Reklama

Jestem mamą sześcioletniej Leny i żoną Michała. Znamy się od studiów, pobraliśmy się po pięciu latach związku, a niedługo później urodziła się nasza córka. Od kilku lat wiedliśmy – z pozoru – ustabilizowane życie. Michał pracuje jako informatyk, ja zajmuję się marketingiem w agencji reklamowej. Kredyt na mieszkanie, weekendy u teściów albo u znajomych, wieczory z serialami, bajki do snu dla Leny, zakupy, rozrzucone zabawki, poranne śniadania w biegu. Niby wszystko tak, jak powinno być.

Zawsze myślałam, że zdrada to coś, co przydarza się innym. Kobietom, które nie dbają o swoich partnerów, które przegapiają sygnały, albo które od lat żyją w pustych małżeństwach. My tacy nie byliśmy. Przynajmniej tak mi się wydawało.

Od kilku miesięcy Michał był... inny. Niby obecny, a jednak trochę nieobecny. Częstsze nadgodziny, częstsze wyjazdy „służbowe”, mniej wspólnych rozmów, mniej seksu. Tłumaczyłam to stresem w pracy, projektami, zmęczeniem. Każdy ma gorsze momenty – powtarzałam sobie. Ale mimo tego czułam gdzieś głęboko, że coś się zmienia.

Nie podejrzewałam go o nic konkretnego. Nie snułam teorii spiskowych. Po prostu... miałam wrażenie, że coś się między nami rozluźnia. Aż pewnego dnia, zupełnie przypadkiem, prawda wyskoczyła na mnie z ciemności jak dzikie zwierzę. I w jednej chwili moje „ustabilizowane życie” zaczęło przypominać piekło.

Przeczytałam sms-y męża

Szukając ładowarki Michała, zajrzałam do jego torby, tej służbowej, czarnej, której od miesięcy nie pozwalał mi ruszać. „Tam mam ważne dokumenty, służbowe rzeczy, nic ciekawego” – mówił, gdy kiedyś chciałam tylko ją przestawić. Teraz jednak musiałam to zrobić. Michał był u sąsiada.

Rozpięłam zamek torby w poszukiwaniu torby i wtedy usłyszałam dźwięk – ciche „ping” z telefonu męża. Wyjęłam go z torby, ekran rozświetlił się i zobaczyłam, że wiadomość przyszła od... Magdy. Tej samej Magdy, z którą pracował. „Tęsknię za wczoraj.”. Zamarłam.

Przez kilka sekund stałam bez ruchu, z telefonem w dłoni, czując, jak serce wali mi jak młotem. Może to żart? Głupi żart? Może to pomyłka? Ale kolejna wiadomość rozwiała wszelkie złudzenia: „Dziś też uda ci się wymknąć? Marzę o tobie”.

Oparłam się o stół. Ręce mi się trzęsły. Przewinęłam w górę – rozmowa ciągnęła się tygodniami. Flirty, wspomnienia, plany na następne spotkania. Pisali o hotelach, o lunchach, o tym, jak „w domu ciężko udawać”. I że „ona nic nie wie”. To o mnie. To ja byłam „ona”.

Wzięłam głęboki oddech Wtedy przyszła kolejna wiadomość.

„Nie mogę się doczekać, aż znów mnie przytulisz”.

Potem długo siedziałam w milczeniu, wpatrzona w ekran, który właśnie roztrzaskał mi życie.

Obserwowałam męża

Od dnia, w którym przeczytałam wiadomości Magdy, nie byłam już tą samą osobą. Coś we mnie pękło. A jednak wciąż wstawałam rano, pakowałam Lenie śniadaniówkę do przedszkola, wysyłałam maile z pracy, uśmiechałam się do sąsiadki. Tylko wieczorami, gdy Michał siedział na kanapie i „przeglądał raporty”, przyglądałam mu się w milczeniu, a w środku rozsadzała mnie chęć krzyku.

Obserwowałam go. Wracał o różnych porach, coraz częściej znikał „na spotkania”. Uśmiechał się do mnie, całował mnie w czoło, a ja miałam ochotę zmyć ten pocałunek ściereczką do naczyń. Jego telefon stał się przedmiotem, który zawsze miał przy sobie. Nawet do łazienki go zabierał. Wiedziałam już, dlaczego.

Nie konfrontowałam się z nim. Nie jeszcze. Zaczęłam zbierać dowody, jak jakaś detektyw ze słabego filmu. Screeny, daty, godziny. Miałam wrażenie, że to nie moje życie. Że jestem widzem, który obserwuje jakąś kobietę w rozsypce. W końcu zadzwoniłam do Klary.

– Beata? Wszystko okej?

– Michał mnie zdradza – powiedziałam bez wstępu, głosem suchym jak kurz.

Zapadła cisza.

– Gdzie jesteś? – spytała tylko. – Już wychodzę. Będę za dziesięć minut.

Siedziałyśmy u mnie w kuchni. Klara przyniosła lody, jakbyśmy miały właśnie obejrzeć komedię romantyczną, nie rozkładać moje życie na czynniki pierwsze.

– Musisz z nim pogadać – powiedziała po tym, jak pokazałam jej wiadomości.

– Nie jestem gotowa. Jeszcze nie.

– Ale Beata... on cię oszukuje. Każdego dnia. A ty milczysz i udajesz, że wszystko gra?

Pokiwałam głową. Sama nie wiedziałam, czemu czekam. Może bałam się, co się stanie, gdy prawda w końcu wybuchnie? A może… wciąż chciałam wierzyć, że się obudzę.

Nie wytrzymałam tych kłamstw

Wszystko pękło w zwykły wtorek. Nic tego dnia nie zapowiadało. Zjedliśmy razem kolację – Michał smażył jajka, Lena jadła pomidora, a ja patrzyłam na nich jak przez szybę. Było spokojnie, cicho, może nawet sielsko. A jednak w moim wnętrzu coś bulgotało. Zmywałam naczynia, kiedy Michał wszedł do kuchni, otworzył lodówkę i zapytał:

– Nie zostało trochę sałatki?

Nie odpowiedziałam. Odłożyłam talerz, wytarłam ręce w ścierkę i odwróciłam się w jego stronę.

– Michał, musimy porozmawiać.

Spojrzał na mnie z lekkim zdziwieniem, jakbyśmy byli obcymi ludźmi. Jakby nie wyczuwał, że nadszedł ten moment. Usiadłam przy stole. On naprzeciwko.

– Wiem o wszystkim – powiedziałam. – O Magdzie. O waszych wiadomościach. O hotelach.

Zbladł. Dosłownie – skóra mu zszarzała, jakby ktoś spuścił z niego krew.

– Beata… ja…

Oszczędź mi tego. Czyli to prawda?

Zamilkł. Przez chwilę wydawało się, że może będzie jeszcze próbował zaprzeczyć. Ale tylko spuścił głowę.

– To już koniec – powiedział cicho. – Z Magdą. Zerwałem z nią. Przysięgam.

Zaśmiałam się. Nerwowo, gorzko.

– A kiedy? Przed piętnastoma minutami, jak zaczęłam zmywać?

– Nie. W zeszłym tygodniu. Beata… To nic nie znaczyło. Naprawdę. To był... błąd. Ja byłem głupi. Samotny. Zgubiony.

– Samotny? W małżeństwie z kobietą, która przez sześć lat wychoywwała twoje dziecko, gotowała ci obiady i wierzyła w ciebie bardziej niż ty sam?

Nie wytrzymałam. Rzuciłam kubkiem w ścianę. Rozprysnął się, kawa poleciała na kafelki.

– Wiesz, co mnie boli najbardziej? Że wracałeś do mnie po tych wszystkich nocach. Że mnie dotykałeś. Że patrzyłeś mi w oczy. Kłamałeś i jadłeś ze mną kolację, Michał!

On siedział, zgarbiony, ściskając dłońmi głowę.

– Przepraszam… nie potrafię tego wyjaśnić…

– Nie musisz. Właśnie wyjaśniłeś wszystko. Tylko jedno mnie zastanawia – kiedy to się zaczęło?

Spojrzał na mnie i wyszeptał:

– Pół roku temu.

Pół roku. Pół roku życia w kłamstwie. Poczułam, że tonę w czymś gęstym, śmierdzącym i nieodwracalnym.

Chciałam znać całą prawdę

Długo nie mogłam się otrząsnąć po tamtej rozmowie. Michał spał na kanapie. Umysł pracował na pełnych obrotach, a każda myśl wbijała mi się w skórę jak ostra igła.

Następnego dnia, gdy Lena była w przedszkolu, zrobiłam coś, czego nie planowałam. Zadzwoniłam do Magdy z telefonu męża.

– Halo?

– Dzień dobry, z tej strony Beata, żona Michała. Chciałabym z panią porozmawiać.

Zapadła cisza. Długa, duszna. W tle słyszałam jej oddech, przyspieszony. W końcu odezwała się chłodno:

– Okej. Czego pani chce?

– Prawdy. Nie tej, którą sprzedał mi Michał. Chcę wiedzieć, kim dla niego byłaś. I czy zamierzał odejść ode mnie.

Magda zaśmiała się krótko, z goryczą.

– On nie był twój już od dawna. Tylko jeszcze tego nie zauważyłaś.

– Jak długo to trwało?

– Sześć miesięcy. Ale planował to wcześniej. Wiesz, w pracy opowiadał o waszym „związku bez bliskości”, o tym, że jest nieszczęśliwy. Że nie czuje się mężczyzną.

Poczułam, jak wszystko we mnie krzyczy. Jakby ktoś zdzierał mi skórę z twarzy.

Czy mówił ci, że cię kocha?

– Tak. Mówił, że mnie kocha. I że nie wie, jak ci to powiedzieć, bo „jesteś słaba i się załamiesz”. Że musi to zrobić delikatnie. Że się boi.

– I co? Kiedy planował mnie zostawić?

– Jak najszybciej.

Oczy zaszły mi łzami, ale nie dałam jej tej satysfakcji.

– Dziękuję, Magda. Dziękuję, że przypomniałaś mi, jak bardzo można upaść i jak nisko potrafią zejść ludzie. Wiesz co? Nie jesteś tylko kochanką. Jesteś kobietą, która ukradła mi życie.

Rozłączyłam się. I wtedy pierwszy raz od dawna... się rozpłakałam.

Mąż mnie przepraszał

Michał przez kilka dni chodził po domu jak cień. Sprzątał, gotował, wracał wcześniej z pracy. Unikał kontaktu wzrokowego. Lena zauważyła, że coś jest nie tak – dzieci wyczuwają napięcie lepiej niż dorośli. Pewnego wieczoru podeszła do mnie z kredką w dłoni i zapytała:

Mamusiu, czemu tata śpi na kanapie?

Spojrzałam na nią i przez chwilę szukałam odpowiedzi. Tylko jak wytłumaczyć sześciolatce zdradę? Kłamstwo? Upadek?

– Bo zrobił coś, czego bardzo żałuje, kochanie – powiedziałam w końcu.

Lena pokiwała głową i wróciła do rysowania, jakby to wystarczyło. A ja siedziałam obok niej, czując się jak wrak człowieka.

Dwa dni później, wieczorem, kiedy Lena już spała, Michał wszedł do salonu. Usiadł naprzeciwko mnie, na tej samej kanapie, na której przez ostatnie noce samotnie spał. Miał w oczach łzy. Pierwszy raz widziałam go takiego – rozbitego, skruszonego.

– Beata… ja wiem, że nie zasługuję na wybaczenie. Ale błagam cię… daj mi szansę. Dla Leny. Dla nas. To był najgłupszy błąd w moim życiu. Nie chcę jej. Chcę ciebie. Ciebie i nasze życie.

Nie odpowiedziałam od razu. Wpatrywałam się w jego twarz. Kiedyś widziałam w niej wszystko – bezpieczeństwo, przyszłość, czułość. Teraz widziałam tylko bliznę.

– Ja nie wiem, czy jeszcze chcę ciebie – powiedziałam cicho. – Kiedy cię widzę… boli.

– Naprawię to. Przysięgam.

Tego nie da się naprawić. Można tylko przeżyć. I może… jakoś dalej żyć. Ale już nie tak samo.

Michał spuścił głowę. Milczeliśmy długą chwilę. W końcu dodałam:

– Potrzebuję czasu. I przestrzeni. Wyprowadź się. Nie wiem na jak długo. Ale nie mogę oddychać, kiedy jesteś obok.

Wyszedł bez słowa. Tylko po drodze zajrzał do pokoju Leny, pocałował ją w czoło i wyszeptał „przepraszam”. I wtedy znów coś we mnie pękło – ale tym razem nie ze złości. Ze smutku. Ogromnego, bezbrzeżnego smutku.

Beata, 34 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.



Reklama
Reklama
Reklama