koszula wyprasowana, garnitur czekał na wieszaku, włosy lekko przyklepane wodą. Plan był prosty: pojawić się, odbębnić, zniknąć. I wtedy wszedł Michał, mój starszy brat.

— Nie wierzę, że serio idziesz sam — oznajmił, rozglądając się z miną, jakby właśnie odkrył zbrodnię.

— I co z tego? To tylko studniówka.

— Nie „tylko”, młody. To JEDYNA studniówka w życiu! A ty się wybierasz jak na pogrzeb. — Skrzywił się, po czym dodał z uśmiechem: — Na szczęście pomyślałem za ciebie.

Zamarłem. Pomysły Michała nigdy nie kończyły się dobrze. Nigdy.

— Co zrobiłeś?

Załatwiłem ci osobę towarzyszącą. I nie, nie odwołuj, bo już jest w drodze.

— Kogo? — zapytałem, czując, jak serce mi przyspiesza.

— Zobaczysz. — Mrugnął do mnie i wyszedł.

Piętnaście minut później na podjeździe zaparkował czarny motocykl, a z niego zeszła dziewczyna w skórzanej kurtce, z różowymi włosami i… kolczykiem w brwi.

— Cześć. Jestem Pola. Twoja osoba towarzysząca.

I wtedy wiedziałem, że ta noc będzie inna, niż sobie zaplanowałem.

Zrobiło się niezręcznie

Sala balowa była ozdobiona jak z bajki: balony, światła, czerwony dywan. Wszyscy się patrzyli. To znaczy — patrzyli na Polę. Nawet wychowawczyni, która normalnie z trzymała dystans od młodzieży, zamarła na widok dziewczyny w krótkiej, czarnej sukience i ciężkich glanach. Obok niej byłem ja, chłopak w granatowym garniturze i z twarzą wyrażającą nieme „to nie mój pomysł”. Zajęliśmy miejsce przy stoliku razem z kilkoma parami z mojej klasy. Pola od razu zagadała:

— To która z was ma największe szanse na królową balu?

Dziewczyny zamilkły. W sumie, Pola mówiła to tak, jakbyśmy grali w jakiś ironiczny konkurs na Miss Studniówki w cyrku. Kiedy kelnerka przyniosła przystawki, Pola wzięła widelec i dźgnęła galaretkę z kurczaka.

Ludzie to jedzą z własnej woli? — mruknęła do mnie półgłosem.

— Trochę kultury — wysyczała dziewczyna z sąsiedniego krzesła, Aniela. — To tradycja.

Pola spojrzała na nią z rozbawieniem.

— Aha. Czyli trzymacie się też innych durnych tradycji?

Zrobiło się niezręcznie. Niby nic, ale jednak czułem się nie na miejscu. Wtedy zrozumiałem, że Pola nie przyszła tu po to, żeby się dopasować.

Stałem jak wmurowany

Gdy skończyliśmy kolację, wszyscy ruszyli na parkiet. DJ wrzucił klasykę: „Czekamy na waszą pierwszą parę!”. Wychowawczyni klasnęła w dłonie, zapraszając do poloneza.

— Idziemy? — zapytałem Polę cicho, z nadzieją, że odmówi.

— Pewnie. Zatańczę tego waszego dostojnego zombie-walczyka — rzuciła i wstała, rozciągając ręce.

Stałem jak wmurowany, kiedy zobaczyłem, że nie zakłada butów na zmianę. Glany. Tańczyła w glanach. Wyszliśmy w szeregu, przed nami para przewodnia. Dyrektor patrzył z dumą, ale kiedy przesunął wzrok na nas… powieka mu zadrgała. Pola poruszała się z zaskakującą precyzją, ale dodała do układu coś, czego nikt się nie spodziewał — obrót, potem przyklęk, na końcu teatralny ruch dłonią jak z musicalu. Ludzie szeptali. Niektórzy klaskali. Inni patrzyli z oburzeniem.

W przerwie Pola usiadła obok mnie i sięgnęła po kieliszek z sokiem.

— Czemu wszyscy wyglądają, jakby połknęli kij od miotły?

— To szkoła. Tu tak się robi — westchnąłem.

— Może czas to zmienić.

Nie zapytałem, co miała na myśli, ale gdy zobaczyłem, jak wstaje i podchodzi do DJ-a, wiedziałem jedno: nie będzie dziś spokojnie.

Spojrzałem na nią

Po pięciu minutach DJ włączył coś, co kompletnie nie pasowało do eleganckiej sali — ciężki, pulsujący bas i elektroniczne rytmy. Pola już była na środku parkietu. Tańczyła tak, jakby nikt jej nie obserwował, a jednocześnie miała świadomość każdego spojrzenia. Nie było w tym cienia wstydu. Była jak wolny ogień wśród równo płonących świec.

— Ty ją znasz? — spytał mnie chłopak z klasy.

To... siostra znajomego — skłamałem.

Ludzie zaczęli się zbierać wokół. Część z zainteresowaniem, część z wyraźnym zażenowaniem. Kiedy Pola przyciągnęła jednego z chłopaków z równoległej klasy i zaczęła go prowadzić w jakimś półimprowizowanym tańcu, prowadziła go jak na linie. Była u siebie. Wychowawczyni ruszyła do DJ-a, coś mu powiedziała, ale ten tylko wzruszył ramionami i wznowił poprzednią playlistę. Pola wróciła do stolika, z wypiekami na twarzy, jak po biegu.

— Zobaczysz. Jeszcze będą wspominać tę noc — uśmiechnęła się.

Spojrzałem na nią. W tym całym chaosie była jakaś siła. Pewność siebie, której mi zawsze brakowało.

— A może... to wcale nie jest takie złe?

Pola spojrzała na mnie z ukosa.

— Widzisz? Zaczynasz łapać rytm.

Ta noc już nie była moja

Było dobrze po północy, kiedy wszystko zaczęło wymykać się spod kontroli. Pola zorganizowała coś na kształt konkursu tanecznego, który przerodził się w scenę przypominającą klub, a nie szkolną salę balową. Na parkiecie skakało kilkanaście osób, a DJ, jakby pod wpływem jej hipnotycznego spojrzenia, grał coraz mocniejsze kawałki. Ktoś przyniósł sztuczne konfetti. Ktoś inny dymiące race. RACE. W SZKOLE.

Wybiegłem na zewnątrz po butelkę wody i usłyszałem trzask. Ktoś rozbił szklankę. Jakaś dziewczyna płakała, a inna krzyczała coś o „poplamionej sukience za cztery stówy”. W środku zrobiło się gorąco jak w piecu. Wychowawczyni próbowała zaprowadzić porządek, ale nikt już jej nie słuchał. Kiedy dyrektor pojawił się na sali z miną, jakby miał zaraz zemdleć, Pola stała na stole, z mikrofonem w ręku.

— Może teraz toast za wszystkich, którzy nie chcą być tacy jak reszta?

Zanim ktoś zdążył ją ściągnąć, sama zeskoczyła, uśmiechając się szeroko.

To była dobra noc, nie?

Zaniemówiłem. Ta noc już nie była moja. Była jej. A ja? Ja byłem tym gościem, który przyszedł z zadymiarą.

Paliła wszystko i znikała

W poniedziałek szkoła aż huczała. Wszyscy o tym mówili. O dziewczynie z różowymi włosami, o racach na parkiecie, o tym, jak ktoś próbował wskoczyć do fontanny w holu. Nawet osoby, które nie były na studniówce, znały szczegóły, jakby każda minuta imprezy była transmitowana na żywo.

— To ty byłeś z tą... Polą? — zapytała mnie jedna z nauczycielek z politowaniem w głosie.

— Tak — odpowiedziałem cicho.

Nie miałem jak się bronić. Dyrekcja zwołała specjalne zebranie. Kazano nam „zastanowić się, do jakiego poziomu dorośliśmy”. Mnie nie wymieniono z nazwiska, ale wszyscy wiedzieli, o kogo chodzi. Michał był zachwycony.

— Widzisz? Już nikt nie zapomni tej nocy. I ciebie też.

Nie odpowiedziałem. Bo nie wiedziałem, co myślę. Była część mnie, która chciała zniknąć. I była ta druga, która pierwszy raz czuła się... żywa. Pola nie odezwała się już po imprezie. Nie zapytała, jak poszło. Nie dodała mnie nigdzie. Może taka właśnie była — jak pożar: pojawiała się, paliła wszystko i znikała. A ja może nie stałem się dzięki niej kimś lepszym. Ale na pewno nie byłem już tym samym chłopakiem.

Kacper, 18 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama