„Mąż zachowuje się jak wielki biznesmen, a w portfelu pustki. Myśli, że kasa spadnie mu z nieba jak śnieg”
„Kiedy podniosłam wzrok, zobaczyłam jego uśmiechniętą twarz, pełną tego entuzjazmu, który kiedyś mnie urzekł, a teraz sprawiał, że miałam ochotę krzyczeć. Wierzył w swoją wizję. Znowu. A ja wiedziałam, że za jego marzenia zapłacę ja – i to dosłownie”.

- Redakcja
Patrzyłam na powiadomienie z banku i czułam, jak żołądek zawiązuje mi się w supeł, a chłodny pot spływa po plecach, mimo że w mieszkaniu było ciepło. To miało być nasze zabezpieczenie na czarną godzinę, pieniądze odkładane miesiącami z moich nadgodzin i premii. Teraz widniało tam okrągłe zero. Kiedy podniosłam wzrok, zobaczyłam jego uśmiechniętą twarz, pełną tego entuzjazmu, który kiedyś mnie urzekł, a teraz sprawiał, że miałam ochotę krzyczeć. Wierzył w swoją wizję. Znowu. A ja wiedziałam, że za jego marzenia zapłacę ja – i to dosłownie.
Musisz mi tylko zaufać
Siedział przy kuchennym stole, otoczony stertą papierów, na których kreślił jakieś skomplikowane wykresy. Wyglądał jak prezes wielkiej korporacji w przededniu fuzji stulecia, a nie bezrobotny od trzech miesięcy facet w dresie, który właśnie wyczyścił nasze konto oszczędnościowe. W powietrzu unosił się zapach parzonej kawy, tej drogiej, którą kupił wczoraj, bo przecież – jak mawiał – ludzie sukcesu nie piją byle czego.
– Kochanie, to jest pewniak – powiedział, nie odrywając wzroku od kartki. – Tym razem to żyła złota. Zobaczysz.
Oparłam się o blat, czując, jak zmęczenie po dziesięciu godzinach pracy w biurze logistycznym przygniata mnie do ziemi. Moje nogi pulsowały bólem, a w głowie huczało od telefonów klientów. A on siedział tu, wypoczęty, pełen energii, którą czerpał z moich pieniędzy.
– Paweł – zaczęłam cicho, starając się opanować drżenie głosu. – Gdzie są pieniądze na wymianę okien? Te, które były na koncie oszczędnościowym.
Podniósł głowę i uśmiechnął się szeroko. Ten uśmiech kiedyś roztapiał moje serce. Teraz widziałam w nim tylko beztroskę człowieka, który nigdy nie musiał martwić się o to, czy starczy do pierwszego.
– Zainwestowałem – odparł z dumą. – Ewa zobaczysz, to będzie czysty zysk. Pieniądze leżą na ulicy, trzeba się tylko po nie schylić.
Zamknęłam oczy. Nie miałam siły słuchać o jego kolejnej super inwestycji.
– Paweł, te okna są nieszczelne. Miałam umówioną ekpię na przyszły tydzień – powiedziałam, czując, jak bezsilność zmienia się w gniew. – Jak mogłeś ruszyć te pieniądze bez pytania?
Wstał, podszedł do mnie i położył mi ręce na ramionach.
– Jesteś taka przyziemna, Ewuś. Okna? Za miesiąc kupimy nowy dom, jeśli ten plan wypali. Musisz mi tylko zaufać. Praca na etacie to pułapka. My jesteśmy stworzeni do czegoś więcej.
– Ja z pracy na etacie opłacam czynsz, prąd i kupuję jedzenie, które jesz. Twoje plany od pięciu lat przynoszą tylko straty.
Zrobił nietęgą minę.
– Wypominasz mi. A przecież nie wszystko było klapą.
– Tak – syknęłam. – Może jakiś jeden udany projekt. Zarobiłeś wtedy jakieś tysiąc złotych. A w międzyczasie utopiłeś w swoich pomysłach kilkadziesiąt tysięcy. Moich tysięcy.
Wiedziałam, jak to się skończy
Nasze mieszkanie powoli zamieniało się w graciarnię. W sypialni, w salonie i w przedpokoju, wciąż leżały jakieś kartony. Każdy z tych przedmiotów był pomnikiem jego słomianego zapału i mojej naiwności. Najgorsze było to, że on naprawdę nie widział problemu. Dla niego praca od ósmej do szesnastej była upokorzeniem. Twierdził, że system jest po to, by zniewalać ludzi. Mówił o wolności finansowej, siedząc na kanapie, którą spłacałam w ratach. Wyszłam do kuchni, żeby nie patrzeć na te nieszczęsne wykresy. Musiałam zrobić obiad. Zaglądając do lodówki, zobaczyłam światło i puste półki. Zostało trochę sera, jajka i pomidor.
– Nie zrobiłeś zakupów? – zawołałam. – Prosiłam cię rano.
Wszedł za mną, wciąż z tym irytującym błyskiem w oku.
– Nie miałem głowy do tego, Ewa. Byłem zajęty negocjacjami. Poza tym, zamówimy coś. Pizzę? Albo sushi?
– Za co? – zapytałam lodowato. – Konto jest puste. Gotówki nie mam, bo zapłaciłam rachunek za prąd. Ten, o którym zapomniałeś przez dwa miesiące.
Westchnął głośno.
– Jesteś strasznie negatywnie nastawiona.
– Paweł, czy ty w ogóle masz kontakt z rzeczywistością? Mamy długi. Nie mamy oszczędności. A ty wyskakujesz z jakąś nową inwestycją, która pewnie i tak nie wypali!
– Możesz chociaż raz myśleć pozytywnie? – oburzył się. – Zawsze tylko podcinasz mi skrzydła.
Opadłam na krzesło. Bo w głębi duszy wiedziałam, jak to się skończy
Ty pracujesz, on kombinuje
Następnego dnia w pracy nie mogłam się skupić. Siedziałam przed monitorem, a cyferki w tabelach zlewały mi się w jedną plamę. Moja koleżanka z biurka obok, Aneta, zauważyła, że coś jest nie tak.
– Wszystko w porządku? Wyglądasz, jakbyś nie spała całą noc – zapytała, podając mi kubek gorącej herbaty.
– Bo nie spałam – przyznałam, biorąc łyk. – Paweł znowu wymyślił biznes życia.
Aneta pokiwała głową ze zrozumieniem. Znała moje historie. Jej mąż był księgowym, człowiekiem do bólu nudnym i przewidywalnym, co w moich oczach czyniło go ideałem.
– Ewa, tak nie można żyć – odstawiła kubek z brzękiem. On cię pociągnie na dno. Masz trzydzieści osiem lat, chcesz spędzić resztę życia, spłacając jego fanaberie?
– Kocham go – powiedziałam, choć zabrzmiało to jakoś pusto. – On nie jest zły. Po prostu... ma inną wizję życia.
– Wizję życia pasożyta – stwierdziła Aneta. – Przepraszam, że to mówię, ale on żeruje na twojej odpowiedzialności. Ty pracujesz, on kombinuje. Ty płacisz, on wydaje. To nie jest partnerstwo.
Jej słowa bolały, bo były prawdziwe. Wróciłam do domu z ciężkim sercem. Miałam nadzieję, że może jednak Paweł ma rację. Że może tym razem mu się uda, sprzeda te panele, odda pieniądze i jeszcze zarobi. Chciałam w to wierzyć. W mieszkaniu panowała cisza. Weszłam do salonu i zamarłam. Na środku pokoju stał ogromny, profesjonalny ekspres do kawy. Taki, jakie widuje się w kawiarniach. Lśnił chromem i zajmował połowę stołu.
– Co to jest? – zapytałam w powietrze.
Paweł wychylił się z łazienki, wycierając ręce.
– Niespodzianka! Okazja życia. Kupiłem go od gościa, który zamykał lokal. Za bezcen.
– Za bezcen, czyli za ile? – poczułam, jak we mnie się wszystko gotuje.
– Dwa tysiące. Warty jest z osiem.
– Skąd miałeś dwa tysiące? – Mój głos był cichy, ale groźny.
Paweł spuścił wzrok.
– Pożyczyłem. Od twojej siostry. Powiedziałem jej, że pilnie potrzebujemy. Oddam jej w przyszłym tygodniu.
Ziemia usunęła mi się spod nóg.
Byliśmy małżeństwem. Koniec układu
Nie krzyczałam. Nawet nie płakałam. Po prostu patrzyłam na niego, jak na obcego człowieka. Okłamał moją siostrę, żeby kupić kolejny grat.
– Zadzwonię do Kaśki – powiedziałam spokojnie, wyciągając telefon.
– Nie! Czekaj! – Paweł rzucił się w moją stronę. – Nie rób tego. Pomyśli, że jestem niepoważny.
– Bo jesteś niepoważny, Paweł. Jesteś kłamcą i manipulatorem.
Wybrałam numer siostry. Odebrała po drugim sygnale.
– Cześć Ewuś. Przelew doszedł?
Łzy napłynęły mi do oczu. Kaśka sama nie miała za wiele, wychowywała dwójkę dzieci, a mimo to bez wahania pomogła.
– Kaśka... – zaczęłam, a głos mi się załamał. – My nie mieliśmy żadnych pilnych wydatków. Paweł kupił ekspres do kawy.
Po drugiej stronie zapadła cisza. Długa, ciężka cisza.
– Oddam ci te pieniądze jutro. Wybacz mi – dodałam i rozłączyłam się.
Paweł stał na środku pokoju, blady jak ściana.
– Zniszczyłaś wszystko – syknął. – Dlaczego zawsze rzucasz mi kłody pod nogi?
– Ja rzucam kłody? – roześmiałam się histerycznie. – Paweł, ty budujesz barykady z własnej głupoty! Wyprowadź się.
– Co?
– Pakuj walizki. Zabieraj ten ekspres, zabieraj swoje wizje i swoje długi. Idź do rodziców, do kolegi, gdziekolwiek. Nie chcę cię tu widzieć.
– Ewa, nie przesadzaj. To tylko pieniądze. Jesteśmy małżeństwem.
– Byliśmy małżeństwem. Koniec układu.
Czasami miłość nie wystarczy
Spotkaliśmy się miesiąc później, żeby omówić rozwód. Wyglądał gorzej. Dres był trochę sprany, a w oczach nie było już tego blasku. Siedzieliśmy w taniej kawiarni, a ja piłam herbatę, czując dziwny spokój.
– Ewa, możemy to naprawić – zaczął, mieszając kawę. – Mam nowy plan. Mam już jednego klienta nagranego...
Przerwałam mu gestem dłoni.
– Paweł, przestań. Po prostu przestań.
Patrzyłam na niego i nie czułam złości. Czułam litość. On się nigdy nie zmieni. Zawsze będzie szukał drogi na skróty, zawsze będzie wierzył, że sukces jest tuż za rogiem, wystarczy tylko trochę pokombinować. Nie rozumiał, że sukces to wstawanie rano, ciężka praca, płacenie podatków i odpowiedzialność.
– Nie pożyczę ci ani grosza. I nie wrócimy do siebie.
– Dlaczego? Przecież cię kocham.
– Wiem – powiedziałam smutno. – Ale ty bardziej kochasz swoje iluzje. A ja nie mam już siły w nich grać.
Wstałam, zostawiając na stole pieniądze za moją herbatę.
– Powodzenia w biznesie – rzuciłam na odchodne.
Wyszłam na ulicę. Sprawdziłam stan konta w aplikacji. Było tam niewiele, ale to były moje pieniądze. Zrozumiałam wtedy, że stabilizacja nie jest nudna. Jest luksusem, na który ciężko zapracowałam i którego nie zamierzam już nigdy oddać w ręce marzyciela bez pokrycia. Czasami miłość nie wystarczy, zwłaszcza gdy druga osoba kocha bardziej ryzyko niż bezpieczeństwo swojej rodziny. Byłam wolna. I po raz pierwszy od lat, byłam naprawdę spokojna.
Renata, 38 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Wzięliśmy kredyt na remont domu po dziadkach. Nasze małżeństwo zaczęło się sypać szybciej niż stare ściany”
- „Płakałam, gdy mąż wręczył mi własnoręczny list miłosny. Szkoda tylko, że przepisał go z internetowego gotowca”
- „Po 30 latach małżeństwa dowiedziałam się, że nie byłam dla męża tą jedyną. Szkoda, że wypalił z tym dopiero dzisiaj”

