Reklama

Nigdy nie sądziłam, że mój własny mąż, ten sam, który jeszcze kilka lat wcześniej przysięgał miłość, szacunek i wsparcie do końca życia, spojrzy mi w oczy i z zimną obojętnością każe mi się wynieść z naszego wspólnego domu. Domu, który razem urządzaliśmy, gdzie wieszałam firanki, gotowałam obiady i czułam się bezpiecznie. Nie wiedziałam, że w szafie, do której kiedyś wieszałam jego koszule, teraz ma zawisnąć ubrania jego kochanki. Kiedy usłyszałam jego słowa, nie miałam odwagi nic spakować. Po prostu wyszłam. W pantoflach, bez kurtki. I zostałam z niczym.

Szafa pełna sekretów

– Musisz się wynieść – powiedział spokojnie, jakby chodziło o coś błahego, o przestawienie fotela w salonie. – Ola się jutro wprowadza, musi mieć miejsce na swoje rzeczy.

Stałam w kuchni z łyżką w dłoni, mieszając sos do makaronu. Myślałam, że się przesłyszałam.

– Co powiedziałeś?

– No, że musisz się wynieść. Dzisiaj, najlepiej jeszcze przed wieczorem.

Poczułam, jak uginają mi się nogi. Oparłam się o blat, żeby nie upaść.

– Kto to jest Ola? – zapytałam z dziwnym spokojem.

– Moja dziewczyna. Spotykamy się od kilku miesięcy. Już czas, żebyśmy zamieszkali razem. Nasze małżeństwo od dawna nie ma sensu.

Rozejrzałam się po kuchni. Nasze zdjęcie w ramce. Kubek z napisem „Dla najlepszego męża”. Serwetnik, który kupiliśmy wspólnie na wyprzedaży w Ikei. Wszystko to nagle straciło sens.

– Czy ty mnie właśnie wyrzucasz z własnego domu?

– Nie dramatyzuj. Możesz wrócić do matki. Chyba się ucieszy, zawsze coś do mnie miała.

Nie odpowiedziałam. Nie płakałam. Nie krzyczałam. Po prostu poszłam do sypialni, wzięłam torebkę, narzuciłam sweter i wyszłam. Jak stałam. Bez walizki. Bez planu. Bez godności.

Telefon bez odpowiedzi

Zadzwoniłam do mojej mamy, ale nie odebrała. Drugi raz też nie. A za trzecim razem odebrał ojciec, zaspanym głosem zapytał:

– Coś się stało?

– Tata… mogę przyjechać? Na chwilę. Nie mam gdzie spać.

– Teraz? – zdziwił się. – Jest pół do dziesiątej, co się dzieje?

– Michał… mnie wyrzucił – powiedziałam, a głos mi się załamał.

– Przyjedź – rzucił krótko i się rozłączył.

Szłam na przystanek jak we śnie. Autobus przyjechał po dwudziestu minutach. W środku pachniało starym plastikiem i zimą. Ludzie patrzyli na mnie, jakby czuli, że coś jest ze mną nie tak. Usiadłam przy oknie, trzymając torebkę kurczowo na kolanach. Nie miałam nic więcej. Ani ubrania na zmianę, ani szczoteczki do zębów. Tylko telefon i klucze, których już nie będę potrzebować. Mama otworzyła drzwi i spojrzała na mnie uważnie. W oczach miała mieszankę zdziwienia i współczucia.

– Coś ty narobiła? – zapytała szeptem, jakby to była moja wina.

Nie odpowiedziałam. Położyłam się na wersalce w dawnym pokoju brata i wpatrywałam się w sufit. Z daleka zaczęło do mnie docierać: naprawdę nie mam już domu.

Rachunek za grzechy

Nie spałam prawie wcale. Leżałam skulona pod kocem i w głowie odtwarzałam sceny z ostatnich miesięcy. Wszystko nagle zaczęło układać się w całość: późne powroty Michała, zapach obcych perfum, wyłączony telefon, służbowe wyjazdy, które pojawiły się ni stąd, ni zowąd. A ja? Ja to wszystko wiedziałam. Tylko nie chciałam widzieć.

– Przecież on cię od dawna traktował z góry – powiedziała rano mama, podając mi herbatę. – Udawałaś, że wszystko gra, żeby nie przyznać się, że cię już nie kocha.

Nie odpowiedziałam. Bolała mnie ta prawda. Mama zawsze go nie lubiła. I teraz miała satysfakcję, choć starała się tego nie okazywać.

– I co teraz? – zapytała. – Wracasz do pracy?

Nie mam gdzie wracać – wydukałam. – Zwolniłam się przecież, bo Michał mówił, że lepiej, jak będę w domu. Miałam się zająć ogrodem, sobą… nami.

Mama westchnęła.

– Naiwna. Tylko czekał, aż staniesz się od niego zależna.

Zacisnęłam zęby. Nie chciałam, żeby miała rację. Ale miała. Spojrzałam na telefon. Zero wiadomości. Żadnego „przepraszam”, „wróć”, „nie mogę bez ciebie żyć”. Tylko cisza. Jakby mnie nigdy nie było. Jakby przez dziesięć lat mieszkał z cieniem.

Spotkanie na parkingu

Minął tydzień. Wciąż spałam w starym pokoju, z ubrań miałam dwie bluzki, które kupiła mi mama w markecie. Mój świat się zawalił, a Michał… żył sobie dalej. Dowiedziałam się, że Ola się wprowadziła. Nasza sąsiadka, pani Teresa, zadzwoniła z plotkami. Powiedziała, że nowa partnerka Michała wnosiła pudła przez dwa dni. I że Michał wyglądał na szczęśliwego.

Poczułam, że muszę coś załatwić. Pojechałam pod nasz dom. Z parkingu zobaczyłam jego samochód i… jej. Miała na sobie moją dawną kurtkę. Tę, którą Michał kupił mi na rocznicę. Szła z psem, naszym psem, którego zostawiłam, bo myślałam, że nie mogę mu zabrać wszystkiego. Zanim zdążyłam się odwrócić, zauważył mnie. Michał.

– Co ty tu robisz? – zapytał chłodno, podchodząc do mnie.

Chciałam zabrać kilka rzeczy. Dokumenty, może jakieś ubrania.

– Powinnaś była pomyśleć o tym wcześniej. Już nic twojego tu nie ma.

Zaniemówiłam. Stałam jak słup, a on nawet nie miał w sobie cienia litości.

– Serio? Po dziesięciu latach tak to załatwiasz?

– Nie chcę awantur. Ola nie lubi dramatów.

I odszedł. Jakby mnie nie znał. Jakbym była tylko kimś, kto się kiedyś przypadkiem wprowadził.

Pomocna dłoń

Wróciłam do mamy i przez godzinę nie odezwałam się ani słowem. Nie płakałam. Nie miałam już czym. Siedziałam w ciszy, aż w końcu wzięłam telefon i zadzwoniłam do Asi – koleżanki z liceum, z którą kiedyś spędzałam każdą wolną chwilę, ale potem kontakt się urwał. Odbierając, zdziwiła się, ale nie czułam w jej głosie niechęci.

– Co się dzieje? – zapytała natychmiast, słysząc moje ciche „cześć”.

Powiedziałam wszystko. Bez upiększeń. Nawet o tym, że wyszłam z domu bez majtek na zmianę, że mieszkałam u mamy i wstydziłam się wyjść na ulicę.

– Przyjedź do mnie – powiedziała natychmiast. – Mam wolny pokój, potrzebuję kogoś do pomocy przy dzieciach. Jutro jedziemy do Ikei, ubierzemy cię od stóp do głów. Mam też kontakt do fajnej prawniczki. Spiszemy pozew. Nie dasz się tak wyrzucić jak śmieć.

Poczułam, że coś się we mnie podniosło. Może nie duma. Jeszcze nie. Ale jakaś siła. Może już nigdy nie odzyskam tego, co miałam. Może Michał nigdy mnie nie przeprosi. Ale nie będę spać do końca życia na wersalce w pokoju po bracie. Nie jestem resztką po jego miłości.

– Dziękuję – wyszeptałam. – Przyjadę.

Otworzyłam nowe drzwi

Asia nie rzucała słów na wiatr. W ciągu dwóch dni miałam nowe ubrania, pokój z widokiem na park i gorący kubek kawy codziennie rano. Jej dzieci przyjęły mnie z naturalną dziecięcą ufnością, a ja po raz pierwszy od miesięcy uśmiechnęłam się szczerze. W sądzie złożyłyśmy pozew rozwodowy. Michał nie stawił się na pierwszej rozprawie. Podobno był na urlopie. Ola wrzuciła zdjęcie na Instagram – siedzieli razem na plaży z winem w ręku i podpisem: „To początek”.

Mój początek wyglądał inaczej. Ciche wieczory, samotne kolacje, długie rozmowy z Asią, podczas których odzyskiwałam cząstki siebie, które zgubiłam w tamtym domu. Zaczęłam szukać pracy. Najpierw dorywczej, potem coraz poważniejszej. Ktoś powiedział mi, że wyglądam inaczej – bardziej pewnie. Nie wiedziałam, co na to odpowiedzieć. Jeszcze nie czułam się silna. Ale już nie byłam słaba.

Któregoś dnia, wracając z rozmowy o pracę, przechodziłam obok sklepu. Wystawała z niego kobieta, która miała na sobie moją dawną kurtkę. Nie odwróciła się, ale ja wiedziałam, że to Ola. Tym razem to ja odwróciłam wzrok i poszłam dalej. Nie miałam już do niej żalu. Michała zostawiłam jej w całości. Ja miałam siebie. I to wystarczyło.

Joanna, 37 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama