Reklama

Nie wiem, kiedy ostatni raz Marek przytulił mnie bez powodu. Tak po prostu. Nie z okazji urodzin, nie przy okazji przeprosin. Tylko tak o — bo jestem. Bo przechodził obok i miał ochotę. Czasem wydaje mi się, że mijamy się w tym samym domu jak obcy ludzie. Rano śniadania, dzieci, praca. Wieczorem kolacja, pranie, serial. I cisza. Niewygodna, ciężka cisza. A potem rzuca takie coś:

— Zrobiłaś się zimna, Anna.

Zimna? Ja?! Mówi to człowiek, który od dwóch lat nie dotknął mnie bez powodu, który przestał mnie całować na dzień dobry, a nasze rozmowy sprowadzają się do: „Kto odbiera Janka ze świetlicy?”. I to ja jestem zimna?

Może on ma kogoś — powiedziała wczoraj Magda, moja przyjaciółka, kiedy rozmawiałyśmy po treningu dzieci.

Zachłysnęłam się herbatą.

— Co ty gadasz… — parsknęłam, ale coś we mnie pękło.

Nie dlatego, że to niemożliwe. Ale dlatego, że… może to wcale nie jest takie głupie.

W końcu wzruszył ramionami

Stał przy kuchennym blacie, jadł kanapkę z serem. Jakby był sam. Jakby mnie nie było.

Zrobiłaś się lodowata — rzucił, nawet nie patrząc w moją stronę.

Zamarłam z filiżanką kawy w dłoni. Odstawiłam ją powoli na blat. W głowie mi zawirowało.

— Przepraszam, co? — zapytałam cicho, jakbym nie dosłyszała.

— No mówię, że jesteś zimna. Wiesz, bez uczuć. Zero czułości, jakby ci wszystko było obojętne.

Zaśmiałam się nerwowo.

— A ty myślisz, że ja czuję się pożądana? Że wiesz, co to znaczy być kobietą niezauważaną przez własnego męża?

Marek w końcu spojrzał na mnie, ale z takim chłodem, że miałam ochotę wyjść. Albo rzucić czymś w ścianę.

— Przestań dramatyzować. Chodzi o to, że nawet nie próbujesz. W niczym. Ani w seksie, ani w byciu blisko.

— A ty próbujesz?! — wybuchłam. — Kiedy ostatni raz mnie przytuliłeś? Bez okazji, bez powodu?

Milczał. Długo. W końcu wzruszył ramionami i zajął się herbatą.

— Nie mam czasu na takie rozmowy.

— Oczywiście, bo praca, bo zmęczenie. A ja? Myślisz, że ja nie jestem zmęczona? Próbowałam. Naprawdę. Ale nie da się przytulać do ściany, Marek.

— Nie będę się kłócił — burknął i wyszedł z kuchni.

A ja zostałam sama. Jak zwykle. Z jedną myślą, która powracała jak bumerang: „Może naprawdę jestem zimna. Ale przecież ja też chcę być kochana…”.

Złość mieszała się z upokorzeniem

Starałam się. Naprawdę się starałam. Wróciłam wcześniej z pracy, ugotowałam jego ulubioną zupę krem z dyni, upiekłam tartę z gruszkami. Włożyłam sukienkę, której nie miałam na sobie od roku. Przed lustrem poprawiałam włosy, choć ręce mi się trzęsły. Jak nastolatka przed randką. Zastawiłam stół, zapaliłam świece. Pomyślałam: może jak zobaczy, że mi zależy, to coś w nim drgnie. Może znów będzie jak kiedyś. Ciepły. Obecny.

Usłyszałam klucz w zamku. Dzieci już spały.

— Co to? — zapytał, ściągając buty.

— Chciałam, żebyśmy zjedli kolację razem. Tylko we dwoje.

Spojrzał na stół, potem na mnie. Nie uśmiechnął się.

— Dzięki, ale nie mam nastroju. Jestem padnięty.

— Marek, ja się staram... — szepnęłam.

— No właśnie. I jakoś tak nienaturalnie to wygląda — rzucił i poszedł do salonu, jakby mnie tam nie było.

Siedziałam przy stole, patrząc na płomień świecy. Dłonie miałam zaciśnięte na serwetce, tak mocno, że aż się podarła. W gardle rosła gula. Złość mieszała się z upokorzeniem.
Poszłam do łazienki i spojrzałam w lustro.

— Naprawdę wyglądałam źle? — spytałam samą siebie. — Czy to on mnie już nie widzi?

A potem wspomnienie: ja i Marek, pięć lat temu, jedliśmy pizzę na podłodze, śmialiśmy się jak dzieci. Wtedy wystarczył jeden dotyk, jedno spojrzenie. Teraz nie wystarcza nic.

Widziałam cień strachu

Nie chciałam tego robić. Przysięgam. Ale kiedy zostawił telefon na stole, a sam poszedł pod prysznic, coś mnie tknęło. Wzięłam komórkę do ręki. Zwykła ciekawość? A może instynkt? To trwało chwilę. Nie szukałam długo. Jej imię: Karolina. Wiadomości nie były jednoznacznie romantyczne. Nie pisał „kocham”. Ale pisał: Dzięki, że mnie rozumiesz, Nie wiem, co bym bez ciebie zrobił, Z tobą mogę być sobą.

Z nią dzielił się tym, co go gryzie. Tym, co przemilczał ze mną. Przewijałam wiadomości, czując, jak robi mi się zimno. Serce waliło mi w piersi jak szalone. Kiedy wyszedł z łazienki, trzymałam telefon w dłoni.

— Kto to jest? — zapytałam, patrząc mu prosto w oczy.

Zamarł.

— Przestań. Nie masz prawa grzebać mi w telefonie.

— Odpowiedz, Marek. Kim jest Karolina?

— Koleżanka z pracy. Tylko rozmawiamy. Nie rób scen.

— Tylko rozmawiacie? Wiesz, co jest najgorsze? Nie to, że może mnie zdradzasz. Tylko to, że z nią jesteś sobą, a ze mną nikim.

Wzruszył ramionami. Ale w jego oczach widziałam cień strachu. I złość.

— Ty nigdy mnie nie słuchałaś. Zawsze tylko obowiązki, dzieci, lista zakupów. A ona… Ona mnie rozumie.

Zrobiło mi się słabo. Usiadłam. Zrozumiałam. Nie jestem zimna. Jestem wygaszona. Przez kogoś, kto już dawno przestał mnie widzieć.

Opowiedziałam jej wszystko

Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy. Dla dzieci ubrania, książki, ich ulubione pluszaki, a dla siebie byle co, bo i tak nic mnie już nie obchodziło.

— Co ty robisz? — zapytał, stojąc w drzwiach sypialni.

Dzieci bawiły się w pokoju obok, nieświadome, że świat właśnie się zmienia.

— Jadę do mamy. Zostanę tam kilka dni. Muszę… pooddychać.

— Przesadzasz — powiedział tylko. Ale nie zatrzymał mnie.

U mamy było cicho. Bezpiecznie. Trochę jak w dzieciństwie, kiedy mogłam się schować przed całym światem pod jej kocem. Mama nic nie mówiła, tylko podała mi herbatę i przykryła ramiona chustą.

To boli, prawda?

Tylko skinęłam głową.

— Taka cisza między dwojgiem ludzi... to najgorsza zdrada — powiedziała cicho.

Dzień później spotkałam się z Magdą. Siedziałyśmy na ławce w parku. Opowiedziałam jej wszystko.

— Nie wiem, czy to była zdrada. Ale chyba nie o to chodzi. On już dawno przestał być ze mną. A ja to czułam. Każdego dnia.

Magda milczała chwilę, potem sięgnęła po mój termos z kawą.

— A wiesz, kto ostatnio o ciebie pytał? Tomek. Z waszej firmy. Podobno dawno cię nie widział. Mówił, że jakoś tak… posmutniałaś.

— Co? — Roześmiałam się przez łzy.

Chciał zaprosić cię na spacer. I chyba powinnaś się zgodzić.

Zgodziłam się. Z ciekawości, by dowiedzieć się, jak to jest być zauważoną.

Zobaczyłam, że ma łzy w oczach

Przyszedł po dwóch dniach. Nie zapowiedział się. Dzieci właśnie układały puzzle na podłodze w salonie, a ja parzyłam herbatę. Usłyszałam dzwonek i momentalnie serce podeszło mi do gardła.
Stał w drzwiach z opuszczonymi ramionami.

Mogę wejść?

Skinęłam głową. Mama wyszła z kuchni, zabrała dzieci do pokoju. Wiedziała, że to nie będzie łatwa rozmowa. Usiedliśmy przy stole. To był ten sam stół, przy którym zapalałam świece tamtego wieczoru.

— Przemyślałem wszystko — zaczął. — Wiem, że zawaliłem. Ale nie chciałem cię skrzywdzić.

Milczałam. Nie miałam siły mówić.

— Czułem się samotny, Anna. Jakbym był przezroczysty. W domu tylko dzieci, obowiązki, rachunki. Nie było miejsca dla mnie. Dla nas.

— A ja, Marek? Myślisz, że ja się czułam jak królowa? Przez dwa lata nie powiedziałeś mi, że ładnie wyglądam. Nie dotknąłeś mnie bez okazji. Nawet nie zapytałeś, czy jestem szczęśliwa.

Pochylił głowę. Dopiero wtedy zobaczyłam, że ma łzy w oczach.

Tęsknię za tobą — powiedział cicho. — Naprawdę tęsknię.

— Tylko nie wiem, czy ja jeszcze potrafię cię kochać — odparłam. — Coś we mnie pękło.

Usiedliśmy w ciszy. Po raz pierwszy od dawna to była cisza, w której naprawdę się słuchaliśmy.

Anna, 35 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama