„Mąż mojej przyjaciółki totalnie zawrócił mi w głowie. Obiecywał, że ją zostawi, ale po prostu stchórzył”
„Uśmiechałam się sztucznie, jak ktoś, kto właśnie popełnia przestępstwo, ale nie został jeszcze złapany. Byłam mistrzynią kamuflażu. Czasem sama siebie nie poznawałam. Po spotkaniu z Magdą wróciłam do biura. Marta już na mnie czekała przy ekspresie”.

Nigdy nie byłam tą, która wierzy w wielką miłość. Serio. Te wszystkie bajki, romantyczne filmy, frazesy o „drugiej połówce jabłka” uważałam za tanią iluzję. Miałam ładne mieszkanie w centrum, niezłą pracę w agencji reklamowej i kilka romansów za sobą. Nic poważnego. Nic, co by bolało. Wolałam mieć kontrolę. A potem poznałam Tomka i wszystko się posypało.
Nie chcę pisać, że zakochałam się od razu, bo to nie była żadna iskra, żaden grom z jasnego nieba. To działo się stopniowo: rozmowa po rozmowie, uśmiech po uśmiechu. Słyszałam głos, który z czasem znałam lepiej niż własny. Widziałam ciało, którego dotyk rozbudzał mnie jeszcze długo po tym, jak odchodził.
Jest tylko jeden problem. Tomek nie był mój. Był mężem mojej przyjaciółki, Magdy. Tej samej, z którą piłam prosecco i narzekałam na facetów. Tej, której obiecałam lojalność, zanim jeszcze wiedziałam, jak smakuje jego pocałunek. Tomek mówił, że ją zostawi, że to kwestia czasu, że już prawie, że jeszcze chwila. A ja czekałam. Tylko że z każdą chwilą coraz bardziej czułam się jak idiotka. I coraz mniej jak człowiek.
Nie potrafię go odepchnąć
— Tęskniłeś? — zapytałam, gdy tylko zamknęły się za nim drzwi.
Zdjął kurtkę, podszedł do mnie bez słowa i przyciągnął do siebie, jakby to miała być ostatnia szansa. Pocałunek był długi, zachłanny, tak znajomy, że aż mnie zabolał.
— Cały tydzień myślałem o tym, żeby tu wrócić — wyszeptał, opierając czoło o moje. — Magda miała jakiegoś doła, więc... nie mogłem wcześniej.
Odwróciłam się, poszłam do kuchni, zaparzyłam mu herbatę. Nienawidziłam tego, że tak dobrze go znam. Wiedziałam, że po „nie mogłem” będzie jeszcze „bo ona”, „bo ciężko”, „bo muszę poczekać”.
— Kiedy jej powiesz? — zapytałam cicho, prawie szeptem.
Usiadł przy stole, spojrzał na mnie tym swoim zmęczonym wzrokiem.
— Karola, nie teraz. Daj mi jeszcze chwilę. Magda ma zjazd w pracy, jej ojciec coś choruje. To nie jest dobry moment.
— Nigdy nie będzie dobrego momentu, Tomek — przerwałam mu. — A ja mam już dość bycia twoją chwilą w środku tygodnia.
Nie odpowiedział. Po prostu wstał, podszedł do mnie, pocałował w czoło. Wiedział, że nie potrafię go odepchnąć. Że mimo tego, co czuję, będę czekać. Jeszcze dzień, tydzień, miesiąc. Kiedy wyszedł, długo stałam w oknie i patrzyłam, jak znika w ciemności. Byłam zła, ale nie na niego — na siebie. Bo znowu mu uwierzyłam. Bo znowu zgodziłam się na mniej, niż zasługuję.
A potem usiadłam na podłodze, przy kaloryferze, i popłakałam się jak gówniara. Ze wstydu, z miłości, z bezsilności.
Uśmiechałam się sztucznie
— Nie wiem, Karola, może my naprawdę przechodzimy kryzys, ale ja wierzę, że to jeszcze da się uratować — mówiła Magda, mieszając cappuccino i nie patrząc mi w oczy.
Siedziałyśmy w naszej ulubionej kawiarni przy placu Zbawiciela. Ona, w czerwonym płaszczu, z uśmiechem podszytym smutkiem. Ja z sercem, które waliło mi jak młot pneumatyczny. Bo wiedziałam, że spałam z jej mężem dwie noce temu.
— Przestał mnie przytulać. Jakby nie chciał dotykać. Ale nie zdradza mnie, wiem to. Po prostu się pogubiliśmy — dodała z nadzieją, której nie potrafiłam jej odebrać.
Uśmiechałam się sztucznie, jak ktoś, kto właśnie popełnia przestępstwo, ale nie został jeszcze złapany. Byłam mistrzynią kamuflażu. Czasem sama siebie nie poznawałam. Po spotkaniu z Magdą wróciłam do biura. Marta już na mnie czekała przy ekspresie.
— Dobra, powiesz mi w końcu, co się z tobą dzieje? — spytała bez ceregieli. — Jesteś nieobecna, wściekła i ciągle zerkasz na telefon jak nastolatka.
— Daj spokój — burknęłam.
— Masz romans? — zapytała tak bezpośrednio, że aż się zakrztusiłam kawą. — Karolina. Pracuję z tobą od pięciu lat. Nie rób ze mnie idiotki. Wiem, kiedy coś jest nie tak.
Zamilkłam.
— Czy on jest zajęty? — dodała po chwili ciszy.
Patrzyłam na nią i nagle zrobiło mi się słabo.
— Powiedz mi, że to nie Tomek — szepnęła.
Zamarłam. Marta spojrzała na mnie jak na coś, co właśnie zaczęło cuchnąć.
— Nie wierzę…
Złapał się za głowę
— Musimy porozmawiać — powiedziałam, ledwo Tomek przekroczył próg. Nie pocałowałam go, nie uśmiechnęłam się. Nawet nie zdjęłam mu kurtki, jak zawsze.
Usiadł na kanapie, zdjął czapkę, przeczesał włosy ręką.
— Słucham — rzucił zrezygnowanym tonem, jakby wiedział, co nadchodzi.
— Ile jeszcze, Tomek? Tydzień? Dwa? Miesiąc? Bo chyba zapomniałeś, że obiecałeś ją zostawić. A ja jak kretynka siedzę tu i żyję z kalendarzem w ręce, odliczając dni do niczego.
— Karola, przecież wiesz, że to nie takie proste…
— Nie?! — przerwałam mu ostro. — Co jest nie tak? To nie ja śpię z dwiema osobami naraz. To nie ja mówię jednej „kocham cię”, a drugiej „poczekaj”. To ty masz bałagan w życiu, nie ja.
Złapał się za głowę, ale milczał.
— Magda podejrzewa, że coś jest nie tak — powiedziałam. — Ale nadal ci ufa. A ja ją codziennie okłamuję. Ja. Jej najlepsza przyjaciółka.
— Nie chcę jej zranić — wydusił w końcu.
— A mnie? Mnie możesz? Mam wrażenie, że jesteś ze mną tylko wtedy, kiedy masz wolne od bycia dobrym mężem! — Wybuchłam. Krzyczałam coraz głośniej. Nie powstrzymałam łez. — Nie mam siły już być tą drugą! Nie chcę być! Albo coś zmienisz, albo koniec!
— Karola, proszę cię, nie teraz… — próbował mnie uspokoić, ale nie słuchałam.
— Wynoś się.
— Co?
— Wynoś się, Tomek. Zabieraj kurtkę i idź do swojej żony. Do swojej bezpiecznej, przewidywalnej, „nie chcę jej skrzywdzić” Magdy.
Patrzyłam, jak ze spuszczoną głową zbiera swoje rzeczy. Nie powiedział ani słowa więcej. Trzasnęły drzwi, a ja osunęłam się na podłogę i zalałam łzami. Po raz pierwszy naprawdę żałowałam, że go poznałam.
Rozłączyłam się
— Hej, masz chwilę? — zapytałam Magdę przez telefon, starając się brzmieć zwyczajnie. —— Potrzebuję pogadać.
— Jasne! Chodź dzisiaj do mnie, dzieciaków nie ma, Tomek gdzieś się zawieruszył. Sama siedzę.
Zawiesiłam się.
— Zawieruszył?
— No... powiedział, że idzie z kumplem na piwo, ale dziwnie się zachowywał. W sumie... nieważne. Co u ciebie?
— Wiesz, jakoś tak… dziwnie ostatnio. Mam wrażenie, że... nie wiem. Że robię coś nie tak. Że się pogubiłam — wyrzuciłam z siebie, po czym dodałam z wahaniem: — Myślałaś kiedyś, że ktoś, kogo bardzo kochasz, może być... nie tym, za kogo go miałaś?
— Karola, jesteś jakaś inna. Co się dzieje?
— Sama nie wiem — przerwałam. — Muszę kończyć. Pogadamy innym razem.
Rozłączyłam się. Ręce mi się trzęsły. Jeszcze jedno słowo i wszystko bym jej powiedziała. A przecież... nie mogłam. Tego samego wieczoru Tomek pojawił się pod moimi drzwiami.
— Karola, nie mogę bez ciebie żyć — powiedział od razu. — Myślałem, że dam radę, że cię odepchnę, że wrócę do normalności... Ale się nie da.
— To powiedz jej. Dzisiaj.
— Właśnie dlatego przyszedłem. Powiem jej. Dzisiaj. Obiecuję.
— Słyszałam to już sto razy — syknęłam.
— Ale tym razem to zrobię. Daj mi tę jedną ostatnią szansę.
Patrzyłam na niego długo, z sercem ściśniętym jak nigdy wcześniej. Chciałam wierzyć. Chciałam wierzyć tak bardzo, że aż zgodziłam się jeszcze raz dać mu tę cholerną „ostatnią” szansę.
Odwróciłam się i wyszłam
Czekałam. Od dziewiętnastej. Wypiłam dwie herbaty, potem lampkę wina. Co chwila spoglądałam na telefon. Cisza. Zero wiadomości od Tomka. Żadnego „już po wszystkim”, żadnego „wychodzę od niej”, żadnego „idę do ciebie”. O 23:47 napisałam do Magdy: „Hej, jesteś?”.
Odpisała po minucie: „Tak, przed godziną skończyliśmy oglądać serial z Tomkiem. Trochę się rozklejał, więc zrobiłam mu kakao. Jutro jedziemy na weekend w góry. On gdzieś pojechał, a ja muszę się spakować. Buziaki!”.
Patrzyłam na ekran i nie dowierzałam. Wstałam, założyłam płaszcz i pojechałam do niego. Wiedziałam, że będzie w tej knajpie na Mokotowie, tej od „spotkań z kumplami”. Siedział przy barze. Zauważył mnie dopiero, kiedy podeszłam.
— Karola? Co ty tu robisz? — Zbladł.
— Magda? Kakao? Serial? Wyjazd w góry?! — z każdym słowem piszczałam coraz bardziej. — Ty miałeś jej powiedzieć, że odchodzisz! Miałeś skończyć tę grę, Tomek! A nie popijać kakao i oglądać z nią Netflixa jak gdyby nigdy nic!
— Karola, proszę cię… — szeptał, ale ja już się nie kontrolowałam.
— Ty tchórzu. Jesteś nikim. Nikim! Wykorzystałeś mnie, moje uczucia, moją lojalność. Wiesz, co jest najgorsze? Że przez ciebie zdradziłam jedyną osobę, która mi ufała.
— Przepraszam…
— Nie przepraszaj mnie. Przeproś swoją żonę. Albo nie, nie rób tego. Po prostu się ode mnie odwal. — Odwróciłam się i wyszłam. Trzęsłam się cała, ale szłam prosto. Jak po wojnie, z której wyszłam ranna, ale żywa.
Karolina, 33 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „6 lat temu wyznałam mu, że jestem w ciąży. Zamiast euforii dostałam lodowatą ciszę, która trwa do dziś”
- „Żona musiała wyjątkowo pracować w święta. Zostałem sam z dziećmi i nawet nie wiedziałem, jak bardzo będzie to trudne”
- „Synowa nie ma za grosz gustu, ale kiedy zobaczyłam jej kreację na sylwestra, zamarłam. Wstyd mi za matkę moich wnuków”

