„Mąż przy gościach żartował z mojej koszuli nocnej. Tylko on nie widział, że to brak szacunku do mnie”
„– Chodzi o to, że przestałeś mnie szanować. I robiłeś to tak długo, że nawet nie zauważyłam, kiedy zaczęłam się na to godzić. Stał teraz, z rękami w kieszeniach, zmęczony, znudzony. – Przestań dramatyzować, Justyna. To tylko słowa”.

Czasem myślę, kiedy zaczęłam znikać. Może wtedy, gdy Jacek przestał pytać, czy wrócę wcześnie z pracy. Albo gdy ja przestałam czekać, aż wróci. Od 15 lat jesteśmy małżeństwem. Mamy dwie córki, wspólny kredyt i kuchnię, w której częściej mijamy się niż rozmawiamy.
Byłam zakochana. W jego pewności siebie, śmiechu, spojrzeniu. Dla niego zmieniłam wszystko – zrezygnowałam z marzeń, zmieniłam siebie, żebyśmy pasowali. Jacek zawsze był duszą towarzystwa, elokwentny, zabawny, błyskotliwy. Ja byłam tłem. Nie mam pretensji. Przez lata czułam się potrzebna. Tylko że od jakiegoś czasu czuję się... przezroczysta. Niewidzialna. Jak mebel. Niby jestem, ale nikt nie patrzy.
Wczoraj wyjęłam z szafy moją starą, ulubioną koszulę nocną – wyblakłą, miękką, wygodną. Założyłam ją bez namysłu. Nie przypuszczałam, że dzień później stanie się powodem publicznego upokorzenia. Ani że po tym wieczorze zacznę się budzić. Po kawałku. Z gniewem i wstydem.
To miał być żart
Rozstawiłam talerze, wino się chłodziło, dzieci zamknięte w swoich pokojach. Beata z Arturem mieli zaraz przyjść – taka nasza mała, środowa tradycja. Jacek od rana był w świetnym humorze. Lubi takie wieczory – może zabłysnąć, pożartować, być w centrum uwagi.
– Tylko bez tych twoich tekstów – mruknęłam, nalewając oliwę do miseczki.
– O co ci chodzi? – Jacek nawet nie oderwał wzroku od telefonu.
– Po prostu… bez żartów moim kosztem, dobrze?
– Przecież masz dystans do siebie. Nie bądź taka spięta.
Goście przyszli punktualnie. Beata jak zwykle uśmiechnięta, Artur z nowym dowcipem na dzień dobry. Zjedliśmy przystawkę, poszło pierwsze wino, atmosfera się rozkręcała. Jacek był w swoim żywiole – opowiadał anegdotki, komentował, rozśmieszał. I wtedy to powiedział.
– A widzieliście Justynę w jej legendarnej koszuli nocnej? Taka jak z PRL-u, chyba po mamie odziedziczona!
Śmiech Beatki był nerwowy, Artur wydał z siebie jakiś charkot. A ja zamarłam. Dosłownie. Uśmiechnęłam się, żeby nie wyjść na przewrażliwioną, ale w środku coś we mnie pękło. Było mi zimno. Zimno od środka. Zaczęłam udawać, że słucham dalszej rozmowy, ale już tłumiłam emocje. To nie pierwszy raz. Przypomniały mi się inne sytuacje – przy ludziach, zawsze niby w żartach. Ale zawsze ze mnie. Tamtego wieczoru wiedziałam już jedno: mam dość.
Mąż nie widział problemu
Zamknęłam za Beatą drzwi i przez chwilę stałam w ciszy. W kuchni zostały kieliszki, rozlane wino, talerze z niedojedzoną tartą. Jacek rozsiadł się na kanapie, jakby nic się nie stało.
– Możesz mi powiedzieć, co to miało być? – zapytałam cicho, choć głos już mi drżał.
– Co znowu? – jęknął. – Przecież wszyscy się śmiali.
– Nie, Jacek. Ty się śmiałeś. Oni nie wiedzieli, jak się zachować. A ja… ja czułam się jak idiotka.
– No weź, przecież to był żart! Odrobina dystansu jeszcze nikogo nie zabiła.
– To nie był pierwszy raz – przerwałam mu. – I nie, to nie był żart. To było publiczne ośmieszenie mnie. Dla twojego błysku.
Patrzył na mnie z irytacją. Jakbym przesadzała. Jakbym znowu robiła aferę z niczego. Ale we mnie już coś się rozlewało – gniew, rozczarowanie, żal.
– Czy ty w ogóle mnie jeszcze widzisz? – zapytałam. – Czy ja w ogóle jeszcze dla ciebie istnieję jako kobieta?
Parsknął.
– O co ci chodzi? Bo masz starą koszulę? To naprawdę taki dramat?
– Chodzi o to, że przestałeś mnie szanować. I robiłeś to tak długo, że nawet nie zauważyłam, kiedy zaczęłam się na to godzić.
Stał teraz, z rękami w kieszeniach, zmęczony, znudzony.
– Przestań dramatyzować, Justyna. To tylko słowa.
– Nie – pokręciłam głową. – To właśnie słowa najbardziej ranią. I zaczynam mieć dość.
Nie odpowiedział. Odwrócił się i poszedł do łazienki. A ja zostałam sama w kuchni, z uczuciem, że właśnie zrobiłam pierwszy krok.
Nie byłam przewrażliwiona
Spotkałyśmy się w kawiarni niedaleko szkoły. Beata przyszła wcześniej, zamówiła cappuccino i już czekała przy stoliku. Uśmiechnęła się, gdy mnie zobaczyła, ale w jej oczach było coś… ostrożnego.
– Justyna, wszystko w porządku? – zapytała, zanim jeszcze zdążyłam usiąść.
Wzięłam głęboki oddech, ale słowa nie chciały mi przejść przez gardło. Dopiero po chwili cicho powiedziałam:
– Bolało mnie to, co powiedział Jacek.
Beata spojrzała na mnie uważnie.
– Widziałam. Ty się uśmiechałaś, ale… nie umiałam się z tego śmiać. Artur też nie.
Zacisnęłam dłonie na filiżance. Słuchałam jej słów jak wyroku. W końcu ktoś to zauważył. Ktoś nazwał to, co ja przez tyle lat próbowałam tłumaczyć sobie jako „jego styl bycia”.
– To nie pierwszy raz, prawda? – Beata przechyliła głowę. – W pracy też czasem rzucał coś takiego. Przy innych. Myślałam, że może masz zgodę na ten jego sarkazm, że to taki wasz język.
– Nie – przerwałam jej. – Po prostu przestałam się bronić. Przestałam reagować, bo każda reakcja była „przesadą”.
Beata spojrzała na mnie cicho i zapytała:
– Justyna… ty go jeszcze kochasz?
Zamilkłam. To pytanie uderzyło we mnie jak kamień. Próbowałam coś powiedzieć, ale głos uwiązł mi w gardle. Zamiast odpowiedzi, poczułam, jak łzy cisną mi się do oczu. Pokręciłam głową.
– Nie wiem.
Beata sięgnęła po moją dłoń.
– To nie był żart, Justyna. To był brak szacunku. Zasługujesz na więcej.
Po raz pierwszy od dawna ktoś to powiedział głośno. I nie byłam to ja.
Potrzebowałam oddechu
Wieczorem usiadłam sama w sypialni. W dłoniach miałam zdjęcie z naszych zaręczyn – Jacek z rozczochranymi włosami, ja w bordowym golfie, uśmiechnięta, wtulona w niego jak dziewczynka. Miałam wtedy dwadzieścia pięć lat i byłam pewna, że złapałam życie za rękę. Że to będzie „na zawsze”.
Zaczęłam myśleć, jak bardzo się zmienił. A może to ja się zmieniłam? On kiedyś przynosił mi kawę do łóżka w sobotę, piekł mi ciasto marchewkowe i śpiewał głupie piosenki pod prysznicem. A ja śmiałam się z jego dowcipów. Teraz... milczymy przy kolacji. Tylko dzieci nas jeszcze jakoś spajają.
Podniosłam się z łóżka i otworzyłam szufladę z bielizną. Na samym dnie leżała ona – ta nieszczęsna koszula nocna. Miękka, wygodna, kompletnie aseksualna. Podniosłam ją i spojrzałam na nią, jakby to ona miała mi odpowiedzieć: kiedy dokładnie przestałam być kobietą, a zaczęłam być wygodna?
Zaczęłam pakować walizkę. Kilka rzeczy, książka, piżama – nowa, nie ta. Zadzwoniłam do mojej siostry.
– Mogę przyjechać na weekend?
– Oczywiście. Wszystko okej?
– Chyba nie do końca. Muszę się przewietrzyć.
– Przyjedź. Czekam.
Rozłączyłam się i spojrzałam na swoją odbitą w lustrze twarz. Nie wyglądałam jak kobieta, która zaraz zostawi męża. Ale po raz pierwszy od dawna wyglądałam jak kobieta, która się nad sobą zastanawia. Dzieci zostawały, później jakoś im wytłumaczę, że musiałam na chwilę wyjechać.
To już chyba koniec
Rano obudziłam się w pokoju u mojej siostry. Zrobiłam sobie kawę, a potem usiadłam na werandzie pod kocem. Telefon zadzwonił dokładnie o 9:16. Jacek.
Przez chwilę patrzyłam na ekran. Nie miałam ochoty rozmawiać, ale odebrałam.
– No, fajnie. Po prostu wyszłaś. Nawet nie powiedziałaś dzieciom, co się dzieje.
– Są duże. Powiedziałam, że jadę do cioci. Maja przytuliła mnie bez słowa. Myślę, że rozumie więcej, niż ci się wydaje.
Po drugiej stronie zapadła cisza. Potem:
– Serio, Justyna? Naprawdę trzeba było dramatyzować przez jeden głupi żart?
Zamknęłam oczy. Powiedział to takim tonem, jakby wyrzucał śmieci. Jakby to było coś małego, bez znaczenia.
– To nie chodzi tylko o koszulę, Jacek. Chodzi o wszystko. O to, jak się do mnie od miesięcy odnosisz. Jak czuję się przy tobie.
– Przesadzasz.
– Może. Ale to moje prawo. I moje życie. Nie wiem, czy chcę jeszcze wracać.
Cisza. I ten jego zimny, bezosobowy głos:
– Rób, co chcesz.
Rozłączył się pierwszy. Siedziałam jeszcze długo z telefonem w dłoni. Serce biło mi jak oszalałe, a jednocześnie czułam… spokój. Wreszcie. Może nie wiem, co dalej. Może się boję. Ale zrobiłam coś dla siebie. Pierwszy raz od lat.
Justyna, 40 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Dla pieniędzy zgodziłam się na małżeństwo z rozsądku. Nie sądziłam, że będę tak żałować tej decyzji”
- „Ojciec zapisał cały swój majątek kochance. Na pogrzebie nie pozwoliła mi nawet podejść do trumny”
- „Pojechałam na ferie z rodziną, by trochę odpocząć. Nie sądziłam, że przez cały wyjazd będę robić za ich służącą”

