„Mąż wyjechał za granicę i zostawił swoją matkę na pastwę losu. Tylko ja zmieniałam teściowej pampersy i podawałam wodę”
„Nie miałam nikogo, kto by mnie odciążył. Zbyszek stwierdził, że najlepszym rozwiązaniem będzie moje odejście z pracy i zaopiekowanie się jego matką na cały etat. Jego siostry uznały, że dam sobie radę i także w niczym mi nie pomagały”.

- listy do redakcji
W młodości marzyła mi się praca w nowoczesnej klinice. Jednak marzenia sobie, a życie sobie. Poznałam Zbyszka, zakochałam się i chciałam założyć z nim rodzinę. On o przeniesieniu się do miasta, gdzie robiłam staż w przychodni zdrowia, nie chciał nawet myśleć.
– Helenka, ale jak ty to sobie wyobrażasz? Sama wynajmujesz pokój na spółkę z koleżanką i ledwie starcza ci od pierwszego do pierwszego – rzeczywiście, zarobki pielęgniarek w tamtych czasach były o wiele niższe niż obecnie. – I co mam porzucić dom, robotę i przenieść się na wynajem? Przecież wiesz, że ani moi rodzice, ani twoi nie dorzucą nam do mieszkania.
– Może sami weźmiemy kredyt i kupimy coś swojego – bąknęłam nieśmiało, ale on stwierdził, że to nie wchodzi w grę.
– Daj spokój, po co się szarpać. Zresztą, ja nie lubię mieszkać w bloku. W tych mieszkaniach czuję się jak w klatce. Po prostu się duszę. Siostry i tak już mieszkają u mężów, a rodzice powoli je spłacają. Lepiej, żebyśmy przenieśli się do nich na wieś – pomysł ten nie bardzo mi się podobał, ale w końcu się zgodziłam, bo tak naprawdę nie miałam większego wyboru.
Przenieśliśmy się do domu teściów
Rodzice Zbyszka niegdyś prowadzili gospodarstwo. Z czasem jednak zrezygnowali z hodowli, a ziemię wydzierżawili, zostawiając sobie jedynie dużą działkę. Ta działka była oczkiem w głowie teściowej. Teresa niemal całe dnie spędzała, sadząc i pieląc warzywa, okopując ziemniaki, dbając o swoje pomidory. To ostatnie były jej prawdziwą dumą. W całej okolicy słynęła z pysznych, soczystych pomidorów, własnej papryki, cukinii i innych pyszności, z których robiła przetwory na zimę.
Mnie udało się dostać etat w miejscowym ośrodku zdrowia. Porzuciłam marzenia o rozwoju zawodowym, pracy w nowoczesnej klinice, poznawaniu nowych technik. Tutaj ludzie przychodzili głównie z przeziębieniem, anginą, po zwolnienie do pracy lub skierowanie do lekarza specjalisty w pobliskim miasteczku. Byli jeszcze emeryci, którym dawałam zastrzyki i dzieciaki na szczepienia.
Ale nie narzekałam. Z czasem polubiłam swoją rutynę. Znałam wszystkich pacjentów, pamiętałam, co im dolega. Ba, wiedziałam niemal tyle samo, co miejscowy proboszcz, bo niby komu starsi ludzie, zaniedbani przez goniące za karierą dzieci, mieli się zwierzać, jeśli nie pielęgniarce z lokalnego ośrodka zdrowia?
– Pani Helenko, pani to jest niczym anioł. I taka ostrożna, delikatna. Człowiekowi przy pani to nawet mniej dokuczają dolegliwości – często słyszałam od miejscowych emerytów.
Od początku polubiłam się z teściową
W domu teściów nie miałam szczególnych wygód, ale nie mogę narzekać. Teść, Henryk był zamknięty w sobie i zawsze trzymał się z boku. Teściowa to jednak złota kobieta. Sama wiele w życiu przeszła. Wychowała trójkę dzieci, ciężko pracowała w polu i obejściu, ale nigdy nie narzekała. Naprawdę polubiłam się z Teresą i nigdy nie dałabym powiedzieć na nią złego słowa.
Śmiałam się, gdy koleżanki narzekały na teściowe, ich wścibstwo i wtrącanie się do małżeństwa czy wychowania dzieci.
– Moja teściowa naprawdę jest w porządku. Dużo pomaga mi przy dzieciach, ale nigdy nie podejmuje za nas decyzji. Zawsze powtarza, że to małżonkowie są od wspólnego planowania – przez wiele lat nie mogłam się jej nachwalić.
I tak mijały lata. Edyta i Jacek powoli dorastali. Syn skończył technikum elektroniczne i zdał na politechnikę, córka po maturze zaczęła studiować farmację. Byłam naprawdę dumna z moich pociech. Z ich dobrych ocen, braku problemów wychowawczych, poważnego myślenia o przyszłości.
Postanowił wyjechać do pracy za granicę
Był jedynie jeden problem. Jaki? Oczywiście, że pieniądze. Utrzymanie dwójki studentów w dużym mieście nie było tanie, a nie chciałam, żeby dzieciaki zaniedbywały naukę z powodu dodatkowej pracy. I tak udawało się im coś dorobić w weekendy, ale to była kropla w morzu potrzeb.
Właśnie wtedy Zbyszek dostał propozycję wyjazdu do Anglii.
– Tam na budowie zarobię o wiele więcej niż tutaj. Sama wiesz, że Marcin tylko patrzy, co zrobić, żeby nam jak najmniej zapłacić. Tak dalej być nie może – tak naprawdę wcale nie musiał mi niczego tłumaczyć, bo doskonale wiedziałam, że ma rację.
– Jedź na jakiś czas, ja poradzę sobie z domem. Może uda się odłożyć jakieś pieniądze na przyszłość dla dzieci. Bo kto im pomoże wystartować w dorosłość, jak nie my? – byłam przekonana, że to dobra decyzja.
Zbyszek szybko załatwił konieczne formalności i razem z kolegą pojechał do Anglii. W tym czasie teść już od kilku lat nie żył, dzieci studiowały w mieście i do domu wpadały raz, góra dwa razy w miesiącu. Zostałam więc z Teresą sama. Teściowa była już dobrze po siedemdziesiątce. Leczyła się na nadciśnienie, miała operację na tarczycę i początki cukrzycy. Była jednak jeszcze w miarę samodzielna. Pierwsze miesiące pobytu mojego męża za granicą nie były więc takie trudne. Owszem, brakowało mi go i tęskniłam, ale wiedziałam, że robi to dla naszej rodziny.
Minął ponad rok naszego życia na odległość. Ja w tym czasie chodziłam do pracy, a po godzinach pomagałam teściowej i wspólnie czekałyśmy na przyjazdy do domu Jacka i Edytki.
Cała opieka nad teściową spadła na mnie
W pewnym momencie wszystko jednak zaczęło się sypać. Pewnej nocy teściowa dostała poczuła się gorzej i trafiła do szpitala, gdzie spędziła kilka tygodni. Udało się jej odzyskać częściową sprawność. Ale tylko częściową – zaczęła mówić, ale musiała leżeć i nie mogła się samodzielnie poruszać.
– Da pani sobie radę z codzienną opieką nad osobą leżącą? Nie będę ukrywał, że to bardzo ciężka praca – lekarz prowadzący nie dawał mi złudzeń.
– Jestem z zawodu pielęgniarką, wiem, co robić w takim stanie – wyjaśniłam, ale on kontynuował.
– Nie twierdzę, że pani nie wie. Ale to jest ciężka praca na cały etat i ogromne obciążenie psychiczne. Ma pani kogoś, kto w razie potrzeby pomoże, trochę odciąży?
No właśnie. Czy miałam? Zbyszek stwierdził, że najlepszym rozwiązaniem będzie moje odejście z pracy i zaopiekowanie się jego matką na cały etat. Jego siostry uznały, że dam sobie radę jako pielęgniarka i także w niczym mi nie pomagały.
– Słuchaj, tutaj mam dobrą pracę, porządne zarobki, szansę na wypracowanie dużych składek, które będą liczyć się do solidnej emerytury. Nie ma mowy, żebym teraz wrócił do kraju – postawił sprawę jasno, a ja cały czas zastanawiałam się, czy takich rzeczy nie powinniśmy ustalać wspólnie.
Przecież to dotyczyło głównie mnie i on nie powinien sam podejmować za mnie decyzji. Tak naprawdę nie miałam jednak wyjścia. Przeszłam na pół etatu i zatrudniłam opiekunkę, która zajmowała się Teresą, gdy ja szłam do w ośrodka zdrowia. Przez kolejne miesiące moje życie polegało na ciągłym nadrabianiu obowiązków. Dbałam o cały dom, gotowałam i podawałam teściowej obiady, szykowałam dla niej lekarstwa, kąpałam ją i zmieniałam pampersy. Czuwałam przy niej w nocy, gdy gorzej się poczuła. Woziłam do lekarzy, wykonywałam z nią ćwiczenia.
Dowiedziałam się, że mąż ma kochankę
Dzieci miały swoje własne sprawy i nie chciałam zabierać im młodości i angażować do pomocy nad chorą babcią. A mąż… No cóż, mąż jak mógł, tak wymigiwał się od przyjazdów do kraju. Doskonale widziałam, że Teresie jest bardzo przykro. Tęskniła za obecnością syna. Początkowo cały czas o niego dopytywała. Z czasem jednak całkowicie oklapła. Chyba pogodziła się z losem. A ja zaczęłam mieć wrażenie, że Zbyszkowi ten zagraniczny wyjazd zwyczajnie pasował. Miał wymówkę, żeby nie zajmować się niepełnosprawną matką.
Tak minęły długie trzy lata. Dla mnie bardzo ciężkie i pełne wyrzeczeń. Czasami byłam naprawdę wykończona i marzyłam o odpoczynku. Mąż nigdy jednak mnie nie odciążył. Nawet, gdy przyjeżdżał rzadko na kilka dni do domu, starał się cały czas z kimś umawiać, żeby jak najmniej czasu spędzić przy matce.
Próbowałam go mobilizować, przekonywać do powrotu, ale nie chciał się zgodzić. Aż pewnego dnia zrozumiałam, dlaczego tak się zachowuje. Żona jednego z jego kolegów zlitowała się nade mną i wyznała mi, że mój mąż od dawna w Anglii ma kochankę.
– Zbyszek spotyka się z taką jedną Polką. To trochę młodsza dziewczyna. Ostatnio się do niej przeprowadził. Ja na twoim miejscu nie liczyłabym na jego powrót – wtedy straciłam złudzenia, co do swojego małżeństwa.
Teściowa podziękowała mi za opiekę
Wniosłam pozew o rozwód. Dokładnie w tym samym czasie zmarła teściowa. Mimo choroby i bardzo ciężkiej sytuacji, naprawdę bardzo mi jej brakowało. Teresa jednak zrobiła mi niespodziankę. Okazało się, że dom i działkę obok niego zapisała w testamencie tylko mnie, pomijając całkowicie syna i resztę dzieci.
Wcześniej nie uregulowaliśmy spraw formalnych. I gdyby nie dobroć i zapobiegliwość tej kobiety, najpewniej teraz zostałabym z niczym. Mój mąż po rozwodzie zgarnąłby cały majątek samodzielnie, a ja musiałabym wyprowadzić się z miejsca, które przez lata było moim domem. To dzięki niej mogę tutaj zostać.
Zbyszek jest wściekły i twierdzi, że zaskarży ten testament. Jestem jednak przekonana, że nie uda mu się niczego uzyskać. Pani Ania, opiekunka, która pomagała mi przy teściowej, będzie zeznawać na moją korzyść. Podobnie jak wszyscy sąsiedzi, którzy doskonale wiedzą, że mąż porzucił własną matkę na pastwę losu i gdyby nie ja, nie miałby kto podać jej nawet szklanki wody.
Helena, 55 lat
Czytaj także:
„Matka mojego męża codziennie ma Dzień Teściowej. Ładuje mi się do domu jak do siebie i nie widzi w tym nic złego”
„Całe życie ciężko harowałam, by córka skończyła studia w Paryżu. Nie sądziłam, że na stare lata tak mnie upokorzy”
„Teściowa staje na rzęsach, żeby nas skłócić. Nie złagodniała nawet, gdy urodziłam jej wnuka”