Reklama

Tego dnia czułam się jak bohaterka romantycznego filmu, w którym wszystko zmierza do szczęśliwego zakończenia. Mój mąż stał na środku salonu, trzymając w rękach ogromny bukiet czerwonych róż, a czułam się tak, jakbyśmy byli parą królewską. Przysięgał mi wierność i oddanie, patrząc głęboko w moje oczy, a ja wierzyłam w każde jego słowo, spijając tę słodycz niczym nektar. Nie miałam pojęcia, że ta piękna scena to tylko fasada, teatr jednego aktora, a kurtyna za chwilę opadnie z hukiem, odsłaniając prawdę, która zniszczy mnie od środka.

Moja miłość do ciebie nigdy nie wygaśnie

Poranek czternastego lutego zaczął się inaczej niż zwykle. Zazwyczaj w naszym domu panował chaos – szukanie zagubionych skarpetek dziesięcioletniego Kuby, pośpieszne czesanie włosów nastoletniej Zuzi i dopijanie zimnej kawy w biegu. Ale nie tego dnia. Kiedy otworzyłam oczy, sypialnia tonęła w nastrojowym półmroku, a na szafce nocnej czekała na mnie filiżanka parującej kawy i mały, elegancki liścik. Damian, mój mąż od piętnastu lat, zawsze dbał o detale, ale tym razem przeszedł samego siebie.

Wstałam z sercem pełnym wdzięczności. Ostatnie miesiące były dla nas trudne – on dużo pracował, wracał późno, zasłaniając się nowym projektem w firmie deweloperskiej, a ja, zajęta prowadzeniem biura rachunkowego i domem, czułam się odsunięta na boczny tor. Jednak ten poranny gest sprawił, że wszelkie wątpliwości wyparowały. Zeszłam na dół, gdzie czekała na mnie kolejna niespodzianka.

W salonie moim oczom ukazał się pięknie nakryty stół. Damian wyszedł z kuchni w białej koszuli, niosąc tacę z naleśnikami w kształcie serc. Wyglądał tak przystojnie, jak w dniu naszego ślubu. Jego ciemne włosy były idealnie ułożone, a w oczach błyszczały te same iskierki, które lata temu sprawiły, że zakochałam się w nim bez pamięci.

– Dla mojej królowej – powiedział teatralnym głosem, stawiając tacę na stole.

Atmosfera była magiczna. Śmialiśmy się, jedliśmy te nieco przypalone, ale zrobione z miłością naleśniki i rozmawialiśmy o planach na ferie. W pewnym momencie Damian wstał, wyciągnął zza pleców ogromny bukiet róż i podszedł do mnie. Uklęknął na jedno kolano.

– Agato – zaczął, a jego głos był głęboki i pewny. – Jesteś opoką tej rodziny. Przez te wszystkie lata byłaś przy mnie, wspierałaś mnie i kochałaś, nawet gdy byłem nie do zniesienia. Chcę, żebyś wiedziała, jak bardzo cię kocham. Przysięgam ci, tutaj, że zawsze będziesz dla mnie najważniejsza. Że moja miłość do ciebie nigdy nie wygaśnie. Jesteś jedyną kobietą mojego życia.

Łzy wzruszenia napłynęły mi do oczu. Czułam się tak bezpiecznie. To był moment, który miał zdefiniować naszą przyszłość, scementować naszą relację na kolejne dekady. Przytuliłam go mocno, czując zapach jego drogich perfum. Myślałam, że jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie.

Widzę rzeczy, których ty nie chcesz widzieć

Gdy emocje nieco opadły, Damian oznajmił, że musi na chwilę wyskoczyć do biura, żeby domknąć pilną sprawę, ale wróci wczesnym popołudniem na uroczysty obiad. Zgodziłam się bez wahania, naładowana pozytywną energią. Zaczęłam sprzątać ze stołu, nucąc pod nosem naszą piosenkę. Wtedy zadzwoniła moja siostra, Monika. Zawsze była tą bardziej sceptyczną, twardo stąpającą po ziemi.

– I jak tam ci mijają te całe walentynki? – zapytała z nutą ironii.

– Było cudownie, Monika – odpowiedziałam, wkładając talerze do zmywarki. – Damian zaserwował śniadanie, dał kwiaty, a nawet odnowił przysięgę przy dzieciach. Naprawdę się stara.

– Hmm – mruknęła. – To miło. A ten jego wyjazd integracyjny w zeszły weekend? Nadal twierdzi, że nie było zasięgu?

– Przestań – żachnęłam się. – Byli w górach, w odciętym od świata ośrodku. Dlaczego zawsze musisz szukać dziury w całym?

– Bo cię kocham, Agata. I widzę rzeczy, których ty nie chcesz widzieć. Pamiętasz, jak miesiąc temu wrócił z „siłowni” w koszuli, która pachniała damskimi perfumami? Powiedziałaś, że to pewnie zapach odświeżacza w szatni. A te ciągłe nadgodziny?

– Jest dyrektorem, Monika. Ma odpowiedzialność. Poza tym, dzisiejszy ranek udowodnił, że mu zależy. Nie psuj mi tego.

Rozłączyłam się z irytacją. Monika po swoim trudnym rozwodzie wszędzie węszyła podstęp. Nie chciałam, żeby jej gorycz zatruwała moje szczęście. Przecież widziałam jego oczy, widziałam, jak na mnie patrzył. Tego nie da się udawać. Prawda? Wróciłam do salonu. Dzieci jeszcze smacznie spały. Panowała błoga, domowa cisza. Zauważyłam, że na komodzie, obok wazonu z kwiatami, leży tablet Damiana. Musiał go zapomnieć w pośpiechu. Zazwyczaj szanowaliśmy swoją prywatność, ale ekran nagle się podświetlił, sygnalizując nową wiadomość. To był zwykły odruch. Spojrzenie rzucone mimochodem.

Podeszłam bliżej. Na ekranie blokady widniał tylko fragment, ale to wystarczyło, by moje serce zatrzymało się na ułamek sekundy, a potem ruszyło w szaleńczym galopie. „...ona niczego nie podejrzewa? Tęsknię za tobą, kochanie. Ten poranek bez ciebie jest...” Treść urwała się. Nie wierzyłam własnym oczom. Pomyłka? Spam? Głupi żart kolegów? Ale słowa „tęsknię za tobą” brzmiały zbyt intymnie, zbyt realnie. Wzięłam tablet do ręki. Wahałam się tylko przez sekundę. Jeśli to otworzę, naruszę jego prywatność. Ale te słowa nie dawały mi spokoju.

Myślami będę tylko przy tobie

Zaczęłam czytać, przewijając ekran w górę. Tygodnie. Miesiące. To nie był jednorazowy wyskok, lecz relacja. Równoległe życie prowadzone tuż pod moim nosem. „Mecenas P.” miała na imię Paulina. Ze zdjęć wynikało, że jest młodsza ode mnie, blondynka o szerokim uśmiechu. Widziałam ich wspólne zdjęcia z wyjazdu w góry – tego samego, na którym rzekomo nie było zasięgu. Siedzieli przy kominku, on obejmował ją w sposób, w jaki dawno nie obejmował mnie.

Najgorsze były jednak wiadomości tekstowe. Opisywał jej, jak bardzo jest nieszczęśliwy w domu, jak go męczę swoimi „przyziemnymi problemami”. Pisał, że jestem nudna, a nasze życie to tylko obowiązki.

– Nienawidzę tych walentynkowych szopek – napisał zaledwie wczoraj wieczorem. – Muszę odegrać rolę idealnego męża, żeby Agata nie marudziła przez kolejne pół roku. Kupię jakieś kwiaty, powiem wierszyk i będę miał spokój. Myślami będę tylko przy tobie.

Upuściłam tablet na dywan. Nie mogłam złapać tchu. Czułam, ze jest mi słabo. Wszystko, co wydarzyło się godzinę temu – naleśniki, kwiaty, przysięga – było kłamstwem. Wyreżyserowanym spektaklem. Monika miała rację. Wyjazdy, nadgodziny, obce zapachy. Byłam ślepa, bo chciałam być ślepa. Wygodnie mi było w mojej bańce. Poświęciłam dla niego karierę, zajmowałam się domem, żeby on miał „czystą głowę”, a on w tym czasie budował inny świat, śmiejąc się z moich starań. Usłyszałam dźwięk otwieranego garażu. Wrócił po tablet. Spojrzałam na zegarek. Minęła zaledwie godzina od momentu, gdy klęczał przede mną, a ja czułam się, jakbym postarzała się o dekadę.

To nie tak, jak myślisz

Wstałam z podłogi. W środku czułam narastającą falę zimnej wściekłości. Nie będę płakać. Nie dam mu tej satysfakcji. Wytarłam policzki i czekałam. Damian wszedł do salonu szybkim krokiem, jego wzrok od razu powędrował na komodę. Zobaczył tablet leżący na stole, tuż przede mną.

– Kochanie, wróciłem, zapomniałem... – zaczął z firmowym uśmiechem, ale urwał, widząc moją twarz.

Uśmiech zniknął, zastąpiony cieniem strachu.

– Coś się stało? Wyglądasz blado – zapytał, podchodząc. Chciał położyć rękę na moim ramieniu.

Cofnęłam się gwałtownie.

– Nie dotykaj mnie – powiedziałam cicho, ale stanowczo.

– Agata, o co chodzi? – udał zdziwienie, wciąż zerkając na tablet.

– Mecenas P. – rzuciłam tylko to jedno imię. – Paulina.

Damian zamarł. Widziałam, jak szuka w głowie kłamstwa, które mogłoby uratować sytuację.

– To nie tak, jak myślisz – zaczął standardową formułkę. – To tylko koleżanka z pracy, piszemy o sprawach...

– Czytałam – przerwałam mu chłodno. – Czytałam wszystko. O tym, jak jestem nudna. O tym, jak nienawidzisz tych „walentynkowych szopek”. O tym, jak bardzo za nią tęsknisz.

Maska idealnego męża opadła

Zapadła gęsta cisza. Przez chwilę miałam nadzieję, że zaprzeczy, że wymyśli cokolwiek, ale on tylko spuścił wzrok. Maska idealnego męża opadła.

– To... to skomplikowane – wydukał.

– Skomplikowane? – zaśmiałam się gorzko. – Przysięgałeś mi miłość godzinę temu! Patrzyłeś w oczy i kłamałeś. To nie jest skomplikowane, Damian. To jest podłe.

– Czułem się samotny – zaczął się bronić, a w jego głosie pojawiło się oskarżenie. – Ty zawsze tylko dom, dzieci, praca. Nie miałaś dla mnie czasu. Paulina mnie słuchała. Rozumiała mnie.

To był cios poniżej pasa. Przez lata harowałam, żeby nasz dom funkcjonował, a teraz on obwiniał mnie za swoją zdradę.

– Nie waż się – wycedziłam. – Nie zrzucaj winy na mnie. To ty zdecydowałeś się na kłamstwo i podwójne życie. Mogłeś przyjść i porozmawiać, ale wolałeś tchórzliwie uciec w ramiona asystentki.

– Wyjdź z tego domu, nie chcę cię widzieć – dodałam, patrząc mu prosto w oczy.

– Agata, nie możesz mnie wyrzucić z własnego domu – syknął.

– Mogę – odparłam spokojnie. – I właśnie to robię. Spakuj najpotrzebniejsze rzeczy. Resztę przyślę ci kurierem. Idź do Pauliny. Skoro przy niej czujesz, że żyjesz, nie będę cię zatrzymywać.

Teraz znałam prawdę

Patrzyłam, jak pakuje torbę w sypialni. Ręce mu się trzęsły. Próbował jeszcze coś mówić, że to błąd, że to nic nie znaczy, ale byłam głucha. Obraz męża z różami nałożył się na obraz cynika wysyłającego wiadomości do kochanki. Te dwa światy nie mogły już współistnieć. Kiedy drzwi wejściowe zamknęły się za nim, oparłam się o ścianę i osunęłam na podłogę. Dopiero wtedy pozwoliłam sobie na płacz. Nie za nim, ale za straconym czasem, za moją naiwnością, za iluzją. Płakałam, bo wiedziałam, że czeka mnie trudna rozmowa z dziećmi, że ich świat też właśnie legł w gruzach.

Ale gdzieś pod warstwą bólu, czułam ulgę. Przez lata podskórnie wiedziałam, że coś jest nie tak. Teraz znałam prawdę. Była brutalna i brzydka, ale prawdziwa. Wstałam, otarłam twarz i poszłam do kuchni. Spojrzałam na bukiet róż na stole. Symbol miłości, który stał się symbolem zdrady. Wzięłam go i bez wahania wyrzuciłam do kosza. Płatki posypały się na podłogę. Wieczorem usiadłam z Zuzią i Kubą. Powiedziałam, że dorośli czasem popełniają błędy i że tata na jakiś czas zamieszka osobno. Przyjęły to z trudem, ale miałam nadzieję, że z czasem będzie łatwiej.

To nie był koniec świata, choć tak to wtedy czułam. To był koniec pewnego etapu. Walentynki stały się dniem końca mojego małżeństwa, ale stojąc w oknie i patrząc w mrok nocy, zrozumiałam coś ważnego. Paradoksalnie, Damian dał mi tego dnia najlepszy prezent – odzyskałam siebie. Przestałam być tłem dla jego kariery, przestałam żyć w kłamstwie. Ból kiedyś minie, a ja zostanę – silniejsza, mądrzejsza i wreszcie wolna od gry pozorów. Może nie było to szczęśliwe zakończenie, na jakie liczyłam rano, ale był to prawdziwy początek nowego życia. Życia na moich zasadach.

Agata, 41 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama