„Mąż planował wyjazd z kolegami na Mazury, chociaż ledwo wiążemy koniec z końcem. To była przykrywka”
„– A mi się co należy? Wiesz, jak wygląda mój dzień? Ty wracasz z pracy i odpoczywasz. Ja nawet w nocy nie mam spokoju, bo Mikołaj znowu kaszle i wszystko na mojej głowie! – Zaczynasz znowu... – warknął i wstał z kanapy. – Ty tylko narzekasz. Nie da się z tobą wytrzymać”.

Czasem mam wrażenie, że moje życie to tylko ciągłe gaszenie pożarów. Pobudka o szóstej, śniadanie na szybko, dzieci do przedszkola, potem na pół etatu do pracy – między klientami zerkam w telefon, czy młodszy znowu nie ma gorączki. Wracam, ogarniam pranie, zupę, rachunki. I nikt tego nie widzi. Damian wraca zmęczony z budowy, rzuca torbę, siada na kanapie. Nawet nie pyta, jak minął mój dzień. Ostatnio to już w ogóle nic nie mówi. Jakbyśmy tylko mijali się w jednym mieszkaniu.
Kiedyś był inny. Potrafił mnie rozśmieszyć, zaskoczyć, przytulić. A teraz... jakby go nie było. Wczoraj powiedział, że Tomek organizuje wyjazd na Mazury i że on jedzie. Tak po prostu. Bez pytania, bez rozmowy. Przecież nie mamy na to pieniędzy. Dzieci chorują na zmianę, w portfelu już niewiele pieniędzy, a on mówi, że zasłużył, że jest zmęczony. A ja? Ja nie mam prawa mieć dość?
– Może on coś ukrywa? – rzuciła Magda przez telefon, gdy jej się wyżaliłam. – No bo kto normalny planuje wyjazd, jak w domu z kasą jest krucho?
Nie chciałam jej słuchać. Ale coś we mnie drgnęło. Coś zaczęło szeptać, że może to nie tylko wyjazd z kumplami. Może to coś więcej.
Pokłóciliśmy się
– Co to znaczy, że jedziesz? – zapytałam, patrząc na niego znad zlewu pełnego naczyń.
Właśnie mówił coś o Mazurach i chłopakach z pracy.
– To, co powiedziałem. Tomek wszystko ogarnia, jedziemy w czwartek rano. Cztery dni luzu – odpowiedział, nie patrząc mi w oczy. Udawał, że przegląda coś w telefonie.
– Damian, my nie mamy za co kupić dziecku syropu na kaszel, a ty planujesz męski wypad?
– Karolina, przestań. Nie wczasy, tylko weekend z kumplami. Należy mi się. Pracuję, haruję. Nie mogę? – w końcu podniósł wzrok.
Był zmęczony, ale w tym spojrzeniu było coś jeszcze. Obojętność.
– A mi się co należy? Wiesz, jak wygląda mój dzień? Ty wracasz z pracy i odpoczywasz. Ja nawet w nocy nie mam spokoju, bo Mikołaj znowu kaszle i wszystko na mojej głowie!
– Zaczynasz znowu... – warknął i wstał z kanapy. – Ty tylko narzekasz. Nie da się z tobą wytrzymać.
– Może dlatego, że nie masz pojęcia, jak to jest żyć naprawdę, Damian! Nie pamiętasz, kiedy płaciłeś rachunki. Myślisz tylko o sobie!
– Bo mam dosyć! – krzyknął. – Mam dość tego domu, tej atmosfery. Duszę się tu!
– Wiesz co? – głos mi się załamał. – Czasem żałuję, że w ogóle za ciebie wyszłam.
Nie odpowiedział. Spojrzał na mnie długo, jakbym powiedziała coś, co nie da się już cofnąć. Potem bez słowa chwycił klucze, kurtkę i trzasnął drzwiami. Dzieci się obudziły i zaczęły płakać.
Stałam w kuchni, zaciskając pięści. Czy naprawdę to się właśnie wydarzyło? Czy człowiek, z którym dzieliłam życie, właśnie wybrał ucieczkę zamiast rozmowy?
Teściowa broniła synka
W niedzielę po południu nie wytrzymałam. Chłopcy bawili się w pokoju, a ja wpatrywałam się w telefon. W końcu wybrałam numer do teściowej Heleny. Może ona przemówi mu do rozsądku. Albo chociaż powie, co się z nim dzieje.
– No witaj, Karolinko – usłyszałam jej oschły głos. – Coś się stało?
– Mamo... Damian wyjeżdża w czwartek na Mazury. Zostawia mnie samą z chorymi dziećmi i pustym portfelem. Przecież to szaleństwo...
– Oj, dziecko. Daj mu trochę odetchnąć – przerwała mi. – Pracuje ciężko, ma prawo się wyrwać.
– Ale my nie mamy pieniędzy! – uniosłam głos. – On nawet nie zapytał. Po prostu jedzie*I wiesz co? On już od dawna się oddala. Nie śpi ze mną, nie rozmawia, wraca coraz później…
– Może się po prostu boisz, że ci się życie nie układa tak, jak chciałaś? – jej słowa były zimne jak lód. – Damian zawsze był dobrym chłopakiem. A ty zawsze byłaś... cóż, dość emocjonalna.
Zatkało mnie.
– Naprawdę to teraz moja wina? – wyszeptałam. – Ty niczego nie widzisz?
– Może gdybyś była dla niego dobra, nie musiałby uciekać – odpowiedziała, jakby mówiła o pogodzie.
Rozłączyłam się bez słowa. Czułam, jak w oczach zbierają mi się łzy – nie ze smutku, ale z bezsilności. A może... z wściekłości?
Zaczęłam sobie przypominać wszystkie drobne rzeczy, które zignorowałam. Jego spóźnienia. Zapach kobiecych perfum na kurtce. SMS-y, które kasował, zanim zdążyłam spojrzeć. To nie był tylko wyjazd. To była ucieczka. Tylko przed czym?
Mąż kłamał
Stałam w przedpokoju, sortując pranie, kiedy usłyszałam jego głos. Był w łazience, drzwi lekko uchylone. Mówił cicho, jakby nie chciał, żeby dzieci usłyszały. Albo ja.
– No przecież mówiłem, że jadę. Wszystko załatwione. Cztery dni tylko dla nas… Tak, też nie mogę się doczekać, kochanie.
Zamarłam. Głos miał miękki, czuły. Inny niż ten, którym mówił do mnie od miesięcy. Podeszłam bliżej, nie mogąc się powstrzymać. Drzwi skrzypnęły.
– Damian. – Wypowiedziałam jego imię powoli, z wyczuwalnym lodem w głosie.
Zamarł. Spojrzał na mnie przez lustro, telefon wciąż przy uchu.
– To... to nie tak, Karolina – wyjąkał, rozłączając się w pośpiechu.
– A jak niby? – głos mi drżał, ale już nie ze strachu. Ze złości.
– To nie miało tak wyglądać... Ja... – zaczął, ale nie dokończył.
– Od kiedy? – zapytałam. – Od kiedy mnie okłamujesz?
– Posłuchaj, Karolina... Ja byłem nieszczęśliwy. Od miesięcy. My tylko się kłócimy. W domu jest napięcie, dzieci, rachunki, nic między nami nie zostało...
– Więc znalazłeś sobie kogoś, kto nie ma napięcia, nie ma dzieci i nie zadaje pytań, tak? – dokończyłam za niego. – I myślałeś, że ja się nie zorientuję?
– Nie chciałem cię zranić... – wyszeptał.
Zaśmiałam się niemal histerycznie. Nie było w tym nic zabawnego, ale śmiech był lepszy niż płacz.
– Za późno, Damian. Już dawno mnie zraniłeś. Tylko wtedy jeszcze udawałam, że tego nie czuję.
Stał tam jak dzieciak przyłapany na kradzieży. I nawet nie umiał zaprzeczyć.
Nie zasłużyłam na to
– Kim ona jest? – zapytałam, choć nie chciałam znać odpowiedzi.
Damian usiadł na brzegu kanapy, jakby nagle stracił wszystkie siły.
– Poznałem ją na siłowni. Ma na imię Marta. Jest... łatwiej przy niej. Nie ma pretensji. Nie patrzy na mnie jak na kogoś, kto ciągle zawodzi.
– Łatwiej?! – krzyknęłam. – Bo ona nie zna cię naprawdę. Nie widziała, jak klniesz na zepsuty piec, jak znikasz w łazience, kiedy trzeba pomóc dzieciom. Ona zna tylko twoją lepszą wersję. A ja? Ja mam tę prawdziwą.
– Próbowałem z tobą, Karolina. Ale ty zawsze jesteś zmęczona, spięta. Zrzędzisz. Ciągle tylko „to trzeba zapłacić, tamto zrobić”. Nie ma już między nami nic...
– A czemu nie próbowałeś mnie przytulić? Porozmawiać? – głos mi się załamał.
Spojrzał na mnie i w jego oczach zobaczyłam, że to już nie jest ten sam człowiek. Albo to ja się zmieniłam. Albo oboje przestaliśmy się widzieć.
– Nie planowałem tego, naprawdę – powiedział cicho. – To się po prostu... wydarzyło. Najpierw rozmowy, potem spotkania. Zrozumiałem, że przy niej znowu czuję się jak ktoś. Jak facet.
– A ja przez ciebie czuję się nikim – wyszeptałam. – Zniszczyłeś coś, co budowałam każdego dnia. Każdą nieprzespaną nocą, każdą kolacją, którą gotowałam, chociaż ledwo stałam na nogach.
Siedzieliśmy w ciszy. A potem on powiedział coś, co wszystko skończyło:
– Nie wiem, czy chcę to jeszcze ratować.
Nie wiem, co zrobię
Nie spałam tej nocy ani minuty. Damian po rozmowie spakował torbę i wyszedł, mówiąc tylko: „Zadzwonię do chłopców”. Jakby zostawiał mnie na weekend, a nie rozwalał nam życie na pół.
Siedziałam przy kuchennym stole, popijając zimną herbatę i wpatrując się w dziecięce rysunki przyklejone do lodówki. Głowy uśmiechnięte, serca, domki. I podpis: Mama, tata, my. Kto im to teraz wytłumaczy?
– No i co teraz? – zapytała Magda, wpadając do mnie następnego dnia z zakupami i czekoladą. – Wyrzucamy go z twojej głowy raz na zawsze?
– Nie wiem, czy umiem – przyznałam. – Zbyt długo żyłam tylko z nim. A teraz wszystko się wali.
– Karolina, on cię zdradzał. Kłamał. Uciekał. Ty zostałaś i walczyłaś. To ty jesteś silna.
– Nie czuję się silna – westchnęłam. – Czuję się zużyta. Jakby ktoś mnie przeżuł i wypluł.
– To normalne. Ale musisz się podnieść. Dla siebie. Dla chłopców. Nie możesz teraz się poddać.
Pokręciłam głową. W mojej głowie walczyły dwie wersje mnie – ta, która chciała krzyczeć i rzucać talerzami, i ta, która tęskniła za jego dotykiem, za tym, co było.
– Może powinnaś porozmawiać z kimś. – Magda spojrzała na mnie poważnie. – Albo przynajmniej napisać, co czujesz. Wyrzucić to z siebie.
Zamknęłam oczy. Może rzeczywiście... czas zacząć walkę nie o nas, ale o siebie.
Karolina, 41 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Zadzwoniłam do syna, że nie mam na chleb. Powiedział, że nigdy nie będzie moim bankomatem”
- „Ukochany nie dał mi perfum na walentynki, za to sam pachniał podejrzanie. Ciągnął się za nim smród zdrady”
- „Mieliśmy jechać na wymarzone ferie, ale pieniądze nagle wyparowały. Mąż wolał kupić teściowej nowy telewizor”

