Reklama

Mam jedno dziecko i męża, Michała. Na zdjęciach wszystko wygląda pięknie: rodzinna wycieczka do Sopotu, moje urodziny z tortem z ulubionej cukierni, Boże Narodzenie z dzieckiem rozdzierającym papier z prezentów pod choinką. Michał przy mnie, obejmuje mnie w talii. Przeciętny, sympatyczny facet — typ „złotego chłopaka”. A jednak… coś od zawsze zgrzytało.

Z Michałem poznaliśmy się na ostatnim roku studiów. Był uroczy, pomocny, taki trochę „maminsynek”, ale wtedy uznałam to za zaletę. „Szanuje matkę, to i żonę będzie szanował” — mówiła moja babcia. I ja w to wierzyłam. Prawda była taka, że już wtedy Teresa, jego mama, pojawiała się wszędzie. Kiedyś, po jednym z naszych pierwszych wspólnych weekendów, Michał zaproponował, żebym ją poznała.

— Ona po prostu taka jest, nie przejmuj się — rzucił, gdy Teresa zlustrowała mnie od stóp do głów i powiedziała, że „ładna, ale chyba z tych cichych, co się chowają w cieniu mężczyzny”.

Uśmiechnęłam się wtedy grzecznie, jak ta cicha i potulna dziewczyna, bo naprawdę chciałam, żeby mnie polubiła. Ale w środku coś się we mnie zagotowało. Zastanawiałam się, czy to ja przesadzam… Może to tylko różnica charakterów? Może ona po prostu nie zna mnie jeszcze dobrze? Z każdym miesiącem Teresa była coraz bardziej obecna. Na początku myślałam, że to normalne, że teściowa chce być częścią naszego życia. Że po prostu troszczy się o syna. Ale nie — ona chciała być jego życiem. Nie zauważyłam, kiedy to wszystko zaczęło się wymykać spod kontroli. Albo może nie chciałam widzieć?

Zamknęłam się w sobie

Pierwszy raz poczułam się jak ktoś obcy we własnym domu, kiedy Teresa bez pytania przestawiła meble w salonie. Wróciłam z pracy, a ona już zdążyła przetrzeć półki, wynieść zasłony do prania i postawić kanapę pod inną ścianą.

Tutaj będzie lepiej, zobaczysz — powiedziała z uśmiechem, zupełnie jakby urządzała swoje mieszkanie.

Stałam w progu z siatkami z zakupami i patrzyłam, jak Michał kiwa głową, przytakuje, a ja milczałam, bo nie chciałam wywoływać kłótni. Może faktycznie miała rację? Może miała lepsze wyczucie przestrzeni? Tłumaczyłam to sobie długo. Zbyt długo. Potem zaczęły się uwagi. Z początku delikatne: że dziecko za lekko ubrane, że obiad niedoprawiony, że doniczki brudne. Potrafiła patrzeć mi w oczy i mówić: „To nie twoja wina, Iwonko, po prostu nie każda kobieta ma w sobie instynkt.” Michał milczał. A czasem, co bolało jeszcze bardziej, dorzucał swoje:

— Mama się zna, nie obrażaj się. Ona tylko chce pomóc.

Zamknęłam się w sobie. Zaczęłam unikać spotkań, nie odbierałam telefonów, gdy dzwoniła. Ale Teresa nie dawała się ignorować. Była jak cień, który nie znikał nawet w pochmurny dzień. Wiedziałam już wtedy, że nie mam do czynienia z ciepłą, troskliwą teściową, tylko z kobietą, która całe życie stawała się bóstwem dla własnego syna. Najgorsze przyszło później. Kiedy przez przypadek odkryłam, że Michał mówi jej wszystko. Rozmowy, które prowadziłam z nim nocą, kiedy byłam bezbronna i szczera, trafiały do niej rano.

Pewnego dnia wróciłam z terapii. Michał siedział w kuchni i rozmawiał przez telefon. Nie zauważył mnie. Mówił o mnie. O naszych rozmowach, o tym, że terapeuta „nie daje rady, bo Iwona ciągle analizuje”, i że on już nie wie, jak ma ze mną żyć. Nie przerywałam mu. Wbiłam wzrok w ścianę i czekałam, aż skończy. Kiedy się odwrócił, zapytałam spokojnie:

— Powiedziałeś jej o naszej terapii?

Nie zaprzeczył.

— To tylko mama, Iwona. Przestań robić z tego dramat.

Wtedy wszystko we mnie ucichło. Nie krzyczałam. Nie płakałam. To był moment, kiedy przestałam mówić. Zaczęłam działać.

Nigdy nie wybierze mnie

Michał był w domu, siedział na kanapie i przewijał wiadomości na telefonie, kiedy usiadłam naprzeciwko. Odstawiłam kubek na stół. Jeszcze się łudziłam. Jeszcze myślałam, że może nie rozumie, jak bardzo mnie rani. Że jeśli spokojnie mu powiem, to do niego dotrze.

— Potrzebuję, żebyś przestał opowiadać mamie o naszym życiu — zaczęłam powoli. — O tym, co mówimy sobie w nocy, o tym, co mnie boli. Nie chcę, żeby ona to wszystko wiedziała. Nie chcę, żeby rozmawiała o mnie z tobą tak, jakby mnie tu nie było.

Spojrzał na mnie zdziwiony, nawet rozbawiony.

— Naprawdę robisz z niej potwora? To najbliższa mi osoba.

— A ja kim jestem? zapytałam, patrząc mu prosto w oczy. — Kobietą, z którą śpisz? Matką twojego dziecka? Czy kimś, komu można tylko przytakiwać, żeby nie robił scen?

— Nie rób z tego dramatu — odparł. — Po prostu się dzielę z nią tym, co u nas słychać. Nie powinnaś mieć z tym problemu. To znaczy, jeśli nie masz nic do ukrycia…

Nie odpowiedziałam. Po raz kolejny zrobił ze mnie kogoś podejrzanego tylko dlatego, że chciałam odrobiny prywatności. Po raz kolejny postawił ją przede mną. I nawet tego nie zauważył. To było najgorsze. On naprawdę nie widział w tym niczego dziwnego. Niczego niewłaściwego.

Wtedy zadzwonił telefon. Wiedziałam, kto to. Widziałam jej imię na ekranie. Odebrał od razu.

— Cześć, mamo. Tak, wszystko w porządku. Nie, nie kłócimy się. Ona… jest obok. Nie, nie płacze. Nie, nic się nie stało. Serio.

Wyszłam z pokoju, zanim skończył mówić. Weszłam do łazienki, spojrzałam w lustro i zobaczyłam kobietę, której miejsce w małżeństwie wyznaczała teściowa. Własna rodzina, a ja w niej jestem statystką. Zrozumiałam, że on nigdy nie wybierze mnie. Bo już dawno dokonał wyboru. Ja byłam dodatkiem do jego życia. A ona jego życiem.

Stałam bez ruchu

Nie robiłam już awantur. Nie podnosiłam głosu. Nie tłumaczyłam, nie wyjaśniałam. Michał myślał, że odpuściłam. Był spokojniejszy niż kiedykolwiek. Wieczorami opowiadał o pracy, o jakimś koledze, o tym, co widział w telewizji. Ja słuchałam i kiwałam głową, jakby wszystko było w porządku. Jakby naprawdę się nic nie działo. Tymczasem zaczęłam planować. Rano, kiedy Michał wychodził do pracy, siadałam do komputera. Sprawdzałam konta, analizowałam wydatki, robiłam porządki w dokumentach. Przypomniałam sobie o koncie, które założyłam jeszcze przed ślubem. Na szczęście nie wspólnym. Odłożyłam trochę pieniędzy z czasów, kiedy jeszcze pracowałam na etacie. Wystarczyło, żeby zacząć.

Znalazłam prawnika. To była spokojna rozmowa: konkretne pytania, konkretne odpowiedzi. Bez emocji. Nie musiałam się tłumaczyć. Wystarczyło, że powiedziałam: chcę być wolna. Nie zapytał, dlaczego. Zrozumiał. Wieczorami Michał był w dobrym nastroju. Czasem żartował, dotykał mnie w kuchni, próbował przytulać. Byłam miękka, ciepła, dostępna. Nie protestowałam. Niech myśli, że wszystko wróciło do normy. Im bardziej był spokojny, tym mniej czujny.

Pewnego wieczoru wyszłam z łazienki i usłyszałam jego głos, gdy mówił do telefonu. Nie zauważył, że jestem tuż za drzwiami.

— Mamo, daj spokój. Ona się czasem obraża, ale zaraz jej przejdzie. Nie, nie mówi nic ostatnio. Pewnie znowu jej się coś ubzdurało, ale już nie chcę tego drążyć. Wiesz, jaka jest. Przejdzie jej.

Stałam bez ruchu. Słuchałam i czułam, jak moja twarz tężeje. Nie przeszło mi. Już nigdy miało mi nie przejść.

Spojrzał na mnie z niedowierzaniem

Był czwartek, zwyczajny dzień. Michał wrócił z pracy, jak zawsze rzucił torbę w kąt, poszedł do kuchni, nalał sobie soku. Siedziałam przy stole z książką, udawałam skupienie. Kiedy zobaczyłam, że sięga po kopertę leżącą na półce, wstrzymałam oddech.

Co to ma być?! — zapytał, marszcząc brwi. Otworzył ją i zaczął czytać. Najpierw powoli, potem coraz szybciej. W końcu spojrzał na mnie z niedowierzaniem. — Co to ma znaczyć?!

— Dokładnie to, co jest napisane — odpowiedziałam spokojnie. — Złożyłam pozew o rozwód.

— Oszalałaś?! — Podniósł głos. – Iwona, nie możesz tego zrobić tak po prostu!

— Właśnie to zrobiłam — odparłam, nie odrywając wzroku od jego twarzy. — Rozwodzę się z tobą. I z twoją mamą też.

Patrzył na mnie, jakby zobaczył kogoś obcego. Kogoś, kogo się nie spodziewał. Może przez chwilę naprawdę nie wierzył, że to się dzieje. Może myślał, że to tylko szantaż, gra. Ale ja nie grałam.

— Porozmawiajmy — powiedział w końcu ciszej. — Przemyślmy to. Zróbmy sobie przerwę, może…

— Już nie chcę rozmawiać. Przez lata mówiłam, a ty nie słuchałeś. Teraz już nie mam nic do powiedzenia.

Zamilkł. Wstał. Chodził po mieszkaniu jak we mgle, jakby szukał czegoś, czego nie zgubił, bo nigdy nie miał. Ja siedziałam spokojnie. Miałam plan. Sprawdzony. Podpisany. Opieka nad dzieckiem, podział majątku, wszystko zabezpieczone. Nie zostawiłam miejsca na dyskusję. W końcu zrozumiał. Wyszłam do sypialni. Za sobą zostawiłam mężczyznę, który przez lata wybierał lojalność wobec matki, nie wobec mnie. I teraz nagle nie rozumiał, że to miało konsekwencje.

Czułam, że to ja decyduję

Telefon zadzwonił jeszcze tego samego wieczoru. Odbierałam w milczeniu, wiedząc, kto dzwoni. Teresa nie traciła czasu.

— Ty naprawdę nie masz wstydu! — usłyszałam jej głos pełen złości. — Zniszczyłaś mojemu synowi życie!

— Nie — odpowiedziałam cicho, ale wyraźnie. — Tylko mu je oddałam. Teraz będzie mógł żyć wyłącznie z tobą. Bez przeszkód.

Rozłączyłam się. Nie miałam siły ani ochoty na kolejne tyrady. Nie była w stanie mnie już dotknąć. Nic, co mówiła, nie miało już władzy nade mną. Przez kolejne dni dzwoniła jeszcze kilka razy. Czasem płakała, czasem krzyczała, czasem próbowała mnie przekonywać, że „przesadzam” i że „każdy ma swoje przyzwyczajenia”. Potem już nie odbierałam.

Michał przyszedł po trzech dniach. Stał w progu z wyrazem twarzy, który miał pewnie wzbudzić moje współczucie.

— Iwona… Zróbmy krok wstecz. Dajmy sobie szansę. Przysięgaliśmy sobie coś, pamiętasz?

— Ty złamałeś tę przysięgę, kiedy pozwoliłeś jej decydować o naszym życiu — odparłam. — Teraz już nie mamy sobie nic do obiecania.

— Zmienimy to — obiecywał. — Ustalimy granice. Porozmawiam z nią. Już teraz rozumiem.

— Rozumiesz, bo ci się ziemia usunęła spod nóg — powiedziałam. — Ale to nie jest żadna przemiana. To strach. Ja już nie wierzę w twoje „rozumiem”. Przestałam wierzyć dawno temu.

Patrzył na mnie długo. W końcu odwrócił się i wyszedł. Za nim zostało tylko echo starych obietnic, w które już nikt nie wierzył. Nawet on. Zamknęłam drzwi i oparłam się o nie plecami. Poczułam ulgę, a także żal i gniew. Wszystko naraz. Ale przede wszystkim — siłę. Po raz pierwszy od lat czułam, że to ja decyduję.

Iwona, 36 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama