„Miałam spędzić ferie w domku w górach razem z przyjaciółką. Mój odpoczynek skończył się w ramionach jej brata”
„Ola akurat była pod prysznicem, a my zostaliśmy sami. Niby nic szczególnego — herbata, ale ton, którym to powiedział, miał coś w sobie. Coś, co sprawiło, że nagle zaczęłam się zastanawiać, czy nie mam potarganych włosów, czy bluzka nie jest za bardzo wycięta”.

Nie sądziłam, że te ferie zmienią coś więcej niż tylko lokalizację, w której będę spać przez najbliższe dni. Uciekałam — przed wynikami matury, przed rozmowami o studiach, przed sobą. Ola zaproponowała wyjazd do domku w górach, mówiąc: „Po prostu przyjedź. Posiedzimy, pogadamy, pośmiejemy się. Jak za dawnych czasów.” I to wystarczyło, bym spakowała plecak.
Z Olą znałyśmy się od podstawówki i dzieliłyśmy wszystko: pamiętniki, sekrety, pierwsze wino i złamane serca. Michał? Był zawsze gdzieś z boku, kilka lat starszy, nieobecny. Wiedziałam tylko, że to jej brat. Trochę mrukliwy, raczej poważny, rzadko bywał w domu. Czasem Ola o nim wspominała, ale nigdy nie mówiła wiele.
Pociąg ruszył ze stacji, a ja siedziałam obok niej, śmiejąc się z żartów, które znałyśmy na pamięć. Nie wiedziałam, że to będzie ostatni raz, kiedy mogę się śmiać bez myślenia, co będzie dalej.
Gdy stanęłam w drzwiach ich domku, a Michał podniósł na mnie wzrok, miałam dziwne wrażenie, że patrzy jakoś inaczej — jakby widział mnie pierwszy raz.
Poczułam, że się czerwienię
— Masz ochotę na herbatę? — Michał spojrzał na mnie z kuchni, trzymając w dłoni czajnik.
Ola akurat była pod prysznicem, a my zostaliśmy sami. Niby nic szczególnego — herbata, ale ton, którym to powiedział, miał coś w sobie. Coś, co sprawiło, że nagle zaczęłam się zastanawiać, czy nie mam potarganych włosów, czy bluzka nie jest za bardzo wycięta.
— Jasne, może być z cytryną — odpowiedziałam, siadając przy stole.
Podsunął mi kubek, a potem usiadł naprzeciwko. Przez chwilę żadne z nas się nie odzywało. Słyszałam tylko, jak Ola nuci coś pod nosem w łazience.
— Długo się z Olą przyjaźnicie, co? — zapytał.
— Od podstawówki. — Uśmiechnęłam się. — Ona była pierwszą osobą, która mnie zagadnęła na boisku. Wszyscy grali w zbijaka, a ja stałam z boku i udawałam, że mnie to nie rusza.
— I co zrobiła?
— Podała mi piłkę i powiedziała: „Masz, zbij ich za mnie”.
Michał parsknął cicho.
— To do niej pasuje.
Zamieszał herbatę, wolno, jakby celowo przeciągał ciszę.
— A ty? Co teraz planujesz po maturze?
– Jeszcze nie wiem. Psychologia albo dziennikarstwo. Albo nic. Boję się, że cokolwiek wybiorę, to będzie nie to.
— Przynajmniej nie udajesz, że wszystko masz ogarnięte. — Jego wzrok był zaskakująco ciepły.
Poczułam, że się czerwienię. Był inny, niż go pamiętałam. Mniej obcy. Mniej jak brat mojej przyjaciółki. Wróciłam do pokoju, wciąż myśląc o tej rozmowie. Ola właśnie suszyła włosy.
— Michał cię nie zanudził? — zażartowała.
— Nie, był... zaskakująco normalny.
— No, jak na niego, to już dużo.
Zaśmiałam się, ale w głowie miałam coś innego. Nie byłam pewna, czy to normalność mnie zaskoczyła... czy to, jak na mnie patrzył.
Spojrzał mi prosto w oczy
Ola zniknęła po południu — znajomi z sąsiedniego domku zaprosili ją na imprezę. „Idź ze mną!” — namawiała, ale od razu wyczuła, że coś ze mną nie tak. Skłamałam, że boli mnie głowa. Prawda była inna: nie miałam siły się uśmiechać, udawać, że wszystko jest po staremu. Myśli krążyły gdzie indziej. Zostałam w salonie z kubkiem kakao, zawinięta w koc. Michał usiadł naprzeciwko z książką, ale przewracał strony, jakby ich w ogóle nie czytał. Kominek trzaskał cicho.
— Nie lubisz imprez? — odezwał się w końcu.
— Nie wtedy, kiedy nie mam na nie siły.
Skinął głową. Chwilę milczeliśmy.
— Wiesz, jesteś trochę inna, niż Ola mi o tobie mówiła — dodał nagle.
— A co ci mówiła?
— Że jesteś cicha, nieśmiała, że chowasz się za innymi. A ty... jesteś prawdziwa.
Serce zaczęło mi bić szybciej.
— Michał... — zaczęłam, ale urwałam. — Czemu jesteś taki... inny wobec mnie?
Odłożył książkę. Spojrzał mi prosto w oczy.
— A jeśli po prostu przestałem cię widzieć jak „koleżankę mojej siostry”?
Zamarłam. Czułam, jak wszystko we mnie się napina. Nie powiedziałam nic.
Pochylił się wolno, jakby dawał mi czas na ucieczkę. Ale nie uciekłam. Poczułam jego usta na swoich — ciepłe, pewne, a jednocześnie delikatne. Przez chwilę cały świat się zatrzymał. Potem wyrwałam się, jakby coś we mnie krzyknęło za późno.
— Nie... nie powinniśmy — wyszeptałam i wybiegłam do swojego pokoju.
Ola wróciła późno, pijana i szczęśliwa.
— Jak było? — zapytała.
— Spokojnie — odpowiedziałam, chowając twarz w poduszkę.
Nie spałam całą noc.
Wróciłam do pokoju rozbita
To nie miało się powtórzyć. Obiecałam sobie, że to był tylko moment. Jednorazowy błąd. Ale kiedy tej samej nocy usłyszałam ciche pukanie do drzwi, nie zamknęłam oczu i nie udawałam, że śpię. Wyszłam na korytarz. Stał tam, nie powiedział nic. Wystarczyło jedno spojrzenie. Pocałował mnie mocniej niż wcześniej, jakby chciał upewnić się, że naprawdę tam jestem. Od tamtej nocy wymykaliśmy się coraz częściej. Krótkie chwile w kuchni, gdy Ola spała. Spacery po zmroku. Jego palce na mojej szyi, moje dłonie na jego ramionach. I szeptane słowa, które sprawiały, że nie umiałam już oddychać jak dawniej.
— Myślę o tobie — powiedział pewnego wieczoru, kiedy leżeliśmy obok siebie na podłodze w jego pokoju. — Nie tylko wtedy, kiedy jesteś obok.
— Michał, ja się boję — przyznałam cicho.
— Czego?
— Że to zniszczy wszystko.
Spojrzał na mnie poważnie.
— Nie jesteś dla mnie tylko chwilą. Ale wiem, że... to wszystko jest delikatne.
Wróciłam do pokoju rozbita. Ola już spała. Nagle przewróciła się na bok i mruknęła przez sen:
— Wiesz, że ufam ci jak nikomu?
Zamarłam. Stałam w ciemności jak w potrzasku. Nie wiedziałam, co bardziej boli – radość, że ktoś mnie widzi, czy wstyd, że zdradzam tę, która zawsze przy mnie była.
Coś się zmieniło
Zaczęło się od drobnych spojrzeń. Ola przyglądała mi się dłużej, kiedy myślała, że nie widzę. Raz zauważyła, że wracam późno z „wieczornego spaceru”. Innym razem zapytała, czy Michał nie jest czasem „zbyt miły”.
— Coś się dzieje? — zagadnęła niby lekko, kiedy parzyłyśmy herbatę.
— Nie, czemu pytasz?
— Nie wiem. Jesteś dziwna ostatnio. Nie ma cię w pokoju, chodzisz gdzieś sama. I Michał też... jakoś inaczej się zachowuje.
Zbladłam. Uśmiechnęłam się nerwowo.
— Wymyślasz — rzuciłam i uciekłam do łazienki.
Nocą znów wymknęłam się do Michała. Spotkaliśmy się w kuchni, milcząc. Pocałował mnie od razu, jakbyśmy oboje wiedzieli, że czas nam się kończy.
— Ola coś przeczuwa — wyszeptałam. — Widziałam to w jej oczach.
— Może to już moment, żeby...
— Nie. Nie mów tego. Nie możemy jej tego zrobić.
Telefon zawibrował w mojej dłoni. Wiadomość od Oli: „Gdzie jesteś?”. Zamarłam. Spojrzałam na ekran. Następnego ranka Ola weszła bez pukania do mojego pokoju. Na moim telefonie migała wiadomość: „Tęsknię. M.”. Ona ją zobaczyła. Nie powiedziała nic. Odwróciła się i wyszła. Od tamtej pory nie pytała już o nic. Ale coś się zmieniło. W jej uśmiechu pojawiło się cień. Ja za to chodziłam jak w transie. Wiedziałam, że to się zbliża. Wyznanie albo koniec wszystkiego.
Serce zostawiłam za sobą
Ostatni wieczór. W domu pachniało pieczonym ciastem, które Ola upiekła „na pożegnanie ferii”. Siedzieliśmy wszyscy razem: ich rodzice, ona, Michał, ja. Śmialiśmy się przy stole, jakby nic się nie działo. Ale w środku każdy z nas wiedział. Czułam to. Późnym wieczorem wymknęłam się raz jeszcze. Michał czekał na tarasie, oparty o barierkę, z rękami w kieszeniach.
— Jutro wyjeżdżasz — powiedział bez przywitania.
— Tak. — Głos mi się łamał.
Odwrócił się do mnie. W jego oczach było coś, czego nie widziałam wcześniej — strach.
— Chcę więcej — powiedział cicho. — Nie wiem jak. Nie wiem, czy to możliwe. Ale chcę spróbować. Z tobą.
Zamknęłam oczy. Chciałam wierzyć, że to możliwe. Ale każda cząstka mnie wiedziała, że nie.
— Michał... To nigdy nie miało prawa się wydarzyć.
Podszedł bliżej. Ujął moją dłoń.
— Nie żałuję.
— Ja też nie. Ale nie mogę... nie potrafię tak dalej. — Cofnęłam się o krok.
Staliśmy w ciszy. Mróz szczypał w policzki, a ja czułam, że to właśnie ta chwila będzie wracać do mnie przez lata.
— Żegnaj, Malwina — powiedział.
Nie odpowiedziałam. Odwróciłam się i odeszłam, czując, że serce zostawiłam za sobą, gdzieś na tej zamarzniętej desce tarasu.
Malwina, 19 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Nie miałem własnych wnuków i byłem samotny. Wzruszyłem się do łez, gdy sąsiad zaprosił mnie na Dzień Dziadka”
- „Wiele bym dała, by na Dzień Babci spotkać się z wnukami. To marzenie się nie spełni, bo moja córka nie chce mnie znać”
- „Kocham swoje dzieci, ale lubię też swoją samotność. Gdy powiedziałam o tym znajomym, nazwali mnie wyrodną matką”

