„Mąż ma 2 oblicza i nigdy nie wiem, czym mnie zaskoczy. Raz jest cudownym gentelmanem, kiedy indziej skończonym gburem”
„Wieczorem oglądaliśmy razem serial, jego dłoń leżała na moim kolanie. Było ciepło, spokojnie. Filip żartował, przytulał się do mnie jak dawniej. Chciałam zatrzymać tę wersję jego na zawsze.
Tylko że... już w nocy usłyszałam, jak burczy pod nosem”.

Obudziłam się o siódmej, jak zwykle przed budzikiem. Wstałam po cichu, żeby nie obudzić Filipa. Lubi spać długo, a gdy wstanie nie do końca wyspany, dzień potrafi się zacząć od awantury. W kuchni zaparzyłam jego ulubioną kawę i przygotowałam tosty z miodem. Słońce wpadało przez okno, było cicho i spokojnie — przez chwilę się łudziłam, że może dzisiaj będzie dobrze. Rzeczywistość jednak szybko to zweryfikowała.
Zamarłam na chwilę
Filip pojawił się w drzwiach z rozczochranymi włosami, ziewając. Uśmiechnęłam się do niego, jakbym mogła przywołać nim spokój. Usiadł przy stole i przez moment myślałam, że wszystko gra. Sięgnął po kubek, powąchał kawę i zmarszczył brwi.
— Dodałaś mleka? — zapytał z wyraźnym niezadowoleniem.
— Tak jak zawsze. Tylko trochę.
— Przecież mówiłem ci, że wolę czarną. Ile razy mam to powtarzać?
Zamarłam na chwilę. Przecież pił z mlekiem od tygodni. Albo mu smakowało, albo nie chciał nic mówić wcześniej. Spojrzał na mnie chłodno i odstawił kubek.
— Lepiej już nic nie rób, sam sobie zrobię — burknął.
Stałam obok, z tymi cholernymi tostami w rękach, i czułam, jak dobry poranek rozsypuje się jak domek z kart.
Zostałam przy stole sama
Po pracy wróciłam do domu wcześniej niż zwykle. Chciałam go zaskoczyć — kupiłam jego ulubione wino i zrobiłam makaron z kremowym sosem, który zawsze chwalił. Ustawiłam talerze, zapaliłam świeczkę. Gdy Filip wszedł, byłam pewna, że się ucieszy. Spojrzał na stół, po czym na mnie.
— Co to za okazja? — zapytał z podejrzliwością.
— Po prostu... miałam ochotę zrobić ci przyjemność — odpowiedziałam spokojnie.
Usiadł bez słowa. Przez chwilę było nawet miło, ale potem coś znowu go rozdrażniło. Podniosłam telefon, żeby sprawdzić godzinę, a on jakby czekał tylko na ten ruch.
— Serio? Nawet przy kolacji musisz siedzieć w tym telefonie?
— Nie siedzę. Tylko spojrzałam, która godzina...
— Aha. Jasne. Człowiek wraca do domu, a ty już gdzieś indziej myślami.
Patrzyłam na niego z niedowierzaniem. Przecież cały ten wieczór był dla niego. Chciałam, żeby choć raz poczuł, że jest ważny. Zamiast tego słyszałam kolejne oskarżenia, które nie miały sensu.
— Nie o to chodzi, Filip... Po prostu chciałam dobrze.
— Zawsze chcesz dobrze, tylko jakoś nigdy ci nie wychodzi — rzucił i wyszedł do sypialni.
Zostałam przy stole sama. Świeczka się dopalała, makaron stygł, a we mnie rosło zmęczenie.
Uśmiechnęłam się tylko
Następnego dnia wrócił z pracy z bukietem róż. Zaskoczył mnie tym kompletnie — wcześniej nie odezwał się ani słowem. Po prostu wszedł do kuchni, wręczył mi kwiaty i pocałował w policzek, jakby wczoraj nic się nie wydarzyło.
— Przepraszam. Miałem wczoraj ciężki dzień — powiedział cicho.
Chciałam coś powiedzieć, zapytać, czemu zawsze to „ciężki dzień” ma tłumaczyć każdą przykrość. Ale uśmiechnęłam się tylko i wzięłam kwiaty. Serce mi drżało. Chciałam wierzyć, że to właśnie ten jego lepszy moment, że jeszcze potrafimy być szczęśliwi.
Wieczorem oglądaliśmy razem serial, jego dłoń leżała na moim kolanie. Było ciepło, spokojnie. Filip żartował, przytulał się do mnie jak dawniej. Chciałam zatrzymać tę wersję jego na zawsze. Tylko że... już w nocy usłyszałam, jak klnie pod nosem. Zgubił ładowarkę i oczywiście to ja byłam winna. Nie wybuchł od razu, ale czułam to napięcie w powietrzu. Jakby zaraz miało znów runąć wszystko, co dobre. Leżałam obok i udawałam, że śpię. Miałam nadzieję, że tym razem przejdzie samo. Że nie zacznie krzyczeć. Że jutro znowu przyniesie kwiaty, a nie złość.
Te chwile zawsze są kruche
Pewnego popołudnia siedzieliśmy przy stoliku w kuchni, popijając kawę. Marcin patrzył na mnie jakby zastanawiał się nad czymś ważnym, a ja na niego, próbując odczytać jego myśli. Czasami jego spojrzenie pełne było czułości, innym razem chłodu. Nie wiedziałam, kiedy wpadnę w wir jego humorów i czy dzisiaj będzie dobry dzień, czy katastrofa.
— Wiesz, że czasami naprawdę nie rozumiem twojego humoru? — powiedziałam ostrożnie, próbując rozpocząć rozmowę, która mogłaby coś wyjaśnić.
— Hmm? — odwrócił głowę, patrząc na mnie nieprzeniknionym wzrokiem.
— Nie wiem, czasem wydaje mi się, że mnie kochasz, a czasem... nie — wyrzuciłam z siebie, zanim zdążyłam się wycofać.
— Jak to „nie”? — Uniósł brew i spojrzał na mnie z lekkim niedowierzaniem.
— No wiesz… — zaczęłam, ale nie potrafiłam dokończyć. Słowa grzęzły mi w gardle, bo bałam się jego reakcji.
— Hela… — powiedział cicho, podchodząc bliżej i obejmując mnie ramieniem. — Kocham cię, wiesz o tym. To nie znaczy, że zawsze jestem łatwy w obyciu.
Czułam ulgę i jednocześnie napięcie. Było miło, prawie jak dawniej, ale wiedziałam, że te chwile zawsze są kruche. Wystarczy jeden drobny szczegół: zgubiony kubek, za późno przyniesiona kolacja, i cała harmonia pryska. Zastanawiałam się, jak długo jeszcze dam radę żyć między miłością a niepewnością.
W samochodzie zapanowała cisza
Weekend miał być czasem odpoczynku, ale zaczął się od samego rana jak klasyczne pole minowe. Filip wstał wcześniej niż ja i od razu rzucił komentarz, że śniadanie nie wygląda tak, jak sobie wyobrażał. Starałam się zachować spokój, ale w środku czułam, jak napięcie rośnie. Każdy mój ruch był pod lupą: od przygotowania kawy po rozłożenie talerzy.
— Nie mogłaś pokroić chleba inaczej? — zapytał, patrząc na mnie z ukosa.
— Próbuję jak zawsze… — odpowiedziałam, starając się nie wpaść w pułapkę.
Przez kilka godzin staraliśmy się spędzić czas razem, planując mały wypad do miasta. Wydawało się, że wszystko idzie dobrze, dopóki w samochodzie nie włączył radia na stację, której nie cierpię. To był drobiazg, który rozlał kolejną falę frustracji.
— Czy ty zawsze musisz słuchać tego głośno? — zapytałam.
— No i co? To ja prowadzę — odpowiedział sucho.
W samochodzie zapanowała cisza. Miałam ochotę krzyczeć, ale nie chciałam psuć dnia. Po powrocie do domu Filip wziął się za sprzątanie, ale wszystko robił w pośpiechu i z wyraźnym niezadowoleniem. Stałam obok, próbując pomóc, a jednocześnie zastanawiając się, kiedy w końcu nadejdzie moment, że będziemy mogli się cieszyć sobą, a nie kalkulować każdy krok. Ten weekend przypominał mi, jak cienka jest granica między miłością a stresem w naszym związku, jak loteria jego nieprzewidziane nastroje potrafią zmienić wszystko w ciągu kilku minut.
Czasem zamykałam oczy
Z czasem zrozumiałam, że życie z Filipem nigdy nie będzie przewidywalne. Jego humor był jak zmienna pogoda — czasem słoneczny, pełen ciepła i uśmiechu, innym razem burzliwy i groźny. Każdy dzień był próbą cierpliwości i zrozumienia, a jednocześnie walką z własnymi emocjami. Próbowałam znaleźć balans między tym, co dobre, a tym, co trudne. Nauczyłam się doceniać te chwile, kiedy przynosił kwiaty, śmiał się ze mną i wydawał się obecny całym sercem.
Jednocześnie nie mogłam ignorować gniewu, który pojawiał się znikąd, i w którym czasem tonęłam. Uświadomiłam sobie, że w naszym związku nie ma prostych recept ani gwarancji spokoju. Kochanie Filipa oznaczało akceptowanie niepewności i bycie gotową na każdą zmianę nastroju, choćby bolało. Bywało ciężko, ale każdy uśmiech, każda drobna oznaka czułości dawały mi siłę, by próbować dalej.
Czasami zamykałam oczy i przypominałam sobie, że mimo chaosu i niespójności, te momenty szczęścia naprawdę istniały. To były chwile, dla których warto było znosić te trudniejszy czas. Nauczyłam się kochać nie tylko jego dobre dni, lecz także całego człowieka — z jego wadami i kaprysami.
Hela, 34 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Żona śmieje się ze mnie przy znajomych, a ja czuję się jak śmieć. Kiedyś broniła mnie nawet przed własną matką”
- „Wyszłam za mąż tylko dla pieniędzy. Dopiero po latach zrozumiałam, że gruby portfel nie zastąpi mi prawdziwej miłości”
- „Po przyjeździe na rodzinne ferie nad morzem przeżyliśmy szok. Miał być kominek i luksus, a przywitał nas grzyb i ziąb”

