„Mąż dał teściowej luksusową błyskotkę na święta. Chyba nie byłam tak grzeczna jak ona, bo dostałam tanią patelnię”
„Zamarłam. Nawet nie spojrzał mi w oczy. Byłam jego żoną, matką jego dziecka, kobietą, która gotowała przez cały dzień tę kolację – i dostałam sprzęt do kuchni. Ona – luksusową błyskotkę. Symbol, że jest dla niego kimś ważnym. A ja? Byłam dodatkiem do patelni”.

- Redakcja
Nie wiem, kiedy to się zaczęło. Może wtedy, gdy Michał zaczął wracać z pracy i bez słowa siadał przed telewizorem. A może wcześniej – gdy przestał zauważać, że się staram. Że ugotowałam coś nowego, że zmieniłam fryzurę, że w ogóle jestem. Czasem czułam się jak stary mebel. Praktyczny, ale niepotrzebny.
Rano pierwsza wstawałam, robiłam śniadania, ogarniałam dom. Michał? Michał miał „ciężki dzień”. A jak zachorowałam? Spytał tylko, czy dam radę zrobić zakupy, bo on „nie ma kiedy”. Najbardziej bolało mnie jednak to, że dla swojej matki – Teresy – potrafił się wykazać. Dzwonił, jeździł, troszczył się. Dla niej zawsze miał czas i serce. A ja?
– Serio, Magda, on nawet nie zauważył, że od tygodnia mam inną fryzurę – żaliłam się przyjaciółce.
– Anka, on cię po prostu nie dostrzega. W ogóle się tobą nie interesuje – stwierdziła.
Zasługuję na więcej, a mimo to coraz częściej czuję, że nie jestem już żoną. Jestem tylko tłem.
Teściowa była ważniejsza
Wieczór wigilijny przyszedł szybciej, niż myślałam. Stół był zastawiony jak z katalogu – dwanaście dań, obrus wyprasowany, świeczki w szklanych świecznikach. Siedzieliśmy razem: ja, Michał i jego matka. Jak co roku u nas, bo przecież „u Teresy za ciasno”. Składając życzenia, Teresa spojrzała na mnie chłodno:
– Zdrowia, Aniu. I więcej cierpliwości. Wiesz… do życia.
– Wzajemnie – odpowiedziałam, siląc się na uśmiech.
Michał z zadowoleniem podał jej starannie zapakowany prezent. Lśniący papier, kokarda na szczycie. Teściowa rozpakowała podarek z teatralnym zachwytem, a w środku było eleganckie, aksamitne pudełeczko. Powoli otworzyła wieczko i naszym oczom ukazał się zegarek. I to nie byle jaki – nowoczesny, ale w klasycznym stylu, z bransoletką z różowego złota i sentymentalnym grawerem. „Dla najlepszej mamy na świecie”. Przeszedł mnie dreszcz. Przecież ja też byłam matką. Teresa spojrzała na syna z czułością.
– Michałku, przecież to musiało kosztować fortunę…
– Wiem, że długo o takim marzyłaś – powiedział z dumą. – To był ostatni egzemplarz.
Ona aż się wzruszyła. A ja? Dostałam patelnię. Bez papieru, w kartonie z marketu.
– Dziękuję… – rzuciłam cicho.
– Przecież mówiłaś, że twoja już się rysuje – wzruszył ramionami.
Zamarłam. Nawet nie spojrzał mi w oczy. Byłam jego żoną, matką jego dziecka, kobietą, która gotowała przez cały dzień tę cholerną kolację – i dostałam sprzęt do kuchni. Ona – luksusową błyskotkę. Symbol, że jest dla niego kimś ważnym. A ja? Byłam dodatkiem do patelni.
Czułam się upokorzona
Dwa dni po świętach nie wytrzymałam. Stałam w kuchni, patrzyłam na tę nową patelnię leżącą na blacie, jakby się ze mnie nabijała. W końcu wyszłam do salonu, gdzie Michał leżał rozwalony na kanapie z pilotem w ręce.
– Michał, możesz mi coś wytłumaczyć?
– Teraz? – mruknął, nie odrywając wzroku od telewizora.
– Tak, teraz.
Usiadłam naprzeciw niego.
– Powiedz mi, dlaczego twoja matka dostaje prezent za tysiąc złotych, a ja… patelnię?
Wzruszył ramionami.
– Przecież mówiłaś, że potrzebujesz.
– Czy ty naprawdę nie widzisz, jak to wygląda? – głos mi zadrżał. – Dla niej błyskotka, a dla mnie sprzęt kuchenny. Dla kobiety, z którą śpisz, żyjesz, dzielisz dom.
– Anka, znowu dramatyzujesz. To tylko prezenty!
– Nie. To nie tylko prezenty. To dokładnie pokazuje, kto jest dla ciebie ważniejszy. Kogo chcesz uszczęśliwić, a komu wystarczy byle co.
– Ty zawsze masz z czymś problem. Nic ci nie pasuje. Dla ciebie wszystko musi być na pokaz.
– Dla mnie?! – podniosłam głos. – Mi wystarczyłby list, kartka, cokolwiek od serca. Ale ty nawet się nie wysiliłeś!
Patrzył na mnie z obojętnością. Chciałam zobaczyć skruchę, cokolwiek. Ale nie – jakby mówił do współlokatorki.
– Wiesz co? – rzuciłam. – Od dawna mam wrażenie, że dla ciebie jestem po prostu... pomocą domową.
Nie zaprzeczył. Po prostu wstał, poszedł do łazienki, zostawiając mnie z uczuciem upokorzenia i pustki.
Kochał tylko swoją matkę
Wieczorem zbierałam pranie z suszarki w sypialni. Michał siedział w gabinecie obok – rozmawiał przez telefon, na głośniku. Drzwi zostawił uchylone. Nie podsłuchiwałam… po prostu usłyszałam.
– No przecież wiem, mamo… Wiem, że tylko ty mnie rozumiesz. Anka ciągle ma o coś pretensje.
Zamarłam.
– Cieszę się, że pamiętałeś o mnie na święta, Michałku – powiedział ciepło jej głos. – Tylko mnie masz.
– No właśnie – westchnął. – Z tobą mogę być sobą. Z nią to już… inna historia.
Zrobiło mi się gorąco. Czułam, jak mi serce łomocze w gardle.
– Nie zapominaj, kto cię wychował. Żadna kobieta nie będzie ci bliższa niż matka – dodała spokojnie Teresa.
– Wiem. Jesteś moją prawdziwą rodziną – powiedział z uśmiechem.
Odłożyłam pranie na łóżko i weszłam do gabinetu. Michał spojrzał na mnie zaskoczony.
– Eee, mamo, zadzwonię później – rzucił szybko i się rozłączył.
– Prawdziwa rodzina, tak? – spytałam. – A ja to kto?
– Anka, nie podsłuchuj. To nie tak…
– A jak? – przerwałam mu. – Już nawet nie udajesz, że jestem dla ciebie ważna. Kochasz tylko swoją matkę.
Nie zaprzeczył. Wstał, jakby chciał wyjść, ale zatrzymałam go wzrokiem.
– Wiesz, co jest najgorsze? Że nie czuję już nawet złości. Tylko żal. Do siebie, że tak długo to znosiłam.
Odwrócił się plecami. A ja po raz pierwszy od dawna poczułam… że coś się we mnie zmieniło.
Nie chciałam w tym tkwić
Siedziałyśmy z Magdą w jej mieszkaniu. To był jeden z tych wieczorów, kiedy człowiek już nie udaje, że wszystko jest w porządku. Miałam podpuchnięte oczy, ale nie ze zmęczenia, tylko z żalu.
– Powiedział, że ze mną to już inna historia – powtórzyłam, mieszając czerwone w kieliszku. – Że jego prawdziwą rodziną jest matka.
– Nie wierzę… – Magda spojrzała na mnie z niedowierzaniem. – Chociaż nie. W sumie wierzę. Michał zawsze był maminsynkiem.
– A ja byłam… czym? Lokatorką? Służącą, kucharką?
– Anka, nie zasługujesz na takie traktowanie.
– Ale na takie właśnie się zgodziłam. Wiesz, że raz zapytałam go, dlaczego nigdy nie przytula mnie ot tak, bez powodu? Wiesz, co odpowiedział?
– Co?
– Że nie lubi czułości „na siłę”. Ale do matki się przytula zawsze. Nawet jak siedzi obok niej na kanapie, głaszcze ją po ramieniu. Jak dziecko.
Magda zamilkła na chwilę. Potem powiedziała:
– Słuchaj, a może on cię nigdy nie kochał? Może… po prostu potrzebował żony. Kogoś, kto się zajmie domem, bo matka już była za stara?
Zabolało, ale była blisko prawdy.
– Wiesz, co jest w tym wszystkim najgorsze? – powiedziałam cicho. – Czuję się jak mebel. Mam być, trwać, nie narzekać. I najlepiej nie zajmować miejsca.
– I dalej chcesz w tym tkwić?
Spojrzałam na nią. I po raz pierwszy powiedziałam na głos to, co od miesięcy dudniło mi w głowie:
– Nie wiem, ale coraz częściej myślę, że chyba nie.
Nie chciał mnie zatrzymać
Czekałam, aż wróci z pracy. Usiadł do kolacji, jak gdyby nigdy nic, a ja... po prostu stanęłam przy stole.
– Michał, chcę z tobą poważnie porozmawiać. Bez uciekania, bez telewizora.
Westchnął ciężko, jakby już go to męczyło.
– No dobrze. Mów.
– Powiedz mi wprost. Kochasz mnie jeszcze?
Spojrzał na mnie, jakby próbował coś wyczytać z mojej twarzy. A potem wzruszył ramionami.
– Nie wiem. Może to już… przyzwyczajenie.
Zamarłam.
– Czyli nic nas już nie łączy?
– Anka, nie rób scen.
– Nie robię. Już ich nie będzie – odpowiedziałam chłodno. – Po prostu chcę wiedzieć, na czym stoję. Bo ja dłużej nie zamierzam żyć z człowiekiem, dla którego jestem nikim.
Milczał.
– Michał… ty mnie nawet nie spróbujesz zatrzymać, prawda?
– Jeśli naprawdę tego chcesz, nie będę cię powstrzymywać.
Poczułam, jakbym straciła grunt pod nogami. Nie dlatego, że mnie nie zatrzymał. Tylko dlatego, że naprawdę tego nie chciał. Wstałam od stołu, wzięłam płaszcz z wieszaka.
– Jadę do Magdy. A jutro zacznę szukać mieszkania. I prawnika.
Nie odpowiedział. Tylko schylił się nad talerzem i zajął się jedzeniem, jakby właśnie zapadła decyzja o tym, kto wyrzuci śmieci.
Anna, 36 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Kupowałam sylwestrową kreację, ale zamiast na promocje, trafiłam na dowód zdrady. Okazja do zemsty spadła mi z nieba”
- „Córka potrzebowała korepetycji z biologii. Zapisałem ją na prywatne lekcje, bo skusił mnie uśmiech nauczycielki”
- „Zerwałam zaręczyny, bo on nie chciał być ojcem. Teraz ma trójkę dzieci z inną kobietą”

