„Mąż zniknął z kochanką, a teściowa od razu załatwiła mi prawnika. Pomogła mi przejść przez rozwód z klasą”
„– Jesteś silniejsza, niż ci się wydaje. Paweł postąpił podle, ale ty musisz zadbać o siebie i o Jasia. Zatrzymałam się na środku chodnika, nie wiedząc, co powiedzieć. Dopiero teraz dotarło do mnie, że Jadwiga była przy mnie naprawdę”.

Moje życie przez ostatnie lata było zwykłe: praca, dziecko, dom, czasem wieczorne kłótnie o drobiazgi. Z Pawłem, moim mężem, nie tworzyliśmy idealnej pary, ale myślałam, że kryzys to coś, co po prostu się przechodzi. On był coraz bardziej zamknięty w sobie, wracał późno, tłumaczył się pracą i projektami, ja starałam się nie czepiać, bo i tak miałam wystarczająco dużo na głowie.
Wszystko zmieniło się pewnego czwartku. Paweł wyszedł rano do pracy, jakby nigdy nic – nawet mnie pocałował. Wieczorem nie wrócił. Najpierw był strach, że coś mu się stało. Potem – niepokój, bo nie odbierał telefonów, nie odpisywał na wiadomości.
– Magda, coś jest nie tak – mówiłam do przyjaciółki przez telefon. – Myślisz, że mógłby… z kimś innym…? – Jej milczenie wystarczyło za odpowiedź.
Dzwoniłam do jego rodziny, do Jadwigi – teściowej, która nigdy nie była dla mnie szczególnie ciepła.
– Nie wiem, Aniu, też się martwię – usłyszałam w słuchawce jej zmęczony głos.
Wtedy poczułam, że wszystko się rozsypuje i jeszcze nie wiem, jak bardzo samotna zaraz się poczuję.
Nie wiedziałam, co się dzieje
Pierwszy raz od lat zadzwoniłam do Jadwigi z własnej potrzeby, a nie z obowiązku. Była chłodna, rzeczowa, a jednak czułam w jej głosie jakieś napięcie.
– Paweł nie wrócił na noc – powiedziałam cicho, ledwo powstrzymując łzy.
Jadwiga chwilę milczała, jakby musiała przetrawić tę wiadomość.
– Aniu, może miał awarię samochodu? Może coś się stało w pracy? – pytała.
Z jej głosu zniknęła pewność siebie, którą zawsze prezentowała. Umówiłyśmy się, że przyjdzie do mnie wieczorem. Kiedy pojawiła się w drzwiach, wyglądała na starszą niż zwykle. Przyniosła ciasto dla Jasia, jakby próbowała robić dobrą minę do złej gry. Usiadłyśmy naprzeciwko siebie w kuchni, udając, że pijemy herbatę, choć żadna z nas jej nie tknęła.
– Czy on do ciebie dzwonił? Może napisał? – zapytałam, próbując zachować spokój.
– Nie, Aniu. Sama jestem w szoku – odpowiedziała, patrząc gdzieś poza mnie. Przez chwilę rozmawiałyśmy o rzeczach błahych – o Jasiu, o pracy – ale coraz bardziej czułam, że coś między nami pęka. W końcu nie wytrzymałam.
– Co on sobie myśli? Że zostawi mnie z dzieckiem i wszystko będzie dobrze?! – wybuchłam, nagle zalana złością i bezradnością.
Jadwiga spojrzała na mnie, pierwszy raz naprawdę z troską.
– Wiem, że nie jestem dla ciebie dobrym wsparciem, ale wierzę, że się odnajdziemy w tej sytuacji – powiedziała cicho.
Poczułam, jak narasta we mnie chaos. Nie wiedziałam, czy mam płakać, czy krzyczeć. Wtedy zrozumiałam, że nie jestem już tylko żoną, ale samotną kobietą, której życie właśnie rozsypało się na kawałki.
Szukałam męża
Kolejny dzień zaczęłam od dziesiątek telefonów. Najpierw do znajomych Pawła, potem do jego pracy. Wszyscy powtarzali to samo:
– Paweł? Wyszedł wczoraj normalnie, nie mówił, że ma jakieś plany.
– W południe zadzwoniła Magda.
– Anka, widziałam Pawła... chyba z Karoliną z firmy – na moment zapomniałam, jak się oddycha.
– Jesteś pewna? – zapytałam, czując jak słowa uderzają mnie w brzuch.
– Aniu, nie chcę cię ranić, ale wyglądało, jakby byli razem. – Głos Magdy łamał się, ja już nawet nie próbowałam udawać, że wszystko jest w porządku.
Po południu przyszła Jadwiga. Bez zbędnych słów położyła mi na stole kartkę z numerem telefonu.
– Załatwiłam ci prawnika. Mecenas R. Zna sprawę, będzie czekał na twój telefon – powiedziała twardo, nie patrząc mi w oczy.
Zamrugałam ze zdziwienia, poczułam się, jakbym straciła kontrolę nad własnym życiem. – Ale... Przecież to jeszcze nie rozwód, nie jestem gotowa! – wybuchłam.
– Anka, nie będę go bronić. Zrobił coś podłego. Ale ty musisz być silna – odparła Jadwiga. Jej ton był stanowczy, a jednak czułam, że mówi to z jakimś żalem.
– Czemu ty się tym przejmujesz bardziej niż ja? To twój syn! – nie mogłam się powstrzymać. Jadwiga długo milczała, po czym szepnęła:
– Bo wiem, co znaczy zostać samotną matką. Nie pozwolę, żeby ktoś cię jeszcze bardziej skrzywdził.
Zostałam w kuchni, patrząc na numer do prawnika. Miałam wrażenie, że jestem marionetką, że ktoś rozgrywa moje życie za mnie. Jednocześnie czułam wdzięczność, której nie potrafiłam wyrazić. W głowie miałam tylko jedno: czy naprawdę już wszystko skończone?
Teściowa nie broniła syna
Wieczorem nie mogłam zasnąć. Gapiłam się w sufit, wsłuchując się w oddech Jasia. Wszystko we mnie buzowało: strach, wściekłość, wstyd, bezradność. Słyszałam, jak Jadwiga rozmawia przez telefon w pokoju obok, jej głos był ściszony, ale pojedyncze słowa przebijały się przez ścianę.
– Niech się nie waży wracać. Nie po tym, co zrobił. – W tej chwili poczułam, jak coś pęka. Wstałam, cicho podeszłam pod drzwi i przystanęłam, niepewna, czy powinnam słuchać dalej.
W końcu weszłam do pokoju. Jadwiga odłożyła słuchawkę, jej twarz była blada i zacięta. Przez sekundę patrzyłyśmy na siebie w milczeniu.
– Wiedziałaś, że mnie zdradzał? – wyrzuciłam z siebie, nawet nie próbując już być opanowana.
– Aniu... – zaczęła, ale przerwałam jej.
– Kłamałaś mi prosto w oczy?
– Nie! – podniosła głos, pierwszy raz odkąd ją znałam. – Dowiedziałam się jakiś czas temu. Zadzwonił do mnie brat Pawła. Mówił, że Paweł zabrał wszystkie oszczędności i razem z Karoliną chcą zacząć nowe życie. W Norwegii.
Czułam, że wszystko wiruje.
– Czemu mi nie powiedziałaś od razu?
– Bałam się. Sama nie wiedziałam, jak zareagujesz. Wstydzę się za niego. To nie ty zawiodłaś. To mój syn.
Przez chwilę stałyśmy jak dwie obce kobiety, które połączył ten sam ból. Wreszcie Jadwiga usiadła obok mnie, jej ręka dotknęła mojej dłoni.
– Wiem, że zawsze byłam oschła. Ale teraz... nie zostawię cię z tym.
Łzy zaczęły same płynąć mi po policzkach. Nie rozumiałam już niczego – ani Pawła, ani siebie, ani nawet Jadwigi, która jeszcze wczoraj była dla mnie tylko teściową, a dziś stała się kimś więcej.
Miałam dobre wsparcie
Tydzień później spotkałam się z mecenasem. Jadwiga nalegała, żeby mi towarzyszyć. Weszłyśmy razem do kancelarii, choć czułam się, jakby nogi miałam z waty. Prawnik był rzeczowy, konkretny, zadawał pytania, na które nie byłam gotowa odpowiadać.
– Alimenty, opieka nad dzieckiem, podział majątku. Musi pani zdecydować, czego oczekuje – mówił, przeglądając dokumenty, które Jadwiga już wcześniej mu przekazała.
Zaciskałam dłonie, wstydząc się, że drżą mi palce. Jadwiga patrzyła na mnie spokojnie, od czasu do czasu ściskając mnie lekko za ramię.
– Nie wiem, czy dam radę sama to wszystko udźwignąć – powiedziałam cicho.
– Pani Anno, nie jest pani sama. Ma pani wsparcie rodziny. I moje – odpowiedział R., zerkając na Jadwigę, jakby doskonale wiedział, przez co przechodzę.
Po spotkaniu szłyśmy powoli do auta. Jadwiga milczała przez dłuższą chwilę, w końcu odezwała się miękkim głosem:
– Jesteś silniejsza, niż ci się wydaje. Paweł postąpił podle, ale ty musisz zadbać o siebie i o Jasia.
Zatrzymałam się na środku chodnika, nie wiedząc, co powiedzieć. Dopiero teraz dotarło do mnie, że Jadwiga była przy mnie naprawdę – nie z obowiązku, nie dla pozorów. Była jedyną osobą, która trzymała mnie w pionie.
– Dziękuję ci, mamo – wyszeptałam, a ona uśmiechnęła się pierwszy raz od wielu dni.
Przez kolejne tygodnie wszystko zaczęło się układać. Czułam, że coraz mniej boli, chociaż żal wciąż dusił mnie w gardle. Jadwiga coraz częściej odwiedzała nas z Jasiem, przywoziła obiad, bawiła się z wnukiem, a wieczorami długo ze mną rozmawiała. Nasze relacje się zmieniały – powoli, ale prawdziwie. Przestawałyśmy być dla siebie obcymi kobietami.
Rozwiedliśmy się
Rozprawa rozwodowa przyszła szybciej, niż się spodziewałam. Do sądu szłam z Jadwigą u boku – czułam, jak dłoń teściowej ściska moją rękę, dodając mi otuchy. Paweł pojawił się, ale nie spjrzał żadnej z nas w oczy.
Cała procedura była jak zły sen. Słuchałam, jak sędzia odczytuje nasze dane, pyta o zgodę na rozwód, o alimenty, o podział opieki nad Jasiem. Czułam się, jakby ktoś opowiadał czyjeś życie, nie moje. Kiedy padły słowa „orzeczenie o winie” i „opieka powierzona matce”, coś we mnie pękło. Nagle przestałam być żoną. Byłam już tylko Anną, samotną matką, która wygrała coś, czego nigdy nie chciała wygrywać.
Po rozprawie nie wytrzymałam. Wyszłam przed budynek sądu i rozpłakałam się na dobre. Jadwiga podeszła do mnie, objęła mnie mocno, pierwszy raz w życiu naprawdę blisko. Przez chwilę trwałyśmy tak bez słów, tylko z ciężarem wszystkich tych miesięcy, które minęły.
– Pamiętaj, że jesteś moją rodziną – powiedziała cicho, a ja znowu nie mogłam powstrzymać łez.
Nie miałam pojęcia, jak dalej żyć. Co będzie ze mną, z Jasiem, z przyszłością, która przecież jeszcze chwilę temu miała wyglądać zupełnie inaczej. Wiedziałam tylko, że zyskałam sojuszniczkę tam, gdzie najmniej się tego spodziewałam. Kiedyś bałam się tej kobiety, teraz była mi bliższa niż ktokolwiek.
Patrzyłyśmy razem na ludzi wychodzących z sądu. Jadwiga trzymała mnie za rękę, a ja po raz pierwszy od dawna poczułam, że nie jestem już zupełnie sama.
Anna, 34 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Pojechaliśmy z rodziną do Austrii w Alpy, by spędzić ferie marzeń. Wróciłam jako samotna matka i zdradzona kobieta”
- „Teściowa dała kopertę księdzu po kolędzie zamiast wnukom na zimowisko. Niech się potem nie dziwi, że jej nie szanują”
- „W styczniu zabrakło nam na rachunki, bo córka miała studniówkę. Ta impreza wyczyściła nam portfel”

