„Mąż zostawił mnie dla młodszej, która lubi luksus. Gdy laleczka zaczęła brykać, wrócił na kolanach”
„– Ludzie się mylą, Ewa. Daj mi szansę to naprawić – powiedział. – To nie jest już ten sam dom. Ja też nie jestem tą samą kobietą. Posprzątałam po nas. I nie mam ochoty znów wchodzić w ten sam bałagan”.

Rozstaliśmy się spokojnie. Bez sądowych dramatów, bez rodzinnych awantur, bez wyciągania brudów. Uznałam, że nasi dorośli już syn i córka nie muszą być świadkami końca czegoś, co z zewnątrz wyglądało na stabilne małżeństwo. Michał mieszkał w Norwegii, Asia w Lublinie. Nie było sensu ściągać ich na kolejne rozprawy tylko po to, by słyszeli, jak ich rodzice przestali być sobie bliscy.
Z Krzysztofem przeżyliśmy niemal trzy dekady. Nasz rozwód był bez orzekania o winie. Tylko najbliższe koleżanki wiedziały, że on związał się z kimś innym. Nie rozpaczałam. Przynajmniej nie od razu. Zachowywałam się jak automat. Bez krzyków, bez płaczu, bez nadziei na cud.
Nie miałam majątku do podziału, prócz mieszkania, które postanowiłam spłacić i przepisać potem na syna. Michał się zgodził – przysyłał regularne przelewy w euro. Dostałam też wsparcie od córki. Zostałam sama. Świat stanął na głowie, ale nie czułam, że to katastrofa. Dopiero później zrozumiałam, że ten mój spokój był tylko ciszą przed burzą.
Oszukiwałam się dość długo
– Bywa – powiedział Krzysztof, gdy pierwszy raz poruszyliśmy temat rozwodu.
Jakby to była zwykła rzecz. Spotykają się ludzie, żyją razem, a potem się rozchodzą. Bez żalu, bez historii. Początkowo próbowałam przyjąć tę filozofię. Wmawiałam sobie, że nasz związek i tak już dawno się wypalił. Nie kłóciliśmy się, to prawda.
Poczułam ulgę. Tak wtedy myślałam. Nie musiałam się z nikim spierać o lodówkę, kto zmywa, kto wyrzuca śmieci. Nie musiałam ukrywać rozczarowania, gdy znów wracał zmęczony i zamyślony. Uznałam, że skoro przez te wszystkie lata nauczyłam się żyć „dla rodziny”, to teraz najwyższy czas, by nauczyć się żyć sama. Byłam pewna, że dam sobie radę.
Dopiero po paru miesiącach zrozumiałam, jak bardzo się oszukiwałam. Wtedy przyszedł smutek. Zaczęłam się budzić w nocy. Słuchałam ciszy i wyobrażałam sobie, jak śpi teraz z kimś innym. Myślałam o tej kobiecie, z którą pisał godzinami, zanim w ogóle odważył się wyznać mi prawdę. Nagle pojawiły się złość i zazdrość, które wcześniej były dla mnie obce. I modlitwy, by wrócił. Chociażby po to, żebym mogła powiedzieć mu, jak bardzo mnie zranił.
Krzysztof poznał ją przez internet. Miała na imię Iwona i był dużo młodsza ode mnie. Od razu wiedziałam, że Krzysztof zafascynował się kimś zupełnie innym niż ja.
Mąż mnie okłamał
Pewnego dnia Krzysztof oznajmił, że wyjeżdża do Poznania na kilka dni. Powiedział, że spotka się z kolegą z czasów technikum, z którym odnowił kontakt przez internet. „Musimy powspominać dawne czasy” – rzucił niby żartem, pakując się w pośpiechu.
– Aż trzy koszule na wspominki? – zapytałam, opierając się o framugę.
– Na zmianę. Jakbyśmy gdzieś poszli... do knajpy – odparł, unikając mojego wzroku.
– Mhm. A może jednak na randkę? – uśmiechnęłam się, niby żartobliwie, choć coś już wtedy ściskało mnie w środku.
– Daj spokój, Ewa. Wiesz, że nie jestem typem podrywacza.
– Nie wiem. Ostatnio to ty sam siebie chyba nie poznajesz.
Nie odpowiedział. Po chwili zamknął walizkę i mruknął:
– Zadzwonię wieczorem.
Nie zadzwonił. Po powrocie milczał więcej niż zwykle. Nie dopytywałam. Nie miałam siły. Po cichu liczyłam, że sam coś powie, przyzna się, wyjaśni. Kilka dni później przypadkiem znalazłam paragon z hotelu w centrum Poznania dla 2 osób. Zamarłam.
– Spotkałeś się z nim w ogóle?
Cisza. Nawet nie udawał, że szuka odpowiedzi. Wtedy już wiedziałam. Tylko wciąż łudziłam się, że może nie wszystko jeszcze przesądzone. Że wróci. Że spojrzy na mnie jak kiedyś.
Czekałam, aż sam się przyzna
Minął tydzień od tamtego wieczoru. Krzysztof chodził po domu i milczał, jakby zbierał się do czegoś, czego sam się bał. Przestaliśmy się nawet mijać – raczej unikaliśmy siebie świadomie. Z każdym dniem byłam coraz bardziej pewna, że to tylko kwestia czasu. Nie zadałam pytania, które nosiłam w głowie. Czekałam, aż sam się przyzna.
Stało się to pewnego wieczoru, gdy wrócił wcześniej niż zwykle. Zdziwiło mnie to.
– Możemy porozmawiać? – zapytał, stojąc w drzwiach kuchni.
– O tej młodej z internetu?
Zamarł.
– Ewa...
– Spokojnie. Nie zamierzam robić scen. Po prostu wolę wiedzieć, z kim dzielę łóżko.
Usiadł naprzeciwko. Nie zaprzeczył. Nie zapytał, skąd wiem. Może zrozumiał, że od dawna nie mam złudzeń.
– Ma na imię Iwona. Ma trzydzieści sześć lat. Poznałem ją przez przypadek, zaczęliśmy pisać… potem spotkaliśmy się. I… sam nie wiem. Poczułem, że znów żyję.
– A ja? Przez trzydzieści lat byłam kim? Gosposią?
– Nie mów tak. Byliśmy razem… ale z czasem… – zawahał się – było coraz nudniej.
– To teraz masz rozrywkę, gratuluję.
Patrzył w stół. Widać było, że próbował zebrać myśli.
– Chciałbym odejść spokojnie. Bez gniewu.
– Jesteś bezczelny! Wiesz o tym?
Nie odpowiedział. Tylko kiwnął głową i wstał. Wtedy już wiedziałam, że nasze małżeństwo skończyło się nie dziś, nie tydzień temu. Dużo wcześniej. A jego romans tylko przypieczętował to, co oboje baliśmy się nazwać.
Wzięliśmy rozwód
Minęło ponad pół roku. Rozwód przebieg sprawnie i szybko. Z każdym kolejnym miesiącem było ciut lepiej. W ciszy mieszkania słyszałam echo dawnych rozmów, stukot jego kluczy, śmiech z telewizora, który kiedyś wspólnie oglądaliśmy. Krzysztof zniknął z mojego życia prawie zupełnie. Prawie.
Któregoś dnia zadzwonił.
– Ewa? Będę przejazdem w mieście. Załatwiam sprawy z tymi obligacjami, co kiedyś mówiłem. Mogę wpaść na kawę?
Zawahałam się. Nie z ciekawości. Z niepewności, co poczuję, widząc go znowu.
– Przyjdź – odpowiedziałam.
Kiedy stanął w drzwiach, przez chwilę go nie poznałam. Schudł, zmarniał i wyglądał jak człowiek, który ma za sobą więcej, niż myślał, że uniesie. A ja? Miałam nową fryzurę, kilka kilo mniej i – choć tego nie planowałam – więcej blasku w oczach.
– Pięknie wyglądasz – powiedział, siadając ostrożnie jak gość.
– Dziękuję. Ty też… no… wyglądasz.
Uśmiechnął się blado.
– Słuchaj, Ewa… Ja wiem, że to nie twoja sprawa, ale… nie jest łatwo.
– Mówisz o niej?
– Mówię o wszystkim. Miało być inaczej. Miało być lżej.
– A wyszło?
Wzruszył ramionami.
– Iwona to nie to, co myślałem. Chciała więcej. Czasu, pieniędzy, planów. A ja… ja się chyba pomyliłem.
– A myślałeś, że co? Że babka przed 40-stką zakocha się w facecie, który zaraz idzie na emeryturę?
Nie powiedział nic. Ja też nie. W ciszy parzyłam herbatę i już wiedziałam, że to nie tęsknota mnie gryzie. To jakaś dziwna ulga, że to już nie mój problem.
To już nie jest jego dom
Krzysztof wrócił na fotel. Nie spieszył się z wyjściem. Trzymał kubek oburącz, jakby w tej herbacie próbował znaleźć odwagę. Milczeliśmy długo, aż w końcu wypowiedział słowa, których wcale się już nie spodziewałam.
– Ewa… Ja myślę, że popełniłem błąd.
Podniosłam wzrok. Patrzył na mnie poważnie, bez skrępowania, bez próby ukrycia czegokolwiek.
– Chcesz, żebym ci współczuła? – spytałam spokojnie.
– Nie. Chciałbym… wrócić. Tu. Do ciebie.
Zamrugałam. Nie dlatego, że mnie zszokował. Tylko dlatego, że to było za późno. Po prostu.
– Wrócić? Do mieszkania czy do życia?
– Do ciebie – powiedział bez zawahania. – Przemyślałem wszystko. Nie chodzi o wygodę. Ani o samotność. Tylko o ciebie.
Pokręciłam głową. Nie z żalu. Ze zrozumienia.
– Krzysztof, kiedy wychodziłeś, zostawiłeś nie tylko łóżko i talerze. Zostawiłeś mnie. W najgorszym momencie. A ja... już sobie to wszystko poukładałam.
– Ludzie się mylą, Ewa. Daj mi szansę to naprawić – powiedział.
– To nie jest już ten sam dom. Ja też nie jestem tą samą kobietą. Posprzątałam po nas. I nie mam ochoty znów wchodzić w ten sam bałagan.
Zamilkł. Przez chwilę wyglądał na kogoś, kto właśnie zobaczył, jak dom, który znał, został zamknięty na klucz.
– Przemyśl to, proszę.
– Nie muszę – odpowiedziałam cicho. – Wiem już, kim jestem bez ciebie. I chcę taka zostać.
Ewa, 57 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Nie było nas stać na studniówkę, ale córka i tak poszła. Załamałam się, gdy wyznała, skąd wzięła na to pieniądze”
- „Każdy zazdrościł mi żony, ale nikt nie wiedział, co przeżywam za zamkniętymi drzwiami. Dłużej tego nie zniosę”
- „Zamieniłam wygodne życie w mieście na domek w górach. Dziś wiem, że kulig w śniegu po pachy nie jest dla mnie”

