Reklama

– Marta, znowu to samo? – Jacek opadł ciężko na kanapę, jakby to on cały dzień harował na dwa etaty. – Przecież rozmawialiśmy już o tym.

– Nie, Jacek. My nie rozmawialiśmy. Ty mówiłeś. A ja miałam się domyślić – powiedziałam spokojnie, choć we mnie aż kipiało.

Na stole leżał paragon z apteki, kolejny rachunek za prąd i pusta lodówka. Dosłownie.

– Ja nie mam z czego ci teraz oddać, przecież wiesz, że wszystko inwestuję – mruknął, wpatrując się w ekran telefonu.

– No właśnie! Cały czas inwestujesz! W co konkretnie, możesz mi powiedzieć? Bo ja inwestuję w mleko, masło i płyn do toalety. I jakoś nie mam z tego zwrotu – rzuciłam z ironią.

Podniósł wzrok.

– Nie rozumiesz, jak działa biznes.

– A ty nie rozumiesz, jak działa małżeństwo! – wrzasnęłam i natychmiast tego pożałowałam, bo zobaczyłam w jego oczach coś, czego nie widziałam od miesięcy – cień emocji. Niestety, nie były to wyrzuty sumienia.

Gdybyś miała więcej zaufania, byłoby inaczej – odburknął. – Ale ty musisz wszystko kontrolować.

– Nie kontroluję! Po prostu nie chcę czuć się jak twoja księgowa z obowiązku! – głos mi się załamał. – Jestem twoją żoną, Jacek. A nie sponsorem twoich projektów.

Nie odpowiedział. Wstał i wyszedł do drugiego pokoju. Zostałam sama w kuchni. Znowu. Z rachunkami i gorzką myślą, która nie dawała mi spokoju: czy naprawdę tak wygląda związek? Że jedno daje wszystko, a drugie... nawet nie pyta, czy wystarczy?

Ciągle się kłóciliśmy

– Powiesz mi w końcu, co jeszcze przede mną ukrywasz? – zapytałam cicho, stojąc oparta o framugę sypialni.

Jacek podniósł wzrok znad laptopa, ale nie zamknął ekranu.

– O co ci znowu chodzi?

– O samochód. Nowy. Ten, którego niby twoja firma potrzebowała.

– Przesadzasz. To leasing. Poza tym, nie twój temat.

– Nie mój temat? – powtórzyłam, powoli wchodząc do środka. – Jacek, ja wszystko opłacam, żyjemy z mojej pensji, a ty kupujesz auto, o którym nawet nie raczyłeś mi wspomnieć. Nie mój temat?!

– To sprawy firmowe. Nie musisz wszystkiego wiedzieć.

– A może jednak muszę? – uniosłam głos. – Bo zaczynam mieć wrażenie, że prowadzisz podwójne życie. Jedno ze mną – biedne, rachunkowe. I drugie – luksusowe, które zostawiasz za drzwiami, zanim wrócisz do domu.

– Przestań dramatyzować.

– To powiedz mi prawdę. Masz oszczędności? Inwestycje? Cokolwiek?

Milczał.

– Czyli jednak coś masz – powiedziałam gorzko.

Jacek westchnął.

– Marta, serio, nie rób z tego afery. Ja pracuję na przyszłość. Ty zajmujesz się teraźniejszością. Tak to działa.

Ale ja tej przyszłości nie widzę. I nie wiem, czy ja w niej w ogóle jestem.

Odsunął się od komputera.

– Jesteś, tylko nie komplikuj.

A ja już nie wiedziałam, czy bardziej boli mnie jego lekceważenie, czy to, że tak długo udawałam, że wszystko jest w porządku.

Odkryłam sekret męża

Znalazłam to przypadkiem. W jego mailach, kiedy szukałam faktury za Internet. Nie szperałam złośliwie. Po prostu... nie sądziłam, że tam coś będzie.

Ale było. Umowa przedwstępna zakupu mieszkania w innym mieście. Za gotówkę. Przez kilka minut siedziałam w ciszy, wpatrzona w ekran, jakby mózg odmówił współpracy. W tej chwili wiedziałam jedno – Jacek mnie nie tylko pomija. On mnie z tej układanki po prostu wyrzucił.

Co to ma być?! – wrzasnęłam, gdy tylko wrócił do domu.

Trzymałam wydruk w dłoni, z palcami zaciśniętymi tak mocno, że kartka się pogięła.

– Grzebiesz w moich mailach?! – rzucił natychmiast.

– Co ja robię?! A co TY robisz?! Kupujesz mieszkanie za pieniądze, o których nie mam pojęcia, i mówisz, że to są firmowe sprawy?!

– Bo to są firmowe sprawy – syknął.

– Czyli już nawet nie udajesz, że jesteśmy partnerami?

Marta, to ja te pieniądze zarobiłem.

– A ja? Ja tylko płacę rachunki, rozumiem. Bo moje pieniądze to „na życie”, a twoje – na imperium, tak?

Milczał. I wtedy to powiedział:

– Ty płacisz za życie. Ja buduję przyszłość. Taki mieliśmy układ.

W tamtej chwili coś we mnie pękło. Jakby ten układ, o którym mówił, był niepisanym kontraktem, który podpisałam nieświadomie. A przecież to nie był żaden układ. To był wyzysk. Zaufanie, które on zamienił w wygodę. Zostawiłam go w kuchni, nie mówiąc nic więcej. Poszłam do sypialni i pierwszy raz od lat zamknęłam drzwi na klucz.

Byłam rozżalona

– Tylko na kilka dni – powiedziałam do Ani, siadając z kubkiem herbaty na jej kanapie. – Muszę... muszę się ogarnąć.

– Jasne, ile chcesz. Zresztą, dawno powinnaś to zrobić – odpowiedziała spokojnie.

Nie pytała od razu o szczegóły. Wiedziała, że i tak w końcu powiem. I powiedziałam. O mieszkaniu. O samochodzie. O „układzie”, którego niby nie mieliśmy, a który zaczął mną rządzić.

– On traktuje cię jak fundusz, Marta – powiedziała cicho.

– Bo mu na to pozwoliłam – przyznałam. – Bo przez tyle lat myślałam, że jeśli będę wspierać, rozumieć, czekać… to on się kiedyś odwdzięczy. A on po prostu się przyzwyczaił.

Milczałyśmy chwilę.

– Wiesz, najgorsze? Że przez te wszystkie lata ja nigdy nie zapytałam siebie, czy mi to pasuje. Tylko czy jemu będzie dobrze.

– To teraz się zapytaj – powiedziała Ania. – Ale szczerze. Bez „a może”, bez „jeszcze chwila”.

Spojrzałam w okno. Noc była spokojna. Pierwszy raz od dawna nie czułam napięcia w karku. Ani ciężaru obecności kogoś, kto był obok, a jednak zupełnie nie ze mną.

Nie wiem, czy mam siłę zacząć od nowa – powiedziałam cicho.

– Ale już wiesz, że nie chcesz tak dalej – odparła.

I to była prawda.

Mąż miał wyrzuty sumienia

Przyszedł wieczorem, nie zapowiadał się. Stał w drzwiach Ani jak ktoś, kto nie wie, czy jest jeszcze mile widziany.

– Możemy porozmawiać? – zapytał cicho.

Ania spojrzała na mnie pytająco. Skinęłam głową. Weszliśmy do kuchni. Usiadł przy stole, jakby był gościem w obcym domu. Pierwszy raz od dawna wyglądał na naprawdę zmęczonego. Ale ja już nie chciałam dać się nabrać na jego zmęczenie.

– Marta… – zaczął, spuszczając wzrok. – Wiem, że wszystko się posypało. Że zawaliłem. Ale naprawdę robiłem to wszystko z myślą o nas. O naszej przyszłości.

– Tylko że ja w tej przyszłości nigdy nie byłam obecna, Jacek – przerwałam mu. – Ty budowałeś coś dla siebie. Ze mną w tle. Jak tło dekoracyjne, do twoich inwestycji.

– To nieprawda – pokręcił głową. – Po prostu chciałem, żebyś miała zabezpieczenie. Żebyśmy nie martwili się o kasę.

– A ja martwiłam się codziennie. Sama.

Zamilkł.

– To już koniec? – zapytał po dłuższej chwili.

Spojrzałam mu w oczy. I nie poczułam już złości. Ani nadziei.

– Nie wiem, co będzie dalej – odpowiedziałam. – Ale wiem jedno. Tak dalej być nie może.

– Wrócisz?

– Wrócę, ale musimy ustalić nowe zasady – odpowiedziałem pewnie.

Marta, 40 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama