Reklama

Nigdy nie sądziłam, że dźwięk powiadomienia w telefonie stanie się dla mnie ważniejszy niż słowa mojego własnego męża. Siedziałam w tym samym pokoju, co Jacek, na wyciągnięcie ręki, a jednak dzieliła nas przepaść, której nie potrafiłam zasypać. Szukałam tylko odrobiny uwagi, kogoś, kto zapyta, jak minął mi dzień i naprawdę będzie czekał na odpowiedź. Nie wiedziałam jednak, że to niewinne „cześć” w okienku czatu wywoła lawinę emocji, która niemal zniszczy moje życie i zmusi mnie do stanięcia twarzą w twarz z prawdą o moim małżeństwie.

Czułam się przezroczysta

Wszystko zaczęło się od ciszy. Nie takiej spokojnej, relaksującej ciszy, jaka panuje w domu po ciężkim dniu pracy, kiedy marzysz tylko o odpoczynku. Jacek siedział przy swoim biurku, odwrócony do mnie plecami. Widziałam tylko jego lekko zgarbione ramiona i niebieskawą poświatę monitora odbijającą się w szybie okna. Na uszach miał słuchawki, te duże, profesjonalne, które kupił sobie w zeszłym miesiącu. One były barierą nie do przebicia. Oddzielały go od świata, od problemów w pracy, od brudnych naczyń w zlewie, a przede wszystkim ode mnie.

Siedziałam na kanapie z książką, której treści nie potrafiłam przyswoić. Przeczytałam ten sam akapit chyba z dziesięć razy. Moje myśli krążyły wokół nas. Byliśmy małżeństwem od sześciu lat, parą od dziesięciu. Kiedyś nie mogliśmy się sobą nacieszyć. Rozmowy do świtu, wspólne plany, spontaniczne wyjazdy za miasto. A teraz? Teraz naszym głównym tematem rozmów były rachunki i to, co trzeba kupić w dyskoncie. Jacek uciekał w wirtualne światy gier i forów internetowych. Mówił, że się relaksuje, że musi odreagować stres. Rozumiałam to, naprawdę. Ale mijały miesiące, a on relaksował się każdego wieczoru, zostawiając mnie samą w naszej sypialni, która stała się dla mnie najsamotniejszym miejscem na ziemi.

Podeszłam do niego i położyłam mu rękę na ramieniu. Drgnął, jakby dotknął go duch. Zsunął jedną słuchawkę z ucha, nie odrywając wzroku od ekranu.

— Coś się stało? — zapytał zniecierpliwionym tonem.

— Zrobiłam herbatę. Chcesz? — zapytałam, starając się, by mój głos brzmiał ciepło.

— Zaraz. Za chwilę. Jestem w trakcie rajdu — mruknął i naciągnął słuchawkę z powrotem.

Wróciłam na kanapę. Moja herbata stygła, tak samo jak moje uczucia. Czułam się przezroczysta. Niewidzialna we własnym domu. Wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że jeśli nie znajdę kogoś, kto mnie dostrzeże, to po prostu zniknę. Wyciągnęłam telefon. Nie szukałam zdrady, a jedynie rozmowy. Zalogowałam się na forum literackie, na które zaglądałam sporadycznie. Tam toczyła się dyskusja o nowościach wydawniczych. Napisałam krótki komentarz, nic znaczącego. Odpowiedź przyszła po trzech minutach.

Nie wspomniałam o mężu

Użytkownik o nicku „Czytelnik_Adam” odpisał mi w sposób, który mnie zaskoczył. Nie było to zdawkowe zdanie. Odniósł się do mojej opinii z szacunkiem, zadał dodatkowe pytania, zażartował z patosu, jaki panował w wątku. Poczułam dziwne ciepło w brzuchu. Ktoś mnie przeczytał. Ktoś poświęcił czas, by przeanalizować moje słowa i na nie odpowiedzieć. Zaczęliśmy wymieniać wiadomości w wątku publicznym, a potem, zupełnie naturalnie, przenieśliśmy się na prywatny czat. Adam okazał się zabawny, inteligentny i niezwykle spostrzegawczy. Pisał poprawną polszczyzną, co w internecie wcale nie było normą, i miał ten rodzaj wrażliwości, którego tak bardzo brakowało mi u Jacka.

— Czasami mam wrażenie, że ludzie w dzisiejszych czasach zapomnieli, jak się słucha — napisał mi pewnego wieczoru, gdy poskarżyłam się ogólnikowo na gorszy dzień. — Wszyscy tylko nadają komunikaty, a nikt nie odbiera. Ja lubię słuchać. Opowiedz mi o tym dniu.

I opowiedziałam. Opowiedziałam mu o irytującej koleżance z biura, o tym, że zgubiłam parasol, i o tym, że czuję się zmęczona szarością za oknem. Nie wspomniałam o mężu. To była moja pierwsza mała zdrada. Przemilczenie istnienia Jacka sprawiło, że nasza relacja z Adamem stała się czymś odrębnym, moją prywatną wyspą. Adam odpisywał szybko. Jego wiadomości były jak plaster na otwartą ranę mojej samotności.

Jacek siedział trzy metry dalej, strzelając do wirtualnych potworów, a ja leżałam pod kocem, uśmiechając się do świecącego ekranu telefonu. Czułam się winna, ale ta wina mieszała się z ekscytacją, której nie czułam od lat. To było jak narkotyk. Każda wibracja telefonu sprawiała, że moje serce biło szybciej. Zaczęłam dbać o komórkę bardziej niż o cokolwiek innego. Nosiłam ją ze sobą do łazienki, kładłam ekranem do dołu, wyłączyłam podgląd wiadomości na ekranie blokady. Tworzyłam swój mały, sekretny świat, do którego Jacek nie miał wstępu.

Nie zrobiłam awantury

Mijały tygodnie. Moja relacja z Adamem ewoluowała. Z tematów o książkach przeszliśmy na tematy życiowe. Wiedziałam, że jest rozwodnikiem, że zajmuje się architekturą, że kocha góry. On wiedział o mnie coraz więcej. Wiedział, jakie kwiaty lubię, jakiej muzyki słucham, kiedy mam gorszy nastrój. W końcu przyznałam się, że mam męża.

— To musi być trudne — napisał wtedy. — Być z kimś, a jednocześnie czuć się tak bardzo samą.

To zdanie uderzyło mnie z ogromną siłą. Adam nazwał to, co ja bałam się wypowiedzieć na głos. Zrozumiał mnie bez zbędnych tłumaczeń. Zaczęłam porównywać ich obu. Jacek — wiecznie nieobecny, zarośnięty, w wyciągniętym dresie, mruczący coś pod nosem. Adam — w moich wyobrażeniach elegancki, szarmancki, zawsze zainteresowany. To było niesprawiedliwe porównanie, bo Adam był tylko zbiorem słów na ekranie, idealną projekcją moich pragnień, a Jacek prawdziwym człowiekiem z krwi i kości, z całym bagażem wad. Ale wtedy tego nie widziałam. Widziałam tylko, że jeden daje mi emocje, a drugi pustkę.

Pewnego wieczoru Jacek zapomniał o naszej rocznicy pierwszej randki. To nie była data ślubu, więc mógł zapomnieć, ale zawsze to świętowaliśmy. Kupiłam dobre ciasto, ubrałam się ładniej niż zwykle. On wrócił z pracy, rzucił torbę w kąt i zapytał, co na obiad. Gdy przypomniałam mu o dacie, spojrzał na mnie zdziwiony.

— Serio, Marta? Mamy tyle na głowie, a ty pamiętasz o takich pierdołach? Przepraszam, ale jestem padnięty. Zjem i idę pograć, umówiłem się z chłopakami.

To przeważyło szalę. Nie zrobiłam awantury. Nie krzyczałam. Po prostu pokiwałam głową i wyszłam do kuchni. Tam, oparta o blat, napisałam do Adama: „Chciałabym cię zobaczyć”.

Odpowiedź przyszła natychmiast: „Czekałem, aż to powiesz. Kiedy i gdzie?”.

Spędziłam przed lustrem godzinę

Umówiliśmy się w kawiarni w centrum miasta, w połowie drogi między jego biurem a moją pracą. To był wtorek. Zwykły, szary wtorek, który miał zmienić wszystko. Przez cały weekend poprzedzający to spotkanie chodziłam jak we śnie. Byłam dla Jacka miła, wręcz nienaturalnie uprzejma. To mechanizm obronny, próba zagłuszenia wyrzutów sumienia. Bo przecież to była zdrada. Może nie fizyczna, jeszcze nie, ale emocjonalnie byłam już dawno po drugiej stronie. Oddałam Adamowi swoje myśli, troski, uśmiechy. Jackowi zostawiłam tylko ciało krzątające się po kuchni.

We wtorek rano spędziłam przed lustrem godzinę. Układałam włosy, poprawiałam makijaż. Założyłam sukienkę, której Jacek nigdy nie widział. Kiedy wychodziłam, mąż nawet nie podniósł wzroku znad miski z płatkami.

— Ładnie wyglądasz — rzucił machinalnie, nie patrząc na mnie. — Masz jakieś spotkanie w firmie?

— Tak — skłamałam gładko. — Ważny klient. Będę później.

Serce waliło mi jak młotem, gdy zamykałam drzwi. Czułam się jak nastolatka, która ucieka z lekcji, i jak przestępca jednocześnie. W drodze do kawiarni tysiąc razy chciałam zawrócić. Myślałam o naszym ślubie, o przysiędze. Ale potem przypominałam sobie te samotne wieczory i plecy Jacka. Potrzebowałam dowodu, że jeszcze jestem kobietą, że jestem atrakcyjna, że ktoś może chcieć spędzić ze mną czas dla samej przyjemności rozmowy.

Cofnęłam rękę

Kawiarnia była mała, przytulna, pachniała paloną kawą i cynamonem. Weszłam do środka, rozglądając się niepewnie. Adam siedział przy stoliku w rogu. Poznałam go po zdjęciu, które mi wysłał. Był przystojny, to prawda. Miał na sobie starannie wyprasowaną koszulę, a na stole leżała marynarka. Kiedy mnie zobaczył, wstał i uśmiechnął się szeroko.

— Marta — powiedział, a moje imię w jego ustach brzmiało obco. Inaczej niż sobie wyobrażałam. — W rzeczywistości jesteś jeszcze piękniejsza.

Usiadłam, starając się opanować drżenie rąk. Zamówiliśmy kawę. Rozmowa początkowo się nie kleiła. Pisanie przychodziło nam z łatwością, ale mówienie, patrzenie sobie w oczy, bycie tu i teraz to było coś zupełnie innego. W internecie mieliśmy czas na przemyślenie każdej odpowiedzi, na wykreowanie siebie. Tutaj, przy stoliku, byliśmy tylko dwojgiem obcych ludzi, którzy znali swoje najskrytsze myśli, ale nie wiedzieli, jak ten drugi pije kawę.

Adam mówił dużo. Opowiadał o swojej pracy, o projektach, o tym, jak bardzo ceni sobie szczerość. Patrzyłam na niego i czułam... rozczarowanie. Nie nim. On był wspaniały, kulturalny, zainteresowany. Czułam rozczarowanie sobą i całą tą sytuacją. W pewnym momencie wyciągnął rękę i delikatnie dotknął mojej dłoni leżącej na stole. Jego skóra była ciepła, sucha.

— Cieszę się, że tu jesteś — powiedział cicho. — Wiem, że to skomplikowane, ale czuję, że łączy nas coś wyjątkowego. Nie chcę naciskać, ale... może moglibyśmy przenieść to na inny grunt?

W tym momencie, w tej sekundzie, kiedy jego palce gładziły mój nadgarstek, przed oczami stanął mi Jacek. Nie ten zapatrzony w monitor. Przypomniałam sobie Jacka sprzed lat, kiedy uczyliśmy się jeździć na łyżwach i on trzymał mnie dokładnie tak samo, żebym nie upadła. Przypomniałam sobie, jak robił mi okłady, gdy miałam wysoką gorączkę. Jak szukaliśmy naszego pierwszego mieszkania i cieszyliśmy się z każdego kąta.

Zrozumiałam coś przerażającego. Szukałam w Adamie Jacka. Tego dawnego Jacka. Adam był tylko protezą. Był plasterkiem, który nakleiłam na to, co pożerało moje małżeństwo. Siedząc tam, z obcym mężczyzną, który patrzył na mnie jak zauroczony, poczułam się źle. Nie dlatego, że tu byłam, ale dlatego, że uciekłam w fantazję, zamiast walczyć o rzeczywistość. Uświadomiłam sobie, że budowanie relacji z Adamem to droga donikąd. Nawet jeśli zostawiłabym męża, weszłabym w nowy związek z tym samym bagażem niespełnionych oczekiwań.

Cofnęłam rękę. Adam spojrzał na mnie pytająco.

— Coś nie tak? Za szybko?

— Adam... — zaczęłam, a głos mi się łamał. — Jesteś wspaniałym mężczyzną. Naprawdę. Ale ja... ja nie szukam ciebie. Ja szukam mojego męża. Tylko zapomniałam, gdzie go zgubiłam.

Jego twarz stężała. Zrozumiał. Był inteligentny, wiedziałam to od początku.

— Rozumiem — powiedział chłodniej, ale z godnością. — Czyli byłem tylko terapią?

Byłeś lustrem — odpowiedziałam szczerze. — W którym zobaczyłam, jak bardzo jestem nieszczęśliwa, ale też jak bardzo wciąż kocham to, co próbuję zniszczyć.

Wstałam. Nie dopiłam kawy. Rzuciłam na stół banknot, mimo jego protestów. Musiałam wyjść. Musiałam pooddychać powietrzem, które nie pachniało obietnicą łatwego szczęścia.

Widziałam strach

Droga powrotna do domu była najdłuższą podróżą w moim życiu. Kasowałam wiadomości, usuwałam konto na forum, blokowałam numer Adama. Czułam się, jakbym zacierała ślady zbrodni, ale jednocześnie czułam ulgę. Skończyłam z podwójnym życiem. Teraz musiałam zmierzyć się z tym pojedynczym. Weszłam do mieszkania. Było cicho. Znowu ta sama cisza. Jacek siedział w tej samej pozycji, w jakiej go zostawiłam rano.

To mógł być moment, w którym bym się poddała. Mogłam pójść do sypialni, popłakać w poduszkę i wrócić do wegetacji. Ale spotkanie z Adamem dało mi jedną rzecz: odwagę. Wiedziałam już, że wolę być sama, niż być samotna we dwoje. Ale zanim odejdę, muszę spróbować ostatni raz. Naprawdę spróbować. Podeszłam do biurka. Nie dotknęłam go delikatnie. Pociągnęłam za kabel od słuchawek i wyciągnęłam wtyczkę z komputera. Dźwięk gry wypełnił pokój, a potem gwałtownie ucichł, gdy Jacek zerwał słuchawki z głowy.

— Co ty odwalasz?! — krzyknął, odwracając się do mnie z wściekłością w oczach. — Właśnie miałem...

Nie obchodzi mnie, co miałeś! — krzyknęłam równie głośno, a mój głos był twardy i stanowczy, jakiego nigdy wcześniej nie słyszał. — Nie obchodzi mnie twoja gra, twoi koledzy online i twoje wirtualne życie. Obchodzi mnie to, że twoja żona właśnie wróciła ze spotkania z innym mężczyzną i jedyne, co ją powstrzymało przed pójściem z nim do łóżka, to wspomnienie tego, kim ty kiedyś byłeś!

Jacek zamarł. Jego twarz zbladła. Wściekłość ustąpiła miejsca szokowi. Patrzył na mnie, jakby widział mnie po raz pierwszy od lat.

— Co ty powiedziałaś? — wydukał cicho.

— Powiedziałam, że jestem samotna, Jacek. Jestem tak cholernie samotna w tym małżeństwie, że szukałam ciepła u obcego faceta z internetu. I wiesz co? Znalazłam je. Był miły, słuchał mnie, patrzył na mnie. Ale wróciłam. Wróciłam, żeby ci powiedzieć, że to koniec. Koniec z twoim komputerem, koniec z ciszą. Albo zaczniesz być moim mężem tu i teraz, albo ja wychodzę i tym razem nie wrócę.

Stałam tam, w tej nowej sukience, z rozmazanym od łez makijażem, trzęsąc się z emocji. Jacek powoli wstał. Wyglądał na zagubionego. Spojrzał na monitor, gdzie migał kursor gry, a potem na mnie. Widziałam w jego oczach walkę. Widziałam strach. Przez długą chwilę nic nie mówił. W końcu podszedł do mnie. Nie przytulił mnie od razu. Stanął naprzeciwko, na wyciągnięcie ręki.

— Naprawdę się z kimś spotkałaś? — zapytał, a w jego głosie wybrzmiał ból.

— Tak. Ale to nie on był problemem. Problemem jest to, że nie pamiętam, kiedy ostatnio patrzyłeś na mnie tak, jak on dzisiaj — odpowiedziałam szczerze.

Jacek spuścił wzrok. Zobaczyłam łzę spływającą po jego policzku. To był widok, którego się nie spodziewałam. Mój twardy, obojętny mąż płakał.

— Przepraszam — szepnął. — Zagubiłem się. Myślałem... myślałem, że po prostu żyjemy. Że tak wygląda stabilizacja. Nie widziałem, że cię tracę.

Tego wieczoru komputer pozostał wyłączony. Nie było magicznego pogodzenia, nie było fajerwerków i namiętności jak z filmu. Była długa, bolesna rozmowa do trzeciej nad ranem. Były wyrzuty, był płacz, były pytania o Adama, na które musiałam odpowiedzieć szczerze. To był najtrudniejszy wieczór w naszym życiu. Ale po raz pierwszy od miesięcy Jacek mnie słuchał. Nie patrzył w ekran. Patrzył na mnie.

Od tamtego dnia minęło pół roku. Nie jest idealnie. Zaufanie to coś, co odbudowuje się latami. Jacek wciąż czasem zerka w stronę komputera, a ja wciąż czasem łapię się na myśli, co by było, gdybym została w kawiarni. Ale walczymy. Chodzimy na terapię. Jacek sprzedał swój gamingowy fotel i kupiliśmy rowery. Uczymy się siebie na nowo.

Zdrada, nawet ta emocjonalna, zostawia bliznę. Ale czasem blizna jest potrzebna, by przypominać nam, że coś było ranne i wymaga opieki. Adam był błędem, ale był błędem, który uratował moją prawdę. Dzięki niemu zrozumiałam, że miłość to nie tylko motyle w brzuchu i czułe słówka na czacie. To przede wszystkim ciężka praca nad tym, by nie stać się dla siebie obcymi ludźmi, mieszkającymi pod jednym dachem.

Marta, 32 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama